O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

31 maja 2020

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (14)

To już ponad 7 miesięcy, a wspomnienia jakie są, takie są i upominają się o siebie, i obarczają mnie winą o to, co się stało, i to jest prawda, choć fakty świadczyłyby o czymś innym, ot, wypadek jakich wiele, ale niezależnie od winy lub jej braku, obwiniam siebie, bo przecież gdybym nie znalazł się w tamtym miejscu w danym ułamku czasu, sekundy może... może sprawy potoczyłby się inaczej.
A tak, miałem jeszcze tyle sił, tyle świadomości, aby zadzwonić do żony i przeprosić o ten wypadek, i żeby się nie martwiła, bo ze mną wszystko w porządku.
Ale o nodze jej nie powiedziałem, choć bolała jak diabli, czułem, że coś jest nie tak, nie czułem natomiast bólu w klatce piersiowej, chociaż ona też była pokiereszowana.
Domagałem się,aby zrobili mi miejsce na tę nogę, aby mnie od niej uwolnili, od tego bólu, a tymczasem oni pytali mnie (kobieta pytała mnie po angielsku) czy boli mnie głowa, czy mogę ruszać szyją (mogłem), a potem powiedziano mi, że będą mnie odcinać od tego żelastwa; później zapytano się, czy się zgadzam, aby mi przecięli bluzkę i spodnie. Zgodziłem się i powędrowałem wielkim ptakiem do szpitala, ale tego lotu nie pamiętam. Czy wprowadzono mnie już wtedy w śpiączkę, czy może sam straciłem przytomność.
Później nie miałem świadomości, że robiono mi dwie operacje tej nogi, a nie jedną. No cóż, mam kilka dni wymazanych kompletnie z życia. Musiałem też przez tych kilka pierwszych dni egzystować na środkach odurzających, bo jak się później okazało wielokrotnie dzwoniłem do domu, skarżąc się, że znalazłem się w szponach mafii, że moja siostra jest wtyką w tejże międzynarodowej mafii, która mnie więzi, a żona też jest lub będzie w tej przestępczej organizacji, a tak w ogóle to mnie w tym szpitalu wiążą i głodzą.
Wstydzę się tych zachowań, choć wiem, że nie miałem wtedy nad sobą kontroli, ale wstyd pozostał i nie potrafię go wymazać z pamięci; podobnie z tym jednym okropnym snem, który chyba jeszcze w grudniu zeszłego roku zamieniłem na krótkie mikro opowiadanie. 
Ale przecież miewałem z sobą inne niezwykłe historie jak ta z moim jednoosobowym szpitalnym pokojem, który, jak mi się wydawało, każdego dnia zmieniał lokalizację na bliższą krajowi.
Ale też bywały pogodniejsze chwile w tym moim zdrowieniu w dalekiej Norwegii. Były takie przytulenia (hugs), spontaniczne, w reakcji na moją pogłębiającą się depresję; owszem, była i depresja, ale te hugs pomogły, przynajmniej na spokojniejszy sen.
Ale też, w miarę zdrowienia, bywały żarty, rozmowy, ba nawet śpiew (kto w to uwierzy?)... jednakowoż dominantą pozostała świadomość, że bardzo zawiniłem, że może powinienem nie uczestniczyć w tym wypadku... po co mi to było???
Tym bardziej, że po wypadku życie stało się zupełnie inne. Trudniejsze to mało powiedziane. Byłem zmuszony prosić... tego też sobie nigdy nie wybaczę, podobnie jak wypadku.
Ale w końcu tych parę lat, jakie mi zostało, jakoś tam przeżyję, oby tylko wschodziło słońce i zostawało na niebie przez cały dzień.
Z drugiej strony nie mieć marzeń, to niepodobna, prawda, ale realna rzeczywistość. Już tak zostanie, na wieki wieków, amen.



[31.05.2020, Toruń]

10 komentarzy:

  1. Kawiarenko - przecież teraz będzie już tylko lepiej...
    Jestem o tym przekonana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie do końca jestem o tym przekonany, bo samo zdrowie to nie wszystko...

      Usuń
  2. Podobno wszystko czego doświadczamy, jest dużo wcześniej gdzieś tam zapisane i nie mamy wpływu na to, by od tego uciec. Twoje obwinianie się za wypadek, za zachowania pod wpływem środków przeciwbólowych jest zatem niepotrzebnym obciążeniem. Dochodź do zdrowia i sprawności, jaka jest możliwa w danych okolicznościach. Zupełnie nie rozumiem Twojego zakłopotania w kwestii proszenia- to żaden wstyd. Pomyśl ile razy Ty pomogłeś, gdy Cię proszono, a nawet bez tego. Tylko morderstwa i kradzieży wstydzić się należy, a w Twoim przypadku żadna taka rzecz miejsca nie miała, więc po prostu pisz, ku pokrzepieniu tych, którzy lubią wpadać do kawiarenki. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... widzisz, ale to zdarzenie zmieniło moje i nie tylko moje życie, a o pomoc nigdy wcześniej nie prosiłem, a to jest kwestia honoru... to trudno wyjaśnić w jednym zdaniu...

      Usuń
  3. Nie wiemy, co by było, gdybyś był gdzie indziej...
    Z kolejnych opowieści wynika, jak straszny to był wypadek i jaki to cud, że żyjesz.
    Przyjmij ten niezwykły dar i nie marudź:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Klik dobry:)
    Nie potrafię nic napisać. Bo cóż można? Żeby w pełni zrozumieć, trzeba mieć podobne przeżycia. To... Może... Chociaż słońca nieustannie świecącego Ci życzyć? Niech wschodzi pięknie każdego dnia i ogrzewa, rozjaśnia, wspiera...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, akurat dzisiaj i jutro słońca jest mnóstwo... Tobie również go życzę...

      Usuń
  5. Andrzeju przecież to nie Twoja winna ,ze znalazles się w tym miejscu i o tej godzinie ze był wypadek.Nie możesz się o to obwiniac,choć kazdy tak samo myśli jak Ty ,gdy cos się stanie.Nie na darmo jest przysłowie :gdybym wiedział ze upadne to bym usiadł;
    Dobrze ze dbano żeby nie bolalo/u nas bardzo oszczędnie/wtedy człowiek nie panuje nad tym co mówi,robi i pamięta.Jedni płaczą,krzyczą,śpiewają inni przeklinają jak szewc i opowiadają takie głupoty ze aż strach.Mózg płata różne figle.Oj jak ja się balam ze po narkozie będę plotla głupoty,prosilam koleżankę tłumaczkę żeby w razie czego nie tłumaczyła moich bzdur.Do dziś maja znajomi radoche wspominając moje wypowiedzi ,bo ja ich nie pamietam,a ona pekala ze smiechu.Nie może Ci być wstyd bo przecież nie byłeś to Ty na jawie .Może resztki zapamiętanych zdarzeń posłużą jako kanwa nowych opowiadań?Co do proszenia oj ciężko było się nauczy prosić o pomoc bo ja taka samodzielna i nagle bezradność.Dobrze ze w tej sytuacji potrafisz zająć swoja głowę i ręce pisaniem,czytaniem,muzyka.Nie każdy to potrafi i nie każdy ma taka wiedzę jak Ty i umie ja przekazać ciekawie.Dziękuje ze robisz to dla nas
    blogoczytaczy.Pozdrawiam Marta uk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...ja wiem, że zarzuty, które sobie stawiam są poniekąd irracjonalne, ale tak to odczuwam. Wyznaję teorię, że jeżeli człowiek ma się zmienić, tj. zmienić swoje nastawienie do życia na pozytywne, itp. , to powinno się zlikwidować przyczynę, która doprowadziła do stanu, w jakim się znalazł, a w moim przypadku wypadek się nie "odstanie". Można zmienić "przyjaciół", otoczenie, pewne nawyki, pracę, styl życia, który uznaliśmy za zły i wprowadzający w stan depresji, ale wypadku, choroby się nie zmieni... trzeba cierpliwie czekać, a cierpliwość akurat nie jest moją dobrą stroną. Widzę, że przeżyłaś coś podobnego i świetnie mnie rozumiesz, że można się poczuć zawstydzonym, kiedy, nawet mimowolnie, plotło się głupoty... no i z tym proszeniem myślimy podobnie.
      To prawda, to czym się zajmuję, to taka oaza, albo inaczej... coś, co z chęcią zabrałbym na bezludną wyspę... dziękuję i serdecznie pozdrawiam

      Usuń