Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

04 maja 2023

KARTKA Z KALENDARZA - 04.05.2023

 

Kartka z kalendarza na 04 maja 2023 roku

Czwartek

Imieniny dzisiaj obchodzą: Florian, Michał, Monika oraz Antonia, Antonina, Damian, Damiana, Gościwit, Gotard, Grzegorz, January, Kasjan, Leonida, Lucyla, Paulin, Pelagia, Tekla, Teodora, Strzedziwoj, Sylwan, Wespazjan


Przysłowia na dziś:

„Deszcze w świętego Floriana, skrzynia groszem napchana”

„Od świętego Florka daj chleba do worka”

„Kiedy poleje na świętego Floriana, potrwa czas jakiś pogoda zakichana”

Słońce

Świt: 04:17

Wsch. Sł.: 04:57

Zenit: 12:32

Zach. Sł.: 20:07

Zmierzch: 20:47


Cytat dnia:

„Kiedy myślę i nic nie wymyślę, to sobie myślę, po co ja tyle myślałem, żeby nic nie wymyślić. Przecież mogłem nic nie myśleć i tyle samo bym wymyślił.”

Jan Twardowski


Tego dnia, t.j. 4 maja 1855 roku urodziła się pisarka - Jadwiga Krausharowa [zm. 25 marca 1912 roku.


Poniżej tekst autorki...

Z DUMAŃ

...Uczucia nasze i czyny, a nawet wzruszenia, są prostym złudzeniem serca i umysłów i dopiero, gdy usuwają się w głąb’ przeszłości, stając się przedmiotem myśli i wspomnień, nabierają dla nas konturów ścisłych, barw określonych i gorących, kształtów jasnych i wypukłych — rzeczywistości. A chociaż życie goni za nowym żniwem wrażeń i złudzeń, człowiek nie upaja się rozkoszą dni teraźniejszych, ani przywdziewa żałoby po świeżo rozwianych snach i wierzeniach, lecz nurza się, z uporczywą a gorzką namiętnością w przezrocznej otchłani wspomnienia, kędy roją się — w żywe formy wcielone, wszystkie jego marzenia, sny, prace i miłości, kędy, w gorączkowym zamęcie, snują się wyraziste i barwne, zniszczone jego nadzieje i podeptane ideały, przytulone do serca nędze i rzucone na wiatr z bezsilnych lotów skrzydła, kędy groby, zimnym głazem przywalone, wznoszą się obok łąk, wiosennymi fiołkami umajonych, a niewidzialne chóry serafinów i demonów zawodzą na przemian hymny niebiańskiej litości i wrzawę piekielnego szyderstwa...

 Życie płynie wartkim biegiem, a człowiek chwyta z przeszłości echa wielkich rozkoszy, które w nim tęsknotę jedynie w zbudzają, lub wspomnienia wielkich cierpień, które mu obecny stan spokoju mącą. Żal, co się wżłobił w duszę, nierównie jest zjadliwszy od boleści, która nam na razie łzy wyciska, a szczęście, spotęgowane siłą i czarem drobiazgowej analizy, rozgrzewa nas wyższym nad chwilowe zachwyty upojeniem.

 Ale wśród hałaśliwej i natrętnej rzeszy wspomnień istnieje jedno, które nigdy żalu za sobą nie wywołuje, ani nam chwil spokoju nie zakłóca; jest to pamięć wyświadczonego dobra, które nam się na złe obróciło, pamięć niwy ziarnem szlachetnym obsianej, która nam kamienie wydała; bo gdy nam serce bije żywszym tętnem na myśl o spełnionym obowiązku, o podjętej pracy społecznej, o oddanej komuś najlepszej cząstce naszej istoty, łzą krwawą natomiast nabiega źrenica z żalu nad zmarnowanymi i zbezczeszczonymi uczuciami i czynami naszymi. Ból niszczy widzenia szczęścia i zadowolenia, rozkosz zagłusza cierpienie, i w tej przelotnej teraźniejszości, która się przemyka, niepochwytna, między czarodziejskim światem wspomnień, a ciemną i nieodgadnioną przyszłością, ginie w bezbolesnym zapomnieniu — święta ofiara miłości — nieprzyjęta lub zdeptana.

 A jednak dla tych nawet, co stąpają po drodze życia, już bez pragnień i nadziei, z sercem poddanem pod najcichsze, najpokorniejsze obowiązki, chwile, które nie zostawiają wspomnień żadnych, są może najcięższe, bo wtedy, jak mówi poeta nasz, serce staje się „trumną bezdenną...“

...Kędy nie mieszka już siła

Dawnych przywiązali — i najgorzej rani

Mnie, że ran dawnych nie ma w tej otchłani.


