O wierszu przyniesionym w zębach
Chcielibyście abym przyniósł w zębach wiersz
w którym prześcigałbym metafory
najsłynniejszych zaklinaczy słów
jednocześnie powinien on brzmieć
współczesnym dźwiękiem ulicy
najlepiej aby był magicznym talizmanem
nanizanym paciorkami różańca ze snów
niepowtarzalnych
obrazami przed którymi
wypadałoby uklęknąć
paść na twarz jak przed nieznaną kartę biblii
taki wiersz poszukujący oryginalnej formy
grzeszący gorszącym słowem
rozczłonkowujący materię
gwałcący kobiety
szczytujący podnieceniem
uwolniony z zacisku szczęki zła świata
wypluty jak ostatnie tchnienie
z nadwrażliwej duszy niedoszłego samobójcy
taki wiersz was zadowoli…
A kiedy ja
zmęczony obrazem występku
ogłuszony hałasem histerycznych zawodzeń
gniewnych artystów
przedmieść upstrzonych kulturą blokowisk
rozjechany techniką pędzących ekspresów
zapatrzony w rozwiązłość narządów rodnych
samic i samców
ogłupiany bezkrólewiem słów
z każdym dniem coraz bardziej podatny
na przymierze z bezsensem …
Ja zamykam w dłoniach głowę
rozmawiam z moimi przyjaciółmi
którzy jeszcze pozostali
nie uciekli ode mnie
wsłuchuję się
odczytuję
piszę
rozmawiam
odpowiadam
zasypiam z sobą
ze skołataną myślą
i nie wiem czy potrafię w zębach ją przenieść
wraz z tym wierszem.
[17.03.2026, Toruń]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz