Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

08 października 2014

Winnym szlakiem w stronę Saint-Emilion

Nie można nie zauważyć, że Francja, zwłaszcza ta, wystawiona na działanie promieni słonecznych, kąpie się w winie, czy inaczej, porasta winoroślą. Słodkowodny, nizinny leszcz jakim jestem, nie specjalizuje się w meandrach "winnych" smaków, aczkolwiek docenia ów trunek poddany uprzednio błogiej fermentacji. Z pewnością upodobał on sobie onegdaj wino z doliny Sancerre, choć z uwagi na miodową słodkość preferuje napój z winnic nad rzeką Layon.
(otóż i roślinność z tych okolic dająca winne owoce)
Winorośl pięknie dojrzewa na południu Francji, wspartej o Morze Śródziemne, w Prowansji, wzdłuż Loary i Rodanu, a na północy w Szampanii i Alzacji.
Bogiem a prawdą okolice Bordeaux słyną z najobszerniejszych i najsmaczniej wyglądających winnic, gdzie dominuje owoc o barwie ciemnej, granatowej jak rodzime, sporo mniejsze leśne jagody. Wygląda to mniej więcej tak:
Trzeba przyznać, że rolnictwo oplecione winoroślą ma się we Francji dobrze, a winnice wyglądają niejednokrotnie jak małe pałace i zameczki, co może świadczyć tyleż o zamożności winiarzy, jak i też o historycznej ekskluzywności uprawy winorośli i produkcji wina. Bo trzeba wiedzieć, że produkcja win to nie zadanie wielkich korporacyjnych zakładów, lecz intratne "rzemiosło chałupnicze". I dobrze, choć trzeba znawców, aby doszukać się różnic w smaku i zapachu win z tego samego regionu.
Tym sposobem, kuszony widokiem winnic i zapachem tych wytrawnych "bordelais" i tych słodszych "anjou"  docieram do pięknego winiarskiego miasteczka Saint-Emilion. To doprawdy miasteczko nad miasteczkami, uznane za skarb kultury przez UNESCO razem (koniecznie) z winnicami. Po francusku - kamienne domy i uliczki; szerokie, rozległe dachy, po południowemu, o niewielkim spadku, prastary kościół i zameczek, a uliczki starego miasta wypełnione turystami. Saint-Emilion okazuje się, poza Paryżem, jedynym miejsce na trasie, w którym język francuski nie jest dominujący. W restauracji na powietrzu słychać twardy, wesoły i zbyt głośny angielski-amerykański; gdzie indziej hiszpański, niemiecki i oczywiście któryś z języków dalekiego wschodu; na mój gust japoński, bo towarzyszą mu kamery i aparaty cyfrowe. Ale zwiedzać warto. Miasteczko ma w sobie to coś. Jednorodna późnośredniowieczna architektura zachwyca. Spojrzysz z tarasu widokowego nie opodal kościoła i masz pod sobą miasteczko, jego place, dachy, wąziutkie uliczki, a dalej bajeczne winnice, wypełniające rozległą dolinę.
Ta historyczna ekskluzywność ma swoją cenę. Wino z okolic Saint-Emilion jest drogie, pamiątki i gadżety powiązane z miastem podobnie. Są ewidentne problemy z zaparkowaniem auta. Ale nie odstrasza to turystów. Wręcz przeciwnie. 
Wracam do auta pozostawionego poza miastem w jedynym miejscu, gdzie mogłem stanąć, kuszony ponętnymi kiściami winogron opalających się w popołudniowym słońcu.
Saint-Emilion - fragment miasta z tarasu widokowego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz