Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

13 grudnia 2013

Inwersja

"Jeśli kto w pisaniu biegły, do zapisania swoich myśli zakręconych skory, niech porą wieczorną pióro chwyci w dłoń niecierpliwą, do stolika przysiądzie z kawą po stronie lewej, niech pisze."
"Jeżeli ktoś jest biegły w pisaniu i skory do zapisywania swoich zakręconych myśli, niech wieczorną porą przysiądzie do stolika, stawiając po lewej stronie kawę i zacznie pisać, chwytając w niecierpliwą dłoń pióro."
Obie wypowiedzi, ułożone naprędce, bez szczególnego zamysłu, treści niemal jednakie mając, różnią się stylem wypowiedzi.
Niżej położony tekst zdaje się być poprawniejszy w formie, podręcznikowy i bardziej niż mniej właściwy polskiej składni.
Tekst zamieszczony powyżej, równoważny treściowo poprzedniemu, burzy swoją formą zasady rodzimej składni, przez co, na pierwszy rzut oka albo, na pierwsze czytanie, jest trudniejszy do zrozumienia. A jednak napisano go świadomie, na przekór akademickiej składni. Uczyniono tak, aby wzmóc dynamikę wypowiedzi, aby, poniekąd, zaskoczyć czytającego innością i nietypowością. Przyjrzyjmy się, jak wyglądają MYŚLI swoje zakręcone, jak ważna staje się DŁOŃ, jak zyskuje na znaczeniu STRONA albo to PISANIE.
Piszący uprasza czytających o stawianie logicznego akcentu na pierwszym członie wyrażenia.
Mamy tu do czynienia z inwersją, jednym ze środków stylistycznych, która, często wzbogacona, staje się rozbudowaną metaforą lub w metaforze się zawiera. Pamiętacie ten fragment z "Odprawy posłów greckich Kochanowskiego?
"O białoskrzydła morska pławaczko,
Wychowanico Idy wysokiej,
Łodzi bukowa, któraś gładkiej
Twarzy pasterza Pryjamczyka
Mokrymi słonych wód ścieżkami
Do przezroczystych Eurotowych
Brodów nosiła!"
Inwersja poczesne swoje miejsce zajmuje w baroku, a jedną z przyczyn jej popularności tłumaczy się wpływem języka łacińskiego, którego składnia odmienna jest od polskiej.
Jakkolwiek przesadne ilościowo przestawianie słów w mowie i piśmie utrudnia percepcję wypowiedzi, to stosowanie inwersji, oszczędne i dla wzmocnienia siły myśli i obrazu czynione, wzbogaceniem istotnym poezji i prozy bywa.

10 grudnia 2013

Epistoła

A skrzynka moja pusta, panie Adamie. Tyleś mi pan obiecywał, że będziesz pisał. Ale teraz to musisz albo i innym sposobem się ze mną skontaktować, bo sprawa jest pilna, a do pewnego stopnia i pana dotyczy. O zachowanie dyskrecji proszę i chociaż o nią nie byłam proszona, sama z siebie uznaję, że powinnam tego wymagać nawet od pana. 
Otóż Maria, ta, która z panem, na dobre i złe los swój związała, tydzień temu zadzwoniła do mnie. była poruszona, głos jej się załamywał, to znów ze szczęścia kipiał. Jeżeli kobieta w tak zmiennym nastroju jest, panie Adamie, nic tylko wielka rzecz się szykuje. Niech więc pan słucha.
Maria jest w trzecim miesiącu ciąży. Wiedział pan?
Myślę jednak, że nie jest pan tego świadomy, co wnioskuję z rozmowy z Marią. Nigdy wcześniej nie skrywała niczego przede mną a ja szanowałam zawsze jej zdanie, powierzane mi tajemnice, lecz również jej milczenie, kiedy powiedzieć czego nie chciała. A jednak będę drążyć ten temat do skutku. Czym innym jest bowiem nie wiedzieć, a czym innym dopuszczać tę ewentualność, że ma się z ciążą coś wspólnego. Nie będę dłużej owijać w bawełnę: czy nie jest pan ojcem dziecka? Przepraszam za tę bezpośredniość, co tłumaczę sobie naszą długą znajomością, by nie rzecz adekwatnie - przyjaźnią. Ponadto tak długie przebywanie z sobą kobiety i mężczyzny częstokroć doprowadza do rzeczy nieuniknionej. Gdyby tak było, proszę mnie zrozumieć, jestem najdalszą od potępienia kogokolwiek. Jest to tym bardziej zrozumiałe, gdyż Maria bardzo przeżyła rozstanie z narzeczonym, którego rodzice lepszą partię dla swego syna wymarzyli. Po takim zawodzie, bywa, kobieta zdolna jest niemal do wszystkiego, aby zapomnieć i ukoić ból, więc niech mi pan nie bierze za złe, że w tym kontekście o panu pomyślałam. Jedyne, czego zdołałam się dowiedzieć, to to, że ojcem dziecka nie jest ten student. Zresztą przez pół roku się nie widzieli.
Panie Adamie, jak by tam z wami nie było, proszę, niech weźmie pan Marię pod opiekę i niech jej się krzywda nie dzieje, choć dziecko, nie jest dla matki krzywdą. Tak czy owak, będzie potrzebowała wsparcia i tej wrażliwości, którą pan ma i na pewno nie straci, gdy sprawa stanie się oczywista dla otoczenia. Kończąc już tę epistołę, mniemam, że zobaczymy się na święta, bo radca Krach, doktora Koteńkę do pana prosi. Ten oczywiście beze mnie, ani rusz... a swoją drogą nie wiem, czy pozwoliłabym mu na to,
Zofia   

09 grudnia 2013

Bezsens

Czy można - odezwał się w liście do mecenasa Szydełki Radca Krach (radca unika jak ognia telefonu, wręcz nie umie się nim posługiwać, z wyjątkiem nie budzącej wątpliwości konieczności) - przez rok, dwa lata. może i krócej, utracić wiarę w sens kilkudziesięcioletniej pracy? To tak jakby powódź, czy inny kataklizm, zrujnował ci dom, a ty już nie masz do czego powrócić. Więcej, budzisz się pewnej nocy i pełen goryczy zastanawiasz się nad tym, czy rzeczywiście istniałeś wtedy, kiedy jeszcze twoja wiara była niezachwiana, kiedy wierzyłeś w to, co robisz i nie szczędziłeś wysiłku, aby ciągnąć jak wół swoje życie? To znacznie więcej niż stracić najbliższą osobę, przyjaciela, pracę, zmienić miejsce zamieszkania, zachorować nagle... to utrata własnej tożsamości, wykreślenie z pamięci wcale pokaźnego bagażu doświadczeń, które dziś nie są warte funta kłaków i, nikomu nie potrzebne, giną rozpraszane po świecie przez wiatr. Nagle zmieniasz się w rozumną (jeszcze rozumną) roślinę, która nie wie, czy istnieje jako wieloletnia sadzonka, czy jednorocznym organizmem, który skończy swój byt wraz z pierwszym przymrozkiem. Spotykam takiego człowieka - pisze radca Krach - i pozostaję w stanie  wielkiego niezrozumienia. Z każdym dniem coraz mniej go poznaje, a kiedy pytam o niego tych, którzy go znają lepiej niż ja, oni również nie znajdują odpowiedzi na temat kruchości życia, a w konsekwencji jego bezsensu. Mecenasie, my przecież obaj, i nie tylko my, stąpamy twardo po ziemi. Może zbyt twardo, aby zauważyć, że niektórzy obok nas podążają, co ja mówię, wloką się na szarym końcu, unurzani w błotnej mazi, po drodze odartej z drogowskazów. Czy tak być musi? Czy jest gdzieś kres tej bezsensownej, nużącej drogi?
Radca Krach zasypia przy swoim niedokończonym liście, przy kopercie rozwartej, z naklejonym znaczkiem na frontowej stronie zmyślnie złożonego papieru.



08 grudnia 2013

Wyjątek z "Utopii" Thomasa More'e

(…) Miasto [„Utopian”] otoczone jest wysokimi, grubymi murami, w których znajduje się wiele wież i fortów. Jest tam także szeroki, głęboki, suchy rów, porośnięty gęsto cierniami, którymi obsadzono trzy strony miasta, natomiast rzeka odgradza miasto z czwartej strony świata. Ulice są bardzo wygodne do podróżowania nimi i osłonięte są od wiatru. Budynki mieszkańców miasta są dobre i tak jednolite, że całość ulicy przypomina jeden wielki budynek. Ulice są szerokie na dwadzieścia stóp, a z tyłu budynków rozpościerają się ogrody. Przy dużych ulicach stoją budynki, posiadające wejścia od frontu i z tyłu, od ogrodu. Drzwi domów są dwuskrzydłowe, z łatwością można je otwierać i każdy może je zamknąć. Domy nie są prywatną własnością, dlatego każdy może do nich wchodzić (…)

06 grudnia 2013

Żwawe harce

Gęba porozbijana, nie tylko wiatrem, który od presto, poprzez stringento aż do prestissimo zmierza, a za oknem grzmot z błyskawicą w parze swawolnie hulają. Gęba porozbijana psychicznie, gdy onych w telewizorze jej zagrają, a jedne drugich za łby biorą, czyli w sumie w centralnej Europie bez zmian.
Jedne i drugie POPISY wyczyniają i harce, a co bardziej harde na umowę o dzieło, zlecenie, czy jakże tam, w telewizorni się pokazują, a ozorami klapią i śliną zacne swe twarze oplawają.
Razu pewnego wyjątek był śliczny, kiedy na jednej trąbie i cymbałach grali, na okoliczność zmiany miejsca zamieszkania. Dla mniej obrotnych w pilotach z przyciskami Gęba przypomina, że któregoś tam dnia  obudziła się w ukraińskiej stolicy i tam do późnej nocy została, bo na calutkim bożym świecie nie wydarzyło się nic, zupełnie nic. I dalejże kamieniami łomotać i pałami dawać razy. Ale uciecha. A tamże, w telewizorni gadające głowy prawią, jak być powinno i czemuż nie podpisał jeden taki umowy, paskuda jedna, a powinien... i radzą a mądrzą się, a tłumaczą.
A na proscenium inne boje: dżenderowce naprzeciw katolikom stają, jak te koguty zawzięte, aż posłuchać miło, jaka środ wieczornej ciszy miłość spływa ze słowami. Gęba podsłuchała od jednej pani, że nijak nie zrozumie jeden z drugim biedy i przyczyn ekonomicznej zatraty, gdyby nie dżenderowska filozofija, która to wszystko jak amen na pacierzu poukłada i wytłumaczy. A dziecka w kołyskach to chyba już nogami przebierają na takie dictum, które tyle wolności z sobą niesie. Juże taki na przykład chłopaczek płci, tfu, męskiej, uszczęśliwion srodze, że pozwolone mu będzie lalkom oczy wydłubywać, a włosy barbiemu podstrzygać. Pewnieć też i dziewczynka jaka, płci przeciwnej, ach, kwlili w pielusze radośnie, że dane jej będzie traktorem się pobawić, albo innym łukiem czy toporem kotkowi albo jakiej żabie po łbie zdzielić. Jakież to urocze obejrzeć i całym swym jestestwem w sporze jako widz uczestniczyć.
Gęba łypie też okiem na rosnące wciąż możliwości i formy wolności naszej ukochanej. Nie podoba ci się profesorski wykład: wskocz na stołek, pupę wypnij, podskocz parę razy, zakrzycz i kułakiem powymachuj.
Nie podobuje ci się teatralny spektakl: wliź na niego, pohańbuj słowem głośnym a dosadnym, klątwę ciśnij na odszczepieńców.
Inna sprawa, rzecze Gęba, że artysty u nas są wielkie, oj wielkie. Jeden to na golasa do krzyża się przytwierdził, takąż swą miłość a nienawiść w jednym, do chrześcijańskich wartości wyrażając, że na kolana rzucił gawiedź a krytyków w wartościach sztuki swej nieposkromionej utwierdził. A że majtków nie włożył, to z tej przyczyny, że z nimi jako ten jeleń na rykowisku by wyglądał... a kto by kicz taki zdzierżył. Więc już lepiej, że swoje marne, pożal się Boże, przyrodzenie, ukazać; może i który znawca sztuki ZOOM włączy, co by detalicznie obejrzeć dzieło.
Mamyż więc powody frustracyi Gęby, ale też Gęby radosnego uśmiechu nad światem, skrojonym na miarę Gombrowiczowskiej fantazji.

05 grudnia 2013

List

Radca Krach przy stoliczku przysiadł, notatnik otworzył, pióro w garść chwycił. Po kilkunastu słowach wstępu skreślił słowa opisujące miejsce, w jaki się znajduje. Cedził zatem zgrabnym i wprawnym charakterem pisma, niby przewodnik, słowa...
"Wchodzisz do wnętrza, wita cię sień rozległa, długi korytarz, na wskroś przeszywający bryłę domu. Naprzeciwległe drzwi zaprowadzą cię do ogrodu. Po prawej, na parterze, obszerna kuchnia. Przytulony do niej jedną ze ścian wielki pokój gospodarza; z tej przyczyny, że wielki, na pół podzielony.
Po lewej pokój główny: jadalnia z salonem w jednym. Za nim dwie dzielona komnaty, dwuosobowe, dla tych, którym nie marzy się wspinaczka schodami w górę.
Korytarz na parterze pomniejszony pośrodku toaletowym aneksem, do którego dostęp bezpośredni mają dwie "dwójki" z lewej i gospodarza pokój z prawej strony.
Na piętro pniesz się schodami stromymi, jakkolwiek wygodnie po nich stąpać, wskutek dobrej stolarskiej roboty.
Na górze pokojów osiem: cztery po prawej, podobnie uświadczysz z lewej. Pokoje niewielkie, każdy z okienkiem małym, wyposażeniem skromnym jak w uczniackiej bursie czy motelu przydrożnym. Korytarz wewnętrzny dla obu części wspólny. Łazienki osobne, aczkolwiek do każdej z nich dostę poprzez korytarz.
Miejsc w pensjonacie dwanaście, skromnie, choć przestrzeni nie braknie nikomu.
Tak właśnie, panie doktorze, wygląda nowy przybytek pana Adama, który go niemal w samych skarpetkach puścił. Dlatego też, doktorze, także ze względów merkantylnych, ku skierowaniu Adamowego biznesu na właściwe strony, przybywaj do nas, a weź z sobą panią Zofię, niech i ona zażyje sosnowego powietrza i leśnej zimy, tak białej, że oczy bolą radośnie.
Moja połowica, która mnie po przebytym zawale, tu właśnie na miesiąc skierowała, na same święta przyjedzie, więc pokój na dole zająłem i miło by było sąsiedni, dla ciebie, przyjacielu i... ech, zagalopowałem się, bo nie wiem, czy godzi się zamawiać dla was wspólny. Kończę już, bo o dziesiątej listonosz przybędzie, więc czasu niewiele pozostało.
Pozdrawiając cię, na odpowiedź czekam, a nawet telefon.
Dla pani Zofii ucałowania ode mnie i pana Adama.
Radca Krach"

Liryka czysta

Liryka czysta jest obrazem, metaforą, środkiem poetyckim, opisem wrażenia, wizją zmysłów.
W liryce czystej, jak owa woda napotkana w studni na równi pochylnej Szczyrku; w liryce tej wykluczone są emocje dopowiadane, ich szczodry opis, sugestie, zachwyty i komentarze.
Liryka czysta przez poetę stworzona nie wymaga niczego innego poza samym obrazem, przekazanym pod wpływem przeżycia.
Tak samo, jeśli Bóg stworzył świat, nie On go opisuje.  Świat sam z siebie istnieje, piękny i tragiczny.
Liryka czysta nie wymaga uznania słuszności obrazowania. Ona po prostu istnieje.

Nad wodą wielką i czystą - Adam Mickiewicz

Nad wodą wielką i czystą
Stały rzędami opoki,
I woda tonią przejrzystą
Odbiła twarze ich czarne;

Nad wodą wielką i czystą
Przebiegły czarne obłoki,
I woda tonią przejrzystą
Odbiła kształty ich marne;

Nad wodą wielką i czystą
Błysnęło wzdłuż i grom ryknął,
I woda tonią przejrzystą
Odbiła światło, głos zniknął.

A woda, jak dawniej czysta,
Stoi wielka i przejrzysta.

Tę wodę widzę dokoła
I wszystko wiernie odbijam,
I dumne opoki czoła,
I błyskawice - pomijam.

Skałom trzeba stać i grozić,
Obłokom deszcze przewozić,
Błyskawicom grzmieć i ginąć,

Mnie płynąć, płynąć i płynąć -

04 grudnia 2013

Zachód słońca

Zachód słońca jak rozjechane broną chmur torfowisko
w bruzdach rozwartych rozpołowionych
krwista posoka i mięsień nieba siny
po pierwszym uderzeniu bicza nocy.

Wzrok ledwo uniesiony a przed nim
kumulacja czerwieni drżąca jak cięciwa czapki gorejąca
jeszcze płonie rozbłyska lecz płomień blednie
z pierwszą gwiazdą strażniczką nocy.

Krąg niebios i ziemi niecka sfałdowana
mają się ku sobie obie jak małża skorupy
niby kochanków pożądliwe ciała
w splecionym uścisku zamknione.

Przestrzenie kurczą się bezszelestnie
wkrótce mrok zasypie piaskiem oczy
senność zasępi twarze
granatowa noc spłynie atramentem oprószonym srebrzystym brokatem.

Minął czas

Radca Krach rozgościł się wygodnie w fotelu.
- Ile to czasu minęło, a przecież, jakby wczoraj - mówi oblizując dyskretnie śmietankę z kawy, jeszcze ciepłą, słodką słodyczą mleka, którego zapach zawsze się pamięta - nie żałujesz?
- Stanowczo za krótka ta noc na danie odpowiedzi - Adam, swoim zwyczajem, w koryto Meandera wpada po kolana, unurzon po kostki  w  błocie, skąd wyrwać się trudno, ani szybko lub wręcz wcale. - Wielu rzeczy żałuję serdecznie. Żałuję, że nie wykorzystałem wszystkich możliwości. 
- Nawet nie wiesz, jak bardzo cię rozumiem. Sprawiedliwy twój żal, choć pustki po sobie nie zostawisz. Ileż to razy ucieszyłem swoje serce w twojej kawiarni na rogu Podmiejskiej i Cichej. Pamiętasz nasze z doktorem Koteńką rozmowy, a przedstawienia...?
- Przyjacielu, ty musisz przecież wiedzieć, że całe to moje przedsięwzięcie, potem nasze wspólne, to ostatnie wołanie, ostatnie moje życzenie przed nieuchronnym końcem pewnej historii, w którą bezwiednie wpadłem. Życia nie odmienisz, nie zwrócisz w biegu, w tej samej wdzie nie zanurzysz stóp zmęczonych. Ono trwać będzie także wtedy, kiedy mnie zabraknie.
- I mnie także, i naszych przyjaciół. Co tu jest do odkrywania? 
- Żal patrzeć, jak przez dłonie, choć z zwartym uścisku złączone, przecieka woda życia i nie jesteś mocen tego naprawić.
- Może i żal, choć wspomnienia potrafią uratować straceńca przed niewolą codzienności, Adamie.
- A mnie się wydaje, że każdy człowiek ma swój czas i miejsce. Powinien zatem korzystać z danego mu czasu, kiedy jest jemu potrzebny i nawzajem. Kiedy czas ten mija bezpowrotnie, a przecież obserujesz go, widzisz wyraźne znaki i symptomy przemijania, czlowiek powinien usunąć się w cień.
- Czyżby dopadła ciebie ta schizma wykluczenia?
- Mój czas już minął.
Kolejna kawa, którą wypili smakowała zbyt gorzko, aby nie wspomóc jej szklaneczką whisky, choć pora na alkohol była nieodpowiednia.

02 grudnia 2013

LUSTRO

Po drugiej stronie lustra miał swój własny kąt. Nie przeszkadzał nikomu i jemu również nie czyniono zarzutów z tego powodu, że istnieje. Mógł swobodnie wypijać kawę, jeść suchy chleb albo bułkę z dżemem truskawkowym. Włączał też telewizor i od razu blokował te wszystkie programy, których nie znosił; czytał książki, z którymi nie miał okazji się oswoić oraz zasypiał przy muzyce, która gładziła go po włosach, a spał długo.
Czasami jednak musiał powracać do świata sprzed lustra i wtedy słyszał wtedy zgiełk, który stawał się powoli bezustannym fizycznym bólem, odczuwanym w każdym, nawet najodleglejszym zakątku ciała. Chciał mieć porównanie i dlatego tam wracał. Rozglądał się po pokoju, a nawet otwierał okno, jakiego za lustrem nie było. Kiedy z dołu spostrzeżono, że okno jest uchylone, rzucano kamieniami do wnętrza albo krzyczano na niego, jeśli tylko się w nich pojawiał. Nie pamiętał w jakim kontekście pojawiały się obelgi, lecz znosił je cierpliwie. Czasami jego pojawienie się w oknie wywoływało furie u tamtych. Był przygotowany na to, że prędzej, czy później wtargną i pospiesznie sprawdzał zamki przy drzwiach. Potem, spodziewając się ataku, bezzwłocznie przedostawał się przez lustro po raz kolejny na tamtą stronę. Przystawiając uszy do ściany, słyszał, najpierw jak wyłamywane są drzwi wejściowe. Prawdopodobnie pokój był gruntownie lustrowany. Szukano go pod łóżkiem, za piecem kaflowym, w łazience, a także w szafie; jej podwójne, rozsuwane drzwi były ścianką, do której przytwierdzono lustro. Nikt jednak z komanda nie wpadł na pomysł, aby odhaczyć zatyczkę u góry i na dole tylnej ścianki szafy, aby odsunąć drzwi owiane tajemnicą. Mógł czuć się bezpieczny.
Któregoś dnia, wobec powtarzającej się nieobecności właściciela mieszkania, zdecydowano o usunięciu wszystkich mebli. Wyniesiono też szafę. Wtedy pracownicy budowlani odkryli kryjówkę. Nie było to trudne, bo ze szczelin w ścianie wydobywał się odór z rozpadających się ludzkich zwłok.
Po jakimś czasie ktoś wpadł na pomysł, aby po odnowieniu mieszkania, pozostawić wszystko na miejscu, tak jak to było za życia człowieka ukrywającego się za taflą lustra.
Zwiedzający byli pod wrażeniem niezwykłej szafy z lustrem, za którym toczyło się inne życie, a tylko śmierć była podobna.