[04.05.2023, Toruń]

03 maja 2023

O, TÉMPORA. O MORES! (22. 1036 - 1113) POENITÉNTIA SERA RARO EST VERA

 


1036. PLEBISCITA OMNES QUIRITES TENENT — Głosowanie ludowe obejmuje wszystkich Rzymian (A. Mickiewicz)

1037. PLENA ERRORUM SUNT ÓMNIA — Wszystko jest pełne błędów (Cícero Tusc. disp. I, 44)

1038. PLENO IURE — W pełnym prawie

1039. PLENO TÍTULO (P.T.) — Z zachowaniem pełnego tytułu

1040. PLENUS YENTER NON STUDET LIBENTER — Pełny brzuch przeszkadza w pracy

1041. PLERIQUE TALEM AMTCUM HABERE VOLUNT, QUALES IPSI ESSE NON POSSUNT — Większość ludzi chciałaby mieć takich przyjaciół, jakimi sami być nie mogą

1042. PLERUMQUE FIT — Najczęściej bywa

1043. PLERUMQUE IN CALAMITATE EX AMICIS INTMTCI EXSISTUNT — Po większej części w nieszczęściu przyjaciele stają się nieprzyjaciółmi (Caesar De bello civili III, 104)

1044. PLERUMQUE INNOCENTES RECENTI INVÍDIAE ÍMPARES — Zwykle niewinny nie sprosta nowej zawiści (Tácitus Annales II, 77)

1045. PLERUMQUE IN NOVITATE REM FAMA ANTECEDIT — Zwykle wśród nowych okoliczności plotka poprzedza fakty (Caesar De bello cwili III, 36)

1046. PLURÁLITAS — Większość

1047. PLURALIA TANTUM — Rzeczowniki używane tylko w liczbie mnogiej

1048. PLURES BONOS PROELIATORES BELLA QUAM PAX HERUNT — Więcej dobrych wojaków dają wojny niż pokój (Tácitus De oratore 37)

1049. PLURES CRÁPULA QUAM GLADIUS (PERDIDIT) — Więcej ludzi zgubiła popijawa niż miecz

1050. PLÚRIMA MORTIS IMAGO — Śmierć w tysiącu postaci (Vergílius Aeneis II, 369)

1051. PLÚRÍMUS ÁURO VENIT HONOS, AURO CONCILIATUR AMOR — Wielce szanuje się złoto, zlotem zdobywa się miłość (Ovídius Ars ani. II, 277)

1052. PLUS AEQUO — Ponad miarę, bez sensu

1053. PLUS EST PERÍCULI ANUM LACESSERE QUAM CANEM — Niebezpieczniej jest drażnić starą babę niż psa (Menander)

1054. PLUS EXEMPLA QUAM PECCATA NOCENT — Złe przykłady więcej szkodzą aniżeli same występki

1055. PLUS MINUS — Mniej więcej

1056. PLUS OPORTET SCIRE SERVO QUAM LOQUI — Niewolnik winien więcej wiedzieć niż mówić (Plautus)

1057. PLUS ULTRA — Wciąż dalej

1058. PLUS VIDENT ÓCULI QUASI ÓCULUS — Więcej widzi dwoje oczu niż jedno — Co para oczu, to nie jedno

1059. PÓCULA IANUS AMAT, SED FÉBRUUS ÁLGEO CLAMAT — Styczeń lubi kielichy, ale luty dokuczy mrozem

1060. POËMA PICTURA LOQUENS EST — Poemat to obraz w słowach

1061. POENAE MORA LONGA — Długo czeka się na karę (Ovídius Metamorph.VI, 215)

1062. POENITÉNTIA SERA RARO EST VERA — Późna skrucha jest rzadko szczera

1063. POËTA DOCTUS — Poeta uczony

1064. POËTA NATUS — Poeta z urodzenia

1065. POËTA LAUREATUS — Poeta wieńczony wawrzynem

1066. POËTAE NASCUNTUR, ORATORES FIUNT — Poetą człowiek się rodzi, mówcą staje się

1067. POËTAE QUASI DEORUM ÁLIQUO DONO ATQUE MÚNERE COMMENDATI ESSE NOBIS VIDENTUR — Poeci wydają się nam jakby jakimś darem i dobrodziejstwem bogów (Cícero Pro Archia poëta 8)

1068. POETIS ÓMNIA LICET (DÍCERE) — Poetom wolno wszystko (mówić)

1069. PÓLLICE VERSO — Z kciukiem obróconym ku dołowi (znak dezaprobaty) — Dobij go!

1070. POLLICITIS DIVES QUÍLIBET ESSE POTEST — Obietnicami każdego można uczynić bogaczem (Ovídius Ars am. I, 422)

1071. POLONIA RESTITUTA — Odrodzenie Polski (order)

1072. POMPA, MÓRTIS — Kondukt pogrzebowy

1073. PONDERANDA SUNT TESTIMÓNIA, NON NUMERANDA — Dowody trzeba ważyć, a nie liczyć — Ważna nie ilość dowodów, lecz jakość

1074. PONS ASINORUM — Ośli most — Bryk — Test na uzdolnienia początkujących

1075. P.M. = PÓNTIFEX MAXIMUS — Najwyższy kapłan

1076. PONTIFICÁLIA — Szaty przynależne biskupom

1077. PÓPULI SCITA EX MAGNA PARTE SAPIENTES ÁBROGANT — Postanowienia ludu w znacznej części unicestwiają, niszczą mądrych (Séneca Consol ad Lucilium V, 6)

1078. PÓPULUS REMÉDIA CUPIT — Lud żąda leków (Galenus)

1079. PÓPULUS VULT DÉCIPI — Lud chce być zwodzonym, oszukiwanym

1080. PÓRRJGIS IRATO PÚERO QUUM POMA, RECUSAT: SUME, CATELLE, NEGAT; SI NON DES, OPTAT — Gdy podajesz zagniewanemu dziecku jabłko, odmawia. „Weź, kotku!” Nie chce. Jeśli nie dałbyś. zechce (Horátius)

1081. PÓSCIMUR — Wzywają nas

1082. PÓSITA CÁUSA PÓNITUR EFFECTUS — Gdy działa przyczyna, jest i skutek

1083. POSSESSOR BONAE FÍDEI — Prawy posiadacz

1084. POSSESSOR MALAE FIDEI — Posiadacz nieprawy

1085. POST ANNUM RÉNOVUM PLUS QUAM BOS VALET OVUM — Po nowym roku cenniejsze jajo niż wół — Lepsze dziś jajko niż jutro kokosz

1086. POST COENAM STABIS VEL MILLE PASSUS MEABIS — Po jedzeniu stój albo przemierz tysiąc kroków

1087. POST ÉQUITEM SEDET ATRA CURA — Za plecami jeźdźca siedzi ponura troska (Horátius Cármina III, 1, 403)

1088. POST FACTUM — Po spełnionym, dokonanym czynie

1089. POST FACTUM NULLUM CONSÍLIUM — Po czynie na nic rada

1090. POST FESTUM — Po święcie — Poniewczasie — Za późno

1091. POST HOC, ERGO PROPTER HOC — Potem, a więc wskutek tego

1092. POST HOC NON EST PROPTER HOC — Potem nie znaczy dlatego

1093. P.M.—POST MERÍDIEM — Po południu

1094. P.M.—POST MORTUM — Po śmierci

1095. POST MORTEM EST NULLA VOLUPTAS — Po śmierci nie czas na przyjemności

1096. POSI MORTEM MEDICINA — Lekarstwo po śmierci — Musztarda po obiedzie

1097. POST MORTEM NIHIL EST — Po śmierci niczego nie ma (Séneca Troianae 398)

1098. POST NÚBILA PHOEBUS — Po (chmurach) deszczu słońce

1099. POST ÓBITUM — Po śmierci

1100. POST PISCES VINUM MISCES — Po rybie pij wino

1101. POSTREMUS DICAS. PRIMUS TÁCEAS — Mów ostatni, milcz pierwszy

1102. P.P.S. = POST POSTSCRIPTUM — Po dopisku

1103. POST SCRIPTUM — Po liście — Uzupełnienie listu

1104. POST TÉNEBRAS LUX — Po mroku światłość

1105. POST VERBA VERBERA — Po słowach bijatyka — Z kłótni wynika bójka

1106. POTEST EXERCITÁTIO ET TEMPERÁNTIA ETIAM IN SENECTUTE CONSERVARE ÁLIQUID PRÍSTINI RÓBORIS — Ćwiczenia i umiarkowanie mogą i w starości zachować coś z dawnej siły

1107. POTESTAS NON SOLUM SI INYITAT, SED ETIAM SI SÚPPLICAT, COGIT — Władza przymusza nie tylko, kiedy wzywa, ale także, kiedy prosi

1108. POTESTAS VITAE NECISQUE — Władza życia i śmierci

1109. PÓTIOR EST CONDÍTIO POSSIDENTIS — Lepsza jest sytuacja posiadającego (niż roszczącego pretensje)

1110. PÓTIOR EST, QUI PRIOR EST — Kto pierwszy, ten lepszy

1111. POTIOREM CONDITIONEM ESSE MÍLITIS QUAM INGENUI — Zacniejszy stan rycerski niż prostego szlachcica (A. Frycz Modrzewski)

1112. POTIUS MORI QUAM FOEDARI — Raczej śmierć niż poniżenie

1113. POTORES BIBULI MÉDIA DE NOCTE FALERNI ODERUNT PORRECTA NEGANTEM PÓCULA — Pijacy podnieceni falernem o północy już nie znoszą tego, kto odmawia podanego mu pucharu (Horátius)


[03.05.2023, Toruń]

JĘDRZEJ KITOWICZ - OPIS OBYCZAJÓW I ZWYCZAJÓW [...] ROZDZIAŁ 2, § 7

 

Korneli Szlegel, "Polonez pod gołym niebem"

ROZDZIAŁ 2

§. 7.

O przywilejach studenckich za Augusta I I I.


Akademie publiczne miały bez wątpienia i mają przywileje immunitatis, jako to: krakowska, zamojska i wileńska, iż się niegodzi tak studentów jak i professorów, w sprawie jakiéj osobistéj, pociągać do żadnego sądu, tylko do zwierzchności szkolnéj. O takich przywilejach samym akademiom służących, wspominają krajowe kroniki i volumina legum. Lecz inne szkoły jezuickie i pijarskie, nie rozumiem, ażeby takowemi prerogatywami zaszczycone były, a przynajmniéj gdy mi się o nich czytać lub słyszeć niezdarzyło.

Wnoszę tedy, iż sobie używanie takowych swobód, biorąc wzór z akademiów, przywłaszczyli, a nadstawiając pomienionych swobód, do takiéj przyszli zuchwałości, że

nieodpowiadali przed żadnym sądem, tylko szkolnym za psoty komukolwiek wyrządzone, sami swoich krzywd wydarzonych, rzetelnych lub czasem tylko dumą studencką w zagorzałéj głowie urojonych, mocą i gwałtem dochodzili, nachodząc domy i wyciągając z nich osoby, do których sobie uroili pretensyą, a z zawleczonych raczéj, niż zaprowadzonych do szkół, czyniąc sobie sprawiedliwość batogami, nadto jeszcze do najniższych przeprosin, przez upadanie do nóg swoim oprawcom i siepaczom przymuszając. Niechaj tam był kto chciał, jakiéj godności urzędnik, szlachcic, oficer, żołnierz, który studenta chcący lub niechcący, zaczepił, słowem zelżył, albo popchnął albo uderzył. Jeżeli się zawczasu z miasta nie wyniósł, albo gdzie w ciasny kąt nieskrył; już on się od surowéj szkolnéj exekucyi niewybiegał, bo chociaż chciałby się bronić, to jakże było na tę gawiedź szkolną, na drobne dzieci używać słusznéj broni, gdy tymczasem to szamrajstwo, kijami, kamieniami i błotem szturmując do winowajcy, a oraz z tyłu i z przodu

właśnie jak pszczoły rozdrażnione, garnąc się mu naciskiem, do głowy, do rąk, do nóg, zgoła do całego ciała i odzienia, zmordowanego i razami zmęczonego, pochwytowali i co tchu do szkół wlekli.

Bywały takie przypadki, że panów nawet z karet wyciągali, i gdy komu takową krzywdę zrobili, uchodziło to za jakowąś sprawiedliwość, jakoby za dekretem ważnym sądu jakiego

wypełnioną. Nie było naprzeciw takowemu nieszczęściu innego ratunku, tylko poddać się z jak największą powolnością owéj szarańczy, ująć sobie coprędzéj obietnicami jak najpożyteczniejszemi pryncypałów, albo zyskać zastęp spieszny i mocny samych księży Pijarów, lub Jezuitów, którzy jeżeli kogo pochwyconego z przyjaciół swoich, albo osób respektu godnych uratować chcieli od ostatniéj hańby i nieżartobliwego bólu; wybiegali hurmem z kolegium, otaczali sobą brańca, odsuwającod niego ów tłok studentów, a tymczasem dla zwolnienia pierwszéj zapalczywości, rzecz, o którą szło, rozbierali na uwagę; i gdy już widzieli umysły z pierwszéj zawziętości cokolwiek opłonione, albo wcale zganiwszy studentom napaść, jeżeli była niewinna, do domów się rozejść pod karą szkolną rozkazywali, a obwinionego, dla wszelkiego bezpieczeństwa z sobą do kolegium brali, albo téż, jeżeli się tak nie dało, że była jakakolwiek wina z strony porwanego; tedy stawając niby za stroną studentów, ale sposobem łagodnym i niejako sądowym, zatargę onę do zgody prowadzili. Zgoda zwykle następowała za daniem studentom in gratiam winowajcy rekracyi na cały dzień, albo dwa dni, i za ucztą natychmiast studentom od tegoż, w jakim domu sprawioną, z miodu, sucharków, jabłek, gruszek i tym podobnych dziecinnych łakotek, po którym traktamencie odbytym przy oświadczeniu jak najwyższego szacunku studenckiéj godności; bywał winowajca uwolniony i bezpieczny; ale się dobrze napocił, nim z téj prassy wyszedł. Taka absolutność studentów przez wiele lat cierpianą była, i już wszyscy wierzyli, że studenci są to osoby bardziéj nad wszystkie urzędy najwyższe i godności uprzywilejowane, a studenci wierząc takowemu zdaniu i mając go w takiéj pewności, jak artykuł wiary, dziwnie zuchwałymi, i za lada przyczyną do zniewag wyżéj opisanych, porywczymi byli. Żydów zaś na ulicy szarpać, tak wnieśli w zwyczaj, że żydzi mieli się na wielkiéj ostrożności pod te godziny, w które studenci szli do szkół, albo z nich do domów powracali. Jeżeli zaś żydek jaki trafunkiem postrzeżony był tam, gdzie studenci rekracyą odprawiali, miał się tak, jak zając, kiedy wpadnie między charty i ogary; wszystkie zabawy swoje studenci porzucali, a żyda obracać spieszyli i dobrze go poszamotali.

Takie zuchwalstwa niebaczném uleganiem w kraju całym cierpiane, najwięcéj dokazywały w Warszawie, gdzie téż najpierwéj upokorzone zostały takim sposobem: niejaki Dąbrowski, lat kilka będąc w szkołach jezuickich dyrektorem, porzuciwszy szkoły, udał się w służbę do szlachcica, nazwiskiem Żółtowskiego; ten szlachcic miał dobre zachowanie

z jednym karczmarzem na Pradze, u którego zawsze stawał gospodą, ile razy był na Pradze. Jednego razu, widząc samego Dąbrowskiego, przybyłego bez pana wózkiem okrwawionym próżnym, zapytał się go o pana i o krew na wózku, coby znaczyła? Dąbrowski karczmarzowi odpowiedział: że pan chory, pozostał w domu; a zaś na krew, iż ta jest z cielęcia dorzniętego na drodze, gdy było dużo słabe, które sprzedał razem z drugiemi trzema, żywcem dowiezionemi. Taka odpowiedź Dąbrowskiego, przy krwią polanym wozie, sprawiła w karczmarzu podejrzenie o zabój Żółtowskiego, i wzajemnie w Dąbrowskim inkwizycya karczmarska uczyniła w sumieniu jego pomieszanie, które zawsze miesza szyki w rzeczach, by téż najroztropniéj ułożonych. Dąbrowski coprędzéj wyjechał z karczmy, a karczmarz dający na niego baczenie z nienacka, gdy widział, że się nie wracał do domu pana swego, ale przewiózł się do Warszawy, natychmiast przewiózł się tamże za nim, a skoro Dąbrowski nie opierając się w Warszawie, wyjechał za nię; karczmarz utwierdzony tém bardziéj w swojem porozumieniu, że zabił pana, dał znać do sędziego marszałkowskiego. Sędzia marszałkowski wysłał natychmiast za Dąbrowskim pogoń, ta zastała go w karczmie pod Bielanam. Przyprowadzony do sędziego, zaraz na pierwszém pytaniu przyznał się, że zabił swego pana; ale usprawiedliwiał zabójstwo swoje tą przyczyną, że pan jego był rozbójnikiem: tego dnia, kiedy zginął, zasadził się w boru pod Okuniowem na żydów kupców, mających tamtędy przejeżdżać. A gdy tę myśl swoję oznajmił Dąbrowskiemu, a Dąbrowski miał się oświadczyć panu, iż mu w tém nie posłuży, Żółtowski natychmiast miał strzelić do Dąbrowskiego i chybić, Dąbrowski zaś salwując swoje życie i nie czekając drugiego do siebie pańskiego wystrzelenia, ciął pana szablą w łeb raz i drugi tak dobrze, że więcéj do skonania nie potrzebował. Ta jednak wymówka nie posłużyła Dąbrowskiemu w sądzie marszałkowskim; Bieliński, marszałek w. kor., surowy i sprawiedliwy, zważając, że Dąbrowski po zabiciu pana swego, jeżeli w obronie życia popełnionym, powinien był według prawa przywieść trupa do kancelaryi, oświadczyć tam całą rzecz, jak się stało, a nie iść wykrętami i nieujeżdżać z rzeczami zabitego, kazał mu łeb uciąć. Że tedy ów Dąbrowski rzecz swoję tak udawał, iż broniąc swego życia, musiał je zbójcy odebrać, a jako świeżo od szkół oddalony, miał w nich wiele przyjaciół; więc studenci skłonni do miłosierdzia tam, gdzie go świadczyć nie należało, zmówiwszy się z sobą z rzemieślniczkami i dworskiemi służalcami, owego Dąbrowskiego na plac do stracenia prowadzonego odbili, do Dominikanów na Nowe-Miasto do kościoła wprowadzili i Te Deum Laudamus nad nim krzyżem leżącym w śmiertelnéj koszuli i w szlafmycy tak, jak był z placu porwany, odśpiewali, a po tym tryumfalnym ceremoniale, Dominikanom go do przechowania i ułatwienia mu ucieczki oddali. Marszałek Bieliński srodze urażony tém zuchwalstwem, kazał studentów szukać, łapać w domach, na ulicach, gdzie tylko którego jego żołnierze przydybać mogli, a zchwytanych serdecznie w kordygardzie batogami ćwiczyć, tak, że przez kilkanaście dni żaden z roślejszych nie śmiał się pokazać studentów, (małym albowiem dzieciom, lubo i te bębny mieszały się do odbicia Dąbrowskiego przepuszczono). Jedni pouciekali z Warszawy do innych szkół w kraju, którzy byli pryncypałami i zostali do schwytania podanymi; drudzy zaparli się być studentami, a inni wcale od téj daty szkoły porzucili. I tak od tego czasu Bieliński miał pilne oko na studentów, a za najmniejszą okazyą porywając studentów pod swoję wartę, niezmiernie upokorzył owę dawną studencką dumę.

Co się zaś tyczy rewolucyi Dąbrowskiego, rozumiem, iż mi nie będzie miał za złe czytelnik, lubo ta do mego zamiaru nie należy, gdy mu opiszę, jak się zakończyło. Jak prędko dano znać marszałkowi, iż Dąbrowskiego studenci z placu porwawszy, do Dominikanów zaprowadzili, natychmiast kazał otoczyć klasztór i kościół żołnierzem, aby z niego Dąbrowski nie uszedł, którego Dominikani na rekwizycyą marszałka wydać nie chcieli, dodając przyczynę, iż popełniający zabójstwo w obronie życia własnego, powinien być zasłoniony od kościoła, przeciw surowości świeckiego sądu. Marszałek trzymał w oblężeniu kilka dni klasztór z kościołem, a tymczasem nalegał u nuncyusza o przymuszenie Dominikanów do wydania Dąbrowskiego. Nuncyusz jednego będąc rozumienia z Dominikanami, a pokazując na pozór, jakoby się mieszał w rezolucyi, czy ją ma dać za Dąbrowskim, czy przeciw Dąbrowskiemu, dla wywikłania się z niéj politycznie, bez urazy albo marszałka, albo praw kościelnych, zdał tę rozprawę na teologów, nakazawszy, aby z każdego klasztoru, co ich jest w Warszawie, po dwóch teologów zgromadziło się w jedno. Przypadek Dąbrowskiego rozstrzygnęli i podług prawideł świętéj teologii rozcięli. Zgodzili się wszyscy na jedno, iż ponieważ nie masz innéj wiadomości, z jakiego powodu zabił Żółtowskiego Dąbrowski, tylko własne jego wyznanie, a to stoi za nim, nie przeciw niemu; więc w takowym razie Dąbrowski powinien być zasłoniony kościelną protekcyą, i nie może być wydany pod miecz, bez urazy kanonów świętych. Zatém nuncyusz tę rozolucyą aprobował; a marszałek nie śmiejąc gorzéj klasztoru dominikańskiego gwałcić, kazał wartę ściągnąć, po odstąpieniu któréj, Dominikanie przestroiwszy Dąbrowskiego w habit, wywieźli za Warszawę. Marszałek atoli zawsze o skutek swoich dekretów gorliwy, a tém bardziéj takiem złudzeniem teologiczném urażony, rozpisał listy do wszystkich grodów z dokładnem postaci Dąbrowskiego wyrażeniem, aby gdziekolwiek się pokaże; był schwytany i do jego straży odesłany. Wymknąwszy się Dąbrowski z pod miecza, myślał, że już wszystkiego pozbył nieszczęścia, a zawziętość marszałka, że sam czas uspokoi. Ale się nieborak omylił na swoich ułożeniach, w 4 lata bowiem po ucieczce z Warszawy, przyszedłszy do kancelaryi zakroczymskiéj, dla uczynienia jakowejś tranzakcyi z bracią żony, którą był pojął, tam poznany, pojmany i do Warszawy odwieziony, stracił głowę, dawniéj pod miecz osądzoną. I tak studencka protekcya tyle mu łaski wyświadczyła, że żył dłużéj niż miał żyć, cztery lata.

A co się tyczy studentów, ci lubo w szkołach warszawskich od téj okazyi zbankrutowali na swojéj samowładności, po innych atoli szkołach, gdzie władza marszałkowska nie zasięgała, tak byli zuchwali, jak i przedtém, aż do czasu zniesienia zakonu jezuickiego, z którym razem upadły i szkoły, jako się to da widzieć niżéj pod panowaniem Stanisława Augusta.


[03.05.2023, Toruń]


SŁOWA JAKIE DRZEWIEJ BYWAŁY (799 - 848) [ZAKROCZYĆ - ZALEDZ]

 

799. Zakroczyć, zakraczać - zastąpić, zająć coś (granicę im zakroczył)

800. Zakroczyć - zaskoczyć, zajść, stanąć na przeszkodzie; zabiec, zapobiec

801. Zakroić, zakrawać - kasować się, zagiąć parol, postąpić rozumnie;zakrawać 802. Zakrawać kogoś, czegoś - być podobnym do kogoś, do czego (pachnie Włochem, Żydem)

803. Zakropić, zakrapiać - (wstyd zakrapia mi lice - zarumienia, zaczerwienia); zasilić ziemię, rolę kropieniem, odwilżyć, pokropić

Zakrólować - zacząć królować

804. Zakrtunić, zakrtusić - zakrztusić, zakrztusić się

805. Zakrulić, zakrólić oczy - spojrzeć dziko

806. Zakrwawić - rozłakomić się na krew

807. Zakryć, zakrywać (się) - ukryć, skryć, (się) zataić

808. Zakrystjańczyk - chłopiec do posług w zakrystii

809. Zakryto, zakrycie, skrycie - tajemnie, tajemniczo, potajemnie

810. Zakrytość - skrytość, tajnik

811. Pod zakrytością, pod zakrytościami - pod pokrywką, pod figurą

812. Zakrywka, zakrycie - pokrywka, płaszczyk, pozór, pretekst

813. Zakryzmolić - zagryzmolić

814. Zakrzemienić, zakrzemieniać - zakamienić, zatwardzić

815. Zakrzewie, zakrzew - zarośle, miejsce zakrzewione

816. Zakrzęt - zabiegi, krzątanie się, skrzętność

817. Zakrzosać - zakrzesać

818. Zakrzywdzić komuś - zawinić krzywdząc go

819. Zakrzywić, zakrzywiać gębę - wykrzywiać

820. Zakrzyżować - ukrzyżować

821. Zaksyknąć, zakszyknąć - syknąć, zasyczeć

822. Zakuć, zakować - skuć, tęgo zewrzeć (oczy snem zakute; ziemia, jak stal zakowana); okuć (oszczep zakowany grotem)

823. Zakup, zakupno, zakupne - zaliczka dana najemnikowi / żołnierzowi, rekrutowi

824. Zakupić, zakupować - zapewnić sobie dawszy zakup / zaliczkę (zakupiony - najęty na coś)

825. Zakupić dobra cła, góry kruszcowe, młyny - wziąć w zastaw, zapłaciwszy

826. Zapupić kogo - przekupić, podkupić

827. Zakupieniec - niewolnik kupny

828. Zakupień, zakupnik - ten, co przed innemi wykupuje przekupień; dzierżawca; 829. Zakupieństwo, zakupność - możność zakupienia, zapewnienia przez kupno

830. Zakupny - towar, który można zakupić, dostać za pieniądze

831. Zakupny - przekupny, przedajny (sędzia)

832. Zakurzyć - zakadzić, zasmrodzić

833. Zakurzyć się - zawichrzyć się (niepogoda się zakurzy); zapalić się, zająć się (wojna się zakurzy; stamtąd się nieszczęsna schizma zakurzyła)

834. Zakusić, zakuszać - zakąsić, przejeść, spróbować, skosztować nauki jakiej, sztuki, rzemiosła; liznąć

835. Zakwas - zakwaszenie; to, co zakwaszono lub czym zakwaszono (znać piwo po zakwasie

836/ Zakwasić, zakwaszać, zakwasować - zagryźć, zaszczypać (dym zakwasił mu oczy)

837. Zakwasować - zakwaszać

838. Zakwiść - zakwitnąć

839. Zaląg - zalężenie się

840. Zalecać coś - szczycić się, chełpić się, popisywać się czymś (jakie urodzenie zaleca cię przed światem?)

841. Zalecalny - zalecający, rekomendacyjny (list)

842. Zalecanie - zalecanie się, zaloty, konkury

843. Zalecanka, zalecanki, zaleciny - zaleta (Niemcy mają wielkie zalecenie w rzemiosłach, sukniach, płótnach); komplement, nadskakiwanie, pochlebstwo

844. Zaleciciel, zalecacz - ten, co zaleca kogoś komuś

845. Zalecicielka - ta, co zaleca kogoś komuś

846. Zalecić, zaletnić - zrobić letnim, zagrzać cokolwiek

847. Zalecieć, niedok. zalatać, zalatować kogoś - zakasować, wyprzedzić swoim lotem

848. Zaledz - zalegać,(w grobie, na marach); ledz, poledz, umrzeć; zająć czyje miejsce; zepsuć się, stracić na wartości przez długie leżenie (zaległy towar)


[03.05.2023, Toruń]

01 maja 2023

ARTYŚCI (1) PIETER AERSTEN

 

Pieter Aertsen (Amsterdam, 1508 - 3 czerwca 1575), zwany Lange Pier („Wysoki Pete”) ze względu na swój wzrost, był holenderskim malarzem w stylu północnego manieryzmu . Przypisuje mu się wynalezienie monumentalnej sceny rodzajowej, która łączy martwa natura i malarstwo rodzajowe, które często zawiera również scenę biblijną w tle. Działał w rodzinnym Amsterdamie, ale przez długi czas pracował również w Antwerpii, ówczesnym centrum życia artystycznego Holandii.

Jego sceny rodzajowe wywarły wpływ na późniejsze malarstwo flamandzkiego baroku, holenderskie martwe natury, a także we Włoszech. Jego sceny chłopskie wyprzedziły o kilka lat znacznie bardziej znane obrazy wykonane w Antwerpii przez Pietera Bruegla Starszego.

1. CHŁOPI PRZY OGNISKU



2. SCENA TARGOWA



3. KOBIETA NA TARGU NA STOISKU Z WARZYWAMI



4. GRUBA KUCHNIA – ALEGORIA



5. PORTRET SIMONA MARTENA DIRSZCA



6. CZYNY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ MIŁOŚCI



[01.05.2023, Toruń]

FRAGMENTA (4) SPACER

 

KWIECISTA   ULICA  W   SPELLO  W  UMBRII,  WŁOCHY

4.

Widzisz tę parę? Przykładne małżeństwo. Chodzą tak z sobą przez ładne pięćdziesiąt lat jak papużki nierozłączki. Noga za nogą, ręka pod rękę; przyzwoicie ubrani, z taką jakąś powagą i uśmiechem zarazem. O czymś tam szepczą, mówią o kimś, nie żeby zaraz oceniać, plotkować, komentować, nic z tego. Zapewne mówią o tych czy o tamtych, ale tylko w domu. Przechadzają się ulubioną zwykłą trasą: w stronę starówki, na plac przed kościołem, potem obok kina i powrót główną ulicą, ale inną drogą do rzeczki, no, może trochę dalej, na skwerek, i stamtąd powrót na osiedle, a przy okazji zatrzymują się przy kiosku: on kupuje gazetę i papierosy; ona, oszczędna, jedynie mężowi towarzyszy.

Innym znów razem idą najkrótszą trasą do domu jego matki. Idą bardzo powoli. Jeżeli byli umówieni o jego rodziców, to zwykle się spóźniają. Pewnie dlatego, że on jest pedantem i ubiera się bardzo wolno, a tu i buty trzeba wyczyścić, chociaż ostatnimi dniami pogoda dopisała i nie miały się czym ubrudzić. Zresztą wszystko ma być dopięte na ostatni guzik, więc jeśli nawet wiedzą, że już wychodząc z domu są spóźnieni, to nie przyspieszają – jak to by wyglądają? Matka właśnie wyjrzała przez okno: - No, idą, nareszcie. Wstaw wodę, Władek. Zostaw już tę butelkę. Już się przegryzło – matka mówi o przepalance na spirytusie, którą ojciec przygotował i aby procenty równo się rozłożyły, trzeba było potrząsać butelką… ale bez przesady.

I zasiedli do stołu; możliwe kanapki, jakieś ciasto, herbata… koniecznie herbata, i rozmowy – błahe i płoche, ale zawsze o czymś, zawsze jest o czym rozmawiać w najnudniejszym z miasteczek.

A kiedy wracali, spotykali się z innymi, a to na kasztanowej alei albo gdzieś bliżej; w końcu mieszkańców miasteczka jest tylu, że można ich spamiętać.

Teraz nie chodzą nigdzie i do nikogo. Sami starzy, więc… jeżeli ja nie napiszę nich więcej i dłużej, to odejdą sobie… w zapomnienie.


[01.05.2023, Toruń]