Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

01 października 2014

Sowy

Do Mezieres-sur-Cousesnon przyjeżdżam o 2.30, w środku pięknej, gwiaździstej nocy. Jedynie podświetlony zegar na wieży kościoła rozprasza ciemność jaskrawiej od gwiazd. W tej czerni nocy migoczących punkcików na firmamencie jest znacznie więcej, niż może się wydawać tym, którzy śnią w otoczeniu sztucznych świateł miast i wiosek.
W samym centrum miasteczka, gdzie zamierzam spocząć do świtu wita mnie parka sów, które przelatują tuż nad moją głową. Niedaleko stąd nienażarte sowie dziecię drze się wniebogłosy, oczekując kolacji choćby w postaci płowej, popielatej myszy. 
Przywykłem już do tego, że francuskie wioski i miasteczka, zwłaszcza te mniej zasobne w sztuczne oświetlenie, w dzień jasny i pogodny wyglądają zgoła inaczej. Noc  bywa zdradliwa. Każe wierzyć, że ponura czerń, w którą ubrano wioskę czy miasteczko, ma zadanie wzmacniać tajemniczość miejsca i wywołać zgrozę i strach. Z kolei poranek bezczelnie pozbawia miejscowość nie tyle uroku, lecz niedawnych lęków rodem z filmu o wilkołakach. 
Póki co mamy jednak noc upiorną; sowy krążą tak cicho, tak bezszelestnie; pojawiają raptownie nad kabiną auta, niemal się o nie ocierając jedwabistych piór skrzydłami.
Ależ co to była za trasa do Mezieres! Już nie tylko zajączki-króliczki, lecz dostojny, słusznych rozmiarów lis pojawił się na nocnej drodze. I cieszę się, peżociku, żeś go nie rozdeptał. Na cóż komu jego futro, krwią splamione, zgniecione futro, gdybyś przypadkiem zechciał podarować je zacnej pani. Ponadto, o ile się nie mylę, lisie poszycie futer damskich i kołnierzy wyszło już z mody.
Tak jak podarowałeś życie lisowi, peżociku, tak i zwolniłeś przed sową, która ledwie musnęła skrzydłem przednia szybę auta, co z kolei przymusiło kierowcę do odruchowego skłonu głowy przed nagle wyrosłym przed oczami skrzydlakiem.
Inna z kolei sowa (zaiste, opowiastka z sowami w roli głównej) stanęła pośrodku drogi i kiedym, na szczęście zbliżył się do niej powoli i przyhamował jeszcze, nie dość, że psotnica w ogóle do góry się nie poderwała przed nadjeżdżającym autem, to pewna własnego bezpieczeństwa wykonała lekceważąco, dwa kroki wstecz jak torreador przed bykiem, ustępując drogi peżocikowi.
Ot, polubiły mnie sowy tej nocy.
Tak myśląc i oddając sprawiedliwość, że darzę te niezwykłe ptaki ogromnym szacunkiem, zasnąłem prędko, wbrew horrororystycznej scenerii nocy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz