Luis Alberto Sangroniz - Portret kobiety (1932)

Luis Alberto Sangroniz  -  Portret kobiety (1932)

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

03 kwietnia 2025

DANTE - BOSKA KOMEDIA - PIEKŁO - PIEŚŃ 4


Pieśń 4. 

(Krąg I. Niechrzczeni. Bohaterowie, poeci, filozofowie pogańscy.)

Huk tak potężny sen mi spłoszył z powiek,

Chwiałem się cały z wrażeniem niemiłem,

Jak nagle ze snu przebudzony człowiek.

Wstałem i we śnie wypoczętym okiem

Wodziłem wkoło, badając, gdzie byłem.

Byłem nad brzegiem otchłani boleści,

Z której bez końca zgiełk zmieszanej treści

Huczał jękami, westchnieniem głębokiem,

Jako huk grzmotów daleki i długi.

Spojrzałem w otchłań: mglista i głęboka,

Straszliwie ciemna jak ślepota oka.

«Wstąpmy w świat ciemny», przewodnik mój blady

Rzekł do mnie: «Wstąpmy, ja pierwszy, ty drugi».

A ja spostrzegłszy jego twarz zmienioną,

Mówiłem: «Mistrzu! Głowo do porady,

Pocieszycielu, ty, moja obrono,

Gdy ty się boisz, kto się iść odważy?».

A on: «Otchłani męczarnie i bole,

Jęk nieszczęśliwych, co tam jęczą w dole,

Litością w mojej malują się twarzy,

A którą w błędzie ty bierzesz za trwogę;

Idźmy, bo mamy jeszcze długą drogę».

I mnie wprowadził, a sam naprzód kroczył,

W krąg pierwszy, który tę otchłań otoczył⁶⁴.

Tam, ilem słyszał, ile pomnieć mogę,

Nie były skargi, lecz tylko westchnienia,

Od których wieczne powietrze wciąż drżało:

Był to głos jakiś smutku bez cierpienia,

Głos mnóstwa mężów i niewiast, i dzieci.

Mistrz dobry mówił: «Czemu mnie nie pytasz,

Co są za duchy, które okiem witasz?

Chcę, żebyś wiedział, nim pójdziemy dalej.

Grzech i występek tych duchów nie szpeci,

Ale na cnotach choć im nie zbywało,

Chrzest cnót nie święcił, ta brama twej wiary!

A chociaż przyszli na ziemię przed chrzestem⁶⁵.

Oni, jak trzeba, Boga nie kochali.

Z liczby tych duchów oto ja sam jestem!

Za to nieszczęście, nie za grzech, z kolei

Spadła kaźń na nas, a treścią tej kary,

Że pożądamy wiecznie bez nadziei».

Słysząc to, boleść uczułem tajemną,

Bom poznał wielu obecnych przede mną,

Co byli ludźmi wznioślejszego rzędu,

Dziś w sieni piekieł jakby w zawieszeniu.

-----------------------------------------------------------

⁶⁴W krąg pierwszy, który tę otchłań otoczył — Poeta wyobraża piekło jako przepaść niezmiernie obszerną i głęboką, mającą kształt lekja lub wydrążonego ostrosłupa, obróconego wierzchołkiem do środka ziemi, a podstawą do jej powierzchni. Otchłań ta dzieli się na dziewięć kręgów czyli pasów, z nich niektóre zawierają w sobie po kilka obrębów czyli kół. Pierwszy krąg jest najrozleglejszy; następujące, w miarę jak się zagłębiają, coraz mniejszą mają objętość, ale większych zbrodniarzy są siedliskiem i sroższe przedstawiają męczarnie.

⁶⁵przyszli na ziemię przed chrzestem — Ci, co przyszli na świat przed Chrystusem i uwierzyli w przyjście oczekiwanego Zbawiciela ogłaszane przez proroków, ci jedni tylko dostatecznie uczcili i ukochali Boga; ci zaś, co zaiste żyli cnotliwie, ale bez tej wiary, mogli na ziemi wszystko, co piękne i wzniosłe w granicach zmysłowego świata uczuć, pojąć i przeniknąć; tylko przeczucie i nadzieja najwyższego światła prawdy zostały im odjęte. Życie ich upłynęło w ciągłej i niczym niezaspokojonej tęsknocie do wyższych i ostatecznych celów człowieczeństwa; albowiem dobro i piękno wyłącznie ziemskie, nie zaspakajaą naszego ducha. W tym kręgu spotykamy duchy nienależące jeszcze do właściwych miejsc kary: zajmując tylko ich podwórze, są tu jak w zawieszeniu. Po śmierci używają na nowo piękności ziemi w zielonych łąkach, w pięknych strumieniach; używają wznioślejszych wrażeń sztuki, która upiększa życie, nawet nie zbywa im na blasku światła, ale to światło nie jest niebieskie. Karą ich pozgonną jest wieczne życie z pożądaniem bez nadziei; a chociaż z dobroci niebios używają uciech ziemskich i po zgonie, nawet świadomości swoich cnót i zasług, jednakże są potępieńcami; [chrzestem — dziś popr. forma N lp: chrztem

---------------------------------------------------------------------

«Mów», zawołałem: «Mistrzu mój i panie!

Abyś mnie w moim umocnił wierzeniu,

Które zwycięża moc wszelkiego błędu:

Czy nikt z tych duchów o własnej zasłudze

Lub za przyczyną przez zasługi cudze

Nie wstąpił kiedy w niebios pomieszkanie?»

On, który pojął skrytą myśl tej mowy,

Tak odpowiedział: «Byłem tu gość nowy,

Kiedy widziałem, jak wszedł Pan nad pany,

Znakiem zwycięstwa ukoronowany!

On stąd cień wyrwał naszego praojca

I Abla, jego syna, i Noego,

Mojżesza, sługę zakonu bożego;

Abraham, Dawid, Izrael, Rachela

Z potomstwem swoim, w triumfie wesela

Wstąpili za nim do chwały ogrojca⁶⁶!

Wiedz, że przed nimi w tę otchłań z wtrąconych

Zgoła dusz ludzkich nie było zbawionych».

Tak idąc, rzucał mi słowo po słowie,

A szliśmy lasem, lasem duchów, mówię.

Jeszcze byliśmy przy otchłani blisko,

Gdy zmrok tłumiące ujrzałem ognisko,

A idąc dalej, przy blasku płomienia

Spostrzegłem duchy szlachetne z wejrzenia.

«O ty, wszech nauk i sztuki zaszczycie!

Mów, kto są oni i jaka to chwała

Od drugich miejsce osobne im dała?»

A on mi na to: «Gdzie ty pędzisz życie,

Tam o nich dobra sława pozostała;

Przez wzgląd na blask jej, jakim ich otacza,

Łaska ich nieba od drugich odznacza».

Wtem: «Oto jego cień!» głos mnie doleci,

«Wraca, uczcijcie poetę, poeci!»

Na ten głos zamilkł, a od światła strony,

Wprost do nas cztery szły cienie olbrzymie,

Twarz ich ni smutna była, ni wesoła;

«Patrz no na tego», mistrz na mnie zawoła,

«Co z mieczem w ręku idący na przedzie,

Drugich za sobą niby król ich wiedzie.

To Homer, wieszczów książę urodzony!

Za nim Horacy, Owidyjusz⁶⁷ trzeci,

Ostatni Lukan; każdy z nich na imię

Jak ja zasłużył, które niegdyś brzmiało.

Patrz, cześć mi niosą: to i dla nich chwałą».

I tak się zeszła księcia piękna szkoła⁶⁸,

Który nad nimi lot pieśni wysokiej

Jeden jak orzeł wznosił pod obłoki.

Zwróciwszy twarze po chwili rozmowy,

Mnie pozdrowili pochyleniem głowy;

Mistrz się uśmiechnął na mój zaszczyt nowy.

Jeszcze doznałem większego honoru,

Bo mnie przyjęli do swojego koła

------------------------------------------------------------------------

⁶⁶ogrojec a. ogrójec (daw.) — ogród.

⁶⁷Owidyjusz — Owidiusz; tu forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

⁶⁸księcia piękna szkoła — W starożytności były szkoły filozoficzne od mistrzów swoich nazwane. Dlatego tu Dante zebranie poetów pod naczelnictwem Homera nazywa jego piękną szkołą.

-------------------------------------------------------------------------

I byłem szósty z genijuszów⁶⁹ chóru.

Tak do ogniska szliśmy gronem całem.

Mówiąc o rzeczach niejednych z zapałem,

O których milczeć tak pięknie w tej chwili,

Jak było pięknie mówić, gdzieśmy byli.

Stał świetny zamek z darniowym tarasem,

Mur siedmiorakim otoczył go pasem⁷⁰,

Strumień okrążał falami bystremi,

Przeszliśmy po nim jak po twardej ziemi:

I przez bram siedem, i z siedmiu mędrcami

Wszedłem na łąkę usłaną kwiatami.

Tam inne cienie snuły się przed nami,

Poważne, z wzrokiem stałym i pogodnym,

Twarze myślące, spokojne ich ruchy,

Mówiły rzadko i głosem łagodnym.

I na tej łące zeszliśmy na stronę,

W miejsce otwarte, trochę podniesione,

Skąd mogłem widzieć wszystkie piękne duchy.

Na trawach świeżej i wonnej zieleni

Stoją i siedzą mężowie wsławieni;

Drżałem z radości, dumny ich widzeniem!

Wkoło Elektry⁷¹ mnóstwo mężów stoi:

Hektor, Eneasz, bohatery Troi,

I Cezar zbrojny sokolim spojrzeniem.

Widziałem z drugiej strony od pagórka,

Pentezyleę i króla Latyna,

Przy nim Lawinia siedzi, jego córka.

Widziałem Bruta, pogromcę Tarkwina,

Lukrecję, Julię⁷², chlubę płci niewieściej;

Jeden Saladyn siedział na uboczy.

Potem widziałem, podniósłszy me oczy,

Mistrza uczonych⁷³ z powagą na czole.

Siedział w rodzinnym filozofów kole,

Powszechnej hołdem otoczony cześci⁷⁴.

Sokrates, Platon, poważni z wejrzenia,

Najbliższe przy nim zajęli siedzenia.

To liczne grono Demokryt pomnożył,

Podług którego świat przypadek stworzył.

Tales, Empedokl, Heraklit z Zenonem,

Siedzieli głębiej w tym kole uczonem:

Tam był Orfeusz i Dijoskoryda⁷⁵,

Cyceron, Liwiusz, badacze człowieka,

I moralista znajomy, Seneka.

Tam geometrę widziałem Euklida,

Ptolomeusza i Awicenesa,

---------------------------------------------------------------------

⁶⁹genijuszów — geniuszów; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

⁷⁰Mur siedmiorakim otoczył go pasem — Komentatorowie Dantego różnie to miejsce wykładają: jedni pod figurą obronnego zamku otoczonego siedmiu murami rozumieją opokę filozofii, którą żadne szturmy głupstw ludzkich wstrząsnąć nie mogą; drudzy siedem cnót kardynalnych, jakich bez światła wiary można dostąpić, jako to: sprawiedliwość, siła woli, umiarkowanie, roztropność, pojętność duchowa, mądrość i nauka. Albo też siedem bram jest godłem siedmiu sztuk wyzwolonych, a strumień piękny to symbol wymowy.

¹Elektra — matka Dardana, założyciela Troi.

²Julia — córka Cezara, a żona Pompejusza.

³mistrz uczonych — Arystoteles używający wielkiej uczonej powagi w wiekach średnich.

⁷⁴cześci — dziś popr. forma: czci; tu prawdopodobnie forma wydłużona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

⁷⁵Dijoskoryda — Dioskoryda; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

------------------------------------------------------------------------

I Hipokrata, i Aweroesa,

Który napisał komentarz nie lada⁷⁶.

Wszystkich nie zliczę, bo wielkość przedmiotu

Od nich myśl moją porywa do lotu,

A słowa zdążyć za myślą nie mogą.

Wkrótce o dwóch nas zmniejszyła gromada:

Inną mnie powiódł mój przewodnik drogą

Z ciszy powietrza w kraj burz i zamieci

I idziem⁷⁷, idziem, kędy nic nie świeci.

-----------------------------------------------------------------------

⁷⁶Tam był Orfeusz i Dijoskoryda (…) komentarz nie lada — Dioskoryd pierwszy pisał traktat o roślinach; Awicenes [także: Awicenna; red. WL] — doktor arabski, owoczesnej nauki medycznej koryfeusz; Aweroes — doktor, urodzony z Maurów hiszpańskich, pierwszy komentator i w części dzieł Arystotelesa tłumacz.

⁷⁷idziem — dziś: idziemy; daw. skrócona forma czasownika tu często stosowana dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.


[03.04.2025, Toruń]

01 kwietnia 2025

MUZYCZNE POCZTÓWKI - PERFECT - NIE PŁACZ EWKA

 


Tekst - Bogdan Olewicz

Muzyka - Zbigniew Hołdys


[01.04.2025, Toruń]


PROZĘ CZYTAM (15) GABRIEL GARCIA MARQUEZ - STO LAT SAMOTNOŚCI

 


I DZIELĘ SIĘ…

[...]

    Nazywała się Pilar Ternera i uczestniczyła w przeprawie przez góry zakończonej założeniem Macondo. Rodzina siłą zabrała z sobą dziewczynę, aby ją oddalić od mężczyzny, który zgwałcił ją, gdy miała czternaście lat, i kochał ją przez następnych lat osiem, ale nigdy nie zdecydował się tego ujawnić, bo należał do innej kobiety. Przyrzekł pójść za nią na kraj świata, ale później, gdy załatwi swoje sprawy, a ona miała już dość czekania na niego zawsze tak jak na któregoś z tych mężczyzn, wysokich i niskich, blondynów i brunetów, których przyrzekały jej karty na drogach ziemi i morza, za trzy dni, trzy miesiące lub trzy lata. W tym oczekiwaniu uda jej utraciły swoją krzepkość, a piersi jędrność, zapomniała o tkliwości, lecz zachowała nienaruszony szaleńczy żar swego serca.

    Oszołomiony tą cudowną zabawką, Jose Arcadio co noc szukał drogi do niej poprzez labirynt ciemnego pokoju. Pewnej nocy zastał drzwi zamknięte na zasuwę i zastukał kilka razy, wiedząc, że skoro ośmielił się zastukać po raz pierwszy, musi dobijać się aż do skutku, póki wreszcie po nie kończącym się oczekiwaniu nie otworzyła mu drzwi. W ciągu dnia słaniając się z niewyspania czerpał tajemną rozkosz ze wspomnień poprzedniej nocy. Ale kiedy ona wchodziła do ich domu, wesoła, obojętna, rozgadana, nie musiał się wysilać, aby ukryć swoje napięcie, bo ta kobieta, której głośny śmiech płoszył gołębie, nie miała nic wspólnego z niewidzialną potęgą, która uczyła go tłumić oddech i opanowywać uderzenia serca i pozwoliła zrozumieć, dlaczego ludzie boją się śmierci. Tak był pogrążony w swoich myślach, że nie uczestniczył nawet w ogólnej radości, gdy ojciec i brat przewrócili do góry nogami cały dom wieścią, że udało im się roztopić metalową skorupę i wydzielić z niej złoto Urszuli.

    Istotnie, po skomplikowanych i wytrwałych próbach cel został osiągnięty. Urszula była uszczęśliwiona i nawet dziękowała Bogu za wynalezienie alchemii, gdy mieszkańcy wsi tłoczyli się w laboratorium, częstowani przez gospodarzy ciastkami i konfiturą z gujawy, a Josę Arcadio Buendia pokazywał im tygiel z odzyskanym złotem, jak gdyby sam je przed chwilą wynalazł. Obnosząc go tak między wszystkimi, podszedł w końcu do swego starszego syna, który ostatnimi czasy prawie nie zaglądał do laboratorium. Podsunął mu pod oczy suchą żółtawą bryłkę metalu i spytał:

No, widzisz teraz, jak to wygląda?". A Jose Arcadio szczerze odpowiedział:

- Jak psie gówno.

    Ojciec wierzchem dłoni trzepnął go gwałtownie po ustach, aż trysnęła krew i łzy. Tej nocy Pilar Ternera przyłożyła mu okład z arniki na spuchnięte wargi, znalazłszy po ciemku flaszeczkę i watę, a potem zrobiła wszystko, na co miał ochotę, tak by on sam nie potrzebował się trudzić i żeby kochając go nie urazić bolącego miejsca. Doszli do takiego stopnia intymności, że w chwilę później, nie zdając sobie z tego sprawy, zaczęli ze sobą szeptem rozmawiać.

- Chcę być z tobą sam - mówił. - Któregoś dnia wszystko wszystkim powiem i będzie koniec z kryjówkami. Ona nie próbowała go uspokoić.

- To byłoby wspaniałe - powiedziała. - Gdybyśmy byli sami, nie gasilibyśmy lampy, żeby dobrze się widzieć, ja mogłabym krzyczeć do woli i nikt by się nie wtrącał, a ty mówiłbyś mi na ucho wszystkie świństwa, jakie ci przyjdą do głowy.

    Ta rozmowa, zacięta uraza do ojca i wizja niczym nie skrępowanej miłości natchnęła go spokojną odwagą. Spontanicznie, bez żadnych wstępnych napomknień, opowiedział o wszystkim bratu. […]



[01.04.2025, Toruń]

FILMY (54) KONIEC WAKACJI


KONIEC  WAKACJI 

Rok produkcji: 1974

Premiera: 1975. 03. 31


Lokacje: Szopienice, Bytom (KWK "Szombierki"), Świętochłowice (ul. Figuły, była kopalnia "Śląsk", hałda "Ajska"), Katowice (ul. Gliwicka), dworce kolejowe: Chorzów Miasto i Warszawa Centralna (tymczasowy).

Streszczenie wg  https://www.filmpolski.pl/

Ekranizacja znanej powieści Janusza Domagalika, tłumaczonej na wiele języków, nagrodzonej m.in. państwową nagrodą austriacką i wpisanej na międzynarodową, honorową Listę im. Hansa Christiana Andersena. Akcja filmu rozgrywa się na Śląsku (zdjęcia realizowano głównie w Szopienicach). Reżyserowi Stanisławowi Jędryce, który sam pochodzi z Sosnowca, zależało na oddaniu niepowtarzalnego śląskiego pejzażu i specyficznego lokalnego klimatu. Kilka tygodni wakacji to dla 14-letniego bohatera okres przyspieszonego dojrzewania. Przeżywa pierwszą miłość i pierwszy poważny dramat spowodowany rozpadem małżeństwa rodziców. Pierwszy raz świadomie przeciwstawia się agresji w swoim środowisku i po raz pierwszy w życiu czuje się odpowiedzialny za drugiego człowieka, ciężko chorego starego nauczyciela. W trudnych, konfliktowych sytuacjach musi samodzielnie oceniać rzeczywistość i dokonywać własnych wyborów. Tak staje się dojrzałym, krytycznie myślącym człowiekiem.

Ostatni dzień roku szkolnego. Podczas uroczystości słabnie w dusznej auli stary nauczyciel, któremu spieszy z pomocą jeden z uczniów, ósmoklasista Jurek. Chłopiec staje się mimowolnym świadkiem szantażowania jednego z kolegów przez grupę żądających pieniędzy rozwydrzonych chłopców; próbuje skłonić poszkodowanego do wyjawienia nazwisk prześladowców, lecz ten zastraszony woli milczeć, by się nie narazić paczce.

W domu spotyka Jurka następne rozczarowanie: nie zastaje tam ani matki, ani jej rzeczy. Poruszony biegnie do kopalni, by od ojca dowiedzieć się, dokąd wyjechała, ale ojciec zbywa go opowieścią o nagłej konieczności wyjazdu do sanatorium - Jurek czuje, że nie jest to cała prawda...

Ukojenia szuka zawiedziony chłopiec wśród stadka ulubionych gołębi; w trakcie kolejnych poszukiwań swego pupila "Rudego" poznaje tajemniczą dziewczynę. Wkrótce spotyka Elżbietę ponownie, dowiaduje się, że przebywa na wakacjach u krewnych i wkrótce wraca do rodziców, do Warszawy. Wracając znad stawu spotykają szkolną koleżankę Jurka, Irenę, która nie ukrywając sympatii do chłopca złośliwie drażni Elżbietę. Urażona biernością Jurka Elżbieta zostawia go bez słowa na ulicy; wtedy dopiero chłopiec zdaje sobie sprawę, jak bardzo ją polubił...

Zazdrosny o ładną kuzynkę Zbyszek zawiadamia Jurka o rzekomym wyjeździe Elżbiety, ale gdy zmartwiony chłopiec szuka pocieszenia wśród gołębi, nagle zjawia się tam i dziewczyna; po wyjaśnieniu nieporozumienia wybiegają pogodzeni na ulicę i nawet rzęsista ulewa nie mąci ich radości. Dopiero niespodziewany widok pijanego ojca przywraca Jurkowi wspomnienie wyjazdu matki; chłopiec pojmuje, że złe przeczucia nie myliły go...

Któregoś dnia odwiedza Jurka "Gruby", kolega z klasy, prosząc o pomoc w sprowadzeniu lekarza do ciężko chorego starego nauczyciela. W pierwszej chwili Jurek odmawia, ale ostatecznie rezygnuje ze spotkania z Elżbietą i decyduje się na czuwanie przy chorym...

Podczas wizyty u dziadków Jurek przypadkowo dowiaduje się, że matka nie wyjechała do sanatorium, ale odeszła od ojca. Zbulwersowany, pragnie poważnie porozmawiać z ojcem, poznać przyczyny decyzji matki - ojciec zbywa go jednak półprawdami, stara się omijać przykry i drażliwy temat. Rozdrażniony i zniecierpliwiony postawą ojca Jurek postanawia wyjechać do matki, przebywającej u siostry w Warszawie i od niej dowiedzieć się wszystkiego.

Pobyt u ciotki staje się jednak kolejnym rozczarowaniem: okazuje się, że matka wyjechała nad morze, że odeszła od ojca i postanowiła połączyć się z innym. Jurek rozumie, że jego przyjazd do Warszawy był pomyłką, że powinien wrócić do ojca, któremu na pewno będzie potrzebny. Po powrocie wprost z dworca idzie do kopalni. Ojciec ze wzruszeniem dostrzega w nim teraz partnera i przyjaciela; nie wie jednak, że gdy przekazuje mu od Elżbiety maskotkę - kościanego słonika, radość zamąci chłopcu wspomnienie z warszawskiego dworca, gdy ujrzał, jak Elżbietę witał inny chłopak…



Stanisław Jędryka to znakomity reżyser specjalizujący się w filmach dla młodzieży. Warto w tym miejscu wspomnieć takie filmy i seriale jak: „Paragon gola”, „Do przerwy 0-1” „Wakacje z duchami”, „Podróż za jeden uśmiech”, Stawiam na Tomka Banana” czy „Szaleństwo Majki Skowron”. Każdy z tych filmów opisuje wiernie i szczegółowo atmosferę końca lat sześćdziesiątych i lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku, a kieruje swoje obserwacje w stronę bardzo młodych i młodych ludzi, którzy zwykle mają swoje problemy albo też przeżywają pełne przygód szczęśliwe dzieciństwo. Jędryka nie idealizuje rzeczywistości, pokazuje prawdziwe przeżycia swych niedorosłych bohaterów, którzy, nierzadko, jak ma to miejsce w „Końcu wakacji”, stykają się z problemami ludzi dorosłych, z jakimi nie są w stanie sobie poradzić. Niestety współczesna polska kinematografia nie doczekała się następców urodzonego w Sosnowcu, wrażliwego na problemy młodzieży reżysera, a przy okazji zginął bezpowrotnie materialny świat, w którym żyli bohaterowie Jędryki, choć kłopoty młodych ludzi pozostały.


Reżyseria - Stanisław Jędryka

Scenariusz - Janusz Domagalik

Zdjęcia - Jacek Korcelli


Obsada aktorska

Marek Sikora - Jurek

Agata Siecińska - Elżbieta

Józef Nalberczak - ojciec Jurka

Tadeusz Białoszczyński - profesor Pilarski "Parasol"

Bolesław Płotnicki - dziadek Jurka

Krystyna Borowicz - Ewa Chmielewska, ciotka Jurka

Halina Buyno-Łoza - babcia Jurka

Teofila Koronkiewicz - sąsiadka Lepiszewska

Jerzy Bończak - górnik Rudolf

Emir Buczacki - lekarz pogotowia

Henryk Bąk - sekretarz partii w kopalni

Witold Dederko - staruszek na karuzeli

Jan Himilsbach - mężczyzna ze szczeniakiem na dworcu

Marek Kondrat - Staszek Chmielewski, kuzyn Jurka

Krzysztof Kowalewski - nauczyciel

Włodzimierz Nowak - żołnierz prowadzący konia



[01.04.2025, Toruń]