1.
Potrafię najlepiej zasypiać w godzinach porannych, nie wczesnoporannych i wtedy wystarczy wąski kawałek łóżka, byle jakie nakrycie; szum w uszach nie jest przeszkodą, cicha rozmowa też nie drażni mego zaśnięcia, nawet ostry błysk porannego słońca nie otwiera moich powiek, gdyż, wielce prawdopodobne jest to, że nakrywam głowę byle czym: flanelową koszulą, czarnymi miękkimi dresami, ręcznikiem, słowem – wszystkim, co znajduje się pod ręką. Zaczynam drzemać, a moje uspokojone myśli wschodzą przez uchylone okno do snu, który mnie zawładnął i rozdaje teraz dziesiątki obrazów i obrazeczków, jak chociażby ten zatytułowany „brzytwa mojego dziadka”. Całkiem poważnie o tym mówię, bo rzeczywiście pod przymkniętymi powiekami ukazało mi się to ostre narzędzie odbywające żniwa na starym zaroście dziadka Władysława. Ukazało się i znikło, jak to zwykle ma miejsce we śnie, więc przekręcam się, kładę na drugim boku i śpię, a ten mój sen należy do tych arkadyjskich, utopijnych, gdyż przedstawia mnie w jakimś nie do końca konkretnym, ale mimo wszystko spójnym świecie. Jest mi w nim dobrze, zdecydowanie lepiej niż tutaj, gdzie oddycham, właściwie tylko oddycham i obserwuję; w tamtym jestem radosny, młodszy i kobiety są w nim młodsze, i piękniejsze, a mężczyznom mogę ufać, albowiem nie nauczyli się jeszcze kłamać i hipokryzji. Tak jest mi błogo i szczęśliwie, że w pewnym momencie odczułem fizyczną potrzebę udania się do toalety i dokończenia nektaru z czarnej porzeczki, który stoi tuż obok w butelce na taborecie. Napiłem się i lekko zanurzyłem w sen, a że mam tę niepowtarzalną, jak sądzę zdolność wchodzenia w ten sam sen po raz wtóry, ponownie znalazłem się w swojej arkadii. Ta umiejętność kontynuowania życia w tym samym śnie, jak mi się wydaje, jest swoistym treningiem w obliczu odejścia z tego świata i udanie się do innego. Mam nadzieję, że moje życie po życiu rozpocznie się w momencie, kiedy zaczynałem mieć świadomość swego istnienia – u mnie był to czas przechodzenia odry w mieszkaniu moich dziadków, mieszkaniu znajdującym się na pierwszym piętrze starej kamienicy, której okna wychodziły na główną ulicę miasteczka.
[25.03.2026, Toruń]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz