Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

06 listopada 2022

FRAZEOLOGIZMY (660 - 699)

 

660. Bogu ducha winny/winien - o człowieku niewinnym, niemającym wpływu na niezbyt dobre położenie, w którym się znalazł

661. boki zrywać (ze śmiechu) - śmiać się bardzo; okazywać radość spontanicznie, bez skrępowania

662. bomba pękła/wybuchła - niespodziewanie stało się coś, co wzbudza sensację, powszechne zainteresowanie; także: odpalić bombę

663. bomba z opóźnionym zapłonem - coś jest wielkim zagrożeniem, coś może stać się zarzewiem konfliktu; także coś jest tykającą bombą

664. Bóg kogoś pokarał kimś/czymś - ktoś ma z kimś lub czymś duży problem, komuś coś lub ktoś uprzykrza życie

665. Bóg mi świadkiem - zapewnienie o prawdziwości słów;



666. brać byka za rogi - od razu przystępować do rzeczy, do sedna sprawy

667. brać górę - przeważać, wygrywać, zdobywać lepszą pozycję’; także: wziąć górę

668. brać kogoś na języki - uczynić kogoś tematem plotek, obmawiać kogoś; także: wziąć kogoś na języki, być na językach, dostać się na języki, obnosić kogoś na językach

669. brać coś na rozum - zastanawiać się nad czymś, rozmyślać nad czymś, próbować znaleźć rozwiązanie; także: wziąć coś na rozum

670. brać kogoś na spytki - starać się uzyskać od kogoś informacje o czymś, wypytywać kogoś o coś; także: wziąć kogoś na spytki

671. brać coś na swoje/swe barki - zobowiązać się do czegoś, przejmować się czymś

672. brać coś na tapetę - uczynić coś tematem dyskusji; zacząć nad czymś pracować, rozmyślać; także: wziąć coś na tapetę

673. brać coś na warsztat - zajmować się czymś zawodowo, skupiać się na pracy twórczej; także: wziąć coś na warsztat

674. brać nogi za pas - szybko uciekać, uciec

675. brać coś pod lupę - analizować coś bardzo dokładnie

676. brać kogoś pod włos - przymilać się, schlebiać komuś w celu uzyskania jakichś korzyści

677. brać poprawkę na coś - uwzględnić coś

678. brać sobie coś do serca - przejmować się czymś bardzo, rozpamiętywać coś; odczuć coś bardzo

679. brać sobie coś na głowę - przejmować jakieś zobowiązania; odpowiadać za coś 680. brać się z czymś za bary próbować coś zrozumieć, przystępować do rozwiązania jakiegoś problemu; przeciwstawiać się czemuś; także: osaczać przeciwnika

681. brać coś w swoje/we własne ręce - być odpowiedzialnym za coś, odpowiadać za coś

682. brać coś za dobrą monetę - traktować coś poważnie, nie dostrzegając nieprawdy; także: przyjąć/przyjmować coś za dobrą monetę

683. brać nogi za pas - szybko uciekać, uciec

684. brać się w garść - próbować opanować emocje; przezwyciężyć trudności; także: wziąć się w garść

685. brać w ciemno - decydować się na coś, ryzykując, bez rozeznania, bez możliwości oceny powodzenia

686. brać w karby - dyscyplinować, podporządkowywać coś, kogoś jakimś regułom; także: wziąć w karby

687. brać kogoś w obroty - próbować kogoś skłonić do czegoś; wymagać na kimś określone zachowanie

688. brać (kogoś) za mordę - dyscyplinować, podporządkowywać coś, kogoś jakimś regułom; także: trzymać (kogoś) za mordę

689. brać za złe - obwiniać kogoś, oskarżać kogoś o negatywny wpływ na jakąś ważna sprawę; także: mieć za złe

690. brać coś z sufitu - zmyślać coś, podawać nieprawdziwe informacje, dane

691. brak/brakuje komuś piątek klepki - ktoś jest głupi, niespełna rozumu

692. brat łata - szczery, oddany, wesoły kompan

693. bratnia dusza - o człowieku, który dobrze się z kimś rozumie, wyznaje podobny światopogląd

694. bronić czegoś/kogoś jak lew - bronić czegoś lub kogoś odważnie, zaciekle

695. bronić czegoś/kogoś jak niepodległości - bronić czegoś lub kogoś zaciekle, nieustępliwie; obstawać przy swoim

696. bronić czegoś/kogoś za wszelką cenę (przed czymś/przed kimś) - bronić nieustępliwie

697. bronić się przed czymś/przed kimś rękami i nogami - wzbraniać się przed czymś lub przed kimś, nie chcieć czegoś bardzo

698. bronić straconych pozycji - opowiadać się, obstawać przy czymś, co z pewnością nie przyniesie powodzenia, co jest przegrane, nierozwojowe

699. coś broni się samo - wartość czegoś jest oczywista, bezdyskusyjna; nie trzeba przekonywać nikogo do czegoś


05 listopada 2022

STAROPOLSKA (19) ASSYSTA - AVE MARJA

 

Assysta, Asystencja do mszy, z łac. adsisto — stoję obok. Assystą zwano w kościele polskim poczet, orszak, towarzyszący osobie dostojnej, np. biskupowi lub kapłanowi, przy obrzędzie jakimś. W języku liturgicznym, odprawiać nabożeństwo zasystą, znaczy z djakonem i subdjakonem, w dalmatyki przybranymi. Wyrażenie: biskup przy mszy asystuje, znaczy, że jest obecny czy to w pierwszej stalli chóru, czyteż na tronie; a ta obecność jego zwać się powinna asystencją, nie zaś asystą. Asystencją też nazywa się obecność proboszcza przy ślubie małżeńskim.

Astrolog i Astrologja - z grec. astron gwiazda i logos mowa, nazwa nauki, która zajmowała się przepowiadaniem przyszłych losów ludzkich z biegu ciał niebieskich. Sztuka przepowiadania przyszłości należy do najdawniejszych i zarazem najpóźniej uprawianych. Widzimy ją przed tysiącami lat w starożytnym Egipcie i Chaldei, jak również dziś w postaci horoskopów i tzw. płanet, sprzedawanych przezkramikarzy na jarmarkach i odpustach ludziom nieoświeconym — a poniekąd i w postaci spirytyzmu. Dawni królowie i książęta prawie wszyscy mieli swoich astrologów, których radzili się w ważniejszych okolicznościach. Alfons X kastylski uprawiał gorliwie astrologję, Karol V sprowadził astrologów z Włoch, a sławny Michał Nostradamus był astrologiem Katarzyny Medycejskiej. I teologowie protestanccy ulegali obłędowi astrologicznemu, np. Melanchton, który był stanowczym przeciwnikiem systemu Kopernika, w astrologji zaś był zamiłowany. Nawet wielki Keppler ze stawiania horoskopów czerpał środki swego utrzymania. Z królów polskich cenił astrologję Zygmunt August, a akademja krakowska długi czas z niej słynęła. [...]

Właściwie już nauka Kopernika zadała astrologii cios stanowczy, skoro bowiem ustaliły się pojęcia, że ziemia nie jest środowiskiem wszechświata, a ciała niebieskie nie dlatego istnieją, by jej służyły, wiara we wpływ gwiazd na losy ludzi rozwiać się musiała. Gusła jednak i praktyki astrologiczne, pomimo to wszystko, jeszcze w XVIII wieku bardzo

były w Europie, a zwłaszcza we Włoszech rozpowszechnione i ostatnie pisma astrologiczne w XIX wieku (np. Pfaffa Astrologie r. 1816 i Der Stein der drei Weisen, r. 1821) ukazały się nie u nas. Złotousty Skarga, w jednem ze swoich kazań, taką daje definicję astrologów: „Astrologowie biegi miesiąców rachują, przyszłe przygody wiedzieć chcą“. To wyrażenie, że „biegi miesiąców rachują“, odnosiło się do sztuki układania kalendarzów, w której jedynie astrologów uważano za biegłych. Sława akademii krakowskiej pod tym względem rozchodziła się po całej Europie; za wielkich

astrologów uchodzili: Latosz, Rogalski, Herka z Kurzelowa, Wojciech z Krainy, Jan z Płońska, Mikołaj z Szadka, Bernard z Krakowa i inni. Kalendarze, przez nich układane, rozchodziły się nie tylko po całej Słowiańszczyźnie, ale i po Niemczech, pełne wszelkiego rodzaju przepowiedni. Królowa Bona nie tylko zasięgała rad najsławniejszych astrologów, ale i sama trudniła się odgadywaniem przyszłości. Nadwornym astrologiem jej syna, kr. Zygmunta Augusta, był Fox, akademik krakowski. [...]


Astrych, jastrych - posadzka ceglana. W łacinie średniowiecznej astracum — był to

bruk, klepisko i powała czyli pułap, na którego deskach dawano także glinianą „polepę“. Karłowicz utrzymuje, że nazwa strych u domowego powstała nie z niemieckiego Strich ani Streich, bo wyrazy te w znaczeniach swych nie mają z nim wspólności, ale z astrychu. Świtkowski powiada, że „w piekarni podłoga może być z gliny, w pralni zaś z jastrychu dobrze wypalonego“. Klepisko bowiem gliniane rozmięka od rozlewanej wody, ale cegła dobrze wypalona nie ulega zniszczeniu. […]


Ataman, attaman, hetman kozacki (ob. H e t m a n), tak zwano na Ukrainie i wójtów po wsiach i miasteczkach, a na Podolu niższych oficjalistów wiejskich w rodzaju karbowych i włodarzów przez dwór wybieranych, którzy, odebrawszy dyspozycję od ekonoma wieczorem na dzień jutrzejszy, zawiadamiali rano poddanych włościan, jaką i gdzie mają wykonywać robotę.


Atłas, hatłas. Po arabsku atlas znaczy gładki, połyskujący, stąd przez Turcję przeszła do Polski nazwa sprowadzanej z Persyi tkaniny jedwabnej, połyskującej, używanej do ubiorów kościelnych, do strojów niewieścich i męskich, na żupany, czapki i hajdawery, a w domach możniejszych na kołdry i obicia do komnat. Połysk tej materyi pochodzi z tego, że nitki osnowy i wątku nie przeplatają się nawzajem jak w zwykłych tkaninach, lecz nitka wątku przeskakuje kilka nitek osnowy, skutkiem, czego na jednej stronie znajduje się przeważna ilość osnowy, a na drugiej — wątku. Według rejestrów skarbowych Władysława Jagiełły, za 2 łokcie atłasu na rękawy do kryzów króla zapłacono jedną grzywnę. Za Zygmunta Augusta kosztował łokieć atłasu złoty 1 i gr. 4.

Pisarze polscy wieku XVI i XVII często wspominają o atłasie. Z powodu wygórowania cen przez kupców zagranicznych, sejm r. 1620 uchwalił: „Za zbytnim podniesieniem towarów i materyi przez cudzoziemce, iż koronni obywatele do wielkich utrat, a Rzplita do zniszczenia przychodzi, pretium uchwałą Sejmu teraźniejszego postanowiamy, aby aksamitów rozmaitych maści kupcy drożej łokcia nie przedawali nad złotych cztery. Atłasu i adamaszku, nad złotych półtrzecia“. Do atłasu odnosiły się przysłowia: „Nie pomoże atłas, kiedy w brzuch nie natkasz“. „Aksamity, atłasy sławy nie czynią“. Przodkowie nasi mawiali, rozbierając się ze swoich atłasów: „Panie atłas, szanują was, a przy was i nas“. O przysłowiu „Szkoda czasu i atłasu“ jest podanie, że powstało od słów kr. Stanisława Augusta, który, gdy mu po jego koronacyi jakiś wierszokleta złożył powinszowanie, napisane na białym atłasie, wiersze wdzięcznie przyjął, ale do ich autora miał powiedzieć: „Szkoda czasu i atłasu, byś się wdzierał do Parnasu.“


Audytor - W wojsku polskiem za czasów wielk. ks. Konstantego, audytorowie pełnili obowiązki sędziów wojskowych i zasiadali w sądach wojennych. Byli pułkowi i dywizyjni. Pierwszych liczono 22, drugich 8, prócz tego był audytor generalny.


Augustjanie, eremici czyli pustelnicy, jak kanonicy regularni św. Augustyna wywodzą swój początek i swą regułę od św. Augustyna, biskupa hipponeńskiego. Do Polski wprowadzeni zostali przy końcu wieku XIII-ego. — Najpierwszy klasztor wystawił im w r. 1265 na Pomorzu, w Chojnicach, Świętopełk książe pomorski. W trzydzieści lat potem Przemysław wybudował im dwa klasztory: w Starogrodzie i Bydgoszczy. Kazimierz Wielki wzniósł trzy kościoły dla tego zgromadzenia: w Krakowie r. 1348, w Wieluniu r. 1350 i w Olkuszu r. 1369. Ziemowit, książę mazowiecki, fundował im klasztory współcześnie z Kazimierzem Wielkim: w Warszawie, Rawie i Ciechanowie; Jan Spytek, wojewoda krakowski, r. 1381 w Książu. W w. XV-m fundowano im klasztory: w Pilznie (r. 1434), w Parczowie (r. 1447) i w Reszlu warmijskim. W wieku XVI przybyły r. 1503 klasztory: w Krasnymstawie, Grodnie i Brześciu litewskim, w r. 1508: w Eleuzymenie, w Podgrodziu (r. 1512), w Czerniczewie na Rusi (r. 1582) i Żydaczewie (r. 1600). W wieku XVII nastąpiło najwięcej fundacyj, bo kilkanaście, a w wieku XVIII już tylko podobno jedna i ostatnia (r. 1770) w Orchówku. Szymon Mniszek, prowincjał augustjanów i kaznodzieja Stefana Batorego, zaprowadził w Polsce (r. 1585) augustjanki, zwane zwykle mantelatkami, którym Jadwiga Kownaszewska, krakowianka, zbudowała klasztor w Krakowie i pierwsza przyjęła

habit.


Augustówka - Pod tą nazwą słynęły w XVIII-m wieku dobre szable z fabryk polskich, istniejących w województwie Sandomierskiem i Krakowskiem, gdzie dobywano i oczyszczano rudę żelazną. Dobroć tych szabel próbowano, obcinając klamki i gwoździe, bez szczerby w ostrzu klingi, czyli, jak po staropolsku nazywano, głowni. Nazwę swoją wzięły augustówki od wyrytej na nich cyfry królewskiej Sasów: Augusta II i Augusta III.


"Auszpik" czyli galaretka, swego czasu "meduza",
do której podawano coś mocniejszego

Auszpik - znana już w XVIII wieku (a może i dawniej) w kuchni polskiej potrawa z gotowanych pulard, kapłonów lub ryb, w przezroczystej galarecie, podawana z formy na zimno. Wyraz ten pochodzi zapewne z języka niemieckiego, ale po niemiecku ausspicken znaczy naszpikować mięso słoniną i t. p., co z polskim auszpikiem niema związku.


Autorament - z łaciń. auctoramentum — zapłata szermierska. Niegdyś w całej Europie siła zbrojna prawie każdego kraju bywała dwojaka: narodowa i z zaciągów cudzoziemskich złożona. Tak samo było i w Polsce. Usarze, chorągwie jazdy lekkiej polskiej, kozacy, zwani później pancernymi i petyhorcami, piechota łanowa, a pod koniec kawalerja narodowa i ułani, był to autorament polski Rzplitej. Do cudzoziemskiego zaś, niekoniecznie z samych cudzoziemców złożonego, ale urządzonego na wzór cudzoziemski i mającego oficerów w znacznej części cudzoziemców, należała piechota niemiecka, dragonja, rajtarja na sposób szwedzki, chorągwie węgierskie, janczarskie i artylerja. Za czasów saskich cały autorament cudzoziemski był właściwie saskim.


Aususz - z niem. der Ausschuss, brak, przedmiot zbrakowany, — tak nazywano pewien gatunek płótna, snać podlejszego, od którego instruktarz celny litewski cło od sztuki naznaczał. Nazywano tak samo i papier ordynarny, do obwijania używany, a Vol. leg. stanowią także cło „od papieru podłego do uwijania, alias aususu“.


Ave Marja - Pozdrowienie anielskie Najświętszej Panny, którego pierwsze słowo od wieków w Polsce przetłómaczono.


[05.11.2022, Toruń]

04 listopada 2022

JĘDRZEJ KITOWICZ - OPIS OBYCZAJÓW I ZWYCZAJÓW ZA PANOWANIA AUGUSTA III ROZDZIAŁ II - WYCHOWANIE

 

Doliczyłem się sporo ponad 2800 wpisów w kawiarence, a zważywszy, że przed laty około setki, no, może mniej usunąłem dobijam już do 3 tysięcy tekstów, aliści nie są one li tylko moimi produkcjami. Wiele, zwłaszcza ostatnimi czasy cytuję: wiersze, fragmenty, a nawet całe utwory, wychodząc z założenia, że w kawiarence publikuję to, co lubię i robię to zarówno dla siebie, jak i też decydując się na popularyzację tego, com ukochał, a zatem czynię to z pobudek informacyjnych, edukacyjnych, absolutnie niekomercyjnych, albowiem kawiarenka nie zawiera reklam, a nawet staram się unikać natarczywej promocji tego, com opublikował. Rzecz jasna, że nie wszystko może się gościom kawiarenki podobać i wręcz byłoby to niedobrze, gdyby podobała się cała opera omnia pozostawiona w tym miejscu. Wiem to doskonale po sobie, że nie do wszystkich blogów trafia moje oko, choć te, które podglądam uważam z różnych powodów za dobre, wręcz znakomite.

Ten przydługi wstęp pisany jest przeze mnie celowo, albowiem zamierzam wprowadzić nowy, podzielony na części tekst nie mojego autorstwa. Zanim rzeknę o co chodzi, posłużę się takim oto kontekstem…

Rzecz dotyczyć będzie początków mojego czytania. Otóż prawdopodobnie miałem dwie nauczycielki czytania: babcię, która podsuwała mi do przeczytania książeczki i gazety oraz mamę, która przed zaśnięciem czytała po cichu sobie jakieś książki. Czytała niby dla siebie, ale obok leżałem ja i ze starannością dukałem słowo po słowie (musiałem zatem już umieć czytać, chociaż czytałem wolniej niż moja mama). Wyglądało to troche zabawnie, gdyż mama zorientowawszy się, że czytam razem z nią, gdy kończyła swoja stronę, nie przewracała kartki lecz cierpliwie czekała, aż ja skończę. Zdaje się, że potwierdzałem skinięciem głowy, że skończyłem, no i wtedy przeskakiwaliśmy na strone następną. Ciekawe było również to, że mama do tego wieczornego czytania wybierała książki z większą czcionką – rozumiałem, że robiła to dla mnie. Miałem wtedy może pięć lat, więc moja pamięć ma prawo być zawodną, ale przypomniałem sobie, że jedną z pierwszych książek czytanych wtedy wraz z mamą była jakaś proza Władysława Orkana. Kilkadziesiąt lat wcześniej wiedziałem, jaka to była książka, poznałem ja właśnie po dużej czcionce, ale ta powieść, zdaje się, zaginęła w czasie przeprowadzki z domu rodzinnego do miasta.

Zmierzam już do celu… Otóż chciałbym potraktować ten tekst, jaki za chwilę wprowadzę, jako taką właśnie dawną, cowieczorną opowieść przeznaczoną dzisiaj dla siebie (matka) i dla tych wszystkich, którzy chcieliby ją podejrzeć, tak jak podówczas czyniłem.

Wybrałem tekst wysoce edukacyjny, nieco humorystyczny, pisany świetnym staropolskim językiem. Ów tekst to „Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III” księdza Jędrzeja Kitowicza. Zaczynam go od rozdziału drugiego w wydaniu z roku 1840, pozostawiając oczywiście pisownię dziewiętnastowieczną jako oryginalną

Jędrzej Kitowicz


JĘDRZEJ KITOWICZ - OPIS OBYCZAJÓW I ZWYCZAJÓW ZA PANOWANIA AUGUSTA III

ROZDZIAŁ II - WYCHOWANIE

Sposób przychodzenia na świat ludziom jeden jest i będzie od początku aż do skończenia tego świata, każdemu wiadomy, z bestyami pospolity. Ale usługa i obrządzanie dziatek narodzonych, tudzież dalsze ich wychowanie, nie zawsze było jednakowe. Pod panowaniem Augusta III. niewiasty podeszłe służyły matkom rodzącym. Zaraz po odłączeniu dziecięcia od żywota macierzyńskiego, kładły je w kąpiel ciepłą z wody i różnych ziółek przygotowaną, w któréj obmyte dziecię obwijały w pieluszki i tę kąpiel do kilku dni z początku, raz lub dwa co dzień, a potém coraz mniéj razy powtarzały; to kąpanie dziecięcia było obowiązkiem baby odbierającéj, potém należało do matki, albo mamki lub piastunki. Zaraz od urodzenia dziecię kładziono do kolebki, wiele razy chciano aby spało, kołysano je, a w dzień je kołysząc śpiewano mu, aby prędzéj usnęło. Tak nauczone dziecię inaczéj nieusypiało, chyba długim płaczem zmordowane, gdy go niemiał kto kołysać; jak się to trafiało dzieciom prostéj kondycyi, lub ubogich rodziców, gdy matka podkarmiwszy je piersią, sama pracą zatrudniona, lada gdzie dziecko porzuciła, czasem na polu w brózdzie przy żniwie, zasłoniwszy je snopkiem od słońca.

W Polszcze zażywano kolebek stojących na ziemi na biegunach, na Rusi i w Litwie wiszących na sznurach. Takie kolebki są wygodniejsze, bo nieczynią żadnego chrobotu, jak te, co na biegunach i rozbujane dobrze, długo się same kołyszą, tak ze kołysząca może się cokolwiek przespać nim kolebka stanie; ale téż za to stłuczenie dziecięcia cięższe, gdy przypadkiem z kolebki rozbujanéj wypadło. Lekarstw wewnętrznych żadnych nie dawano dzieciom przy piersiach będącym, prócz jednych ulepków akkomodowanych do ich choroby, a na zatwardzenie żołądka, kładziono im w otwór tylny czopek z mydła. Gdy zaś wypierały im pachy i łona, zasypowano te miejsca alabastrem skrobanym. Gdy dzieci uczono jeść, karmiono je najprzód papką z chleba, cukru, masła i piwa zrobioną, albo z mąki, lub téż kaszką drobną tatarczaną, daléj zaś wyższego stanu i majętniejszych rodziców dzieciom dawano rosołki z kurcząt, kaszę z mlekiem lub inne jakie lekkie potrawki. Gdy dzieci uczono jeść, najprzód przed podaniem pokarmu układano ich rączki w znak Krzyża Śgo na czole, piersiach i ramionach, a gdy dziecko poczęło wymawiać słowa, natychmiast uczono je pacierza, niepozwalając im żadnego pokosztowania pokarmu, póki się przynajmniéj nieprzeżegnały, a starsze póki choć jakiéj części pacierza nie nauczyły się na pamięć.

Ubogie matki i proste chłopianki dzieciom pchały toż samo w gębę, co same jadły: Groch, kapustę, kluski, przeżuwając wprzód w swojéj gębie i studząc dmuchaniem. Niektóre matki jaki trunek piły, naprzykład gorzałkę, takiego i dziecięciu kosztować podawały, mając to uprzedzenie, że gdy tego trunku kosztować będzie z dzieciństwa; potém gdy dorośnie, brzydzić się nim będzie; ale to wielka nieprawda, wyrastali z takich dzieci główni pijacy i pijaczki.


[04.11.2022, Toruń]

03 listopada 2022

ZNANE, NIEZNANE, ZAPOMNIANE (4)

 

Pije Kuba do Jakóba,

Jakób do Michała,

Wiwat ty, wiwat ja,

Kompania cała!

A kto nie wypije,

Tego we dwa kije,

Łupu cupu, cupu łupu,

Tego we dwa kije!

Dawniej panie choć w żupanie,

Szlachcic złoto dźwiga,

Dzisiaj kuso, ścięto, spięto,

A w kieszeni figa.

Kto bez grosza żyje,

Tego we dwa kije...

Koroneczki, perełeczki,

Miała pani sama,

Dziś szynkarka i kucharka,

Chodzi jakby dama.

Kto nad stan swój żyje,

Tego we dwa kije...

Zraz z bigosem

Indyk z sosem

Jadły dawne pany,

Dziś ślimaki i robaki

Jedzą jak bociany.

Kto żabami żyje,

Tego we dwa kije…

Pili nasi pradziadowie,

Każdy wypił czarę,

Jednak głowy nie tracili,

Bo pijali w miarę.

Kto nad miarę pije,

Tego we dwa kije…

Pili nasi pradziadowie,

Nie byli pijacy,

Byli mężni, pracowici,

Bądźmyż i my tacy.

A kto nie wypije,

Tego we dwa kije...

Wypił, wypił...

Nic nie zostawił,

Bodajże go, bodajże go

Pan Bóg błogosławił.



Uciekła mi przepióreczka w proso,

A ja za nią nieboraczek boso,

Trzeba mi się pani matki spytać,

Czy pozwoli przepióreczkę schwytać.

A chwytajże, mój syneczku, chwytaj —

Tylko mi się jej piórek nie tykaj.

A jakże ją, pani matko, chwytać,

Żeby się pióreczek jej nie tykać?

Trza zastawić, mój syneczku, sieci,

To ci sama przepióreczka wleci.

...trochę inaczej...



Szynkareczko, szafareczko,

Bój się Boga, stój!

Tam się śmiejesz, a tu lejesz

Miód na kaftan mój.

Nie daruję, wycałuję,

Jakie oczko, brew!

Lica białe, ząbki małe,

Hej spali mię krew.

Cóż tam bracie, tak dumacie?

Pijno, kuma, pij!

Hola, hola! jeźli wola,

Lej nam jeszcze, lej!

Pjane nogi zejdą z drogi:

Co za wielki srom?

Krzykiem żony rozbudzony,

Trafisz gdzie twój dom.

Pij lub kijem się pobijem,

Biegnij dziewczę wczas,

By pogodzić, nie zaszkodzić,

Oblej miodem nas!


[03.11.2022, Toruń]

01 listopada 2022

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (800 – 801) ZADUSZKI. UBEZPIECZENIE NA WYPADEK...

 


800.

Dawniej, dawniej… tuż przed listopadowym świętem jako „podstawówkowicz” porządkowałem groby na cmentarzyku wojskowym w rodzinnym Dobrzelinie, potem zapalałem świeczki, przynosiłem kwiaty.

Na rodzinnym, jeśli można się tak wyrazić, cmentarzu już jako licealista pełniłem niejednokrotnie wartę pod pomnikiem bohaterów września 1939 roku. Potem i wcześniej odwiedzało się groby, sprzątało się, myło, zapalało znicze, nosiło kwiaty.

Początkowo chodziło się na groby dziadków, pradziadków, tych, których nigdy się nie widziało, nie znało. Były też groby, oprócz tych żołnierskich, gdzie zapalałem świeczki.

Zdecydowanie najtrudniej było zapalać znicze na grobie ojca, a potem matki.

Pięć lat temu spędziłem najdziwniejsze zaduszki. Byłem wtedy w podróży, w Barcelonie, było ciepło, ludzie kąpali się w morzu.

W tym roku nie jestem na cmentarzu. Miałbym trudności z poruszaniem się. Jestem zatem wirtualnym gościem mojego rodzinnego grobu.


801.

Chciałbym poznać kogoś, kto mógłby mi odpowiedzieć na pytanie, czy te ubezpieczenia na wypadek śmierci mają sens, czy nie są jakąś ściemą. Dobrze by było, gdyby tą ściemą nie były, ale z drugiej strony coś mnie odpycha od ubezpieczania się na wypadek swojej śmierci.


[01.11.2022, Toruń]


ODKURZONE - STAROŚĆ

 Ten akurat tekst sprzed pięciu lub więcej lat ostał się w całości i był już publikowany, natomiast cała masa jest takich niedokończonych, które właściwie nie miały się prawo ukazać. Teoretycznie te drugie teksty można by dokończyć, ale problem tkwi w tym, że nie znajduję już okoliczności, w jakich pierwowzory tych opowieści powstały, więc trudno mi dopisywać dalszą część, nie pamiętając motywów, które sprokurowały napisanie opowieści. Onegdaj pewnie ten powód był silnie zarysowany, ale po latach...?

W przypadku "Starości" jest nieco inaczej. Raz, że motywy skłaniające mnie do napisania tego tekstu są po latach czytelne. Wystarczy więc w paru miejscach dokonać przeróbek, o ile oczywiście są konieczne.




STAROŚĆ

- A jak nie przyjdzie? - Helena wciąż ma wątpliwości.

    I patrzy w to okno, i odkłania się sąsiadkom. Czasami nawet uchyli lufcik, aby zamienić z nimi kilka słów. Wyszłaby przed dom. Stoi ławka. Ławka jest zielona, niedawno odmalowana i bardzo ważna. Siadają na niej te z pierwszego i drugiego piętra, ona i ta z przeciwka. Ale teraz każda stoi przy swoim rosole, przy ziemniakach, schabowym lub mielonym. Kiedy upichcą, zejdą się i będą rozmawiać.

- Przyjdzie, obiecał, że przyjdzie - odpowiada. Rozkłada szachownicę warcabów. Bierze ściereczkę i starannie czyści każdy plastykowy pionek.

- A dałbyś z tym spokój. Nie masz co robić, tylko będziesz grał. - A potem odzywa się względem wnuka: - Obiad zje, gazetę przyniesie. Poczytamy. A może Jadźka kazała coś kupić, powie, to zaraz polecę.

Władek bierze teraz czarne półbuty, pastę, bawełniane czyścidło i szczotkę. Siedzi na krześle. Kładzie na kolana ścierkę i zaczyna glansować buty.

- Wszystko jedno, Władek, ale trzy razy na dzień czyścić buty, w których chodzisz raz na tydzień do kościoła? Mówię ci, że nie przyjdzie. My starzy. Po co mu takie towarzystwo?

Helena raz mówi, że przyjdzie, a za drugim razem wątpi.

- Może mu co wypadło - mówi on - Taki zalatany. Swoje sprawy przecie ma.

- Wakacje ma. Jakie tam może mieć sprawy? Za dziewuchami się nie ugania, a dzisiaj za zimno na kąpanie. Zapomniał. Władek, tyle ci powiem, że my są niepotrzebne. Za stare. Popatrz, dzieci nasze w pracy, synowa z zięciem też, a chłopak się między swymi obraca. Taka prawda. A ty to z tych półbutów lakierki zrobisz i ksiądz będzie ci ich zazdrościł. A golisz się z godzinę. Do czego to podobne!

- A co mam robić z czasem, Helciu? Ty pójdziesz w kolejkę, na ławce usiądziesz i ci czas mija. Albo na chór idziesz… a ja?

- Władek, bo ja przywykłam do ludzi i nie dam się starości. Włącz telewizor. Może jaki film idzie.

- Teraz to tylko powtórki puszczają. Jak tylko znudzi nam się gra, pooglądam z nim telewizję.

- I ty wierzysz, że przyjdzie?

A jednak przyszedł. Spóźnił się, bo był na ryneczku. Jagód kupił. Tak go naszło, aby kupić. A dla dziadka wybrał największego kalafiora. Lubi przecież. Babcia ugotuje, przysmażką poleje. Zje z kartofelkami, z zsiadłym mlekiem 

- To jak? Będą pierogi? - zachwycił się Władek.

- Mój Boże, i to jakie będą! Ale to na drugie. Najpierw zjemy rosołku. Widzisz, Władek, a mówiłam ci, że o starych pamięta… i przyszedł.

Spojrzał na nią zdumiony. - Ta... mówiłaś... .

- Zaleję rosołku… ale w pokoju zjemy, bo kuchnia potrzebna mi będzie do robienia pierogów.

- Może pomóc? - zapytał wnuk.

- E tam… raz dwa zrobię. Władkowi aż ręce się trzęsą, abyś tylko zagrał z nim w warcaby.

Zagrał. A potem, już znacznie później obejrzeli sobie film, jedząc pierogi z jagodami polane gęstą śmietaną; oczywiście z cukrem.

Jeden talerz wyniosła przed dom, aby poczęstować te z pierwszego i drugiego piętra oraz tę z przeciwka. Chwaliły.

A ona chwaliła się, że na starość ma jej kto herbaty zrobić i już dawno przestała się jej bać… znaczy się - starości.


[po poprawkach... 01.11.2022, Toruń]