Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

21 kwietnia 2016

PRZEZWISKA

Różnie na siebie mówiono, oj różnie. W końcu to człowiek nadawał nazwy przedmiotom, roślinom i stworzeniom; podobno imionami ochrzcił też bogów… czemu nie miałby postąpić podobnie z człowiekiem?
Z niektórymi nazwami przychodzimy na ten świat do ponownego nazwania gotowi. Najpierw jesteśmy nazwiskami, których brzmienie nic a nic od nas nie zależy, o ile w przyszłości nie uznamy, że w jakiś sposób prastare miano przedstawia nas w nader niekorzystnym albo groteskowo-humorystycznym świetle.
W naszej kulturze istnieje też zwyczaj, aby po zamążpójściu kobieta przemianowała swoje oblicze na żeńską postać nazwiska swego ślubnego wybranka. Nie mniej jednak niektóre panie o artystycznej najczęściej aparycji, pozostają przy swoim, historią i rodzinną tradycją utrwalonym nazwisku.
Zdecydowanie więcej od nas zależy własne imię. No, może nie od nas samych, lecz tych, którzy nam je nadają (przyjdzie czas, że i my pójdziemy tym torem). Bywa, że nie zostaliśmy nazwani jednym imieniem. Czasami obdarowano nas dwoma, a po chrześcijańskim bierzmowaniu mamy prawo do wyboru trzeciego. Piszący te słowa posiada właśnie trzy imiona, z których używa to pierwsze, choć drzewiej bywało inaczej. Wytłumaczenie tego jest proste. Swoje pierwsze imię otrzymałem po ojcu Andrzeju i takie samo imię nosi brat mojej mamy. Wobec tego uradzono tak: aby przypadkiem najmłodszy Andrzej nie podebrał spod choinki wszystkich paczek od Mikołaja opatrzonych tymże imieniem, należy małego pisać i wołać z drugiego imienia jakie posiada, a mianowicie „Maciek”.
No i wytworzył się nie lada problem. O ile samo „Maciek” nie brzmi tak zabójczo, to miłośnicy dawnych disco-ludowych przebojów zapewne przypominają sobie zaśpiew: „umarł Maciej, umarł i leży na desce” (w niektórych wersjach zamiast „Macieja” jest „Maciek”, więc jeszcze gorzej). A ja, czy jako Maciek, czy Maciej na desce leżeć nie chciałem.
Jeszcze gorzej przedstawiała się sytuacja ze zdrobnieniem. No jak zawołacie małego chłopca, do którego, jako osoby dorosłej powiecie „Maciej”? A pewnie, że krzykniecie: „Maciuś”! Problem w tym, że w czasach, gdy rozstrzygało się, kim z imienia zostanę, w naszym domu wygrzewał się przy piecu przez całe noce i poranki kot rasy środkowoeuropejskiej - Maciuś. 
Każde czworonożne stworzenie, no może poza myszą i szczurem bliskie jest mojemu sercu, ale żeby przybierać jego imię?
Ten „Maciek” ciągnął się za mną przez całe lata, a bywają krainy, w których w dalszym ciągu, o zgrozo, jestem tak nazywany.
Ale ja jestem przecież Andrzej Andrzejewicz P. - tak śmiesznie, z rosyjska.
Oprócz typowych imion i nazwisk są też nazwiska przybrane (czasami wraz z imionami). Różne okoliczności o tym decydowały. Zapewne Apolonia Chałupiec miała inny powód do zmiany nazwiska na Pola Negri, a inne miał pan Aleksander Głowacki, nazywając siebie Bolesławem Prusem.
Oprócz tego ludzie nadają innym przydomki. Najczęściej odnoszą się one do osób i postaci znanych, szczególnie zasłużonych. Te dodatkowe określniki najczęściej odnoszą się do: albo cech charakteru, albo też wyglądu zewnętrznego, i tak w królu Kazimierzu zwanym Wielkiem nie dopatrujmy się imponującego wzrostu tej postaci, czego na przykład nie można powiedzieć o powodach nazwania innego polskiego króla Władysława - Łokietkiem. Na nieco innych zasadach wyróżniono Józefa Piłsudskiego mianem „dziadek” a kardynała Stefana Wyszyńskiego „prymasem tysiąclecia”.
Ale dość na tym.
Zgodnie z tematem miało być o trywialnym, pospolitym wyróżnianiu ludzi przy pomocy przezwiska (mniej wykwintne określenie przydomku).
Sięgnę zatem do swojej posiwiałej, łysiejącej pamięci. 
Kim byli moi dawni mali i nieco więksi znajomi i przyjaciele? Był „Łysy”, „Filut”, „Panienka”, „Małpa”, „Serce”, „Kanar”, „Lutek” i „Cygan”. Byli też „dwuprzezwiskowi”: „Michał” - „Gruby”, „Słoń - „Uszol”, i „Gapa” - „Gapiol”. Zaiste, całkiem interesujący zestaw oryginałów. Kto by tam dzisiaj spamiętał tych, którzy spłodzili te przezwiska jako pierwsi? Ale najważniejsze jest chyba to, że każde nowe nazwanie miało swoje uzasadnienie. W kilku przypadkach można się domyśleć, o co tak naprawdę chodziło autorom, którzy wpadli na pomysł nadania nowego imienia dla swojego kolegi.
Piszący te niecne słowa również miał zaszczyt być przezywany. Powiedzieć jak na niego mówiono? No, dobra. Szczerość za szczerość. Szczerość za polewaną czekoladą kreolkę, za napoleonkę, za karpatkę, za ptysia, za kawałek (ale spory!) drożdżowego ciasta… albo serniczka… albo jabłecznika.
A moje imię - „Dziuła”. Ha… nikt się nie domyślił. Wyjaśnić, jak doszło do tej słowotwórczej gratyfikacji ze mną w roli głównej? No, dobra. Szczerość za szczerość. Szczerość za ….
Zadecydował przypadek, ubogie nazewnictwo i zadawniona trudność w wymowie „r”. 
Otóż razu pewnego, a była to tęga zima, wyraziłem się, iż jacyś panowie, aby zapobiec „śnięciu” ryb wskutek nadzwyczaj długiego tego roku zalegania na jednym ze stawów grubej pokrywy lodowej, ci panowie „wykuli ogromną ‘dziułę’ w lodzie”.
Z tych pór wywodzi się to moje przepiękne nazwanie, którego mi jednak do osobistego dowodu, a szkoda, nie wpisano. Cóż, wraz z postępem cywilizacji - lub bardziej prozaicznie - wraz z wiekiem wymienione przezwiska, także i moje, zatraciły moc znaczeniową i jedynie w encyklopedii pamięci każdego z nas, przezywanych, istnieją.
Na koniec rzecz osobliwa.
Otóż nie znam ze swojego podwórka przypadku, aby ktokolwiek z nas, czy to „Cygan”, czy „Serce” czy „Gapiol” obdarzył przezwiskiem młodziutką, jak na owe czasy, kobietę. Izabela bywała co najwyżej Izą lub Izką, Ewa Ewką a Anna Anią lub Anką.
Czyżby w tym brzemiennym fakcie miał się wyrażać nas, oprychów nie z tej ziemi, szacunek dla płci wielokroć piękniejszej od naszej? dla tych ślicznych imion, jakie im nadano?

[19.04.2016, La Fleche i Falaise we Francji]

14 komentarzy:

  1. Czasy się zmieniają, ludzie także, a tradycja pozostaje niezmienna. Dziś także obserwuje się przezwiska i ksywy oraz inne takie. Często w szkole uczniowie tylko pod przezwiskiem funkcjonują, bo gdy zapytasz o któregoś, to nie wiedzą kto to Kowalski, ale kto to Siwy, wie każdy.
    czasami nazwiska są zdrabniane, skracane np. zamiast Hołowczyc słyszy się Hołek.
    Odwdzięczyłabym się zdradzając swoje przezwisko, ale chyba nie miałam...lub mi nic nie wiadomo na ten temat.
    Imię mam jedno i zawsze miałam żal do rodziców, że nie nadali mi dwóch, ale dziś nie ma to dla mnie znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja tak trochę obok tematu napiszę... oboje z żoną byli nauczyciele mamy takie dziwny "zwyczaj", że swoich byłych uczniów pamietamy inaczej... ona z imienia a ja z nazwiska.... i bardzo często albo ja albo ona pozostajemy w słodkiej niewiedzy, o jakiego ucznia sie rozchodzi :-)

      Usuń
  2. Czytając wpis przypomniało mi się jak to sama spłodziłam piękne przezwisko dla kolegi z czasów gimnazjalnych. Nie byłam specjalnie łaskawa. Nazwałam go "Ryju" (miał taką jakąś szczurzą twarz) i o dziwo! to się przyjęło. "Ryjem" został na dobrych kilka lat.

    Ja miałam tam niby jakieś przezwiska, ale wszystkie bardzo kulturalne typu "Malutka" (bo wzrostem nie grzeszę) czy też "Alex" od imienia. Jeden z kolegów w liceum próbował nazywać mnie "Herbaciarką" po tym jak popisowo wylałam herbatę na siebie i kilku innych osobników w kawiarence szkolnej. Przyjęło się na kilka miesięcy. Później znowu byłam po prostu Olą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... a ja mam sąsiada szczura :-) i pewnie nim pozostanie, bo jakoś nie widać o niego fizycznej przemiany...
      ... właśnie coś takiego zaobserwowałem, że kobiety przezwiska dostają znacznie rzadziej albo wcale, chyba że mamy do czynienia z paskudną zołzą, to wtedy potrafi do niej przylgnąć na całe życie. :-)

      Usuń
  3. Z tym drugim imieniem traktowanym jako zamiennik to ciekawa sprawa. Miałam koleżkę którą rodzice postanowili nazwać Katarzyna Ewa, ale przy papierach nastąpił błąd i tak zamiast Kasią została Ewą. Zamieszania zawsze było co nie miara, myśmy nazywali ją Kaśką w jej domu było podobnie, ale w szkole funkcjonowała jako Ewa... Ot co głupia pomyłka i za dużo imion potrafi namieszać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miło powitać... błąd istotny aczkolwiek jego skutki zostały pomniejszone tym, że obu imionom niczego złego nie ma prawa się zarzucić. A co byś powiedziała na to, że ś.p. moja ciotka będąc z drugiego imiona Barbarą, na pierwsze miała Tekla :-) Oczywiście w życiu funkcjonowała jako Basia lub Barbara... natomiast gdy ktoś z rodziny chciał jej dla żartów dokuczyć, odzywał się do niej według jej pierwszego imienia :-)

      Usuń
  4. Na chrzcie dano mi aż trzy imiona- jakiś nadmiar szczęścia. W liceum miałam ksywkę "japsy". Gdy w USC urzędnik udzielający ślubu wymieniał za każdym razem wszystkie trzy moje imiona, to myślałam, że za chwilę skręci mnie ze śmiechu. No ale w dowodzie zawsze były wpisane tylko dwa, tylko w metryce urodzenia trzy. I całe lata bardzo nie lubiłam swego imienia, co chyba było dość irracjonalne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... zdaje się, że Portugalii i Brazylii istnieje tradycja nadawania (czy dziedziczenia?) wielu imion, co dla mnie, już przy samym przedstawianiu takiej osoby bywa kłopotliwe. Zwróciłbym jeszcze uwagę na tzw. "otczestwo" w kulturze rosyjskiej. Niby brzmi nawet nieźle, ale już przy czytaniu literackich tekstów człowiek zaczyna sie zastanawiać, "kto to mówi", bo oczywiście autor wymienia albo samo imię, albo nazwisko, albo imię z "otczestwem", a jeżeli trafi się jeszcze inna postać.... albo w rosyjskim Aleksander/Aleksandra i Sasza to jedno i to samo. O ile Polak jest jeszcze w stanie to rozpoznać, to w przypadku czytelnika z innego kręgu kulturowego jest to zadanie utrudnione...

      Usuń
    2. To z Hiszpanii wszystko się wywodzi- dziecko ma nazwisko i matki i ojca. I chyba jest dość duża dowolność jeśli idzie o używanie tych dwóch nazwisk, bo spotkałam się również z sytuacją, że dana osoba używała tylko jednego z nazwisk, ale spotkałam też kobietę, która miała aż trzy nazwiska, bo trzecie to było męża. Nie da się ukryć, że za każdym razem gdy słyszę lub czytam takie długie nazwisko to się zastanawiam, czy to aby nie przesada.Podobno moja mama chciała bym na imię miała Bianka lub Bibiana, ojciec chciał Marię, a w końcu dostałam imię po matce. W adresie mailowym używam pierwszego i trzeciego.

      Usuń
  5. Tyle w notce przykładów dodatkowych nazw podawanych z różnych przyczyn. Blogosfera także posługuje się pseudonimami. Gdyby posługiwać się własnym imieniem i nazwiskiem, to kilka osób zwykle z różnych stron nosi to samo imię i nazwisko. Przydomki, przezwiska i pseudonimy pozwalały na rozróżnienie i szybsze poznanie danej osoby.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) a przy okazji... cały czas się zastanawiam, dlaczego masz na imię :-) Ultra...?

      Usuń
    2. Hm, sama nie wiem, czemu się tak przezwałam. W Słowniku wyrazów obcych wyczytałam, że oznacza umiejscowienie. Ten łaciński człon ma znaczenie: za, poza, po drugiej stronie, poza granicami, poza zasięgiem. Spodobało mi się to "po drugiej stronie", więc jestem po łacinie poza zasięgiem.

      Usuń
  6. A ja jestem dlugim grubym kijem zakrzywionym na jednym koncu. Na tym zakrzywieniu baca wiesza nad watra kociołek z żętyca. I ten kij nazywa się w gwarze góralskiej JADWIGA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a tego to nic a nic nie wiedziałem. Podobno potoczną wersją Jadwigi jest "Dziuńka", pewnie od "Jadziuni"... czy to prawda... a taka "Miłka", od Miłosławy czy Mileny pochodzi, a może od Sławomiry... ale namotałem :-)

      Usuń