Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

10 kwietnia 2016

PAN TADEUSZ, PIERWSZY OBYWATEL

Pan Tadeusz, ach i och, w krawacie przypiętym pod szyję, pod kołnierzyk bielusieńki, wykrochmalony, na kant zaprasowany, aż tak? nie inaczej, w garniturze granatowego koloru, z takim powabnym błyskiem, bez okruszyny kurzu lub niteczki, w lakierowanych bucikach, z lekka uciskają, to prawda, lecz skarpetki najprzedniejszej jakości, służące temu, aby nijaki odcisk na paluszkach u nóg się nie porobił, rzeczone skarpetki, takoż jak i reszta odzienia z bazarku wydobyta za bezcen, ten oto pan Tadeusz nie bryczką, lecz niemieckim autem z gwiazdą do remizy przybył, gdzie od razu pierwszym okazał się gościem i towarzystwa ziemiańskiego duszą.
Już jak do solenizanta podeszli doń miejscowi, w tej liczbie pan wójt z małżonką, pan doktor, pani sołtysowa, panowie prezesi i przewodniczący, strażacy jacyś, ksiądz, dyrektor, a dalej tego towarzystwa cennego urocze panie, słowem śmietanka trzydziestka, kwiat gminnego i powiatowego dostojeństwa.
A cóż tam w przeogromnym świecie słychać? jak się sprawy mają? pytają, liżąc uwielbienia wzrokiem reprezentanta lica, a muskają Tadeuszowe siwiejące skronie uśmiechami, oj źle jest, źle, lecz może być i lepiej, kiedy mnie kolejnym razem… już na czubku języka miał to słowo, lecz nie wiadomo skąd wniesiono gitarę i jak bochen przaśnego chleba podano w jego aksamitne dłonie, ten ujął instrument jak miłą swemu pożądaniu nierządnicę, lewą stopę w lakierek obutą postawił na postawionym przed nim krześle, pochylił się nad gryfem, paznokietkami sprawdził jakość strun nastrojenia i zagrał, ach jak zagrał, a wszystkim się zdawało, że to echo grało, lecz to jego dusza najpierw c-dur, potem h-mol zaśpiewała.
Patriotyczną pieśnią ujął koleżeństwo pod boki jak przechodzącą przez ulicę ociemniałą staruszkę, a potem i towarzystwo zapiało zgodnie anielskim chórem; następnie, gdy pieśń ukończona była, oklaskom koniec zdawał się nie być znany, a i wreszcie wzniesiono toast za pomyślność pana Tadeusza, który równał się w tej chwili umiłowanej ojczyźnie.
Byłże to najzacniejszy w całym powiecie obywatel, a jego sława nie przechodziła mimo uszu i oczu tych, co pomieszkują w sąsiednich dziedzinach. Teraz tym bardziej był znany, albowiem jego dziarskie lico przyklejano hurtem do ogłoszeniowych cokołów, drzew dumnie panujących nad okolicą, średnionapięciowych słupów; ona twarz pucołowata zachęcała prostotą wejrzenia sklepowych klientów, budziła radość w miejskich parkach, a wypełniano nią również wyłomy w obronnych murach oraz uzupełniano nim brakujące sztachety w opłotkach miejscowości poza miastem.
Także i nad głównym wejściem do strażackiej remizy wisiał jego portret podmalowany, podobnież zresztą wewnątrz, w rozległej komnacie, gdzie patriotycznie się zabawiano.
Kiedy już kuluarowe zakończono rozmowy, a było to po trzeciej z pospólstwem odśpiewanej pieśni, przybyły z opóźnieniem (za które gorąco przeprosił) pan starosta wespół z wójtem i księdzem, zaprosili pana Tadeusza do zajęcia miejsca za prezydialnym stołem przykrytym krwisto-zielonym aksamitem. Ta czwórka na zydlach z oparciami się rozsiadła, a pan starosta publiczność uprosił, aby ta okupiła ławy i wysłuchała, co też namiestnik ma zgromadzonym do powiedzenia.
Natenczas wyrwał się do mównicy (a jakże, była też mównica pomiędzy prezydialnym stołem a gawiedzią umieszczona i stał też mikrofon na drewnianym wypłaszczeniu, gdzie zwykle mówca karteluszki umieszcza, mikrofon dyskretnie przez techniczna ekipę sprawdzony) pana Tadeusza doradca i szef biura w jednej i w tej samej osobie. Ci czterej nawet nie byli zadziwieni takim obrotem sprawy, albowiem to, co dla publiczności mogło się okazać niespodzianką, dla nich było sprytnym posunięciem.
- Szanowni państwo - napoczął przemowę szef biura - zanim oddamy głos temu, dla któregośmy tutaj jak jeden zacny mąż się zebrali, dla tych, którzy pana Tadeusza nie znają, ale także i dla tych, co chętnie o nim po raz enty posłuchają, przedstawię wam, koleżanki i koledzy tę kryształową postać obywatela naszego powiatu i świata, tego powiernika naszych pragnień i myśli, społecznika i patrioty, których tak bardzo nam w dzisiejszych czasach brakuje.
Doradca pokrótce przedstawił najwcześniejsze losy pana Tadeusza aż od urodzenia, nakreślił sylwetkę rodziców, przeszedł dostojnym krokiem w stronę edukacji, ukazując bohatera jako młodzieńca niezwykle pilnego w naukach; dalej roztoczył przed zebranymi wizję sumiennego studenta historii i nauk politycznych, po czym zwrócił się w stronę jego zawodowej kariery, którą rozpoczął w szkole, tchnąc w zbisurmaniałych szkolniaków nadzieję na Polskę godną i sprawiedliwą.
- Przecież że - ciągnął mówca - pan Tadeusz nie mógł się w szkole wykazać swoim patriotyzmem w czasach wielkiej smuty. Ledwie trzy okresy szkolnej nauki zaliczył, aby oddać się sprawie najważniejszej - społecznikostwu i polityce, rzecz jasna w głębokiej konspiracji będąc, w podziemiu, drodzy państwo, w podziemiu, gdzie bibułę powielał, rozwieszał, donosił…
I streścił pan doradca pana Tadeusza nieszczęsne losy, niemal zaszlochał nad kazamatami, których nasz gospodarz dzięki Opatrzności uniknął. Cała sala wzdychała i jakowyś poszum się rozpanoszył pośród publiczności. 
- Jakże to, to ja codziennie osiem godzin w elektronicznych zakładach pracowałam - westchnęła jedna pani - a on, nasz bohater, po suterenach pomieszkiwał, wolność rozlepiał na murach, pisma rozdawał przez te całe lat siedem?
- Ale w końcu nadeszły dni wielkiego rewanżu - mówił doradca - i nasz pan Tadeusz zaczął działać jawnie: na pielgrzymkach, w kościele, na wiecach, w remizach, ach tak, właśnie w remizach, wreszcie stworzył partię nie byle jaką, wójtem został, politycznym doradcą, w końcu posłem naszym ukochanym.
Posypały się oklaski jak ryżowe ziarna po sali.
Nareszcie pan Tadeusz przemówił, a mówił swoim i cytowanym słowem, a mówił o ojczyźnie ukochanej, o tym co uczynić jeszcze może, co trzeba a co zrobić należy, a powiadał wszystko pięknie wykrochmalonym, budyniowym słowem.

A w samym rogu sali odezwał się do drugiego taki, co to nie przepuścił żadnego w powiecie pana Tadeusza przedstawienia.
- Michale, to już szóste spotkanie, na którym  pan Tadeusz się pojawia i powiem ci tak, że na każdym z nich nasz pierwszy obywatel w każdej wiosce buduje drogi, zatrudnia ludzi, leczy ich i naucza, a mnie się tak wydaje, że gdyby tak się miało stać, jak powiada, to nam wszystkim asfaltu, lekarstw, książek i stanowisk nie wystarczy. 
- Natomiast koszulkę ma przepięknie przez żonkę wyprasowaną - wyrzekł pan Michał, do którego obywatel stojący w rogu sali przemówił zatroskany.
Przerwali rozmowę, gdyż kończącego przemówienie pana Tadeusza gromko wyklaskano.

[09.04.2016, Donauwörth w Niemczech]

4 komentarze:

  1. A ja gdy słyszę o kryształowym życiorysie lub nieskazitelnym charakterze, to nieufna się robię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... a wiesz Jotko, że ja wzdragam sie przed czytaniem biografii...ba, nie napisałbym własnej, bo, a nuż wyszłoby zbyt pięknie... wolę elementy biograficzne przeplatac z fikcją... tak jest uczciwiej...

      Usuń
  2. Skąd ja to znam... Te obiecanki, te przyrzekania. Władza, która ma być hołubiona, wszyscy inni są od klaskania i podziwiania. Władza, która wszystko może, a nic nie robi (poza pomnażaniem swojego). Od dawna nic się nie zmienia, smutne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze przyznam, że pan Tadeusz istnieje w rzeczywistości, a to, co o nim napisałem, nie jest li tylko fikcją... niestety

      Usuń