Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

16 sierpnia 2015

TINGATINGA

Edward Saidi Tingatinga to nieżyjący już malarz pochodzący z Tanzanii, którego nazwisko posłużyło jego następcom do sformowania swego rodzaju malarskiej szkoły, bardzo dziś popularnej, nie tylko w Tanzanii  i Afryce; szkoły malarskiej, jak sądzę, wizualnie atrakcyjnej, której początki sięgają wczesnej twórczości Tingatingi, kiedy to malował swoje obrazy na ścianach wiejskich chałup.
Zapewne obrazy nurtu "tingatinga" mieszczą się w szerszym kontekście malarstwa naiwnego "naive art", z którego promieniuje dziecięca niemal radość tworzenia, precyzyjne linie oddające naturalistyczne (czasami surrealistyczne) kształty ożywionej natury, bliskiej miejscom, gdzie malunki powstają oraz przepyszne, urzekające barwy, będące same w sobie wartością dodaną do szczerej wizji rzeczywistości, jaką prezentują nam autorzy. 
Bardzo często nieświadomi wartości malarstwa naiwnego domorośli "krytycy sztuki" niesłusznie obarczają "naive art" mianem kiczu, który rzeczywiście istnieje, lecz nie tam, gdzie szczerość i oryginalność wypowiedzi ma miejsce.
Zresztą, lepiej popatrzeć, aniżeli nadmiernie słowem wspierać to, co winno być odbierane wrażliwością wzroku na kompozycję barw.

 autor: Daudi Tingatinga, syn Saidiego


trudno odnaleźć nazwisko autora, choć sam obraz jest klasycznym przykładem szkoły "tingatinga"


autor:  Martin Bulinya - "Maasai Market"

2 komentarze:

  1. Nasycona barwa wzmacnia odczucia, a jasny, kolorowy świat obrazów wywołuje radość oglądającego. I o to chodzi: wywołanie emocji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem znawcą sztuki, a poza tym okropnie mnie denerwuje gdy krytycy sztuki usiłują dociec "co artysta chciał nam powiedzieć". To naprawdę mało ważne- każdy obraz przekazuje nam jego emocje i jeśli budzi emocje również w nas, to jest wszystko w porządku.Interpretacja każdego dzieła pod względem "co artysta ma na myśli" prowadzi do narzucania odbiorcom tego co powinni odczuwać. Każdemu z nas co innego się podoba i każdy obraz (lub wiersz) wywołuje u każdego odbiorcy zupełnie różne odczucia. Oglądałam oryginalne obrazy tak słynnych
    malarzy jak Tintoretto , Tycjan, Bellini i.....zero wzruszeń,
    nie przemawiały do mnie. O wiele więcej emocji odczuwałam np. będąc na wernisażu prac Mierzejewskiego, choć to nie był światowej sławy malarz.
    Nie mówiąc już o obrazach moich ulubionych malarzy: Monet, Pissarro,Renoire i kilku innych z tego kresu oraz
    twórców okresu art nouveau czy też art deco. Z tych trzech pokazanych przez Ciebie obrazów "maasai market" jest ( dla mnie) świetny.Niewiele w tym naiwności, za to sporo syntezy. Z chęcią miałabym go na ścianie.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń