Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

24 kwietnia 2023

KARTKA Z KALENDARZA - 24.04.2023

 

Kartka z kalendarza na dzień 24 kwietnia 2023 roku

114 dzień roku 17 tydzień roku

Poniedziałek

Imieniny dzisiaj obchodzą: Grzegorz, Horacy oraz Aleksander, Aleksy, Bona, Egbert, Erwin, Erwina, Euzebiusz, Fidelis, Gaston, Honoriusz, Horacjusz, Jerzy, Leoncjusz, Longin, Longina, Maria, Saba, Tyberiusz, Zbywoj


Przysłowia na dziś:

„Śnieg w kwietniu goi rolę, hamuje niedolę”

„Jaskółka i pszczółka lata, znakiem wiosny to dla świata”

Słońce

Świt: 04:39

Wsch. Sł.: 05:17

Zach. Sł.: 19:50

Zmierzch: 20:28


Cytat dnia:

„By zbliżyć się do dru­giego człowieka trze­ba oder­wać się od siebie.”

- Stefan Garczyński

Tego dnia, tj. 24 kwietnia 1942 roku w Toronto zmarła kanadyjska pisarka, autorka cyklu opowieści o Ani z Zielonego Wzgórza - Lucy Maud Montgomery [ur.30 listopada 1874 na Wyspie Księcia Edwarda]



Poniżej fragment części I rozdziału V „Ani z Zielonego Wzgórza”.

Historia Ani.

 — Wie pani — mówiła Ania z ufnością — mam zamiar cieszyć się tą przejażdżką. Wiem z doświadczenia, że prawie zawsze można być zadowolonym, o ile się tego naprawdę pragnie. Tylko należy pragnąć szczerze. Więc jadąc, nie będę myślała ani o Domu Sierot, ani o tym, że tam wrócę. Będę myślała jedynie o przejażdżce. O, niechże pani spojrzy, oto zakwitła już dzika różyczka! Czy nie cudna? Czy pani nie uważa, że przyjemnie jest być różą? Gdyby też róże mogły mówić! Jestem pewna, że opowiadałyby najmilsze rzeczy. A czy barwa czerwona nie jest najpiękniejsza w świecie? Lubię ją nade wszystko, lecz nie mogę jej używać. Osoby rude nie powinny przecież ubierać się czerwono... nawet w wyobraźni. Czy pani przypadkiem nie słyszała o tym, że ktoś w dzieciństwie miał rude włosy, które zmieniły barwę, gdy dorósł?

 — Nie, nie mogę sobie tego przypomnieć — odpowiedziała surowo Maryla. — Co się zaś ciebie tyczy, nie przypuszczam, aby taka zmiana była możliwa.

 Ania westchnęła.

 — Znowu jedna nadzieja pogrzebana... Życie moje jest prawdziwym cmentarzem nadziei. Przeczytałam kiedyś to zdanie w jednej z książek i odtąd pocieszam się nim, ile razy doznaję jakiegoś rozczarowania.

 — Chciałabym wiedzieć, co stanowi tę pociechę? — rzekła Maryla.

 — To, że wyrazy te brzmią romantycznie i elegancko, jak gdybym była bohaterką jakiejś powieści. Szalenie lubię wszystko, co romantyczne, a cmentarz pogrzebanych nadziei jest chyba czymś najbardziej romantycznym... Prawie że rada jestem, iż go posiadam. Czy będziemy jechały przez „Jezioro lśniących wód?“

 — Nie, przejeżdżamy przez staw Barrych, bo zapewne o nim mówisz. Pojedziemy wybrzeżem morskim.

 — Wybrzeże morskie! ślicznie brzmi — rzekła Ania zamyślona. — Ciekawam, czy jest równie piękne, jak się zowie. Gdy pani powiedziała „wybrzeże morskie“, widziałam w myśli taki prześliczny obraz! Białe Piaski to także ładna nazwa! Ale nie taka ładna jak Avonlea. Avonlea brzmi cudnie, zupełnie jak muzyka! Jak daleko do Białych Piasków?

 — Pięć mil. Wobec tego, że będziesz zapewne bezustannie mówiła, mów przynajmniej do rzeczy i opowiedz mi wszystko, co wiesz o sobie.

 — O, to, co wiem o sobie, nie jest naprawdę godne opowiadania. Lecz gdyby mi pani pozwoliła opowiedzieć to wszystko, co zmyślam o sobie i co sobie wyobrażam, bez wątpienia zajęłoby to panią daleko więcej.

 — Dziękuję bardzo! Żadnych bajek z wyobraźni! Trzymaj się samych faktów. Zacznij od początku. Gdzie się urodziłaś i ile masz lat?

 — W marcu skończyłam jedenaście — rzekła Ania z westchnieniem, pełnym rezygnacji. — Na świat przyszłam w Bolingbroke, w Nowej Szkocji. Ojciec mój nazywał się Walter Shirley i był nauczycielem w Wyższej Szkole. Matka nazywała się Berta. Czy Berta i Walter to nie ładne imiona? Ja się tak bardzo cieszę, że rodzice moi mieli piękne imiona. Przecież to byłoby okropne, gdyby mój ojciec nazywał się... powiedzmy na przykład, Jedeniak?

 — Sądzę, że to wszystko jedno, jak się kto zowie. Chodzi jedynie o to, jaki ma charakter — wtrąciła Maryla, uważając za odpowiednie wystąpić z morałem.

 — Ha, nie wiem — odrzekła Ania w zamyśleniu. — Co prawda, czytałam kiedyś, że jeśliby nawet róża miała inne imię, pachniałaby równie rozkosznie, ale trudno mi w to uwierzyć. Sądzę, że nie byłaby tak wspaniała, gdyby się nazywała pokrzywą lub kapustą. Pewnie, że mój ojciec byłby równie miłym człowiekiem, gdyby się nazywał Jedeniak... ale byłoby mu z tym ciężko. Matka moja była także nauczycielką w Wyższej Szkole, ale kiedy wyszła za mąż za mego ojca, rzuciła posadę, rozumie się. Przecież mąż potrafi sam dać utrzymanie... Pani Tomas zwykła była mówić, że była to para smarkaczy, w dodatku biednych, jak myszy kościelne. Zamieszkali w maleńkim żółtym domku w Bolingbroke. Nigdy nie widziałam tego domku lecz wyobrażałam go sobie po tysiąc razy. Wokoło okna wił się niewątpliwie groszek pachnący, ganeczek otoczony był bzem, a konwalijki rosły na trawniku. W oknach były firanki muślinowe, bo firanki muślinowe nadają domowi pewien ton. Urodziłam się właśnie w tym domku. Pani Tomas mówiła, że byłam najszkaradniejszym dzieckiem, jakie kiedykolwiek widziała. Sama skóra i kości, no i oczy! Ale podobno matka moja twierdziła, że byłam piękna. Myślę, że chyba matka umie lepiej osądzić, niż biedna posługaczka, co przychodzi do szorowania, czy nie? W każdym razie zadowolona jestem, żem się matce podobała. Byłoby mi bardzo ciężko, gdybym wiedziała, że doznała rozczarowania z mego powodu, bo wkrótce potem umarła nieboraczka. W trzy miesiące po moim urodzeniu umarła na gorączkę. Jakże żałuję, że nie żyła przynajmniej tak długo, bym mogła wołać na nią „mamo“... Jak to musi być miło mówić „mamo“. Ojciec umarł w cztery dni po niej, także na gorączkę. Odtąd nie miałam już rodziców i, jak pani Tomas opowiadała, nie wiedziano, co ze mną począć. Widzi pani, już wtedy nikt mnie nie chciał. Takie widocznie było moje przeznaczenie.[…]


[24.04.2023, Toruń]

23 kwietnia 2023

KAWIARENKA - ROZDZIAŁ 80 - Z WIZYTĄ W „ZWIERZĘCYCH” CIŻEMKACH.

 

Leśna ścieżka dydaktyczna w Pomiechówku

ROZDZIAŁ 80 - Z WIZYTĄ W „ZWIERZĘCYCH” CIŻEMKACH.

[w którym będzie mowa o niedalekim „rozwiązaniu”, tudzież o sukcesie przedstawienia i interesujących planach pana leśniczego]

Przeszli przez kładkę na rzeczce. Pod brzegami tafle lodu spiętrzały leniwie płynące wody. Zima odwracała się plecami w dzień, powracała lekkim mrozem nocą. Tego dnia, po południu, zima przezornie się wycofała, choć oboje pamiętali o założeniu zimowych kurtek. Panu leśniczemu wprawdzie byle chłód nie szkodził - zaprawiony był w spacerach po lesie w najtęższe mrozy, natomiast pani Teresa do chłodnego klimatu w lesie dopiero się przyzwyczajała, więc może ten gruby, dłuższy szal wokół szyi znaczył tyle, iż nie całkiem jeszcze przywykła do niebezpiecznych dni lutowych. Ale w końcu wybrali się do przyjaciół zza rzeki, którym chcieli złożyć uszanowanie z wiadomego przecież powodu.

Jakież było zdziwienie, kiedy zachodząc do gospodarstwa Kosmowskich napotkali nie tylko Piotra, Joannę i jej brata Michała, ale też zobaczyli najpierw samochód, a później, witając się z gospodarzami, zauważyli siedzących przy stole w stołowym pokoju pana radcę Kracha z małżonką Jadwigą.

- A cóż to za miłe spotkanie, przyjaciele - odezwał się pan radca Krach, kiedy nastąpiło już serdeczne powitanie. - Mniemam, że państwo leśniczostwo przybyli do Ciżemek z podobnego jak i my powodu.

- Nie inaczej, panie radco - odparła z uśmiechem pani Teresa. - Chcieliśmy nacieszyć swój wzrok widokiem przyszłej mamy. Mam nadzieję, że nie przysporzymy wielkich kłopotów.

- O tak, mamy taką nadzieję… my, drodzy państwo, wiemy, że dobry gość to ten, który nie zabiera czasu swoją obecnością ponad miarę wtrącił pan radca.

- Ależ nic podobnego - zaoponowała Joanna. - Bardzo miło nam, że państwo o nas pamiętają.

- Kiedyż to rozwiązanie?

- Dokładnie czternastego, o ile mała się nie pośpieszy.

- Dziewczynka?

- Według wszelkich znaków na niebie i ziemi… to dziewczynka. Piotrusiu, zrób państwu herbatę, a może kawę… nakrój ciasta.

- To może ja to zrobię - zaoferowała swą pomoc pani Jadwiga, żona pana radcy. - Niemęska to rzecz ciasto kroić.

- A ja państwu leśniczostwu wszystko teraz objaśnię - powiedział z tym nieodłącznym humorem w każdym słowie pan radca. - Pani Joanna, jak widzicie, tryska zdrowiem, a do tego przy całej swej obecnej krągłości, nic a nic na swojej urodzie nie straciła, a wręcz przeciwnie, wzbogaciła ją kobiecością… tak, tak, dobrze mówię, bo uprzednio zdawała się być urozmaicenie piękną, ale jednak dziewczyną.

- Pan to jak coś powie… - rumieniec nie opuszczał policzków Joanny.

- Bo, proszę państwa, ja się na kobietach wyznaję i może lepiej, że Jadzia teraz w kuchni i nie słyszy jak rozpowiadam o swoich zaletach zmysłowych. Nic nie przesadzam. A oto Piotr, o którym mówi się w okolicy, że jako weterynarz bywa postacią nieprzejednaną jeśli chodzi o swą pracę, nieprzejednaną i upartą, choć zawsze trafiającą z diagnozami wobec chorych stworzeń, to w tym oto domu, kto wie, czy nie pod pantoflem swojej żony siedzi, od czasu, kiedy został sprawcą ojcowstwa. Ale, ale, nie gniewaj się panie Piotrze na te słowa, bo wypowiadający je człowiek w wieku cokolwiek bardziej skomplikowanym od pana, w onym czasie, kiedy poślubiona mi Jadwiga w ciąży z córką Anną była, również byłem takim narowistym koniem, potulnie dającym na swój grzbiet siodło zarzucić i wypełniało się, oj, wypełniało wszystkie rozkazy swojej małżonki. Nie pan pierwszy i nie ostatni.

- Wiele prawdy jest w tym, co pan mówi - wtrącił z westchnieniem mąż Joanny.

- Albowiem, panie Piotrze, winna jest temu duma, która pana rozpiera. Słuszne i sprawiedliwe to uczucie. Będziesz pan szczęśliwym ojcem, więc pana postępowanie i czcigodnym jest i zrozumiałym.

- A ja jestem dumna, że mam takiego kochającego męża.

(rzecz jasna, iż tym słowom koniecznie towarzyszył krótki pocałunek - odwzajemniony zresztą - złożony na policzku Piotra)

- A ten oto młodzian, jeden z dwóch braci pani Joasi, przez długi czas zastępuje siostrę w jej „końskich” i w ogóle „zwierzęcych” zajęciach, ba, nawet pod jej okiem hipoterapię uprawia, bo pomimo zimowej pogody, krócej bo krócej, ale te jazdy i zajęcia z końmi w tym gospodarstwie nie przepadają, za co powinniśmy pana Michała podziwiać, bo przecież na swoich włościach roboty mu nie brakuje…

- Zimą, chwała Bogu, jest jej mniej, więc i moje rodzinne gospodarstwo nie traci - odezwał się Michał.

- Na koniec powiem państwu, że niebawem panny Beata i Zuzanna przyjeżdżają, więc końskie sprawy potoczą się zgodnie z planem. Panny kończą właśnie ostatnie egzaminy przed zadaną im licencjacką pracą.

- Bogu dzięki, bo gdyby chodziło o jakąś pomoc przy maleństwu to ja… - pani Teresa nieśmiało włączyła się do rozmowy - … to ja oczywiście pomogę, i nawet wdzięczna bym była za to, abym mogła pomóc.

- Serdecznie dziękuję, pani Teresko. Chociaż opiekę, jak mi się wydaje, będę miała zapewnioną, to z pomocy pani skorzystam w potrzebie. Proszę zachodzić do mnie.

- Tak że widzą państwo, iż u państwa Kosmowskich sprawy przedstawiają się jak najlepiej, a nadto pani Joanna zachwyca jakością swoich wypieków, o czym państwo za chwilę się przekonają.

- A pan gada, gada, gada - wyrzekła pani Jadwiga wnosząc na tacy pierwszorzędnego „skubańca”, któremu towarzyszyły dwie chińskie herbatki z cytryną. - Pan gada jak w tym naszym teatrze - dodała z uśmiechem, patrząc w oczy swego męża.

- O, tak… przedstawienie się udało - wtrąciła pani Tereska. - Mój mąż był wprost zachwycony.

- To prawda. Ja, drodzy państwo - zaczął niepewnie pan leśniczy - ja tak niewiele razy byłem w teatrze… dawno temu… Tereska nagliła, ja z kolei myślałem sobie, cóż tam po mnie, ale jednak poszedłem i wyszedłem z teatru zachwycony. Pomyśleć, że są w naszym miasteczku tacy zdolni, młodzi aktorzy.

- Których, przyjacielu, wydobyła dla świata pani Majewska z wielką pomocą pani Zofii - zauważył pan radca. - I obyż tak zostało. O ile mi wiadomo, jeszcze trzy czy cztery razy spektakl będzie powtórzony, a już szykuje się nowe przedstawienie. A cóż tam u pana słychać, przyjacielu.

- U mnie, w tej leśnej głuszy? No cóż, jako że zima jeszcze nie odeszła, wycinki robię, las porządkuję od drzew, które słabują i… i wytyczam trasę… znaczy się jestem na pierwszym etapie jej wytyczania.

- A mógłby pan jaśniej, panie leśniczy? - dopytywała się pani Jadwiga.

- A mógłbym. Otóż pomyślałem sobie, że las mamy piękny, jak rzadko który, mieszany, stary i młody, z rzeczką na skraju, ze strumykami, z rozległymi polanami, które chwytają słońce o każdej porze roku… a ten las, drodzy państwo, choć po części dziewiczy, to jednak i dla ludzi. Pomyślałem sobie, że warto by było przybliżyć go amatorom końskich przejażdżek, spacerowiczom, rowerzystom. Ale nie tak, że można będzie wjechać wszędzie, bo tu zwierzyny dzikiej kraina, więc nie wolno nam zaburzyć tego porządku natury, natomiast można tak trasę poprowadzić, aby i wilk był syty, i owca cała. Odnajduję więc miejsca, do których zwierz nie zachodzi lub odwiedza je rzadko i rysuję na mapie, i sprawdzam, sam siebie do słuszności swoich przemyśleń przekonuję…

- Jakże ogromną przyjemność pan mi robi - wyrzekła nie bez powodu uszczęśliwiona Joanna. - Tylko czy nadleśnictwo kłód pod nogi nie rzuci?

- Ja, pani Joanno, także w tej sprawie przyszedłem z wizytą, domyślając się, że ucieszy pani moje postanowienie. Nie, nie rzuci mi kłód pod nogi, już moja w tym sprawa, aby doprowadzić ją do skutecznego rozwiązania. Widzi pani, jeśli nie zniszczę ekosystemu, to przybliżenie lasu człowiekowi spełni też edukacyjną rolę. Pani wie… ja umyśliłem sobie postawienie przy trasie tablic opowiadających o naszym lesie, o zwierzętach, o gatunkach drzew i roślin, o pracy leśników, o ekosystemie. Tereska mnie natchnęła… ona, wiecie państwo, odbiera las nieco inaczej niż ja… ja przywykłem do niego i wszystko w nim wydaje mi się proste i oczywiste, a Tereska jak wytrawny pedagog powiada: „chcesz aby szanowano las, aby szanowano twoją pracę, nauczaj o tym; dajesz możliwość spędzania w nim czasu na spacerze, rowerowych przejażdżkach, konno - skorzystaj z tej sposobności i naucz, oswój z lasem, niech ten i ów przystanie, niech się dowie, niech zobaczy; nie wiem, czy znalazłyby się takie nadrzędne władze, które nie zgodziłyby się na takie właśnie argumentowanie”.

- Słyszę w tym słowa mojego męża - odezwała się pani Jadwiga. I na boku do pani Tereski: - i my w takich szalonych marzycielach, my kobiety się kochamy, nieprawdaż?

I pani Teresa, i Joanna skinęły głową.

- A ciasto doprawdy znakomite - pochwalił pan Gajowniczek.

- A nie mówiłem? - powiedział z dumą pan radca.

[Pomysł: 05.02.2017, Boecillo, Castilla y Leon, w Hiszpanii]


[23.04.2023, Toruń]

FRAZEOLOGIZMY (999- 1024)

 

999. czuć czyjś oddech na plecach - ktoś zaczyna komuś dorównywać

1000. czuć pismo nosem - przewidzieć coś, domyślić się czegoś, przeczuć coś

1001. czuć coś przez skórę - wyczuwać coś intuicyjnie, domyślać się czegoś; mieć złe przeczucia

1002. czuć się jak młody bóg - rześko, wspaniale, wypoczęty

1003. czuć się jak pączek w maśle - żyć szczęśliwie, w dobrobycie; w luksusowych warunkach; bez zmartwień

1004. czuć się jak ryba w wodzie - znaleźć się w korzystnym dla siebie położeniu, robić coś, co sprawia przyjemność; robić coś, na czym ktoś dobrze się zna; czuć się bardzo dobrze, swobodnie

1005. czuć się jak u siebie (w domu) - czuć się dobrze, swobodnie poczuć się jak u siebie domu;‘zadomowić się gdzieś; zadomowić się gdzieś

1006. czuć się jak w klatce/w zamknięciu - czuć się bardzo niekomfortowo z powodu braku swobody działania, podejmowania decyzji

1007. czuć się jak z krzyża zdjęty - być bardzo zmęczony, wyczerpany

1008. czuć się / być w siódmym niebie - czuć się szczęśliwym, bardzo się cieszyć

1009. czuć się jak nowo narodzony - wypocząć, mieć dobre samopoczucie; wyspać się

1010. czuć coś w kościach/w mięśniach - być zmęczonym, wyczerpanym, odczuwać ból

1011. cudze podwórko - dziedzina, w której ktoś jest dyletantem; obce środowisko,

1012. czwarta władza - wolne media: prasa, radio, telewizja, portale internetowe; dziennikarze, publicyści

1013. czwarty krzyżyk - czwarta dekada wieku ludzkiego

1014. czym popadnie - byle czym, byle jak; przypadkowo, przypadkiem, bez zastanowienia

1015. czynić cuda - coś lub ktoś sprawia wrażenie, że dokonuje się coś niezwykłego, co dla innych wydaje się niemożliwe

1016. wyczyniać cuda - robić coś niezwykłego

1017. czystej wody - pierwszej jakości; prawdziwy, autentyczny

czysty jak łza - o człowieku: uczciwy, bez zarzutu, niewinny

1018. czysty jak łza - bardzo czysty


1019. czyścić / oczyścić stajnię Augiasza - porządkować coś zaniedbanego, naprawić czyjeś błędy

1020. czytać do poduszki - czytać coś, leżąc w łóżku, przed zaśnięciem

1021. czytać w kimś jak w otwartej księdze - nie mieć kłopotów z odgadnięciem czyichś uczuć, emocji

1022. czytać między wierszami - domyślać się czegoś pośrednio, z przesłanek, sugestii

1023. czytać w czyichś myślach - odgadywać czyjeś myśli, wypowiadać to, co inni mają na myśli; dobrze rozpoznawać czyjeś pragnienia, marzenia

1024. czytać w czyimś sercu/w czyjejś duszy - domyślać się czyichś uczuć


[23.04.2023, Toruń]

22 kwietnia 2023

KARTKA Z KALENDARZA - 22.04.2023

 

Kartka z kalendarza na 22 kwietnia 2023 roku

Sobota

Imieniny dzisiaj obchodzą: Kaja, Wanesa oraz Agapit, Gaja, Gajusz, Leon, Leona, Leonid, Leonida, Lucjusz, Łucjusz, Łukasz, Soter, Strzeżymir, Teodor, Wirginiusz

Przysłowia na dziś:

„Mokre dni kwietnia zazwyczaj wróżą, że w lecie będzie owoców dużo”

„Wczesne kaczki z żurawiami, znakiem wiosny z ciepłami”

Słońce

Świt: 04:44

Wsch. Sł.: 05:21

Zenit: 12:34

Zach. Sł.: 19:47

Zmierzch: 20:24


Cytat dnia:

„Próba robienia nowych rzeczy bez przekonania, że są dobre jest tak skuteczna, jak sadzenie nowych nasion i podlewanie ich benzyną.” - Piotr Kochanek

Tego dnia, tj. 22 kwietnia 1616 roku w Madrycie zmarł Miguel de Cervantes y Saavedra - hiszpański pisarz [ur. 29 września 1547 roku w Alcalá de Henares]


Poniżej fragment Rozdziału II „Don Kichota z La Manchy” - <O pierwszym ruszeniu w świat Don Kichota> w tłumaczeniu Walentego Zakrzewskiego.

Tak więc wszelkie przedwstępne poczyniwszy kroki, rycerz nasz nie chciał już dłużej dać czekać na siebie ludzkości, bo czuł, że każda chwila zwłoki czyni go winnym i odpowiedzialnym za wiele krzywd na świecie, za wiele nadużyć i niesprawiedliwości, którym zapobiec by było można. Owóż tedy nie dawszy nikomu najmniejszej po sobie poznaki o zamiarze swoim, jednego ranka, jeszcze przed świtem, a było to w lipcu i pogoda śliczna, ciepluchna, uzbraja się od stóp do głów, wsiada na Rosynanta, nadziewa tarczę, bierze dzidę, i małą furteczką z brudnego podwórka wyjeżdża niepostrzeżony; wymyka się w pole, uradowany nieskończenie, że tak piękne zamiary tak dobrze i łatwo spełniać mu się zaczynają. Ale zaledwie ze sto kroków od domu odjechał, straszny skrupuł budzi mu się w głowie i tak mu dogryza, iż bez mała nie zawrócił do domu i nie porzucił całkiem tak cudnych zamiarów. Przypomniało mu się, że nie był pasowanym na rycerza i że wedle obyczaju błędnego rycerstwa, nie miał prawa potykać się na rękę z żadnym rycerzem, i że choćby już nawet był pasowanym, to powinien nosić tarczę bez żadnego napisu, bo napis taki dzielnością ramienia dopiero zdobyć sobie należy, inaczej jest się tylko mleczakiem i frycem. Uwagi te zachwiały go chwilowo w zamiarze; ale że rozumowanie wszelkie ustąpić musiało przed naciskiem szału zawziętego, postanowił więc, że pierwszemu lepszemu, którego spotka, każe się pasować na rycerza, jak to czytał w książkach, że bardzo wielu już przed nim zrobiło. Że zaś terminem technicznym zbroja rycerza, który pierwszego pola jeszcze nie odbył, nazywała się bronią białą, powiedział sobie przeto, że swoją tak odnucuje, że od śniegu bielszą będzie niezawodnie. Tym sposobem ukoił się w kłopocie i ruszał naprzód drogą, wcale się o nią nie troszcząc i wybór w tej mierze zostawiając najzupełniej rozumowi konia; sądził bowiem, że to właśnie jest główną cechą powołania błędnych rycerzy. „Co za radość — mówił sam do siebie — dla przyszłych wieków, gdy czytać będą historię wypraw moich słynnych, którą mędrzec, co ją napisze, niezawodnie od tych słów zacznie: „Zaledwie promienny Apollo jął roztaczać złociste sploty płowych swych kędziorów na oblicze ziemi, a ptaszki rozbudzone dopiero witały słodkimi dźwięki przybycie pięknej rumianej jutrzenki, która wyszedłszy z łóżka od męża zazdrosnego, ukazała się śmiertelnym na krużgankach widnokręgu Manchy, gdy słynny rycerz, Don Kichot, wróg nikczemnych wczasów i miękkiego łoża, dosiadł już był dzielnego rumaka Rosynanta i wyjeżdżał na starożytne i rozgłośne wokoło pola Montielu”. Rzeczywiście stał właśnie w tej chwili na gruncie wioski tego nazwiska. „O! epoko szczęśliwa — mówił dalej — o! wieku szczęśliwy, coś się stał godnym widzenia moich wielkich i nieporównanych czynów, zasługujących na to, by je rytowano w brązie i rżnięto w marmurze na wieczną sławy mojej pamiątkę i przykład dla przyszłych kiedyś pokoleń. O! ty wielki w mądrości czarnoksiężniku! co będziesz miał zaszczyt opisywania tej zadziwiającej a prawdziwej historii mojej, kto bądź jesteś, pamiętaj, proszę cię, pamiętaj skreślić dokładnie potomności, jak dzielnym i zręcznym był ten poczciwy mój Rosynant, wierny i niedostępny towarzysz wszystkich przygód moich”.


[22.04.2023, Toruń]

20 kwietnia 2023

FRAGMENTA [3]

 


3. [DUSZA]

Opowiadał nam potem, że jego dusza dopiero siódmego dnia doczekała się swego ciała – dopiero wtedy je znaleziono na tym kawałku łąki pod parkanem, ale zaraz, trzymano je jeszcze trzy tygodnie, już to w lodowej ciemnicy, potem rozkrojono je, aby rozpoznać przyczynę zejścia i dopiero po tym czasie wykopano rów pod innym parkanem i tam wrzucono je, zawinąwszy je uprzednio w ciemną folię, przyklepano łopatami niewielki trapez grobu, a pracownicy od tego rodzaju pochówków i opiekowania się zielenią jeszcze tego samego dnia, dostawszy ekstra wynagrodzenie poszli do gospody, aby wypłukać gardło siwuchą.

Jego dusza przez ten prawie miesiąc obleciała wszystkich jego przyjaciół lub tych, których chciała nazywać swoimi przyjaciółmi, spotkała ludzi, z którymi mieszkała w starej kamienicy, a nawet dotarła do sąsiedniego miasta, gdzie w drugim mężem żyła jego żona.

Nikt z nich nie zauważył jego nieobecności, choć dusza od czasu do czasu, zwłaszcza nocą, poczynała straszyć ich wszystkich za to, że za nic mają jego śmierć.

- Niepotrzebnie w nim żyłam – powiedziała do nas, kiedyśmy po skończonej grze w karty zeszli do ogrodu i rozpalili ognisko, a następnie wrzuciliśmy w gorący żar kilka kartofli, aby się upiekły, bo przecież trzeba nam było czym zagryzać czyściochę.

Wtedy ona powiedziała raz jeszcze „niepotrzebnie” i przysiadła na takim miejscu ogniska, gdzie pojawiały się płomyki tlącej się brzozy.

Zniknęła bezpowrotnie. Możecie wierzyć lub nie – dusze topią się w płomieniach ognia.


[20.04.2023, Toruń]

18 kwietnia 2023

KARTKA Z KALENDARZA - 17.04.2023

 

Kartka z kalendarza na 17 kwietnia 2023 roku

107 dzień roku 16 tydzień roku

Poniedziałek

Imieniny dzisiaj obchodzą: Klara, Robert oraz Anicet, Aniceta, Eliasz, Innocenty, Izydor, Izydora, Jakub, Józef, Katarzyna, Paweł, Radociech,

Roberta, Salwator, Stefan, Teodora


Przysłowia na dziś:

„Kwiecień wilgotny obiecuje rok stokrotny”

„Gdy w kwietniu słonko na dworze, nie będzie pustek w komorze”


Słońce

Świt: 04:55

Wsch. Sł.: 05:32

Zach. Sł.: 19:38

Zmierzch: 20:15


Cytat dnia:

„Da­no ci życie, które jest tyl­ko opo­wieścią. Ale to już two­ja spra­wa, jak ty ją opo­wiesz i czy um­rzesz pełen dni.” - Marek Hłasko


17 kwietnia 1927 roku w Tworkach zmarł Władysław Bukowiński – poeta, krytyk, redaktor pisma „sfinks”. [ur. 4 lutego 1871 roku w Święcicach]



Poniżej sonet autora...

CMENTARZ NAD WODĄ.

Lipy, brzóz kilka, poczerniałe krzyże,

Jakieś nieznane, zapadłe mogiły —

To cmentarz wiejski! Stopy jego liże

Fala, lecz wyżej wspiąć się nie ma siły.


Komu na pomnik marmury lub spiże

Losy w odwiecznej księdze przeznaczyły,

Ten, pogrążony w mętnym życia wirze,

Nie przyjdzie spocząć tu, pod te mogiły.


