Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

05 czerwca 2022

STAROPOLSKA (7)

 

Pieter Breugel - "Przysłowia niderlandzkie"
"Jeden strzyże owce, a drugi świnie"
Każdy startuje z innego poziomu życia. 
Jeden żyje w bogactwach, drugi w nędzy.

Akces - z łac. accessio, przystąpienie do czego, tak np. akces króla Stanisława Augusta do konfederacyi targowickiej.


Akcesorjum - w dawnem prawie polskiem, była to wszelka wstępna formalność w rozpoczynającym się procesie. Jeżeli sprawa była zapisana nie do właściwego regestru, jeżeli pełnomocnictwo procesowe było niedostateczne, jeżeli nie został doręczony pozew, — wszystko to nazywało się uchybieniem przeciw akcesorjum i mogło posłużyć stronom do zarzutów. Gdy więc pisarz zaciągał na sesyi komparycję, sąd uważał, czy akcessorja były dopełnione i dekretem wstępnym czyli akcessoryjnym rozstrzygał.

Niektóre zarzuty w samej sprawie przytoczone zwały się także akcessorjami. Akcessorja były bardzo liczne, bo ukształciły się przez wiele wieków od czasu powstania sejmów. Często przeciw nim wołano, iż się stają powodem przewłoki i matactw. Z tem wszystkiem niepodobna było ich uniknąć, bo już w naturze prawa leży konieczność dopełniania rozmaitych formalności, bez których prawo prawem być przestaje. Dutkiewicz definjuje, że akcesorja są to wstępne rozprawy sądowe, gdy sąd przystępował do sądzenia sprawy cywilnej. Należały tu więc wszelkie ekscepcje, dylacje i t. zw. później punkta incydentalne. Były to więc dekrety sądu, nie wyrokujące o głównym przedmiocie procesu, ale o ekscepcjach, dylacjach i t. d. Od wyroków akcesoryjnych, jeżeli nie przesądzały samej sprawy, nie była dopuszczona apelacja i bardzo mądrze (jak mówi Dutkiewicz), bo inaczej możnaby sprawę przewlekać bez końca.


Akcja - z łac. accio, czyn; w prawie rzymskiem oznaczała wszystkie procedury prawne. W naszych Voluminach leg. czytamy: Akcja abo sprawa bywa: z aktora (t. j. pozywającego), z pozwanego i rzeczy o którą idzie. „Mieszczanin jeden miał akcją wielką z rajcy krakowskiemi“ – pisze Górnicki w Dworzaninie. Lub w innem miejscu: „Król osądziwszy nieco akcyi, ruszył dalej“. Groicki określa najjaśniej: „Akcja to jest sprawa sądowa“. Akcja oznaczała także: utarczkę, potyczkę, bitwę, czyn wojenny. Ksiądz Golański, pisząc o wymowie i poezyi (Wilno, 1788 r.), radzi, „żeby się mówca w zwierciedle przypatrywał akcyi swojej“.


Akcydens - od słowa łacińskiego accido, znaczącego: przychodzić, upadać do nóg czyich, błagać, Polacy zwali „akcydensami“ i „akcydencjami“ wszelkie wziątki. Później ze względu, że łaciński wyraz accidens znaczy: z przypadku, z wydarzenia, zwano także w zarządach lasów udział w dochodach leśnych, przez dziedzica służbie leśnej przyznawany, w dodatku do stałej płacy czyli uposażenia, celem połączenia interesu służby z korzyścią właściciela. Wszelki zaś dochód tej służby z dobrowolnych ofiar kupujących drzewo pod jakiemkolwiek nazwaniem, np. kolędy, kopowego, pieńkowego lub pniowego uważany był za nieprawy.


Akcyza - z łac. accidere, ustanawiać, obcinać, narzynać, karbować, wzięła początek nazwa znanego w całej Europie podatku, pobieranego czyli odcinanego przez państwo lub miasto od przedmiotów wewnątrz kraju wyprodukowanych i spożytych. Z powodu tego ostatniego warunku niektórzy wszelkie akcyzy nazywają podatkami konsumcyjnymi. Akcyzą nazywano niegdyś cła, pobierane przez miasta pruskie od rzeczy ze wsi zakupowanych, a w mieście spożywanych, mianowicie od bydła na rzeź itd. Konstytucja sejmowa z r. 1641 zniosła ten podatek, którego nazwę stosowali także niektórzy i do „czopowego“, jako akcyzy od napitków (czopowe). Volumina legum nazywają urzędników, pobierających te podatki: „poborcy, akcyźnicy, czopownicy“.


Aklamacja - z łac. okrzyk, hasło uwielbienia, pochwały, zezwolenia, zgody. Józef Ossoliński w XVIII wieku pisze: „Obrany król przez aklamacją“.

Akolita - akolit, z grec. acolutheo, posługuję, towarzyszę. W Kościele nazwę tę z początku dawano klerykom, którzy wszędzie biskupom towarzyszyli i posługiwali, nosili ich listy. Kościół grecki nie miał wcale akolitów. W łacińskim akolita jest klerykiem czterech mniejszych święceń, a pontyfikał obowiązki jego wylicza takie: nosić lichtarze, zapalać świece i przygotowywać do ofiary wino i wodę. W ogóle akolici, tak jak inni klerycy, przygotowują się do otrzymania stopnia kapłanów i czynią przy ołtarzu posługę, którą sprawują także i prości tonsuraci lub ludzie i pachołkowie zupełnie świeccy. To też akolitami nazywali w języku piśmiennym Polacy i zwykłą służbę w domach pańskich. Czytamy np. w „Zabawach”: „częstokroć pochlebstwo i podłość akolitów, przydanych do pilnowania panicza, wszystko psuje“.


Akord - z łac. accordium, wyrażenie w grze, kiedy, dla wątpliwości wygranej lub przegranej, gracze godzą się o płatkę.


Akrostych - akrostychon, z grec. akron, szczyt, brzeg i stichos, porządek, wiersz. Jest to taki układ wierszy, że początkowe ich litery, czytając z góry na dół, stanowią jakie imię własne, jaki wyraz lub czasami całe zdanie. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa często pisano w akrostychach imię Zbawiciela. Na nagrobkach pisano w ten sposób niekiedy imię zmarłego. W dawnej literaturze polskiej akrostychy spotykamy dość często. Pojawiają się one wraz z najpierwszymi drukami polskimi za Zygmunta Starego. Pierwsi pisarze nasi w języku ojczystym z imion i nazwisk własnych układali akrostychony. Tak Mikołaj Rej w pieśni pobożnej pod nazwą „Hejnał” (śpiewanej w narodzie na bardzo piękną nutę), każdą strofę zaczynał od litery swego imienia i nazwiska. Przyjaciel jego Andrzej Trzycieski, który na pamiątkę ciężkiej choroby i w dowód wdzięczności za dozór w niej i opiekę pobożnej i zacnej niewiasty, złożył pieśń nabożną, której pierwsze litery strof czterowierszowych dają słowa:

Reynie Bużeńskiej pomóż Boże, podskarbinej ziemskiej. W pięknej pobożnej pieśni z r. 1556 mamy zachowane imię jej autorki, Zofii z Pieskowej Skały. Za czasów Zygmunta III Jan Żabczyc cały swój poemat na cześć cara Dymitra, samozwańca, małżonka Maryny Mniszchówny poświęcony, ujął w formę akrostychonu w ten sposob, że litery początkowe wierszy stanowią imię Dymitra i wszystkie jego monarsze tytuły. Jan Kochanowski, odczuwający prawdziwe zadania poezyi, nie pisał akrostychonów. Wyszły też potem prawie z użycia i dopiero pod koniec XVIII i na początku XIX stulecia pojawiły się znowu w wierszach ulotnych.


[05.06.2022, Toruń]


04 czerwca 2022

KLASYKA – AJSCHYLOS – PROMETEUSZ W OKOWACH

 



Peter Paul Rubens (1577 - 1640)
"Prometeusz w okowach"

    Jedna z moich najulubieńszych postaci mitycznych – Prometeusz znalazł poczesne miejsce w literaturze światowej, w tym polskiej, by choć przypomnieć sobie prometejską postawę Konrada z III części „Dziadów”. Dlaczego jest to postać ulubiona? Ponieważ poświęcenie się dla dobra ogółu jest zwykle trudne i nie tak znowu oczywiste. Ponieważ poświęcenie się jednostki dla dobra społeczeństwa wcale nie jest tak częste i niejednokrotnie wychodzi z tego deklaratywna mowa i tylko mowa. Z tego też powodu archetyp tego greckiego tytana wydaje mi się ważny i godzien najwyższego szacunku.

    Co do powiedzenia na temat Ajschylos, [Aischylos z Eleusis, Eschyl, (urodzony w 525 p.n.e. w Eleusis, zmarły w 456 p.n.e. na Sycylii) – jeden z najwybitniejszych oprócz Sofoklesa i Eurypidesa) tragików ateńskich. Napisał był on tragedię „Prometeusz w okowach”. Poniżej fragment tragedii. Podaję za księgą „Obraz literatury powszechnej” Tom I autorstwa Edwarda Grabowskiego i Piotra Chmielowskiego.


AJSCHYLOS - PROMETEUSZ W OKOWACH

Wstęp.

