Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

05 października 2014

Coś się lubi

1)
Joseph Grand, urzędnik merostwa w Oranie to jeden z głównych bohaterów "Dżumy" Camusa, powieści, która poczytuję sobie na krótkich postojach, ufając że w nadchodzący weekend przeczytam więcej. Otóż Grand wg Camusa urodził się w Montelimar, gdzie się na chwile zatrzymałem.
Ale nie o tym miało być.
Jest kilka sytuacji, zjawisk, miejsc, jakich nie znoszę. Takimi miejscami są puste, wakacyjnie puste szkoły.
I oto, jaka piękna odmiana! Byle wioska, miasteczko, miasto - tłumy dzieciaków na przyszkolnych boiskach, licealiści i gimnazjaliści siedzący na na ławkach, murkach, z teczkami na kolanach, czekający na zajęcia po obiadowej przerwie. Albo ten gwar i hałas, rzędy maluchów lub dorastającej młodzieży zmierzające do kina, na stadion, do muzeów, do domu kultury, biblioteki, albo po prostu na łąkę, podmiejskie wzgórze, byle gdzie.
Skąd ja znam te klimaty! Tych klika lat wymian z francuskimi szkołami oswoiło mnie z podobnymi widokami. tego nie da się zapomnieć tak łatwo.
2)
Przyznam się do pewnej słabości - lubię widok kobiet z dziećmi. Z dziećmi pod każdą postacią: dorastającą (wtedy jest się kumpelą i powierniczką własnych tajemnic matce) ale też w młodszym wieku szkolnym i bliską niemowlęciu.
Szczególnie lubię kobiety z małymi berbeciami, tak małymi, że ma się trudność w rozróżnieniu płci. Berbecie noszone są na ręku, w nosidełku; siedzą sobie w samochodowym foteliku albo leżą w wózeczku; czasami dołączone są jako najbardziej pożądany balast do roweru. Bywają też kobiety noszące te najmniejsze z najmniejszych - we własnym łonie.
Co na to począć, że lubię...
Chce takie jedno z drugim przejść przez ulicę, z daleka zwalniam, przystaję jak kobieta i "toto" grzecznie sobie przechodzi/przejeżdża. Czasami "toto" uśmiechnie się i wzrokiem odprowadzi jakby dostrzegło za przednią szybą auta kierowcę - żyrafę.
Nie będę ukrywał, że niby od niechcenia, lecz w pełni świadomie, zerkam do wózka, puszczam oko albo robię taki przesympatyczny wyraz twarzy pojawiający się na mojej mordce w specjalnych okolicznościach przyrody, na co berbeć zwykle reaguje wybałuszając ślepia, unosząc pulchną łapkę, a myśli sobie przy tym: "A cóż to za kawalarz z tego dorosłego zwierzęcia"?
Na matki tych dzieci spoglądam z życzliwością i tylko z obawy o to, aby nie wzięto mnie za wścibskiego plotkarza, a może i za jakiego zboczeńca co to na dzieci poluje i zjada je na niedzielne śniadanie, nie zagaduję matek w rodzaju: "Ile "toto" ma lat? Jakie śliczne! jak się "toto" chowa? Jak bardzo podobne do matki! Musi być pani bardzo szczęśliwa!"
Mógłbym tak w nieskończoność i to bez żadnych erotyczno-uwodzicielskich podtekstów, choć powiem otwarcie, że kobiety z dziećmi, do których zaliczam również kobiety w ciąży, maja w sobie to "coś".
Niejednokrotnie widuje kobiety, które swoje pociechy dawno temu odchowały i teraz niańczą wnuki. Takie obrazki wszakże można również zobaczyć w Polsce, choć, zdaje się, że częstotliwość spotykania zestawienia: matka/babka/opiekunka - dziecko jest we Francji większa.
Myliłem się, sądząc że przyrost naturalny we Francji związany jest głównie ze zwiększoną prokreacją wśród ludności napływowej: afrykańskiej i azjatyckiej. Pewnie ten fakt ma swoje znaczenie, lecz również rodowici Francuzi kochają się efektywnie.
Oczywiście nie nie wiem i nie zapytam się Francuza czy Francuzki o to, czy dziecko podrzucone zostało pobłogosławionym urzędowo lub kościelnie polu, czy też niecny bocian upuścił dzieciątko przypadkiem (co nie oznacza, że bez miłości).
Ważne, ze rodzą się dzieci, bo z dziećmi, choć trudniej ale zawsze weselej i niech mi żadna rodzima niewiasta nie mówi, że dziecko... no może i tak, lecz zabiera ono urodę. Dość tych bzdur!
(problem z dziećmi rozsiadł się u nas w innym miejscu: lęk przed utratą pracy, brak żłobków, przedszkoli, głodowe zasiłki, etc.)
Niech taka jedna z drugą nie myślą sobie, że z daleka będę przed nimi zwalniał bieg auta.
Skoro chcesz sobie zaczekać na dziecko, możesz zaczekać aż przejadę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz