Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

05 sierpnia 2019

ZAPACHY I TEMU PODOBNE (5) trochę inaczej

Zawsze interesował mnie proces poprzedzający tworzenie dzieła, jak i też przemyślenia twórcy już w trakcie samej pracy. Co było intencją autora i dlaczego wybrał taki a nie inny sposób obrazowania tego, co wymyśliła jego głowa.
Oczywiście nie uważam się za zawodowego twórcę i gdzież mi tam do prawdziwych władców pióra, jednakowoż wyznaję zasadę, że właściwie wszystko czym człowiek się zajmuje, wkładając w to serce (co za frazes!!!) jest twórczością.
Kontynuuję zatem opowieść o Pirożce i pewnym starszym panu, któremu starałem się nadać kilka swoich własnych cech. Może to pójście na łatwiznę, boć przecież siebie samego najlepiej znamy.

- Maurycy, jeżeli poważnie myślisz o Pirożce - zacząłem - to niech cię ręja boska broni, abyś miał ją kiedykolwiek skrzywdzić.
Spojrzałem na niego, on na mnie. Ton z jakim wypowiedziałem te słowa, był pewnie nadmiernie ostry. Zachowałem się jak ojciec Pirożki. Ale czy ojcowie nie powinni wymagać od partnerów ich córek stanowczych deklaracji?
- Proszę pana, zapewniam, że moje intencje wobec...
- Wierzę ci - przerwałem mu. - Nie musisz kończyć. Chciałem ci tylko na samym początku wylać na głowę kubeł zimnej wody.

Oddaję w tej mojej pisaninie pewne osobiste przemyślenia. Rozdaję swój punkt widzenia na pewne sprawy. Otóż na przykład w dawaniu komuś czegoś namacalnego, co jest realne, ale i też tego, co nieuchwytne i abstrakcyjne, upatruję coś, co powszechnie nazywane jest szczęściem. I jeszcze to: wyznaję zasadę (może trąci to komunistyczną nutką - pani  Pawłowicz nazwałaby to lewactwem), że każdemu człowiekowi należy się to, czego potrzebuje (jak kielnia murarzowi) do pracy... życia, etc.. Jeśli więc mam coś, co mi zbywa, albo czym mogę się podzielić, chętnie to oddam. Dlatego też w opowieści o Pirożce dalszy rozwój wypadków będzie następujący:

- Maurycy, osiadłbyś tutaj, gdyby chciała tego Pirożka? Znalazłbyś tu pracę?
- Oczywiście. Jeśli ona tego zechce... tyle że...
Wiedziałem, co powie. To nie tylko praca. Mieszkanie. Stanowczo zbyt mały metraż u Pirożki. Młodzi zwykle chcą być na swoim, a nie pozwala na to stan portfela.

Jaki może być dalszy rozwój wypadków w mojej opowieści? Czy się kto domyśla?

- Pirożko, chodź tu do nas! Skończ to mycie!
Przyszła po chwili rozradowana tym, że, tak jak to sobie życzyła, rozmawiam z jej chłopakiem.
Usiadła naprzeciwko mnie, międląc w dłoniach ściereczkę do wycierania naczyń, nieświadoma tego, co mam im obojgu do powiedzenia.
- Słuchajcie... od dzisiaj możecie zamieszkać w tym domu... na stałe. Mnie wystarczy ten jeden pokój, w którym przebywam, a cała reszta... reszta jest wasza.
Zastygli w milczeniu. Nie odzywając się ani słowem, popatrzyli na siebie, nie dowierzając, że zostało powiedziane coś, czego w najskrytszych myślach nie podejrzewali.
- Pirożko, tak to sobie umyśliłem. Postanowiłem przekazać ci to, co udało mi się w życiu osiągnąć. Zasługujesz na to. A teraz, kiedy twoje życie nabiera dodatkowych barw, tym bardziej cieszę się z tego, że mogę wam ofiarować to, co najbardziej przyda się wam.

Ktoś powie, że wymyśliłem niestworzoną, nierealną historię, która nie ma prawa się wydarzyć we współczesnym świecie
 Może w istocie tak jest... ale czy ten zwrot w opowieści jest tak bardzo bezzasadny? A może w taki sposób powinno się postępować. Musimy mieć bowiem świadomość, że dóbr doczesnych, choćby najcenniejszych nie zabierzemy do grobu. To co zostawimy po sobie najbliższym, tym, którzy nad szanują warte jest tej naiwnej wiary w człowieka... bo jeśli tej wiary nie mamy... po cóż nam żyć???

[05.08.2019, Porto w Portugalii]
1.
Z hiszpańskich atrakcji:
- upał (40 stopni - normalka)
- susza na tej pustynii (praktycznie całe wnętrze Półwyspu Iberyjskiego to pustynia)
- świetna sieć dróg (także tych kolejowych)
- ludzie wychodzący na ulice po 20-tej (tak w ogóle są mili)
- miasta, o dziwo, czyste (najczystsza Barcelona)
- prawdziwe pomieszanie ludzkich ras, kolorowo (nie tylko tęczowo)
- sporo zamków, kościołów (choć mniej niż we Francji), ale rzucają się też w oczy porzucone domostwa, których nikt nie chce...
2.
Coś mi się wydaje, że będę musiał się zabrać do napisania ostatniego poważnego tekstu jaki popełnię. Nie zdradzę na razie tytułu. Mam pewien zarys, plan... chciałbym zdążyć. To będzie najtrudniejsza do napisania opowieść. Po niej już nic nie zostanie do powiedzenia... i słusznie.
3.
Trójka mi nie działa.

[05.08.2019, Tordesillas Castilla y Leòn w Hiszpanii]

04 sierpnia 2019

SPŁYWAM

Nikt mi nie powie
że zamykałem przed kimś drzwi
uchyliłem je dla kota sąsiadki
to było dawno temu.

Spałem przy otwartym oknie
budziły mnie wróble i synogarlice
stukały dzióbkami w niepełną podstawkę
pod szklankę po ostygłej herbacie.

Dzisiaj śpię w domu bez ścian
jest tylko dach
po którym przejeżdżają auta
a pod tym mostem mknie rzeka.

Tak widocznie musiało się stać
niedługo nastąpi sezon na deszcz
nie obudzę się i spłynę
w dół z prądem.

A tak chciałem przed śmiercią
odwiedzić grób poety
który ocalał z rzezi
i tak pięknie pisał o starych kobietach.

Może w innym życiu
wypiję z tobą pięćdziesiątkę Tadeuszu
oczywiście jeśli na to pozwolisz
mój nauczycielu.

[04.08.2019, Aspiran, Hérault we Francji]

03 sierpnia 2019

JESZCZE CO INNEGO

1.Zacznę jeszcze od Bourges, gdzie na jedną noc "zamieszkałem" w okolicy schroniska dla psiaków. Początkowo (wszak była to noc, gwiezdna lecz bezksiężycowa) nie widziałem, że odpoczywam pośród piesków o dopiero po przebudzeniu, po rozładunku i powrocie w "miejsce koniecznego odpoczynku, przekonałem się, kim są moi najbliżsi sąsiedzi.
A mają pracownicy schroniska taką zasadę, że dwoje z nich o porannej porze wyprowadza parę tych stworzeń na spacer. A jakże, pieski spacerują na smyczowej uwięzi; a jakie ładne, jakie zadbane; nic to, że nie wszystkie jednorasowe. Ciekawe, czy u nas w kraju podobne spacery są wpisane do obowiązku pracowników schronisk dla szczekających zwierząt.
2. Udałem się później z Bourges do Beaumont Hauge... to sa samym zachodzie Francji, za Caen, po czym tamże udałem się na przedpołudniowy odpoczynek. Ale najistotniejsze było to, że po tym kursie, podjeżdżając pod kolejny załadunek spotkałem "busiarza" - kobietę. Wiek niewiele ponad 30 lat, z Bytomia, Ślązaczka od trzech prawie lat jeździ małymi ciężarówkami. Mieliśmy kurs w to samo miejsce: ładunek dzielony na dwa auta. Czas na rozmowę był właściwie dopiero po rozładunku w kolejnej miejscowości. Podsumuję, nie zdradzając treści - ludzie mają swoje problemy, a ja tę kobietę (jakoś uszło naszej uwadze wymienić się imionami) szczerze podziwiam.
3. Kolejna trasa należała do tych dalszych, spod Cean do Monako, niemal 1200 km. Właściwie to jechało mi się nieźle. Trzy piętnastominutowe drzemki wystarczyły do tego, aby organizm się zregenerował, choć już w sanym Monako (to już trzecie odwiedziny w tym księstwie) czułem zmęczenie. A że nie bardzo lubię to miasto-państwo będące stolicą hazardu, rizrywki i turystyki nie na moją kieszeń, to poprosiłem spedytora, aby nakazał mi jechać gdzieś w stronę kolejnego załarunku, w pobliże Cannes do Le Cannet, skąd nazajutrz biorę kurs na Porto, oczywiście w Portugalii.
4. No i ku swemu nieszczęściu zajrzałem do internetu, co się porabia w państwie pisowskim, a dziać się musiało z powodu kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Toż i dowiedziałem się, że premier reżimowego rządu na okoliczność wspomnianego powstania złożył kwiaty pod pomnikiem lecha kaczyńskiego (może coś pokręciłem... premier to był czy pan prezydent), pan prezydent duda w jakimś patriotycznym wystąpieniu radośnie rozminął się z prawdą, przesuwając datę konferencji jałtańskiej na czas przed Powstaniem (ciemny lud i tak to kupi), a pan arcybiskup katolicki jędraszewski postanowił, że przy okazji rocznicy Powstania Warszawskiego warto wspomnieć o tęczowej zarazie jaka panoszy się obecnie w kraju rządzonym przez pisowsko-rydzykowy reżim. Powiedziałbym, że panu jędraszewskiemu pomyliły się kolory; ja raczej ową zarazę dostrzegam w stonowanych, jednokolorowych barwach przyponinających czerń, ale z krakowskim arcybiskupem polemizować nie chcę - starszemu człowiekowi należy się dyspensa, również za to, że nie wie, co mówi... powiem tylko jedno... ponad dwa tysiące lat chrześcijaństwa i... słuchając pana jędraszewskiego... poszło to na marne, bo krakowski arcybiskup jest dla mnie takim chrześcijaninem jak z koziej bródki maybach rydzyka.

[02.08.2019, Villeneuve-Loubet, Alpes-Maritimes we Francji]

31 lipca 2019

O CO CHODZI...TAKIE TAM...

1. Z oddali wcale nie mniej boli. O co chodzi z tymi marszami równości? Komu zagrażają. Przeżyłem jedno z takich wydarzeń przed miesiącem w Madrycie, w Hiszpanii, było nie było, katolickim kraju. Nikt się marszowi LGBT nie sprzeciwiał, a restauratorzy prowadzący swój biznes wokół placu, gdzie miała miejsce kulminacja tęczowego święta, to wręcz zacierali ręce. Policja owszem pilnowała porządku; głównym jej zadaniem było wstrzymanie ruchu dla pojazdów, które jechały akurat ulicami wypełnionymi manifestantami. Przed studenckim motelem (tak spędziłem noc) stał bus policyjny i karetka. Rzadko bo rzadko korzystano z opieki medycznej, lecz przyjmowano głównie osoby mające problemy z sercem (zasłabnięcia). Nikt w nikogo nie rzucił kamieniem, nie było wyzwisk i tym podobnych historii... a u nas w Białymstoku? Wstyd.
LGBT nam zagraża? Zmienimy się pod wpływem haseł głoszonych przez to środowisko?
Gdybym był uczestnikiem wszystkich organizowanych przez ludzi spod znaku LGBT pochodów, nie zostanę gejem czy tranwerstytą. Myślę, że nikt z nas nie jest władny oszukać natury do tego stopnia, aby zmienić daną mu przez naturę/Boga osobowość.
O co więc chodzi? Myślę, że jest to i paniczny strach przed, i nienawiść wobec ludzi myślących inaczej niż ci, którzy się boją i nienawidzą. Nienawiść z lękiem zwykle chodzi w parze i są one widoczne w swej skrajnej postaci, gdy ktoś podsyca te uczucia, wykorzystując lęki i obawy dla doraźnych celów politycznych.
Dlaczego mam się bać ludzi LGBT? Bo rozbiją tradycyjną polską rodzinę, chociaż nie słyszałem, aby kobiety i mężczyźni o odmiennej orientacji występowali przeciwko rodzinie jako takiej. Pójdźmy dalej (uważam, że owa nienawiść wobec osób LGBT to część znacznie poważniejszego problemu jaki zdradzają niedojrzali nienawistnicy), nagonka na Niemców (kłania się Gdańsk, Śląsk, ale nie tylko)... dlaczego? Bo jak świat światem Niemiec Polakowi nie będzie bratem - powielany schemat koniecznej wrogości wobec naszego zachodniego sąsiada. A tutaj, gdzie akurat jestem, w Normandii, widziałem jeden wielki, bardzo dobrze utrzymany cmentarz żołnierzy niemieckich poległych podczas alianckiej inwazji u schyłku II wojny światowej (byli to wszak żołnierze wrogiej armii).
Dlaczego trzeba nienawidzić uchodźców muzułmańskich? Również i oni zniszczą naszą kulturę chrześcijańską, czytaj: taki muzułmanin nie pośle dziecka na zajęcia z religii katolickiej, nie będzie dawał na tacę co niedziela, nie będzie chrzcin, ślubów, pochówków katolickich. Czy muszę kończyć, dlaczego to kościół katolicki tak bardzo boi się tych obcych kulturowo ludzi?
Reasumując ,muszę to zauważyć, że w tym całym zamęcie z jakim mamy do czynienia, pojawiła się iskierka wiary i nadziei. Gdzież ona? W postawie duchownych kościoła ewangeliczno-agsburskiego, który zajął całkowicie odmienne stanowisko wobec tego zła, które wydarzyło się w Białymstoku, niż to prezentowane przez większość hierarchów kościoła katolickiego. Ktoś powiedział, że w chwili obecnej to protestanci bronią chrześcijaństwa, takiego chrześcijaństwa, w którym człowiek podąża śladami Chrystusa, w którym nie ulega on mamonie i nie wchodzi w konszachty z diabłami polityki.

[31.07.2019, Les Veys, Manche we Francji]

30 lipca 2019

CZASAMI WYSTARCZY

To nie jest wiersz,
Wiersza nie pije się, nie je.
Wierszem nie można przypalić papierosa.
To tylko kilka wyrwanych z kontekstu zdań.
Czasami wystarczy...

Czasami wystarczy
Kilka łyków gorzkiej herbaty,
Byle gorącej...
Cała słodycz świata
Łaskocze podniebienie.

Czasami wystarczy
Zaciągnąć się papierosowym dymem,
Byle mocnym...
Cały oddech tężni Ciechocinka
Masuje płuca.

Czasami wystarczy
Przysuszony chleb ze smalcem,
Byle osolonym...
Cała kuchnia śródziemnomorska
Napełnia kubki smakowe.

A jeśli nie wystarczy
Możesz zapomnieć,
Że masz dla kogo żyć,
I nie jesteś już nawet rośliną,
Lecz kamieniem.

[30.07.2019, Bourges, Cher we Francji]

NIEBO NADE MNĄ

Jeżdżąc po świecie często przypatruję się niebu, zwykle nocą. Nie liczę gwiazd - wystarczy, że są; rozpoznaję Wenus i Marsa. Niedawno we Francji nasza Ziemia przesłoniła w połowie Celestynkę. A któż to ta Celestynka? W moim szczególnym słownictwie Celestynka to Księżyc. Lubię gdy jest przede mną, prowadzi do celu. Lubię też, kiedy się budzi jak wielki rumiany bochen dobrze wypieczonego chleba. Lubię gdy zasypia za gęstą czupryną lasów.
Widuję też gwiazdy spadające, jak ta przed dwoma bodajże laty nad Belgią; zatoczyła ogromny, jasny, srebrzysty półokrąg i rozpadła się z piorunującym blaskiem gdzieś w Ardenach. Nigdy wcześniej nie udało mi się ujrzeć aż tak bardzo świetlistej rysy na nieboskłonie.
A dzisiaj kolejny meteoryt przeciął niebo na pół. Kto wie, czy nie bardziej zjawiskowy. 
Dojeżdżałem do Bourges od strony Moulins, kilka kilometrów za Blet (mała wioska z przepięknym kościołem; onegdaj odwiedziłem go, był otwarty... i taka ciekawostka - był w nim Bóg, nie to co w naszych bezbożnych świątyniach). Dojeżdżałem tedy do Bourges i nagle jak świśnięcie batem na granatowej połaci zachodniego nieba pojawiła się srebrnolica pręga, która dokonawszy żywota, eksplodowała jak sztuczny chiński ogień, tak jakby ktoś wystrzelił na cześć bylejaką fajerwerk. Czy ktoś mi w to uwierzy? Daję słowo harcerza lidera we wszystkich możliwych sprawnościach - to nie był artyleryjski wystrzał, to nie był ludzką ręką oswojony pirotechniczny popis, nie była to też katastrofa kosmicznego promu czy pasażerskiego krążownika podniebnych kursów. To był przybysz z kosmosu, aby skonać w ziemskiej atmosferze, a ginąc tragicznie, pozostawił po sobie krótki, lecz jakże okazały, obraz rozpadającej się Gwiazdy.
Nie zdążyłem wypowiedzieć w myślach życzenia... szkoda.

[30.07.2019, Bourges, Cher we Francji]

27 lipca 2019

ZAPACHY I TEMU PODOBNE (fragment 4)

(...)
Pirożka zadzwoniła wczesnym rankiem. Powiedziała, abym się nie kłopotał  o tę wizytę, jaką złoży mi z Maurycym.
- Przyjedziemy po osiemnastej na kolację. Nie martw się, przyniesiemy co potrzeba. Ty możesz co najwyżej ulać trochę swojego wina.
To był monolog. Słuchałem.
- Wychodzę po niego na dworzec przed jedenastą, potem idziemy do mnie. Dokończę obiad, który zjemy wspólnie z mamą. Wiesz, mama polubiła Maurycego, kiedy był u nas ostatnim razem, a ja cieszę się z jego przyjazdu również dlatego, że mama może wreszcie odłoży pracę z tym sztandarem... oczy ma coraz słabsze. Mówiłam ci, że mama dorabia sobie do pensji głównie haftami, robi obrusy, jakieś koszule i serwetki na zamówienie; teraz trafił się sztandar. Pracy wiele, ale zarobek zapiwiada się niezły. Mimo wszystko jest mi jej żal. Słuchasz mnie?
Słuchałem.
- Tak wiele dla mnie robi. Po chorobie ojca, jego śmierci... yy wiesz, że ja dlatego chciałam się dostać na medycynę, ale coraz częściej zastanawiam się nad tym, czy nie podjąć pracy w restauracji. Szef cały czas mi przypomina, że jest dla mnie miejsce. Ale nie martw się. I tak będę cię odwiedzać, a o Maurycym jeszcze porozmawiamy. Chciałabym, abyś i ty z nim porozmawiał.
Wtrącałem po kilka nie niezbędnych zdań. Czasami takich telefonicznych monologów ma się powyżej uszu, ale rozmowa z Pirożką to coś innego.
Jak już się pożegnaliśmy, postanowiłem sprzątnąć co się da, lecz właściwie nie miałem wiele do roboty; Pirożka wysprzątała cały dom, a ja nie bałaganię zanadto, z wyjątkiem biurka, na którym walają się szpargały, co świadczy o męskiej niezaradności.
Najważniejsze, że Pirożla pozostawiła po sobie dyskretny słodkawy zapach lawendowych perfum.
(...)

[ 27.07.2019, Aire de Garabit, Cantal we Francji]

26 lipca 2019

KTO NASTĘPNY

Od ponad 6 lat krążę po Europie i nauczyłem się z tych wojaży przynajmniej jednej rzeczy: my, mieszkający na Starym Kontynencie jesteśmy tacy sami, a jeśli nie identyczni to bardzo do siebie podobni. Rodzimy się, chodzimy do szkół, zakochujemy się, tworzymy związki, mamy dzieci, pracę, odpoczywamy po niej, dojrzewamy, starzejemy się i wyruszamy w końcu w ostatnią podróż. 
Różnimy się od siebie pochodzeniem, kolorem skóry, religią, tysiącem rozmaitych zainteresowań; pod względem majątkowych bywa różnie, czasami dokonujemy rzeczy wielkich i takich, z których nasi bliscy mogą być z nas dumni; czasami jedbak popełniamy mniejsze lub większe świństwa, a są wśród nas i tacy, którzy z "podkładania sobie świń" znaleźli sposób na życie.
Jestem jednak przekonany, że, cytując słowa ważnej piosenki: "ludzi dobrej woli jest więcej", chociaż, o czym świadczy nasza obecna polska rzeczywistość, że i ci  ludzie dobrek woli stosunkowo łatwo poddają się manipulacji, polegającej na tym, że ktoś stara się ich przekonać, iż są lepsi od innych, a ci gorsi to oczywiście nasi wrogowie, których należy zwalczać.
Taka jest właśnie filozofia pisu, jej wodza i naśladujących go klakierów. Niestety taka jest również filozofia hierarchów kościoła katolickiego, który po prostu nie uznaje ludzi myślących inaczej, nie po katolicku, ba, nawet myślących tak jak papież Franciszek.
Cała doktryna narodowo-katolicko-socjalistycznego państwa jakie tworzy pis opiera się na podstawowym założeniu, które mówi, że Polska będzie silnym państwem, jeśli zdoła pokonać jej wrogów (wróg jest niezbędnym składnikiem tej polityki). Spróbuję ich wyliczyć:
- komuniści (właściwie wszyscy niepopierający pisowskiej doktryny, z wyjątkiem tych komunistów, którzy przyłączywszy się do pisu, pozostają pod ochroną prezesa);
- lewacy (patrz j.w. plus ludzie młodzi, którzy z komunizmem niewiele ich łączyło z racji wieku. Lewakami są "resortowe dzieci", feministki; właściwie ci wszyscy na lewo od pis;
- grupy zawodowe, tj. lekarze, sędziowie, nauczyciele, środowiska twórcze czyli ludzie wykształceni, którzy mniej są podatni na manipulacje;
- grupy narodowe i religijne, a wśród nich Żydzi, Niemcy, Rosjanie; także szeroko rozumiani uchodźcy, głównie muzułnańscy;
- wszyscy ateiści;
- środowiska LGBT;
- także Unia Europejska, właściwie prawie wszystkie państwa UE, których rządy odnoszą się krytycznie do tzw. dobrej zmiany trafiającej na grunt międzynarodowy.
A zatem jest z kim walczyć, jest się komu przeciwstawiać.
Jak każda autorytarna władza, również i ta pisowska przekonana jest o swojej nieomylności, w czym wytrwale wspiera ją kościół katolicki oraz rozbudowana do niewyobrażalnych rozmiarów propaganda rozsiewająca nienawiść w przywłaszczonych sobie na użytek rządzącej partii niedawnych mediów publicznych.
Kierunek funkcjonowania pisowskiego państwa (co jest typowe dla autorytarnych reżimów) wyznacza wódz, który ogłasza kolejne etapy walki z przeciwnikami dyktatury: po komunistach, wyborcach PO, sędziach, uchodźcach, nauczycielach przyszła kolej na środowisko LGBT, a w międzyczasie dostaje się po nosie innym, bo każdy reżim nie może istnieć bez wrogów.
Jeśli ktoś myśli, że obecna walka z LGBT to poniekąd łechtanie ludzi, którym nie po drodze z tolerancją dla osób homoseksualnych, a zatem gromadzenie prawicowego, zakorzenionego w tradycji nietolerancyjnego elektoratu, może się bardzo zdziwić, bo wcale niewykluczone, że następni w kolejności będą ludzie rudowłosi albo studenci, którzy ukończyli nie te uczelnie, za którymi optuje pis.
"Kto następny" jest w rękach prezesa, biznesmena z Torunia i hierarchów kościoła katolickiego, którzy chcą pożywić się przy rządowym korycie póki jeszcze większość społeczeństwa nie poszła po rozum do głowy i głosuje za te wyborcze 500+ .

[26.07.2019, Bocairent, Wspólnota Walencji w Hiszpanii]

21 lipca 2019

ZAPACHY I TEMU PODOBNE - fragment trzeci

(...)

"Traktat o wychowaniu" - tak go nazwałem, a przygotowywałem się do jego napisania metodycznie, mając sojuszników w dziełach pedagogicznych tuzów; ostatnio zbliżyłem się do Komeńskiego, Montessori i Rousseau. Czytałem na potęgę, jednakowoż przemyślenia własne miałem i formułowałem je na starożytnie zaprojektowanych fiszkach, które następnie umieszczałem w ponumerowanych, oznaczonych tytułami rozdziałów tekturowych teczkach.
Dlaczego uznałem, że pierwszy merytoryczny rozdział swojej pracy nazwałem "Wychowanie przez sztukę"?
Było ich na tę chwilę dwanaście, a ja zacząłem od sztuki.
Nie wiem, czy powiedzieć Pirożce, że byłaby mi pomocna w przepisywaniu moich pomysłów myślowych do edytora tekstu (pisałem odręcznie... jakoś szybciej mi szło). Ale co będę zawracał jej głowę; ma swoją medycynę, na którą już dwukrotnie się nie dostała, a teraz na dodatek przyjeżdża do niej Maurycy.
Pirożka nie jest przecież moją własnością, ma swoje życie, a obawiam się również tego, co też pomyśli o niej ten jej chłopak, kiedy się dowie, że Pirożka gros czasu spędza u mnie, opiekując się facetem po sześćdziesiątce, wyręczając go z prac, które sam mógłby bez nadmiernego wysiłku wykonywać osobiście.
Pirożka poszła już do siebie, ja ślęczę nad rękopisem, metodycznie koncentruję się nad swoim tekstem, zaglądam do Komeńskiego, myślę o odwiedzinach Maurycego i aby było tego mało, konsumuję smaki i zapachy dzieciństwa jak ten - świeżutkiej kajzerki z masłem i dżemem popijanym mlekiem albo młode ziemniaczki oblane tluszczem ze skwarkami, do tego koperek i jajka sadzone i... kamionkowa miseczka wypełniona zsiadłym mlekiem.
(...)

[21.07.2019. Aire de Puceul, Loire-Atlantic we Francji]