Gdzieś, stąd daleko, w miast olbrzymich gwarze,

W siedliskach ludzkiej potęgi i pychy,

Inne na niego czekają cmentarze,


Większe, wspanialsze, niż ten cmentarz cichy.

Ale na wieki — po życia rozterce —

Tu spokój pewny znajdziesz, biedne serce!


[17.04.2023, Toruń]

17 kwietnia 2023

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (883 - 884) TECHNICZNE ZBOŻE. TRZEBA SIĘ CIESZYĆ.

Sandro Botticelli  -  "Primavera"

883.

No i mamy kolejną aferę, która oczywiście zdaniem pisu, aferą nie jest. Pomagając Ukrainie pis sprowadził do Polski ogromne ilości zboża rzeznaczonego niby dla głodujących w Afryce (wymyślono nazwę dla tego zboża – techniczne, aby nie poddawać go kontroli fitosanitarnej). Zboże zalega w magazynach i w wagonach, a przy okazji jest sprzedawane, gdyż można z niego taniej wyprodukować chleb. Taniej, bo ukraińskie, nie poddane badaniom zboże jest o połowę tańsze niż polskie. Rozchodzi się też o to, że teoretycznie chlebek i pochodne z tego zboża powinny być tańsze, a okazuje się, że ich ceny jeśli się miały zmienić, to poszły w górę, czyli ktoś na tym zbożu zarabia. Nie zarabiają rolnicy, których niższe o połowę ceny „zabijają”, zwłaszcza że ich zboże, jeśli chcieliby je sprzedać, oczywiście podlega kontroli. Tak więc cicha umowa z naszym przyjacielem ze wschodu rozbija nasz zbożowy rynek, a przecież należy się liczyć z tym, że wkrótce staniemy przed problemem transferu z Ukrainy technicznych kurczaków, gęsi czy innych prosiąt. Po czasie, który ja osobiście nazywam „nachapaniem” się przez znajomków pisu taniego zboża, minister rolnictwa, którego poprzednicy zajmowali się głównie dawaniem zezwoleń na wycinkę lasów, zareagował ostro, no i rząd, bodajże dzisiaj, ma podpisać z rządem ukraińskim umowę na wstrzymanie importu zboża, jak i też, być może innych produktów rolniczych. Unia Europejska już zareagowała na tę samodzielną decyzję o wstrzymaniu dostaw zboża dla Polski, gdyż wspólna polityka rolna jest w gestii UE. Spodziewam się teraz kolejnego ataku pisu na UE. <no jak to, to my, rząd ratujemy nasz kraj przed nadmiernym przepływem ukraińskiego zboża, a Unia Europejska blokuje naszą decyzję>. Tyle że, gdyby pis poważnie podchodził do Unii, można by było dojść do porozumienia z Bruksela w kwestii importu zboża i wyznaczyć np. limity zboża, które mogłyby przyjąć państwa UE z zastrzeżeniem zakazu sprzedaży tego zboża na terenie UE i w ten sposób mielibyśmy problem rozwiązany. Afera ta przypomina nieco aferę węglową (wzrastający ostatnimi czasy zakup węgla z Rosji), w której po nosie dostali zarówno górnicy , jak i też kupujący węgiel.

Ciekawym, czy rolnicy ponownie gromadnie będą głosować na pis.

884.

Ponieważ mój stan zdrowia nie ulega poprawie (z czego ucieszy się pewna pani), może zaistnieć konieczność zamilknięcia kawiarenki na jakiś czas (miejmy nadzieję, że nie na zawsze – tu smutek ogarnąłby pewną panią, która ma zwyczaj w brudnych buciorach wchodzić do mojego domu, więc w przypadku zamknięcia go na cztery spusty, nie odwiedzi go, aby właściciela opluć). Ale, na poważnie – ci, którzy piszą bloga, rozumieją, że to działanie ma wiele wspólnego z nałogiem i bardzo trudno się tego wyzbyć, choć niektórym się to udało. Z tego powodu obiecać nie mogę, że pisać przestanę – owe przerwy, jeśli się zdarzą, oznaczać będą to, że jakość mojego zdrowia raczej nie predestynować mnie będzie do pisania w kawiarence oraz do czytania i komentowania blogów znajomych, jak to miało miejsce już raz w przeszłości.

Tymczasem zanosi się na prawdziwą Wiosnę i z tego trzeba się cieszyć!


[17.04.2023, Toruń]