Na scenę, wyobrażającą dziki, nadmorski krajobraz w Kolchidzie, Przemoc i Gwałt wprowadzają skrępowanego Prometeusza; Hefajstos, posłuszny rozkazowi Zeusa, przykuwa go wbrew swojej woli do skały.

Zostawiony sam sobie Prometeusz wybucha skargami na krzywdę, jaką mu Zeus wyrządził. Skargi te przerywa przybycie chóru Okeanid. Chór wyraża Prometeuszowi swoje żywe współczucie i zapytuje o przyczynę okrutnego wyroku. Wśród wyrazów oburzenia na tyranię i niewdzięczność Zeusa, któremu do obalenia Kronosa dopomógł, opowiada Prometeusz, że ściągnął na siebie gniew jego, wykradając z nieba ogień i wbrew jego zakazowi udzielając go ludziom, których prócz tego wielu pożytecznych rzeczy nauczył. Chór, dowiedziawszy się, że uwolnienie Prometeusza zależy od samowoli Zeusa, radzi bohaterowi upokorzyć się. Prometeusz odrzuca z dumą tę radę, bo nie ukorzy się przed wrogiem, tym bardziej że to nie zmieni jego losu; przyjdzie wszakże czas, że Zeus dla własnego ocalenia będzie go musiał uwolnić, a zmusi go do tego jego własny potomek. Dialog ten przerywa najprzód Okeanos, przybywający na chwilę dla wyrażenia rzekomego współczucia, następnie Iona, kochanka Zeusa, ścigana przez mściwą Herę. Prometeusz wieści jej przyszłe niedole i oznajmia, że z pokolenia urodzi się dla niego wybawca. Tymczasem Zeus, zaniepokojony napomknieniami nieugiętego przeciwnika, rad byłby uniknąć grożącego mu niebezpieczeństwa; śle więc Hermesa, żeby od Prometeusza zasięgnął dokładniejszych wyjaśnień.

Hermes (przybywa)

Do ciebie, mędrku, bogom nienawistny,

Bluźnierco bogów, ludzi dobroczyńco,

Złodzieju ognia, przemówić przychodzę.

Pan niebios każe ci wyznać natychmiast:

Co wiesz o przyszłych jego związkach, co wiesz

O tym, co z tronu ma zrzucić Kroniona?

Mów wszystko, szczerze mów i bez ogródek.

Nic chciej, bym dwakroć przychodził do ciebie,

Wszak wiesz, że Zeusa niełatwo złagodzić.

Prometeusz

Pyszałkowata, nadęta twa mowa

Zdradza, żeś bogów nikczemnym służalcem.

Świeżoście niebios złoty gród opadli,

I już bez troski chcecie się rozgaszczać?!

Czyżem nie widział, jak dwóch samowładców

Z wyżyny jego spadało na głowę?

Czyliż nie widzę, że pan twój tą drogą

Prędzej, haniebniej, niż tamci, poleci?

Albo, czyż myślisz, że gnę kark mój hardy,

Że drżę przed nowych bogów pokoleniem?

Do tego braknie wiele — wszystko braknie!

Ty zaś powracaj, skąd idziesz! niczego

Nie usłyszawszy, coś się chciał dowiedzieć!

Hermes

Wiesz, dokąd upór ciebie zaprowadził.

Prometeusz

Wiedz, żebym nie chciał zamienić mych męczarń

Na twoją służbę. Wolę być tu stróżem

Skalnych granitów, niż tam Zeusa woźnym!

Przeciw zuchwalstwu waszemu — zuchwalstwo.

Hermes

Los twój wygodnym zdawać ci się musi.

Prometeusz

Wrogom życzyłbym tej losu wygody,

A że należysz do nich, życzę tobie.

Hermes

Czyś i mnie losów twych przypisał winę?

Prometeusz

Wszystkich was bogów, wszystkich nienawidzę,

Boście za dobre złem mi odpłacili.

Hermes

Niemała widzęć choroba opadła.

Prometeusz

Jeśli chorobą jest nienawiść wrogów.

Hermes

Któżby zniósł ciebie, gdybyś był szczęśliwym?

Prometeusz

Biada!

Hermes

Z ust twoich dziwne słowo padło.

Prometeusz

Czasu potęga wszystkiego nauczy.

Hermes

Ciebie rozsądnym być nie nauczyła.

Prometeusz

Zaiste, dałem dowód, mówiąc z tobą.

Hermes

A więc Zeusowi nie chcesz odpowiedzieć?

Prometeusz

Dłużny mu jestem, mam płacić mu za co?

Hermes

Jako z chłopięcia szydzisz ze mnie.

Prometeusz

Jesteś

Bo też chłopięciem, głupszym od chłopięcia,

Myśląc, że złamię tajemnicę moją.

Niema męczarni i niema podstępu,

Coby mi z głębin łona ją wydarła,

Nim te haniebne popękają więzy.

Niech z wyżyn spadnie piorun jego jasny

W wichrach śnieżystych, wśród drgań poruszonej

Z posad swych ziemi, niech się świat w kawały

Spęka! Na próżno! Pierś ma milczeć będzie.

Nie będzie wiedział, kto go z tronu zwali.

Hermes

Bacz, czy to twoim może być zbawieniem.

Prometeusz

Baczyć nie trzeba, gdzie postanowiono.

Hermes

To spojrzyj w otchłań twej nędzy bez końca.

Prometeusz

Próżno mnie próżnych zlewasz słów powodzią.

Strach mi niewieściej nie wdroży natury,

Nienawistnego błagać nie potrafię

Rąk łamaniami i płaczem niewieścim,

By mnie uwolnił. Nie! nigdy, przenigdy!

Hermes

Mowy me próżne, zmiękczyć cię nie zdołam.

Jak rumak nowo wędzidłem ściągnięty,

Gryziesz wędzidło, ściskasz je zębami,

A dęba stając, rwiesz lejce za sobą,

Bezsilność twoja gwałtownym cię czyni,

Boć upór siłą nazwać się nie może.

Jeśli mojego nie słuchasz rozkazu,

Wiedz, jaki nieszczęść wichr na ciebie czyha,

Jaka cię nędzy oczekuje fala.

Najprzód Zeus rodzic pioruna płomieniem

Granit tej skały napoły rozpłata,

A ciało twoje, zmiażdżone w szczelinie,

W odwieczną ciemność Hadesu pogrąży.

Po długich czasów powolnym upływie

Ujrzysz znów światło. Wtedy, orzeł Zeusa

Straszny ogromnem na cię skrzydłem zleci

I szarpać będzie szczątki twego ciała.

Gość nieproszony, żarłok całodzienny,

Czarną się twoją paść będzie wątrobą,

I nie myśl, nie myśl o końcu tej męki,

Chyba kto z bogów zastąpić cię zechce

I w czarne Hadu ponurzyć się głębie.

To usłyszawszy, radź teraz o sobie,

Boć groźną prawdą jest moja zapowiedź.

Nie umią kłamać święte Zeusa usta,

Co rzekł, wykona. Tobie zaś roztropność

Niech od uporu gorszą się nie zdaje.

Chór

Poczestne słowo, zda się, Hermes niesie,

Lepsza-ć roztropność pono od uporu,

Posłuchaj! hańbą zaciekłość mądremu.

Prometeusz

Nic mi nowego twa mowa nie wieści,

Od wroga cierpieć nie ujmuje cześci.

Niechże więc we mnie piorun rozczochrany

Godzi, powietrze niechaj uragany

Szarpią, niech burza z posad ziemię ruszy,

Niech fal wyjąca drogi gwiazd opryska,

Ciało me biedne, które skała skruszy,

Niech w Tartarosa bezdenną głębinę.

Rwący przeznaczeń prąd ciska;

Ja nieśmiertelny! nie zginę!

Hermes

Tu groźny przykład, jak szaleństwa ramię

Rozsądek w mowach i uczynkach łamie.

Cóż mu brakuje do szaleństwa miary,

Cóżby nie czynił, gdyby uszedł kary?

Lecz wy, dziewice, co litości rosą

Chcecie nieść ulgę strasznym jego losom,

Odlećcie! daleko odlećcie skrzydłami,

Do ojca powróćcie wy groty,

Nim niebo złotymi rozplenię błyskami,

Nim Zeusa przerażą was grzmoty!

Chór

Nie takie podawaj mi rady,

Nie chciej, bym była nikczemną.

Co cierpieć ma, niech cierpi ze mną!

Ohydy większej od zdrady

Nie znam; ominąć ohydę,

Chętnie do Hadu z nim idę.

Hermes

Pogonicie za waszą więc zgubą,

Nie mówiąc, że Zeus wam przyczyną,

Same ku męczarń głębinom,

Ślepotą wiedzione grubą,

Lecicie, jak sarna leci

W zdradziecko rozpięte sieci.

(Hermes odchodzi. Błyskawice. Grzmoty).

Prometeusz

Ha! czynem już staje się słowo,

Ziemia drga,

Huczy grzmot po skałach,

O ognistych błyskawice strzałach

Świat w szatę odziały ogniową;

Wicher gra,

Gęste pędzi piasku huragany!

Do walki zburzone powstają żywioły,

Morze bije o niebiosów ściany,

Niebo z falą miesza się pospoły!

Takim na mnie idzie Zeus tumanem,

Abym zadrżał i uznał go panem.

O matko moja, o święte powietrze,

Co jasnym światłem cały świat przenika,

Patrzajcie, jaka krzywda mnie spotyka!


[04.06.2022, Toruń]


FILMY (12) WIOSNA, PANIE SIERŻANCIE

 



Wiosna, panie sierżancie

Rok produkcji: 1974

Gatunek: Komedia, Film obyczajowy

Lokacje: Nieszawa, Ciechocinek.



    Autorem filmu, jego reżyserem i scenarzystą jest Tadeusz Chmielewski, twórca tak wspaniałych filmów jak: "Ewa chce spać", „Gdzie jest generał”, „Jak rozpętałem II ojnę światową”, „Nie lubię poniedziałku”, czy też świetnego kryminału „Wśród nocnej ciszy”. „Wiosna, panie sierżancie” jest opowieścią o sierżancie milicjo obywatelskiej sprawującym władzę w małym miasteczku, Trzebiatowie nad Wisłą. Sympatyczny i lubiany przez mieszkańców sierżant Lichniak nieźle radzi sobie z problemami jaki stawia przed nim małomiasteczkowa rzeczywistość. Miasteczko, które chroni przed przestępcami, których, prawdę mówiąc, nie ma jest miejscem, z którego młodzi ludzie uciekają w poszukiwaniu pracy i lepszego życia do wielkich miast. Ci, którzy w nim zostają szanują swojego sierżanta, co wyraża się między innymi w tym, że starają się nie przeszkadzać mu w nauce, gdy przygotowuje się do matury. W ten czas w miasteczku obowiązuje cisza, a także ograniczenia picia w miejskiej gospodzie - jeden kieliszek wódki do ciepłego dania. Sierżant również dba o to, aby w miasteczku nie szerzył się alkoholizm… i tak dalej …. Komediowo-obyczajowa fabuła, jak zazwyczaj w filmach Tadeusza Chmielewskiego, zachwyca prostotą, wyrozumiałością dla ludzkich wad i każe zastanowić się nad tym, jak pięknie wyglądałoby nasze życie, gdyby tak obdarzyć nasze postępowanie ciepłem i życzliwością, której tak często nam brakuje. Trzebiatów pomimo tego, że staje się powoli miejscem opustoszałym, dzięki sierżantowi i współmieszkańcom tego miasteczka symbolizuje prowincjonalny klimat, który już nie powróci, ale wciąż istnieje w pamięci wszystkich ludzi wychowanych w małych miejscowościach.

    Wiosna, panie sierżancie” jest dla mnie filmem osobliwym. Otóż oglądałem go wielokroć i przy każdej nadarzającej się okazji, ale chyba nigdy nie udało mi się go obejrzeć w całości „za jednym podejściem”. Zawsze spóźniałem się lub też przerywałem oglądanie, choć oczywiście sumując czas spędzony przed telewizorem, obejrzałem ten film wielokrotnie.



Reżyseria - Tadeusz Chmielewski

Scenariusz - Tadeusz Chmielewski

Zdjęcia - Jerzy Stawicki

Muzyka - Jerzy Matuszkiewicz

Obsada aktorska

Józef Nowak - starszy sierżant Władysław Lichniak, komendant posterunku w Trzebiatowie

Małgorzata Pritulak - Hela

Tadeusz Fijewski - Wyderko

Tadeusz Kwinta - Brożyna, podwładny Lichniaka

Ryszard Markowski - przewodniczący Rady Narodowej w Trzebiatowie

Ryszard Nawrocki - malarz Gienek

Jerzy Rogalski - "Szczygieł"

Leonard Andrzejewski - przewoźnik Wiktor

Arkadiusz Bazak - kapitan MO

Witold Dederko - Ignacy Tumanek, śpiewak ludowy

Bohdan Ejmont - porucznik MO

Wirgiliusz Gryń - Kazakow, rosyjski żołnierz

Jan Himilsbach - stolarz Leon Marchelczyk

Henryk Łapiński - urzędnik Rady Narodowej w Trzebiatowie

Józef Pieracki - ksiądz

Maciej Sławiński - Adamiak, przewodniczący ZMP

Danuta Wodyńska - Michnikowa, matka "Szczygła"

Zygmunt Zintel - Pasturczyk

Tadeusz Chmielewski - strażak na wieży

Ludwik Kasendra - Stefan, przyjaciel Lichniaka wyjeżdżający z Trzebiatowa;

Zbigniew Koczanowicz - mieszkaniec Trzebiatowa

Mariola Kukuła - dziewczyna na rowerze

Czesław Lasota - dyrygent orkiestry

Józef Łodyński - urzędnik Miejskiej Rady Narodowej w Trzebiatowie

Andrzej Mrowiec - cywil

Konrad Morawski - mieszkaniec Trzebiatowa

Tadeusz Somogi-Kozłowski - członek komisji egzaminacyjnej

Stefan Szmidt - kierowca autobusu

Edward Wichura - członek komisji egzaminacyjnej


[04.06.2022, Toruń]



03 czerwca 2022

ODKURZONE - "ET TU BRUTE CONTRA ME?"

 

"Zabójstwo Juliusza Cezara" 
Ilustracja do Historii de Europa autorstwa Emilio Castelara (1896)


 "ET  TU  BRUTE  CONTRA ME?" 

Na poddaszu (dano mi tam spocząć) powziąłem myśl o tym, że w przypadku, gdy sił mi na stare lata nie wystarczy, każę się odwieźć do domu pogodnej starości. O tak, nie będę dla nikogo ciężarem. Dobrze by było mieć taki mały pojedynczy pokoik. Może być i dwuosobowy, ale żeby współlokator nie był nazbyt rozmowny, bo ja lubię sobie pomilczeć. Nie żebym był jakim odludkiem, ale milczenie jest dla mnie ważne. Najlepiej, aby ten dom był jak najdalej miejsca, w jakim żyję. Tak naprawdę, to skoro teraz cię nie zauważają, to obojętne będzie IM, gdzie spędzę resztkę swego życia. Obojętność to niezwykle popularna cecha dzisiejszych czasów. Jeśli jesteś na szczycie, trudno aby przechodzono obok ciebie obojętnie. Kiedy jednak stracisz pozycję, zapomnienie i obojętność masz jak w banku. Czasami również możesz liczyć na ostrze sztyletu wbite w twoje plecy. Obracasz się ledwie łapiąc ostatni oddech i widzisz tę dłoń zaciśniętą na rękojeści sztyletu wyciągniętego z pleców, gotową ugodzić mnie po raz kolejny. Moje oczy, na które zachodzi teraz lepka i nieprzezroczysta mgła, patrzą na tę dłoń ze wzgardą i niezrozumieniem. I ty, Brutusie …?


[03.06.2022, Toruń]


POEZJA (18) LEOPOLD STAFF – DZIECIŃSTWO – POKÓJ WSI

 



    Wybrane przeze mnie wiersze poety trzech epok Leopolda Staffa pochodzą z trzeciego tomiku jego poezji wydanego w roku 1905 - „Ptakom niebieskim”.

    W zbiorze tym pojawiają się pojawiają się zapowiedzi poezji wiejskiej, choć poeta mocno obstaje przy klasycznym wymiarze własnej twórczości. „Dzieciństwo” jest sonetem o bardzo czystym i delikatnym rysunku, pełnym drobnych realiów, które od tej pory znajdą swoje miejsce w liryce Staffa. W tomiku pojawia się dążenie podmiotu lirycznego do harmonii ze światem, w pozostawieniu za sobą wszelkich ambicji wielkomiejskich i odnalezieniu sensu egzystencji ludzkiej w prostocie codziennych zajęć. Tematykę tę porusza wiersz „Pokój wsi” . W całym tym tomie poeta zrywa z programową młodopolską melancholią, a zwraca się w stronę chrześcijaństwa i filozofii świętego z Asyżu, skąd czerpie dla siebie pogodne rozwiązanie dręczącej go we wcześniejszych utworach zagadki ludzkiego bytu.

DZIECIŃSTWO

Poezja starych studni, zepsutych zegarów,

Strychu i niemych skrzypiec pękniętych bez grajka,

Zżółkła księga, gdzie uschła niezapominajka

Drzemie - były dzieciństwu memu lasem czarów...


Zbierałem zardzewiałe, stare klucze... Bajka

Szeptała mi, że klucz jest dziwnym darem darów,

Ze otworzy mi zamki skryte w tajny parów,

Gdzie wejdę - blady książę z obrazu Van Dycka.


Motyle-m potem zbierał, magicznej latarki

Cuda wywoływałem na ściennej tapecie

I gromadziłem długi czas pocztowe marki...


Bo było to jak podróż szalona po świecie,

Pełne przygód odjazdy w wszystkie świata częście...

Sen słodki, niedorzeczny, jak szczęście... jak szczęście…



POKÓJ WSI

Pochwalona wieś dobra, wóz, konie i grabie,

Gumna, cepy i kosy ostrzone u bruska,

Wszystkie narzędzia, których chwałą zbiór i zwózka,

Rola, miedza, ściernisko, późne lato babie;


Wiatrak, co w modłach wznosi swe ramiona rabie:

"O, przyjdź, wietrze, przyjdź, zboże! Odpadnie twa łuska!"

Ręce chłopa i dziewki i jej chusta ruska,

Śpiewanki, dymy perzów i rechoty żabie;


I żmudna młóćba, zimy zasobnej znachorka,

I woły, jarzma, pługi i brony, i orka,

I jesień, i pogoda piękna jak niedziela,


I chaty kurne, pełne święconego ziela,

I ten zmierzch rozczulony, gdy wozy w spichrz zwożą

Ziarno, a ludzie w serca swe spokojność bożą…


[wiersze ze zbioru „Ptakom niebieskim” (1905)


[03.06.2022, Toruń]


02 czerwca 2022

ILUSTRACJE MUZYCZNE - GALIARDA

 


Cóż wiemy galiardzie? Jest to renesansowy taniec dworski pochodzący prawdopodobnie z Włoch, popularny w Europie w czasie późnego odrodzenia i baroku. Jest to taniec żywy, rytmiczny, tańczony w parach, także w zespołach par jak na balu. Często zdarza się, że tancerze występują samodzielnie, próbując niejako zainteresować swoim tańcem partnera / partnerką, a potem tańczą wspólnie.

    Więcej na jego temat dowiemy się z włoskiej Wikipedii. Otóż "galiard był tańcem atletycznym, charakteryzującym się skokami, podskokami i innymi podobnymi figurami. Główną cechą charakterystyczną kroku galliardowego jest to, że dwa ostatnie kroki składają się z dużego skoku prowadzącego do lądowania jedną nogą przed drugą. Ten skok nazywany jest "kadencją", a końcowe lądowanie - "postawą". Źródła opisują na ogół schematy ruchów rozpoczynających się od lewej stopy, a następnie powtarzanych prawą".

[02.06.2022, Toruń]


01 czerwca 2022

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (709 – 713) ROZMAITOŚCI. ZIMNO W MIESZKANIACH. KOSZTY OGRZEWANIA. WIECZÓR AUTORSKI. HOMER.

 






709.

Jakoś nie może się porządnie wypogodzić i czuć w domu wilgoć… nie tylko w domu. Wilgoć przy stosunkowo ciepłej temperaturze otoczenia dobrze robi moim roślinkom, co mnie cieszy. Stojące w dużym pokoju pomidory mają już owoce, koperek rośnie, podobnie fasolka i ogórki, a wczoraj posiałem nowe ogórki, które trzeba będzie pod koniec czerwca przesadzić. Z kolei na moim zaokiennym karmniku urzędują nie tylko gołębie i sroki, lecz także kawki. Nie ma się czemu dziwić – karma jest za friko, i codziennie świeża – w końcu nie marnuje się chleb, ziemniaki, ryż i kasza, a nawet plasterki starej kiełbasy to także przysmak dla ptactwa.

710.

Inflacja zabiera ludziom kasę. Wszystko przez Tuska i Putina – teraz PIS przez cały rok do wyborów będzie karmił tępy lud, że ze wzrostem cen rządzący nic a nic wspólnego mają, a jak dostaną w końcu tę unijną kasę (tak przewiduję), to pan prezes z panem premierem będą ją dzielić, aby zyskać sympatie wyborców. Dowiedziałem się też, że ponoć nasz Orlen zaopatrywał przez parę miesięcy stacje benzynowe w Ukrainie darmowym paliwem, czyli robił to, co ja robię w stosunku do zaokiennych ptaków :-)

Ciekawe jak tam będzie z zimą, a konkretnie – jaka będzie temperatura w naszych mieszkaniach pod koniec roku i na początku następnego. Wydaje mi się, że rząd nie zdaje sobie sprawy z tego, iż nagłe odcięcie kraju od rosyjskiego surowca obniży temperaturę w naszych mieszkaniach. Wydaje się też, że naczelną zasadą rządu jest: „jakoś to będzie”, przy czym opozycja uważa podobnie. No cóż, parlamentarzyści, członkowie partii i ich rodziny, wyżywią się i nie zmarzną przyszłej zimy – jestem o was spokojny!

711.

Przy okazji kosztów utrzymania wspomnę o ogrzewaniu „mojej” dawnej szkoły. Kiedy jeszcze organem prowadzącym „mojego” zespołu szkół zwracano mi uwagę na konieczność obniżenia kosztów ogrzewania szkoły i internatu. Początkowo chciałem posłużyć się zainstalowaniem pieców na energię odnawialną, lecz gdy nie udało mi się pozyskać dofinansowania ze starostwa, postanowiłem odtworzyć wykorzystanie uprzednio działających pieców na węgiel i szkoła wraz z internatem ogrzewana była przez firmę zewnętrzną. Koszty ogrzewania i wytwarzania ciepłej wody spadły kilkukrotnie, gdyż akurat koszty paliwa płynnego rosły. Parę lat temu moja następczyni powróciła do paliwa płynnego, co ponownie podniosło koszty ogrzewania, a teraz… wolę już o tym nie myśleć… nie moje małpy.

712.

Czytając „Przygotowanie do wieczoru autorskiego” Różewicza, doceniam z jakim szacunkiem odnosi się do poezji Józefa Czechowicza i Staffa, jak ciepło wspomina niegdysiejszego naczelnego „Odrodzenia” Kuryluka czy też Przybosia. Wykazuje się przy tym mocną znajomością poezji. Z przyjemnością czyta się tę wspomnieniową prozę mieszczącą się na pograniczu recenzji, eseju i literatury pamiętnikarskiej.

713.


Od czasu do czasu sięgam po otwarte kursy w „Open University” i uniwersytetu z San Francisco, skupiając się głównie na projektach dotyczących sztuki i literatury starożytnej Grecji i Rzymu. Ostatnio wszedłem na stronę kursu on-line uniwersytetu w Petersburgu. Wybrałem projekt „Гомер глазами филолога” czyli „Homer oczami filologa”. Jak dotąd jestem zadowolony, a przy okazji przypominam sobie rosyjski.


[01.06.2022, Toruń]


ODKURZONE - OGRÓD


Joaquin Sorolla [hiszp] (1863-1923) "Louis Comfort Tiffany"


[pisane jakieś 5 lat temu]

OGRÓD

    W moim ogrodzie poszczególne alejki miały nazwy dziewiętnastowiecznych pisarzy. Płot rozdzielający ogród od drogi odgrywał rolę kolejowego wagonu. Wymiana barterowa pomiędzy ogrodami: moim i sąsiada dotyczyła głównie malin, truskawek, agrestu i pomidorów. Pomidory w moim ogrodzie podlewane były cieczą będącą mieszaniną wody, obornika oraz roztartej na drobno próchnicy wierzbowej. Dziadek „podkurzał” pszczoły i był odporny na ukąszenia. Miód był lepki, słodki, lejący się i ciepły, a jego smak przewyższał smakiem wszystkie miody świata. W pobliżu ogrodu, na alejce, znajdowało się ustrojstwo, którego nazwy nie pamiętam. Wyglądało to tak: Wbita w ziemię i zapewne zalana cementem szyna; przyspawana do niej, również z szyny kolejowej zrobiona poprzeczka – przypominało to niesymetryczny krzyż; do poprzeczki po obu stronach tej pionowej, zawieszono prostokątny kawał grubej blachy i mniejszą, wąskotorową szynę nie więcej niż półmetrowej wielkości; z poprzeczki zwisała też na łańcuchu żelazna pałka. Z ustrojstwa korzystano w dwu przypadkach: podczas pożaru lub innego nieszczęścia oraz w czasie rojenia się pszczół. Z drzew w ogrodzie rosły głównie jabłonie – renety i kosztele. Należały one do dziadka; babki domeną były warzywa, ja uprawiałem truskawki.        Pewnego roku przyszła „zła”, ruda woda z pokaźną domieszką słodu. Ogród podupadał na zdrowiu z każdym rokiem. Wcześniej zmarła babka. Rozlany z woreczka żółciowego płyn skaził organizm. Dziadek zmarł kilka lat później pozostawiając ogród mnie i ojcu. Pszczoły wyroiły się i odleciały. Miód przestał istnieć a ogród podupadał na zdrowiu. Musiał tęsknić za dziadkiem.

To było dawniej.

    Mój obecny ogród znajduje się w zupełnie innym miejscu. Istniał jeszcze w zeszłym roku. W obecnym trafił go szlag. Pozostały na nim zioła i bezkrólewie roślin mniej lub bardziej zbędnych. O ile poprzedni ogród zamierał stopniowo, ten zaczął cierpieć na nieuleczalną chorobę zapomnienia. I ja straciłem serce. Tyle niepotrzebnej pracy, nie tylko w ogrodzie. Każdego dnia obserwuję ten upadek. Czuje się wtedy tak, jakbym patrzył w lustro. Nie poznaję siebie. Nie poznaję ogrodu. Życie przechodzi obok. Może już przeszło i nie ma co się łudzić, że powróci. Czasami jednak w chwili nieuzasadnionego optymizmu, myślę, że chciałbym mieć jeszcze trzeci ogród i nie chodzi mi o ten rajski. Do raju zgubiłem klucz. A zresztą, kto mnie tam wpuści bez listu referencyjnego. Chciałbym jeszcze dożyć do tego trzeciego ogrodu. Nie musiałby być tak piękny jak pierwszy i tak zmuszający do pracy jak drugi. Wystarczy kilkadziesiąt metrów kwadratowych, za to w trzecim wymiarze sięgnąłby nieba. Jeśli nie dożyję, to trudno. Oby pamięć została ze mną do końca.


[01.06.2022, Toruń]