Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

04 października 2014

Mistral

Zjeżdżając z Pirenejów robię tu i ówdzie zdjęcia z samochodu. Ale spokojnie. Mam dwie ręce i uważam. 
Pogoda przecudna. Ani jednej chmurki. Zjeżdżam coraz szybciej do Morza Śródziemnego mijając miedzy innymi plantacje winogron, skromniejsze niż w okolicach Bordeaux, bardziej wysuszone i widać, że częściowo splądrowane przez niedawne zbiory na osłonecznionych wzniesieniach. Zmierzam do Beziers, które wita mnie przenikliwym wiatrem, wiejącym nie wiadomo skąd i dlaczego. Przecież nie zanosi się na zmianę pogody - niebo czyste i błękitne po włosku.
Zowią ten wiatr mistralem, o czym upewniam się wymieniając parę zdań na jednej ze stacji benzynowych. Uważany jest za chłodny, by nie powiedzieć zimny. Ten mistral jest pierwszym podmuchem, jaki pojawił się po mijającym lecie, jest więc ciepły, przeraźliwie suchy, lecz momentami dokuczliwy i gwałtowny. Lepiej nie otwierać okien auta na przestrzał.
Śródziemnomorski krajobraz w czasie mistralu rozczarowuje . Wyschnięta trawa, skąpa roślinność na wzgórzach, drobne, karłowate iglaki i te przyschnięte plantacje winorośli. 
Jadąc już z Breziers do Avignon widzę kilka wyschniętych rzeczek-widm i ten wiatr zrzucający liście z nielicznych drzew wzdłuż trasy.
Podobno mistral źle wpływa na samopoczucie i, jak głoszą legendy, z nastaniem mistralu ludzie o słabej kondycji psychicznej popadają w obłęd. Mnie też nie jedzie się za specjalnie. Wlokę się niemiłosiernie i drogi ubywa bardzo powoli. Dodatkowo napotykam wyjątkowo kiepskie jak na Francję szosy. W Montpellier nie zatrzymuję się, choć z okien auta zaciekawia mnie oryginalna architektura nowych bloków. Widać tę przestrzeń, choćby na balkonach, widać odwagę projektantów starających się odróżnić jeden blok od drugiego.
W Avignon, gdzie mam rozładunek i wczesny wieczór przed sobą, przechodzę (niestety bez aparatu) przez stare miasto. Urokliwa, romantyczna architektura, uliczki wąziutkie jak szyjki gęsi i jak w każdym francuskim mieście zanurzonych w historii na starówce pełno kawiarenek, kafejek, ogródków piwnych, barów, sklepików.
Następnego dnia biorę kurs na Grenoble, a później jeszcze wyżej w Alpy. In Bliżej gór, tym spokojniejszy mistral. Przed Grenoble, jadąc od południa, po obu stronach drogi obserwuję niecodzienny dla Polaka z mazowieckiej niziny widok:  sady, a właściwie lasy orzechów włoskich.
Przejeżdżam zakorkowane Grenoble i udaje się na nocleg do Gieres, gdzie byłem w sierpniu.
Mistral zniknął bez śladu. Cisza i spokój. Uspokajam się. Nie poddałem się obłędowi, choć już wkrótce okaże się, że suchy i dokuczliwy mistral odciśnie swoje tajemnicze piętno także i na mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz