Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

16 października 2014

Passio [część druga]

2.
- Człowieku, przecież ja ją znam - wykrzyknąłem, kiedy rzucił najpierw na stół kilkadziesiąt kartonów i nieoprawionych płócien, co utworzyło pokaźną stertę prac, tylko tych, które przyciśnięte obaloną sztalugą leżały w rogu pokoju. A były tam szkice węglem, ołówkiem i brunatną kredką, tłuste pastelowe sztyfty i transparentne akwarele, ciężkie, nasączone barwą oleje i radosne, jasne gwasze ze starannie poprowadzonymi konturami postaci, złote i błękitne tempery, w których odtwarzana postać zdawała się być podobna pisanej cieniutkim włosiem ikonie i na szorstkim papierze naniesione kredy, nadające tłu słoneczną radość poranka.
- Tyleś tego namalował! -- nie nadążałam wzrokiem za kolejnymi cudami jego wyobraźni.
Wszędzie i wszędzie postać młodej dziewczyny, niskiej, uśmiechniętej, o włosach niedojrzałego żyta... ta sylwetka w przeróżnych pozach: siedzącej, klęczącej, stojącej, leżącej na wznak, na boku, w arcyniewygodnych pozycjach zanurzonych w zieleni łąk, przepastną mozaikę kwiatów, opadłych liści, wzgórz piaszczystych, wąwozów; wśród mchów, na tle lasu, rozlanego wartkim nurtem strumienia, w aureoli wschodzącego i zachodzącego słońca, wreszcie postać samotna, pokazana na jednolitym tle, jakby ulepiona z gliny, wyciosana z pnia drzewa, posągowa i alabastrowa, szukająca podobieństwa w greckiej rzeźbie i średniowiecznych freskach, postać zawsze ubrana w niezliczoną masę sukien zwiewnych, bawełnianych i lnianych koszul, bluzek bliskich ciału, podtrzymujących i chroniących piersi, spódnic spinających uda, szlafroków ożywionych różowym impetem barw, spodni obcisłych, podkreślających doskonałość kształtów.
Jedynie oczy i włosy dziewczyny pozostawały niezmienne, bez względu na zastosowaną technikę. Jeśli projektowane w kolorze - oczy miały barwę lazurowego błękitu; jeśli szkicowane - gałki oczne przesadnie wielkie, doskonale okrągłe, podążały za obserwatorem. Włosy natomiast, zawsze falujące, średnio długie, o przytoczonej wcześniej barwie żyta, jaśniały na każdym tle, jakby emanowały z samych siebie światłem równoważącym słonecznie wiązki promieni.
Przeglądałem te prace jak pergaminowe kartki starych manuskryptów, z szacunkiem i zachwytem, którego'm nie spodziewał po sobie. A potem podawał mi obrazy ukończone i oprawione w ramy, proste, bez zdobnych ornamentów. I wszędzie na nich ona, jedyna muza, jedyna żyjąca i nieśmiertelna postać, wybrana i służąca wiernie artyście.
- Kochałem ją, wiesz - przemówił nagle i za chwilę poprawił - kocham ją i kochać będę, aż serce mi zgaśnie. Pamiętasz ją? 
Jakże miałem jej nie pamiętać. Była jedną z tych dziewcząt, które nie mogły zostać nie zauważone. Nie sądziłem jednak, że dla Adama ona stanie się obsesją jego życia.
- Teraz wiesz, dlaczego ja... tutaj... dlaczego wtedy musiałem skończyć ten szkic. Każdy człowiek ma prawo do swojego obłędu. Nikt nie może zabrać mi tego prawa.
- W sumie każdy człowiek może stać się takim, chyba że od urodzenia cierpi - powiedziałem - ale ty przecież nie urodziłeś się taki. Przecież pamiętam...
Spojrzałem w jego oczy i nagle odkryłem, że nie dostrzegam w nim niczego, co mogłoby świadczyć o odmienności jego psyche. Być może w moich oczach on mógłby zobaczyć to, czego ja poszukiwałem bezskutecznie w jego oczach.
- A możesz mi powiedzieć - zacząłem niepewnie, a głos mój był tak ściszony, że niemal niesłyszalny dla niego - jak to się zaczęło? Dlaczego?
- Bałem się powiedzieć, że ją kocham. Tak bardzo bałem się odrzucenia. Nie potrafiłem, rozumiesz? Zbyt silny to był ból. Ona była na wyciągnięcie ręki, a jednak nie podałem jej dłoni, nie dotknąłem jej, nie przytuliłem, nie powiedziałem jej nic i... odeszła sobie, nie ode mnie, bo nigdy jej nie miałem, po prostu odeszła, wyjechała... i wtedy zacząłem cierpieć, i nie znajdowałem niczego, czym mógłbym ją zastąpić, a zastępować nie chciałem, i w końcu musiało się tak stać, trzeba odpowiadać za swoje błędy, jak mnie głowa boli.... zupełnie jak wtedy, kiedy pierwszy raz straciłem ją z oczu i starałem się jednocześnie zapamiętać jej twarz, jej sylwetką, coraz to bardziej oddalającą się, znikającą we mgle wspomnień, i tak bardzo chciałem ją zatrzymać przy sobie, nie wiedziałem jak to zrobić, musiałem więc malować, boli mnie głowa, Piotrze, będziesz musiał zawołać siostrę, ten ból jest nie do zniesienia... zaczekaj jeszcze... chcę ci powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem, niewiarygodnie szczęśliwym i kocham ten swój obłęd, chociaż strasznie mnie boli głowa...

Wezwana przeze mnie pielęgniarka wstrzyknęła mu dożylnie lek, po którym zapadł w sen. Niespodziewanie szybko zadział.
Rok później, we wrześniu, nad samym ranem obudził mnie telefon. Dowiedziałem się, że Adam K. zmarł śmiercią naturalną tej nocy, a przyczyniła się do tego niewyleczona infekcja górnych dróg oddechowych.
Prozaiczna śmierć ubliżyła jego cierpieniom.

1 komentarz:

  1. Przeczytałam obydwie części.
    Bardo Ci za tę opowieść dziękuję.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń