Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

10 października 2014

Strasznie polityczny post

Mam nadzieję, że w czasie wyborczego szaleństwa będę poza krajem. Asumptem do powyższego zdania niech będzie nagła zmiana decyzji szanownego pana posła zegarmistrza Nowaka, który posłem być z własnej woli pozostanie. Poseł Nowak wszak nie krowa i poglądy zmieniać może. A że przy okazji jest podłym, zapchlonym kłamczuchem, cynicznym oportunistą i pospolitym tchórzem bez krztyny honoru, to już dalsza sprawa. Zapewnia pan poseł, że ta zmiana decyzji jaką podjął, podyktowana jest jego troska o wyborców, którzy życzą sobie obecności pana posła w sejmie. I co, chcecie tego kochani głosujący na Platformę? Podoba się państwu postawa pana posła? Bierzecie z niego przykład?
Słowo wam mówię wyborcy wszelkich partii, że prędzej wrzuciłbym do wyborczej urny zakrzyżakowanego pijaczka spod przysłowiowej budki z piwem, aniżeli przystojniaka Nowaka. Tamten bowiem, choć pozbawiony równowagi, ma ten swój zawodowy honor i przed marketem przepuści panią z dzieckiem, jeszcze komplementem trzaśnie, a grzecznie się ukłoni. A jak nawet o te brakujące do napoju dwa złote poprosi, to przecież że z kulturą, taktownie i bezpośrednio, a za datek z wdzięcznością podziękuje, względnie odwdzięczy się popilnowaniem auta. No i nie narzekałby na to, że w sejmie mało płacą, na co panowie Kalisz z Poncyliuszem utyskują. Ja, panie Kalisz nawet rozumiem, żeś pan od niedawna dzieciaty i zjeść słusznie pan potrafisz, lecz jakoś mi się zdaje, że nikt pana posła do poselskiego chlewu za ryj nie ciągnął. Trza było się mądrzyć na sądowej sali, albo do urzędu pracy dla bezrobotnych iść; tam ciężkie pieniądze dają.
Myślałem ja sobie, że damy i huzary posłowie, tudzież rządy nasze prześwietne to na tych ruskich wypinają tyłek jeno z tego powodu, że w tej postawie łacniej liznąć amerykański. Kiedy jednak widać jak na USG, że z onego wypinania tyłków korzyści żadnych dla gospodarki polskiej nie przybędzie, a ośmielam się twierdzić, że jest odwrotnie, tom kontynuując myślenie, spodziewał się, że taki jeden baran z drugim zrozumie, że zakochanie się w Poroszence, albo pięknej Julii to jedno, a dbać o gospodarkę kraju, to co innego, i śmiem mniemać, że to drugie ważniejsze.
A tu nic. Jak byli głupcami, tak i pozostali nimi.
Zafascynowała mnie też scenka taka, że jeden taki gość niespełniony (imię Lech mu na chrzcie dali; to ten, co Moskwę zamiaruje wziąć ogniem i mieczem) przede Thianybokiem z ukraińskiej, faszystowskiej Swobody nisko się kłania, a oczka miłośne puszcza. Tenże Thianybok, bodajże w lutym, chwalił się koledze z partii, że ma dość sił, aby Polakom drugi Katyń pokazać. Koleżanką Thianyboka z partii jest niejaka pani profesor Iryna Farion (to ta pani, która ukraińskim dzieciom posiadającym rosyjsko brzmiące imiona kazała się wynosić do Moskwy i gromkim "brawo" pochwaliła spalenie żywcem parędziesiąt mieszkańców Odessy), która pragnie odebrać Polsce obszar 19,5 tysiąca kilometrów kwadratowych, czyli dokonać rewizji granicy polsko-ukraińskiej. Znaczy się, że panu byłemu Wałęsie prezydentowi, pomysł pani Iryny przypadł do gustu? I jest za swój gest chwalony?
Albo taki były premier i minister z krainy żubrów, pan Cimoszewicz Włodzimierz. Kiedyś rzekłoby się:  swój kawał chłopa, choć podtopionym na Dolnym Śląsku przygadał, to z profilu zdawał się być całkiem do rzeczy podobny. A tu gruchnęła wiadomość, że Cimoszewicz Włodzimierz pana Putina się strasznie boi i z puszczy jeno na odpust w Białowieży wyłazi, albo na jaki wywiad. Tak sobie myślę, że może pan Włodzimierz w czymściś panu Putinowi podpadł, że go tak strach oblatuje jak nigdy dotąd w dorosłym swym życiu w krainie żubrów. W każdym bądź razie, były pan premier radzi chłopom od jabłek, cebuli i ogórków, żeby nie pomstowali na ruskich, że nie kupują ich krwawicy, a lepiej niech lemiesze na działa a kosy na rakiety przerobią, to wtedy Cimoszewicza pana przed Putinem obronią i strachał się nie będzie.
Ale zanim do uryny, wróć, do wyborczej urny przybędą Polacy na Platformę i PIS głosować na wyścigi, która z partii zacniejsza jest i której koryto tą razą się należy, najpierw samorządowe będzie głosowanie.
Zaglądam ja więc do lokalnego internetowego medium, aby spojrzeć na kogo głosować nie będę i patrzę na nieśmiertelne mordki. Stara SLD-owska wiara trzyma się świetnie, tyle że szyldu SLD jakoś się wstydzi. Sztandarowi działacze lewicy (tfu, na psa urok, taka z nich lewica jak ze mnie pies chojrak) jakoweś samorządowe pokolenie zawarli. Wszystko kumple do kielicha, krzykacze a krętacze po raz nie wiadomo który, jak zimową porą te łosie do paśnika się zlatują. A umyślili sobie, że skoro Millerowe lewicanty w dolnej części stanów niskich (poziom procentowy średniej klasy wina), to przecież logo SLD im nie pomoże, a wręcz przeciwnie, kacem się odbije i stąd pomysł ten nieświeży na zmianę barw sportowych koszulek. 
Wracając do początku, rad byłbym nie tylko w śmiechowisku wyborczym nie uczestniczyć, ale też trzymać się odeń z dala. Może los ześle na mnie tę łaskę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz