Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

03 października 2014

Jeszcze raz Pireneje

Tym razem wjeżdżam w Pireneje nocą, najpierw te średnie a później wysokie, we wschodniej ich części a konkretnym celem jest Saillagouse, leżący na wschód od Andory. Zatem nocą wjazd a wczesnym rankiem, po dwóch godzinach snu, wielki szus w dół ku Morzu Śródziemnemu. 
Obserwuję ciekawe zjawisko w średnich Pirenejach. Nieodżałowany Wicherek powiedziałby, że mamy do czynienia ze zjawiskiem inwersji, której efektem jest to, że temperatura powietrza w dolinach i niewysokich partiach gór jest niższa od tej na szczytach lub powyżej dolin. W dolinach odnotowuję więc 13 stopni Celsjusza, podczas gdy na wzniesieniach temperatura sięga dwudziestu stopni i to na przestrzeni 10-15 kilometrów.
W wyższych partiach gór zjawisko to zanika. Prawdziwa wspinaczka zaczyna się 40 kilometrów przed granicą z Andorą, kiedy droga rozwidla się właśnie w tamtym kierunku, a jej drugie ogniwo to Barcelona. Jest noc, więc nie odczuwam wysokości, poza tym, że pod sobą i nad sobą dostrzegam światła górskich wiosek. Przez długi czas jadę za tirem z przyczepą wypełnionym po brzegi kłodami drzewa. Aż nie chcę myśleć, co stałoby się, gdyby choć jeden kloc uwolnił się spod zacisku zabezpieczających go łańcuchów. Wspinaczka ciągnie się przez około 25 kilometrów, wolniej za tirem, a później niewiele szybciej w samotności.
Z podziwianiem krajobrazów muszę zaczekać do świtu.
Trasa powrotna, dodatkowo remontowana na pewnym odcinku, jest niebezpieczna, choć stan drogi nie budzi zastrzeżeń. Połykam serpentynę za serpentyną powoli i nawet udaje mi się zrobić kilkanaście zdjęć przez szybę - na przystanek nie mam czasu.
Pireneje są inne niż Alpy. Wyrastają wprost u dróg, bardziej krętych i równie stromych jak te alpejskie trasy. Same góry są mniej skaliste niż Alpy, bardziej rozległe niż Tatry, bardziej "łyse" w szczytowych partiach niż Beskidy czy Bieszczady. Są po prostu niezwykłe i jedyne w swoim rodzaju, brunatne skały z rozległymi skąpo zielonymi dolinami, na których pasą się owce i kozy. Pomyśleć tylko, że w tych trudnych warunkach żyją ludzie; domy budowane są wprost na skałach; miejscowości wąskie, ciągnące się wzdłuż jedynego, przechodzącego przez nie szlaku.
Nie ukrywam, że pokochałem te góry, choć pozostał mi pewien niesmak z poprzedniej podróży, kiedy to byłem niemal świadkiem śmiertelnego wypadku, jaki się zdarzył na jednej z serpentyn. Poniósł w nim śmierć kierowca dostawczej renówki, która została uderzona na zakręcie przez naczepę tira zjeżdżającego ze wzniesienia. Stało to się minuta-dwie zanim sam rozpocząłem zjazd ze wzgórza.
Ciekaw jestem, czy na tym zakręcie postawiono już krzyż. 
W laickiej Francji przy drogach, tak jak w Polsce, stoją krzyże, ku przestrodze dla jadących tymi drogami, ku pamięci o tych , którzy już nie dojadą.

w Pirenejach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz