Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

09 kwietnia 2016

ROZMOWA DWÓCH NIETOPERZY

Jak dwa nietoperze zjadą się na parkingu, to przecież że zaczną się opowieści o naszej transportowo-dostawczej robocie. 
Ja mu o tym, że po Francji najczęściej podążam i że nieobiektywnie Francję lubię; on, że po Niemczech krąży, bo jego spedycja zaodrzańskie prowincje Europy uważa; ja, że mi błysnęło radarowe światło, choć właściwie to powinno błysnąć temu harcownikowi, co mnie wyprzedzał po lewym pasie; on że jemu podobna rzecz się przytrafiła; on mnie z kolei zapytuje, czy we Włoszech jest bezpiecznie, bo jego kolegę przepięknie w Italii ścigali; ja że takiej przygody nie miałem, na co on, że pod Hamburgiem prześlicznie go pobili (fotkę pokazał), gdyż ośmielił się podać swoją nadwiślańska narodowość; ja z kolei oznajmiłem, że francuska policja jest bardzo grzeczna i zna po angielsku słów parę, co wielce mnie raduje… i tak dalej i dalej.
Opowiadaliśmy sobie o tym jak na niemieckich drogach szaleją niemieccy piraci, albowiem myli się ten, co sądzi, że jedynie słowiańskie narody na przepisach się nie znają, a wypadki na autostradach powodują także Niemcy. A ja sobie wnet przypomniałem, jak nieopodal Bremy jeden pan tirowiec, co to krąży pomiędzy Polską a Niemcami, ugrzązł w korku z powodu jakiegoś aryjskiego szaleńca, który rozbił był swoje szybkie niemieckie autko o barierę, gubiąc po uderzeniu karoserię, koła, skrzynię biegów i silnik (nie pomnę, czy w takim właśnie porządku), sam zapalił się i spłonął żywcem.
Opowiadaliśmy sobie o tych przecudnych koreczkach na niemieckich autostradach: a to roboty na drodze, a to wypadeczek, a to znów, gdy przydarzy się, że jeden tirek wyprzedza drugiego przez kilka kilometrów, ruch tamuje, a tylko po to, aby znaleźć się przed tym, którego wyprzedził.
Albo też o tym przesłynnym niemieckim zajeżdżaniu drogi opowiadaliśmy sobie, o tym przepięknym trąbieniu, o tym wygrażaniu palcem przez zmotoryzowaną brać niemiecką, albowiem wśród tego sympatycznego narodu znajdują się tacy, co uwielbiają paluszkiem pogrozić.
Jedziesz na ten przykład bracie, dziewięćdziesiąt kilometrów na godzinę jak Pan Bóg i znak drogowy przykazał, a tu ci z tyłu miły niemiaszek a to światłami, a to klaksonem zaprasza do przyspieszenia, bo ma zamiar drogowe przepisy połamać. A jedź sobie na złamanie karku, myślisz, zwalniasz, ten przyspiesza, równa się z tobą i zaczyna ci wymyślać - całe szczęście, że u mnie z niemieckim kiepściutko.
O ile we Francji z takimi przypadkami się niemal nie spotkałem, bo tam aż do przesady przepisów się trzymają, to w Niemczech na autostradach - głównie tam - wyścigi formuły jeden mają zagorzałych naśladowców.
Śmiesznie jest na małych parkingach obok obiektów sklepowych czy restauracji. Panowie Niemcy nie mają w zwyczaju, parkując swój samochodzik, interesować się tym, że mogą komuś zaszkodzić przy wyjeżdżaniu, albo stawiają swój samochodzik w taki sposób, aby potem za żadne skarby nie móc z parkingowego miejsca wyjechać. Ot, przypadek taki zdarzył się dzisiejszego przedpołudnia. Beztroski użytkownik ulic zaparkował był swoje długie autko w samym rogu, na obrzeżu parkingu. Udał się do szynkowni, ani myśląc o tym, że może swego samochodzika nie wydostać z tego miejsca. Traf chciał, że za owym samochodem w wersji kombi przystanął inny beztroski niemiaszek i chociaż mógł ustawić swoje autko dwa kroki do tyłu, podjechał niemal pod sam kuper poprzedzającego. Ten pierwszy z żarciem w torbie dla trojga w aucie powrócił, pojedli i kiedy przyszło do wyjazdu, to ani rusz oddalić się z parkingu nie mógł. Inna sprawa, że tak z tym wyjazdem kombinował, tak kombinował, że my oba nietoperze, patrzący na jego zmagania, kołysaliśmy się w swoich autkach ze śmiechu, albowiem nieszczęśnik manewrował akurat tak, aby nie wyjechać. Prawdopodobnie otrzymując prawo jazdy, nie miał stosownej rozpiski, objaśniającej w jaki sposób wydobyć autko z podobnych tarapatów. Musiał biedaczek dobre pół godziny zaczekać, aż blokujący go od tyłu łaskawca pożre swoją porcję junk food i powróci do swojego samochodu, po czym włączy wsteczny bieg, uwalniając zakorkowanego. 

[09.04.2016, Donauwörth w Niemczech]

1 komentarz:

  1. Przepraszam, ale uważam, że te doświadczenia z podróży powinny być uwiecznione. Czyta się dobrze, są ciekawe, innym kierowcom także się przydadzą te informacje i przeżyte przygody. Kopalnia wiedzy.
    Kogo nazywa się nietoperzem?

    OdpowiedzUsuń