Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

23 kwietnia 2016

WSTYDZĘ SIĘ

Czy jest coś takiego w naszym życiu, co nas zawstydza? Inaczej: czego się wstydzimy? Jeszcze inaczej: czy wstydzimy się za siebie?
- „Ideały” są wolne. Przerwa. Można palić.
Być może są na naszym łez padole tacy, którzy kiedykolwiek, zawsze i wszędzie, zaprogramowani na własną nieomylność, za swojego życia święci byli i tylko przykrym zbiegiem okoliczności nie wystawiono im jeszcze pomników, aby uczcić nimi ich cnotę i nieskazitelność. Ci właśnie mają przerwę i mogą zapalić. Nie ja. Ja do nich nie należę, a do świętości mi nie po drodze.
Ja swego czasu… ja… jakże trudno to wyrazić… ja uderzyłem kobietę.
Czas na konkretyzację.
Szkoła to była. Ogólniak. Koleżanka z klasy. Jakieś śmichy-chichy. Jakieś głupawe spojrzenia. Jakaś chęć dołożenia mi słowem i … stało się, obróciłem się i w tym obrocie lewa dłoń (lewą mam mocniejszą) wyprzedziła myśli, przeistoczyła się w surowe ramię sprawiedliwości dziejowej, plasnęła, trzasnęła, walnęła, sympatyczną skądinąd koleżankę w twarz, w policzek, prawy policzek - policzek to też twarz, prawda? Uderzyła więc, górna jedynka aż wypadła przez okno, szczęka wyłamana, zmiażdżona czaszka, potylica uśmiercona, rozpłatany mózg przykleił się do sufitu… nie… no chyba troszeczkę przesadziłem.
Ale uderzyłem i wstydzę się tego.
Chociaż ona, ta bardzo ładna i sympatyczna skądinąd koleżanka tak mnie prosiła, tak mnie błagała, abym jej dołożył.
- Zrób to, proszę cię - słyszałem jej głos - bądź mężczyzną i przywal mi mocno, abym zapamiętała na całe życie, daj mi rozkosz cierpienia.
To słyszałem w tych jej chichotach, głupawych spojrzeniach, w okładaniu mnie słowami… i uderzyłem, ale wtedy, teraz i potem wstydzę się tego, że plasnąłem ją otwartą dłonią; a gdybym nawet zrobił to pięścią, to też bym się wstydził.
Wstydzę się, choć wtedy ją przeprosiłem, odnalazłem ten ząb, poskładałem jej szczękę, odtworzyłem czaszkę, przywróciłem do życia jej potylicę, zebrałem srebrną łyżeczką jej mózg z sufitu, umieściłem go tam gdzie trzeba, posklejałem wszystko, pocerowałem.
I tak się wstydzę. Chociaż ją przeprosiłem, wręcz błagałem o przyjęcie przeprosin. Wstydzę się, chociaż nastąpił między nami rozejm, zapanował pokój, który trwa do dnia dzisiejszego i nie jest zrywany przez żadną ze stron. Wstydzę się, choć może i nawet się dzisiaj lubimy, przyjaźnimy się… och, po co te wielkie słowa. Jest już dobrze. Od dawna jest dobrze. Zapomnieliśmy o tamtym wydarzeniu. Ona nie pamięta tego bólu, a ja… a ja mimo to się wstydzę, a ten obraz, w którym dłoń uprzedziła mózg, pojawia się czasami w moich snach. I boję się tego obrazu. No nie… niech ktoś nie myśli sobie, że obawiam się tego, że mi odda. Przeciwnie, pragnę tego, aby mi oddała.
- Zrób to, proszę cię - mówię do niej - pokaż, że jesteś kobietą  i przywal mi mocno, abym zapamiętał na resztę życia jakie mi pozostało, daj mi rozkosz cierpienia.
A ona, ta inteligentna, bardzo ładna i skądinąd sympatyczna kobieta reaguje na moją prośbę z uśmiechem:
- A po jaką cholerę mam to robić, skoro mnie przeprosiłeś i od tylu lat mamy rozejm, panuje między nami pokój, którego żadna ze stron nie ma nawet zamiaru zrywać, skoro się lubimy, nawet przyjaźnimy, och… po co te wielkie słowa…
A i tak się wstydzę.

[20.04.2016, Falaise we Francji]

7 komentarzy:

  1. Ba, gdyby to nasze życie było takie proste, gdyby człowiek zawsze racjonalnie postępował, a wcześniej pomyślał zamiast czynić... Niestety, robimy czasem głupstwa, których potem żałujemy. Ale myślę, że na tym polega nieprzewidywalność postępowania. Ma to swój urok, a przeprosiny jak smakują! Wciąż myślę, że jeśli osoby nie czują do siebie żalu, to wszystko jest ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, a i czas rany goi, choć mnie ten temat, ubrany, rzecz jasna w strój, rzekłbym - "fikcjonalny", stoi mi ością w gardle, albowiem daleki jestem od uciekania się do wszelkich rękoczynów ha, a może wobec niektórych może i by się przydały), lecz kobietę... broń Boże .... pozdrawiam

      Usuń
  2. Jak powiedziała Ultra, każdy czegoś się wstydzi, ale powinno się mieć poczucie winy tam, gdzie ręka szybciej działała, niż rozum lub aparat mowy szybciej niż świadomość? A jednak się wstydzimy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzkie ale prawdziwe słowa - wstydzimy się, lecz może i lepiej, że ten wstyd istnieje, bo gdyby go nie było, to i nie byłoby refleksji nad tym, co dzisiaj robimy i bogaci we własne doświadczenia, w popełniane porzez siebie błędy zapalamy światełko, które.. oby nas przestrzegało przed popelnieniem kolejnych... pozdrawiam

      Usuń
  3. Z ,,piekła młodości'' mam kilka wspomnień, których się bardzo wstydzę... Za to na tych błędach się nauczyłam, co wolno, czego nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ot, właśnie w tym samym, co ty, tonie, wyrazilem się przed chwilą pod wpisem Jotki.
      Wprawdzie lepiej by było uczyć się na błędach innych, ale te swoje najwięcej nauki nam dają... pozdrawiam

      Usuń
  4. Ale wstyd pozostaje na całe życie.
    I z tego wstydu trzeba wyciągnąć odpowiednie wnioski.
    Też się czegoś wstydzę i nie mogę sobie sama tego przebaczyć.

    OdpowiedzUsuń