Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

11 lipca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (461 - 463) O SPORCIE INACZEJ. ZE STRACHU. SZCZUJNIA.

 



461.

Nagromadziło się mnóstwo różnych ciekawych wydarzeń w lipcu. Akurat dzisiaj kończy sie piłkarskie Euro (w Copa America mistrzem została Argentyna po zwycięstwie 1-0 z Brazylią), kolejny etap Tour de France i jeszcze parę innych wydarzeń i zachowań, o czym w innym punkcie.

Oczywiście postaram się obejrzeć finał Anglia - Włochy, ale niejako z obowiązku, trochę z przywiązania do "tradycji", bo piłka nożna nie jest dziedziną życia fascynującą mnie, głównie z powodu przerostu komercyjnej formy nad sportowej rywalizacji treścią. Gdzieś przeczytałem, aha na portalu NOiZZ: "okazuje się, że Leo Messi zarabiał w niecały tydzień równowartość pensji, na którą szeregowy pracownik sieci KFC musiałby pracować 165 lat". Nie wiem, czy to prawda, sam nie obliczałem, ale raczej w to wierzę. I to mi się we współczesnym sporcie nie podoba.

Kiedyś mówiono tak: piłkarze (inni sportowcy również) muszą dużo zarabiać, bo ich sportowa kariera nie trwa wiecznie, a przy okazji ta kariera niszczy ich organizm. Trochę niemądry ten pogląd, bo znaczyłoby to, że człowiek, który, dajmy na to, kopie piłkę, po czterdziestce do niczego się fizycznie i psychicznie nie nadaje.

Dysproporcja w zarobkach pomiędzy "normalnymi" a "anormalnymi" ludźmi przekroczyła wszelkie skale przyzwoitości. Ludzie na ogół są tego świadomi, ale w sumie sami napychają portfele najbogatszym, cokolwiek zdolniejszym od siebie i tego w świecie komercji i konsumpcji się nie zmieni, choćby nie wiem co. Trzeba by chyba mózgi ludzkie wywinąć na drugą stronę. I jeszcze jedno - ta nadnaturalna dysproporcja nie występuje li tylko w sporcie, żeby było jasne.

Znacznie milej oglądam Tour de France. I powtórzę w tym miejscu jeszcze raz: względy sportowe występują na drugim miejscu, nie kibicuję poszczególnym kolarzom, choć podziwiam tych, którzy samotnie lub w nielicznej grupie walczą o zwycięstwo etapowe. W żadnym wypadku nie kibicuję kolarzom podającym bidony liderom danej grupy, tym, którzy mając wyznaczone przez dyrektorów teamów zadanie służyć pomocą wybranym kolarzom, nie są w stanie wyjść poza zakres swoich obowiązków. Ja oczywiście mam świadomość tego, że tak było i jest w kolarstwie, ale tego nie akceptuję. Nie akceptuję tego, co robią dwaj jedyni polscy kolarze w tegorocznym Tour de France. Obaj "robią tempo" dla lidera swojej grupy, na piętnaście kilometrów przed metą odpuszczają i zostają o półgodziny za peletonem. Żeby chociaż raz (na 21 etapów) dano im zaryzykować, pojechać jakiś etap dla siebie, to rozumiem, bo zdarzają się kolarze, którzy pomimo ponad godzinowych strat, pomimo jazdy pod lidera, potrafią zaskoczyć, zaatakować na trasie któregoś z etapów i spróbować wygrać. Naszych kolarskich mistrzów na to nie stać.

Dlatego Tour de France traktuję jako wycieczkę turystyczno-krajoznawczą i wspomnienie, boć przecież akurat trasy francuskie znam zdecydowanie lepiej od polskich. Na przykład znaczną część dzisiejszej trasy (wyjątkiem była sama Andora) pokonałem towarowym busem, tyle że w przeciwnym kierunku - spod Andory, konkretnie spod Font-Romeu aż do Beziers.

Jeśli chodzi o wczorajszy etap, to najbardziej poruszyła mnie wiadomość, że Guillaume Martin, francuski kolarz grupy Cofidis, który zabrał się z ucieczką jest przy okazji magistrem filozofii. Ciekawe.

462.

Ktoś mi kiedyś na fejsbuku zarzucił, że moim prywatnym zapiskom ośmieliłem nadać wspólny tytuł "Zapiski z czasów dyktatury", bo jakże to, żyjemy w kraju demokratycznym. Czyżby? Jeżeli jedno ugrupowanie polityczne posiada w swoich rękach praktycznie władzę ustawodawczą, wykonawczą i dąży do całkowitego podporządkowania sobie władzy sądowniczej i mediów, to czy możemy mówić o państwie demokratycznym? Owszem, może się tak zdarzyć w demokratycznym państwie, że z woli wyborców jakieś ugrupowanie będzie miało zdecydowaną przewagę nad innymi, ale nawet mając taką przewagę w parlamencie, w rządzie - co normalne, mając tak jak w naszym kraju prezydenta, to mimo wszystko demokratyczni przywódcy szanują mniejszości bez względu jakie mamy na myśli, szanują sądownictwo i poddają się ocenie niezależnych mediów.

O sądownictwie, jego deformie pisać już nie będę, natomiast o mediach, a jakże, bo akurat rok 2021 jest rokiem walki pisu z niezależnymi mediami, a może ściślej - z mediami, które nie są jeszcze pisowi podporządkowane, więc należy je sobie podporządkować.

A pisał przecież Ignacy w VI pieśni "Monachomachii":

"Jak umysł prawy zdrożności unika.

Cnota, nie odzież czyni zakonnika.

Czytaj i pozwól, niech czytają twoi,

Niech się z nich każdy niewinnie rozśmieje.

Żaden nagany sobie nie przyswoi,

Nicht się nie zgorszy, mam pewną nadzieję.

Prawdziwa cnota krytyk się nie boi,

Niechaj występek jęczy i boleje.

Winien odwołać, kto zmyśla zuchwale:

Przeczytaj - osądź. Nie pochwalisz - spalę."

Tę anty-TVN-owską ustawę pis przyniósł nocą ze strachu, z obawy przed prawdą, przed tym, że społeczeństwo mogłoby się dowiedzieć o przekrętach rządzących. Wierzę, że to się nie uda, i to niestety z tego powodu, że właścicielem TVN jest kapitał amerykański, więc lepiej z tym sojusznikiem nie zadzierać. Ci z nas, którzy pamiętają czasy PRL-u, wiedzą, że brak konkurencyjnych poglądów na rynku mediów był jednym z największych grzechów tamtych czasów. Trzeba jednak przypomnieć, że nawet w okresie PRL-u z biegiem lat pomimo cenzury, zwłaszcza po roku 1980 nasilała się tendencja do poszerzania zakresu swobody w wyrażaniu poglądów politycznych, gospodarczych i kulturowych. W chwili obecnej ta tendencja ma zwrot przeciwny i Bóg jeden wie, czym może to się skończyć, gdyby pis wygrał kolejne wybory.

I nie chodzi mi o to, aby gloryfikować TVN i sposób w jaki np. TVN 24 przedstawia rzeczywistość - ten szatański projekt ustawy to raczej uświadomienie sobie zagrożenia dla możliwości wyboru narracji przez widza, który powinien mieć prawo skonfrontowania dwu, trzech czy więcej komentarzy dotyczących spraw politycznych, gospodarczych i kulturowych.

463.

A to, że ta słuszna, posłuszna pisowi telewizja zwana dawniej publiczną jest skrajnie nieobiektywna, dostrzegam i ja, ilekroć przypadkiem... powtarzam - przypadkiem pilot zatrzyma się na kanale pisowskiej szczujni na 30 sekund, nie dłużej. Ja dłużej niż trzydzieści sekund nie jestem w stanie wytrzymać tego natłoku chamstwa, agresji, nienawiści względem ludzi, którzy maja inny pogląd niż wyznawcy prezesa. Dzisiaj akurat cała nienawiść, która zawsze jest związana z panicznym strachem, cała ta nienawiść skierowana jest przeciwko Donaldowi Tuskowi. Z mojego punktu widzenia interesujące jest to, że jeśli nawet nie jestem zwolennikiem twórcy Platformy Obywatelskiej, to w kontekście zmasowanych bombowych nalotów, jakich codziennie dokonuje pisowska telewizja na Tuska, staję po jego stronie. Niestety, tak jak to miało miejsce w przypadku prezydenta Gdańska Adamowicza, tak i teraz obawiam się, że ta wściekła fala tsunami nienawiści, może doprowadzić do kolejnego nieszczęścia, a najbardziej cyniczny z cyników, prezes pisowskiej telewizji skwituje i tym razem swoją rolę w tamtym morderstwie ironicznym śmiechem.

Zaprawdę pistelewizji nie da się już odbudować. Nie rozumiem, doprawdy nie rozumiem, dlaczego do programów informacyjno-publicystycznych pisowskiej telewizji zachodzą przedstawiciele partii opozycyjnych. Traktowani jak kwiatek do kożucha, spychani są na manowce polityki uprawianej przez pis i jego przyjaciół. Miejsce polityków opozycyjnych jest w parlamencie, nie zaś w sieczkarni chamstwa, kłamstwa, pychy, hipokryzji i obłudy. Dosyć uwiarygodniania swoją obecnością polityki nienawiści. Naprawdę nie rozumiem jak można nie zauważać tego, że w tym siedlisku politycznej rozpusty traktowanym jest się jak posłusznie wykonująca polecenia małpa w cyrku. Zachodzić do pistelewizji to godzić się na traktowanie jako pożytecznego idiotę.


[11.07.2021, Toruń]

TRZASKI I ZGRZYTY (2) POLICJANT

 







POLICJANT


Bolał go obojczyk, a obie nogi miał poharatane przez to ostre metalowe ogrodzenie, po którym się przejechał goniąc za tą szczeniarą. Obojczyk miał unieruchomiony i gdyby to był jedyny jego uraz, pewnie odesłaliby go do domu, ale rany obu nóg, szczególnie prawej były na tyle głębokie, że po dokonaniu szycia, lekarze postanowili zostawić go jeszcze parę dni na oddziale, bo też nawet nie mógł normalnie chodzić, nie mówiąc już o tym, że wymagał zmiany opatrunków. Komendant z paroma innymi odwiedzili go po porannym obchodzie. Ma wyzdrowieć, niech się nie garnie do służby, niech wypocznie i spodziewa się jakiegoś medalu albo gratyfikacji finansowej. Nie ukrywał niejakiej dumy z tego powodu, że sam komendant przyszedł go odwiedzić, ale z drugiej strony czuł się głupio.

- Że też dałem się tak podejść tej smarkatej. Gdzie ona mnie wyprowadziła? A tak w ogóle, złapaliście ją? - zapytał partnera, gdy komendant z pozostałymi policjantami wyszli już z sali, na której leżał.

- Jeszcze nie, ale wiemy, kim jest. Ukrywa się gdzieś, ale to kwestia czasu, kiedy ją dopadniemy.

- Co o niej wiecie?

- Studentka socjologii. W wolnym czasie trudni się wspinaczkami, wyjeżdża w góry, a podczas wakacji najmuje się do mycia okien w wieżowcach. Należy do klubu alpinistycznego.

- Taka młoda. Jak to rozrabia...

- Nie dziw się, że ci umknęła. Z takimi umiejętnościami?

- Powinienem mocniej jej wpieprzyć i to po nogach, a nie tłuc po plecach.

Tamten zastanowił się, bo pamięta, jak obaj przyłożyli jej porządnie po grzbiecie i nogach, zanim rzuciła w nich kartonem, na którym wymalowane było hasło na temat równości kobiet i ich prawa do aborcji. Wywinęła się prawdopodobnie dlatego, że zbyt długo składali ten karton jako dowód uczestniczenia w nielegalnym zgromadzeniu.

- No cóż, wywinęła nam się. Ja też mam do siebie pretensję - ciągnął tamten - że za późno strzeliłem jej w pysk gazem.

- Czekaj, niech tylko stąd wyjdę... już nigdy nie popełnimy tego błędu.


Prędko nie wyszedł, bo rana zaczęła ropieć i trzeba było nawet zmienić antybiotyk, aby zabić te koszmarne zarazki. Trzeciego dnia przyszła z odwiedzinami jego matka. Bardzo się ucieszył, gdyż tego samego dnia partner zadzwonił do niego. Miał dobrą nowinę - studentka odnalazła się i na razie zatrzymano ją na czterdzieści osiem godzin.

- Nie martw się o mnie, mateczko, najważniejsze, że gorączka przeszła, a rana się zagoi.

- Toż cały czas się modliłam o twoje zdrowie, synku. Agniesia też się modliła. Do wesela się zagoi - pocieszyła syna.

- Musi. Ech, gdybym ją teraz dopadł...

- Syneczku, już ja się wymodlę o to, aby dostała najwyższy wymiar kary. Że też Pan Bóg pozwala żyć takim sukom na świecie. Jak tu żyć, no powiedz synku.


Wyszedł ze szpitala po dziesięciu dopiero dniach, ale już w jak najlepszej kondycji. Tego samego dnia złożył zeznania w prokuraturze. Nazajutrz bezpośredni przełożony poinformował go, że komendant rejonowy zaakceptował wniosek o awans.


[11.07.2021, Toruń]

POSTIMPRESJONIŚICI Z BEETHOVENEM W MUZYCZNYM TLE.

 

Zaczynam prezentację dwoma obrazami szwajcarskiego malarza postimpresjonisty i realisty Félixa Vallottona (1865 - 1925), znanego z licznych pejzaży w klimacie nabizmu oraz dziesiątek portretów słynnych postaci utrwalonych w technice drzeworytu.

1. "Wieczór nad Loarą" - Félix Vallotton


2. Portret Fiodora Dostojewskiego (drzeworyt) - Félix Vallotton


Malarstwo kolejnego postimpresjonisty, Henri de Toulouse-Lautreca (1864 - 1901) obfituje w obrazki z życia słynnego Moulin Rouge oraz innych paryskich kabaretów i teatrów, tudzież domów schadzek. Wiele litografii tego francuskiego malarza przyczyniło się do rozwoju plakatu. Do kawiarenki wybrałem raczej nietypowe jego płótna.


3. "Młody Routy Céleyran "- Henri de Toulouse-Lautrec



4. "Modląca sie kobieta" - Henri de Toulouse-Lautrec


Jednym z najsłynniejszych malarzy postimpresjonistów był Paul Cezanne (1839 - 1906). Ten urodzony w Aix-en-Provence artysta znany jest z subtelnych pejzaży, portretów i martwej natury. Jego twórczość miała znaczący wpływ na kubistów, gdyż pod koniec  swojej twórczości zrezygnował z perspektywy i coraz częściej kształty przedmiotów jakie malował przybierały formę brył geometrycznych.

5."Topniejący śnieg - Fontainbleau" -  Paul Cezanne




6. "Owoce" - Paul Cezanne




Vncent van Gogh (1853 - 1890)  oprócz Cezanne'a i Gauguina był najsłynniejszym przedstawicielem postimpresjonizmu, a dzięki kolorytowi i szczególnej technice wykorzystywanej w swoich obrazach, miał znaczący wpływ na malarstwo XX wieku. Sławna jest jego martwa natura, w szczególności różne warianty płócien przedstawiających słoneczniki.

7. "Martwa natura - Wazon z piętnastoma słonecznikami" - Vncent van Gogh




8."Sala balowa w Arles" - Vncent van Gogh



I na koniec podkład muzyczny - znana "Sonata księżycowa" Beethovena z pięknym adagio w części pierwszej. Zaprosiłem do kawiarenki jedną z moich ulubionych pianistek - Walentynę Lisicę.




[11.07.2021, Toruń]

09 lipca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (458 - 460) M.IN. BURZE. FINISZ EURO. JEST SUPER.

 



458.

Burze mają to do siebie, że przychodzą i odchodzą, krążą, nasilają się i tracą aktywność; deszcz wzmaga się, podobnie wiatr potęguje przerażenie, po czym to ulewa ustępuje. Dla alergików taka burza, ulewa to wybawienie, dla części piesków, na przykład dla Adelki to kolejna ucieczka pod łóżko - tam czuje sie najbezpieczniej, Denerwujące jest to, że obecnie, w zaczynającej sie trzeciej dekadzie XXI wieku każde groźne zjawisko atmosferyczne traktowane jest jakiś atak wojenny, którego ziemia nasza nie widziała, coś w rodzaju: "uwaga nadchodzi, uwaga nadchodzi", gdy tymczasem burze, także te potężne, niszczące, te polskie tornada istniały zanim dotarliśmy do epoki globalnego ocieplenia; wszak były też i długotrwałe susze, mrozy, śnieżyce i gradobicia, i podtopienia, i wczesnowiosenne przymrozki. Medialna tendencja jest z kolei taka, aby postraszyć ludzi, zamiast przygotować środki finansowe i rzeczowe na szybka odbudowę zniszczeń po nadejściu żywiołowej klęski. Kiedy patrzy się na spaloną wioskę na Spiszu, na zdruzgotane domy po przejściu nawałnic, widać krajobraz jak po bitwie. Zamiast angażować fundusze w terytorialne wojsko, należałoby raczej zadbać o to, aby w każdym województwie istniały centra materiałowe, z których natychmiast mogliby korzystać poszkodowani. Zamiast nauki strzelania ludzi w mundurach należałoby szkolić w niesieniu pomocy tym, dla których los nie był łaskawy... ot, taka zmiana priorytetów, ale kto tam o tym teraz myśli - przyjedzie premier, złoży obietnicę, a przy okazji pokaże się w mediach jako ten, który jest najbardziej wrażliwy na ludzkie nieszczęścia.

459.

Pozostał już tylko jeden mecz do rozegrania na Euro 2020. Po wynikach wcześniejszych spotkań pojedynek Włochów z Anglikami wydaje się być oczywistym rozwiązaniem. Szkoda tylko, że i w półfinale Anglia - Dania, w głównej roli stanął sędzia. To ciekawe, bo do półfinału Duńczycy awansowali między innymi po karygodnym błędzie sędziego, a teraz po podobnym błędzie sędziego w finale znajdą się Anglicy. Niektórzy uważają, że Anglicy sporo zainwestowali nie tylko w organizację zawodów - są wszak ważnymi gospodarzami wielu i to najważniejszych meczów - ale i w sędziów, aby w końcu Anglia została mistrzem Europy po raz pierwszy.

Stawiam, albo inaczej, chcę, aby mistrzami zostali Włosi i trzymając za nich kciuki, ufam, że okażą się sprytniejsi od sędziów tym razem.

460.

Jest super!!!




[09.07.2021, Toruń]

07 lipca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (455 - 457) WSPOMNIENIE (2) BOHATEROWIE ŻYJĄ. SENS TAJEMNICZEGO RYSUNKU.

 

455.

Żałuję, że w czasach swojego dzieciństwa i młodości nie robiłem zdjęć, nie miałem kamery, czyli nie posiadałem narzędzi do utrwalania ówczesnej teraźniejszości. Jestem antytalentem jeśli chodzi o posługiwanie się ołówkiem, kredką czy pędzlem, a zatem nie utrwalałem tamtego świata obrazem. Jedyne na co mnie było stać, to bawienie się w słowne - pisemne zapamiętywanie rzeczywistości; faktycznie opisywałem ją, lecz niestarannie i niesystematycznie.

Dlaczego podkreślam ten swój żal? Otóż archiwizując na bieżąco świat, zapraszam do karty pamięci nie tylko naturę i to wszystko, co zbudował w niej lub obok nie człowiek, ale też zapisuję ludzi. Rejestrując ludzi, ich wygląd, losy na przestrzeni wielu lat, przedłużam ich życie aż do fizycznego zużycia tworzywa, na którym doszło do utrwalania ludzkich losów. Oczywiście pozostały mi pamiątki po ludziach, których realny czas już minął - głównie są to osoby związane z moją bliższą i dalszą rodziną, lecz ubolewam nad tym, że jest ich tak mało.

Myślę, że tak jak członkowie mojej rodziny (także już nieżyjący) są w mniejszym, właśnie rodzinnym wymiarze Pamiątkami mego życia, tak w szerszym wymiarze takimi Pamiątkami są aktorzy i aktorki. Dlaczego? Po pierwsze - mają oni swoje twarze, są rozpoznawalni tak jak brat matki lub ciotka z Łodzi. Po drugie - towarzyszą nam od chwili, gdyśmy ich po raz pierwszy poznali na scenie w teatrze, w kinie, telewizji, a nawet gdyśmy rozpoznawali ich głos dochodzący z radioodbiornika. Są z nami, starzeją się z nami, a niektórzy odchodzą, choć ich wizerunki istnieją przecież w postaci kadrów filmowych czy teatralnych, spektakli teatralnych i filmów. Czasami złościmy się na nich, że odeszli stanowczo za szybko i jednocześnie uświadamiamy sobie, że w kolejce na tamten świat ustawiają się kolejni, a całkiem możliwe, że i my w niej stoimy, chociaż próbujemy temu zaprzeczyć...

456.



Właśnie obejrzałem jeden z odcinków "Profesora Tutki" Jerzego Szaniawskiego wyreżyserowany przez Andrzeja Kondratiuka. Tytuł odcinka: "Profesor Tutka wyjaśnia sens tajemniczego rysunku". Reżyser wiernie odtworzył tę świetną prozę autora "Dwóch teatrów". W każdym z odcinków głównym bohaterem jest profesor Tutka, a oprócz niego pierwszorzędne role odgrywają panowie: mecenas - rejent, doktor i sędzia. Wyżej wymienieni panowie spotykają się w kawiarni i podczas konsumpcji lekkich, słodkich posiłków bawią się nawzajem rozmową, podczas której prym wiedzie wspomniany pan profesor opowiadający przedziwne historie, będące niejako odpowiedzią na zadany przez przyjaciół temat.




Obejrzałem ten odcinek, jak i też obejrzałem sobie wszystkie pozostałe odcinki "Profesora Tutki". Dzisiaj poruszyło mnie zagadnienie... śmierci, która pochwyciła w swe niecna ramiona:

- Jerzego Szaniawskiego - niezrównanego autora przypowieści,

- Andrzeja Kondratiuka - najulubieńszego chyba mojego reżysera,

- Gustawa Holoubka - wspaniałego aktora, rzeczonego Profesora Tutkę,

- Henryka Borowskiego - sędziego,

- Mieczysława Pawlikowskiego - mecenasa

- Kazimierza Opalińskiego - doktora

A cóż to za przecudny wynalazek - aparat fotograficzny, kamera filmowa; film, dzięki któremu zasiadamy przy stoliku obok, przysłuchując się rozmowom starszych panów, wsłuchując się w opowiastki pana Profesora; zdjęcia i filmy, na których rozpoznajemy Andrzeja Kondratiuka, zdjęcia autora na okładce jednej z jego książek. To cudowne uczestniczyć w oich zmartwychwstaniu.

457. Obszerny fragment opowiastki...

Profesor Tutka wyjaśnia sens tajemniczego rysunku

"Nazajutrz wszyscy panowie zebrali się w kawiarni, czekając na Profesora Tutkę. Gdy się zjawił, pytano dość nieufnie, a nawet z odcieniem ironii:

- No i cóż? Wytłumaczy pan, co znaczy serce prezydenta miasta na tle Paragwaju?

- Oczywiście - powiedział Profesor Tutka - przecież obiecałem.

Po chwili zaczął mówić do zaciekawionych panów:

- Prezydenta miasta nazywają w niektórych krajach «głową miasta». Postanowiłem

pójść po rozum do głowy, czyli do samego prezydenta. Sekretarz magistratu zapytał mnie w jakiej sprawie? Odpowiedziałem, że w «poufnej», bo trudno mi było powiedzieć, że w sprawie serca prezydenta.

- Czym mogę służyć? - spytał mnie prezydent. Przeprosiłem go, że może przychodzę w sprawie pozornie zbyt błahej, ale zagadka jest istotnie nie do rozwiązania. I pokazałem mu rysunek, przedstawiający jego serce na tle Paragwaju. Prezydent zaśmiał się serdecznie i zawołał:

- Poznaję rysunek mego syna! I po chwili zaczął mówić:

- Proszę pana. Ciągle, co parę dni muszę witać zagranicznych gości. A więc przyjeżdżają bakteriolodzy francuscy, mówi się im wtedy - „przyjeżdżacie z kraju Pasteura - witamy was całym sercem”. Przyjeżdża teatr angielski, mówi się im znów - „przyjeżdżacie z kraju Szekspira, witamy was całym sercem”, przyjeżdżają szachiści szwajcarscy, więc znów - „przyjeżdżacie z kraju Wilhelma Tella” - i znów - „witamy was całym sercem”. Ale zjechała drużyna piłki nożnej z Paragwaju. Co im na wstępie powiedzieć? Co to za kraj? Czy mieli wielkiego człowieka? Czy walczyli o co? Czy oni bili, czy też ich bito - doprawdy nie wiedziałem. W takich razach trzeba szukać w encyklopedii. Pogrążyłem się w czytaniu o Paragwaju. Wszedł mój synek. Poprosiłem uprzejmie, żeby mi nic przeszkadzał, gdyż zbieram wiadomości o Paragwaju.

- Tatuś będzie witał całym sercem Paragwaj?

- Tak.

- A są tam tygrysy?

Odpowiedziałem machinalnie: - Są.

- I palmy? I wulkany?

- Nie przeszkadzaj!

Synek usiadł na uboczu, zamyślił się i narysował moje serce na tle Paragwaju. Oto ma pan wyjaśnienie. Podziękowałem prezydentowi serdecznie, a teraz dzielę się tym z wami.

- A więc tak - powiedział mecenas - zagadka rozwiązana. I jest to dowód, panie sędzio, jak niesłusznie karcimy często artystów za ich niezrozumialstwo: nie znamy źródeł, motorów ich sztuki.

Odezwał się teraz doktor:

- Byłem dziś w magistracie. Powiedziano mi, że prezydenta już od trzech dni nie ma w naszym mieście i powróci dopiero za tydzień. Więc jak pan, panie Profesorze, mógł się z nim dzisiaj widzieć.

- No, jeżeli panu tak powiedzieli w magistracie - mówił spokojnie Profesor Tutka - to zapewne, że... wyjechał. Chciałem wyjaśnienie zagadki uprawdopodobnić, więc powołałem się na prezydenta. Ale wobec tego, że wyjechał, może któryś z panów da wyjaśnienie lepsze?

Wszyscy milczeli. Więc Profesor Tutka powiedział:

- Właśnie.

Po czym zapłacił za kawę, nałożył melonik i wyszedł."


[07.07.2021, Toruń]

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (454) MARZENIE - WSPOMNIENIE (1)

 

454.

Marzy mi się... czy to marzenie? Marzy mi się rodzina, małżeństwo niemłode, no, powiedzmy w średnim wieku z dzieckiem, może być syn, córka, albo oboje, jeśli są dziadek z babcią to dobrze, dlaczego nie, więc ci państwo, których sobie wymarzyłem, obejrzeli sobie wiadomości; jednych interesuje bieżąca polityka, drugich pogoda, syna - pewnie sport; w każdym razie popijają sobie herbatę, kawę, bawarkę, a niech nawet będzie piwo lub lampka wina z róży domowej roboty, niech będzie; zasiadają więc i patrzą w ten telewizor, bo zaraz po sporcie ładna pani zapowiada teatr telewizji lub film odcinkowy, a trzeba się spieszyć, bo reklama przed projekcja trwa nie dłużej niż minutę, a film lub teatr trzeba koniecznie obejrzeć, bo interesuje każdego, młodego i starego, i nawet zaraz po nim, zanim rodzinka uda się spać, to nawet podyskutować można o tym spektaklu czy filmie.

Takie marzenie. Teoretycznie można też posłuchać sobie radia - słuchowisko, kabaret, co innego być może. A jeśli komu jeszcze mało, to przed snem każdy bierze książkę pod pachę i do łoża, choćby pół godzinki, zanim zaczną się sklejać oczy. No, najmłodsi wezmą jakąś obowiązkową lekturę do przeczytania lub zeszyt, aby dokończyć wypracowanie domowe, gdyż są tacy, którzy literacko działają nocą.

Chodzi mi o to, że jeśli ma być rodzina, jeśli rodzina ma być zdrowa, to oprócz wspólnych posiłków, które się przecież nie zawsze, ale zdarzają, rodzina musi mieć czas wspólny dla samej siebie i to nie tylko w niedziele i święta, bo to najłatwiej, ale i w dzień powszedni, i kiedy rodzina wyjeżdża na wakacje, to musi mieć wspólny czas dla siebie oprócz tego indywidualnego, tak jak indywidualny jest sen.

Ważna jest ta wspólnota myśli, zamierzeń, celów i czynności, ale równie istotna jest indywidualność, za którą osobiście przepadam, ale brak mi tego poczucia "razem".




Przychodzą mi na myśl wspomnienia z czasów dzieciństwa, kiedy do tego "razem" przywiązywano znacznie większą wagę niż obecnie, kiedy wspólne słuchanie audycji radiowych ("Podwieczorek przy mikrofonie" na przykład) czy filmów pokazywanych w telewizji było czymś zupełnie normalnym, tak jak chodzenie na spacery, do kościoła, ogrodu; jak koniecznie wspólnie spożywane obiady i kolacje (ze śniadaniami bywało różnie). 




Przypomniał mi się też film Andrzeja Barańskiego "W domu" z Zygmuntem Zintelem w roli głównej (pisałem o tym filmie w kawiarence), film obrazujący życie starszego małżeństwa na prowincji, życie będące rytuałem codziennych czynności, ponad którymi króluje rodzicielska miłość pary głównych bohaterów do ich syna. "W domu" Barańskiego opisuje świat, który już nigdy nie wróci.


[07.07.2021, Toruń]

06 lipca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (452 - 453) NA SPORTOWO. PUBLICZNA?

 

452.

Jeszcze parę słów o Euro 2020, nie tylko o wynikach

    Chyba jednym z najidiotyczniejszych pomysłów UEFA jest nawet już nie tyle tak wielu gospodarzy Mistrzostw Europy w piłce nożnej, ale umiejscowienie rozgrywek w Azerbejdżanie, który, jak powszechnie wiadomo, leży w samym sercu Europy, aczkolwiek złośnicy mówią, że to i tak dobrze, iż niektóre mecze nie rozgrywają się w Japonii, bo to też kraj europejski.

    Wprawdzie jeszcze Mistrzostwa trwają, lecz wiadomo już, że najsłabszym ogniwem rozgrywek było sędziowanie. Kuriozalna, niesłuszna decyzja sędziego o przyznaniu rzutu rożnego Danii w meczu z Czechami doprowadziła do tego, że po tym rzucie rożnym wpadła bramka dla tych pierwszych, co w ewidentny sposób wpłynęło na przebieg meczu i porażkę naszych południowych sąsiadów. Przykre jest to, że tego, iż Duńczykom nie należał się rzut rożny nie zauważyli sędziowie i relacjonujący spotkanie polski komentator, natomiast cały świat widział tę wypaczającą wynik meczu decyzję sędziego.

Na zdjęciu poniżej Bjoern Kuipers, sędzia holenderski, który wypaczył wynik meczu Dania Czechy. Mówi się, że pan Kuipers wziął srogi rewanż na drużynie czeskiej za uprzednią porażkę Holandii właśnie z Czechami. 😃


    Aby jednak nie być totalnym malkontentem jestem pozytywnie zbudowany postawą ukraińskiego trenera, onegdaj świetnego piłkarza Andrieja Szewczenki. Nie wiem czy ktoś zwrócił na to uwagę, że Szewczenko oprócz kurtuazyjnego pożegnania się z trenerem konkurencyjnej drużyny, podchodził do rywali - piłkarzy, dziękując im za mecz, po czym dopiero dziękował za grę swoim zawodnikom. To wielce oryginalna i, według mnie, warta rozpowszechnienia postawa, którą nazywam szacunkiem dla rywali, bez względu na to czy okazali się gorsi czy też lepsi od nas.

    Skoro jestem już przy sporcie, to nie mamy jako Polacy z czego się cieszyć, jeśli chodzi o udział, bądź co bądź, byłego mistrza świata - Kwiatkowskiego i niegdysiejszego zwycięzcy klasyfikacji na najlepszego "górala" w Tour de France - Rafała Majki. Obaj mają już pona godzinę strat do lidera, pełniąc rolę pomocników pomocników najlepszych. Tak oczywiście jest, że wyścigi wieloetapowe wygrywają najlepsi z pomocą nieco słabszych - taka jest hierarchia. Kiedy jednak poszczególne nacje mają po kilku - kilkunastu kolarzy, to zwykle bywa tak, że część z tych zawodników faktycznie pełni rolę "pomagaczy", ale też są tacy, którzy jeśli nie mianowani zostali liderami ekip, to przynajmniej mają zadanie brać udział w ucieczkach, aby być zauważonymi na poszczególnych etapach. Dla naszych dwóch uczestników tegorocznej Wielkiej Pętli pozostało być cieniem pozostałych - sparingpartnerami lepszych od siebie. W kraju Szurkowskiego, Szozdy czy Mytnika to odgrywanie bardzo podrzędnych, trzecioplanowych ról.

453.

    Czy ja kiedyś pomyślałem o tym, że będzie mi się zbierało na wymioty, słuchając i oglądając tak zwanej publicznej telewizji? Wydawałoby się, że skoro jest telewizja publiczna, państwowa, przeznaczona dla wszystkich obywateli, to koniecznym warunkiem jej istnienia jest obiektywność lub przynajmniej dążenie do obiektywizmu przy relacjonowaniu i komentowaniu bieżących wydarzeń politycznych. Kolejnym i potwierdzającym daleko posuniętą stronniczość faktem tak zwanej publicznej telewizji jest reakcja wiadomości na powrót do polskiej polityki Donalda Tuska. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że wiedzę o tej stronniczości posiadłem poprzez umieszczone w internecie migawki z pisowskiej telewizji, bo "publicznej" nie oglądam, gdy chodzi o informacje polityczno-gospodarcze i rozrywkowe. Z całą pewnością ludzie kurskiego prześcignęli o całe okrążenie propagandę z jaka mieliśmy do czynienia w niektórych okresach PRL-u. tych plwocin nie da się po prostu słuchać.


[06.07.2021, Toruń]

CHARLES EDWARD WILSON (1854–1941)

    Kolejna, po Duńczyku Pederze Mørku Mønstedzie prezentacja artysty - realistycznego, malującego głównie akwarelami. Jest nim Brytyjczyk, Charles Edward Wilson (1854–1941) [Ciekawe, że obaj malarze zmarli w tym samym toku, a Wilson był zaledwie o 5 lat starszy.]

    Charles Edward Wilson również zajmował się tematyką rustykalną, ukazując ubogie piękno angielskiej wsi, wnętrza chałup, lecz niemal zawsze, ta wieś, domy mieszkalne, budynki, ogródki i strumyki stanowią realistyczne tło, na które "nakładane" są postaci dziewcząt, chłopców i kobiet. Na obrazach Wilsona pojawiają się też zwierzęta gospodarcze i ptaki. Jego malarstwo jest pogodne, sentymentalne, starające się oddać jak najwięcej fotograficznych szczegółów. Barwy tych akwarel są ciepłe, dominujące kolory to rozmaite odcienie jasnych najczęściej brązów. Obrazy przedstawiające wnętrza domostw są nieco ciemniejsze, co znajduje uzasadnienie, albowiem w pomieszczeniach mniej jest światła.

   Poniżej wybrałem 8 reprodukcji obrazów Wilsona, najbardziej charakterystycznych dla jego twórczości.

1. "Saturday Morning"


2. "Girl fishing"


3. "Bubbles For Kitty"


4. "Idle Moments,"


5. "Mrs C A Smith, Kitten and Geranium"



6. "Breakfast time"



7. "The sweetest rose"


8. "The stream brigde"


[06.07.2021, Toruń]





05 lipca 2021

TRZASKI I ZGRZYTY (1) MACIEJCZYK SIĘ OBWIESIŁ.

 

Kadr z filmu "Siódma pieczęć" Ingmara Bergmana.

MACIEJCZYK SIĘ OBWIESIŁ


Wtedy Władka, co to do sprzątania ją bioro, bo taka staranna, powiedziała, że wtedy jak tych dwóch eleganckich panów, co mercedesem podjechali, to oni tego dnia decyzje podjeni, że pegeeru naszego nie bendzie, że przendzie w rence tego jednego z nich, brata dyrechtora, któren z kolei do polityki poszed, bo mówił, że dla niego takie gospodarstwo jak nasze to byle co i un se znajdzie co inszego w Warszawie.

Władka to wpadła do mnie cała w łzach, zapłakana, bo jak une pegeer zlikwidujom, to i ona robote straci, nicht sie za niom nie ujmie, jedyny coby ją nie wyrzucił to główny księgowy, ale un sam tym eleganckim panom, derechtorowi i jego bratu nie pasuje i na dniach go zwolnio. A zwolnio dlatego, że un jeden dobrze wi, że nasz pegeer stoi dobrze, a że paru ochlajusów u kierownika Nadarzaka pracuje, to nic, bo jak trzeba było bydlątka przed wielką wodą chronić, albo jak się pare lat temu jedna stodoła zajena ogniem, to pierwsze były do ratowania. Oj, księgowy Kalicki, Władka słyszała, przemawiał do nich, żeby nie likwidować, bo akuratnie na przednówku dobra cena na pszenicę i żyto była, a ziarno - palce lizać, więc zarobili. Szczęściem też krowy się pocieliły wyjątkowo obficie, na likarstwa uprzedniego roku nie wydaliśwa wiela, paszy zostało, no i wiosna wilgotna i ciepła, już po pierwszym pokosie - udany bardzo, aże sprzedać można z pięciu hektarów. To oni mu, te eleganty, że polityka teraz taka, że państwowe nieopłacalne i z postępem trzeba iść, co niepotrzebne sprzedać i gospodorza znaleź takiego, co to wszystko ogarnie.

- Burzył się, mówię pani - jednym tchem ciągnęła Władka - ale to nic nie dało. Powiedzieli, że odgórne majo polecenie i tego komunizmu muszo się pozbyć jak najprędzy. Kalicki wcionż się stawioł, o ludzi się zapytywał, co się z nimi stanie, gdy pegeer padnie, gdzie robote znajdo parobczaki, co to od trzydziestu lat i więcej pracujo. To jeden elegant mu powiedzioł, coby się lepi o sobie pomyśloł, co go czeko, gdy roboty dla niego zabraknie, bo widać, że on, znaczy się księgowy Kalicki, to komuch zatracony i do nowych czasów nieprzywykły. Zaś drugi elegant na cito, tak powiedzioł, kazał Kalickiemu raporta przedstawić: ile ta hektarów pod uprawę mamy, a ile łąk, ile świń trzymamy, a ile krów, a to wszystko jeszcze podług wieku i czeguj tam jeszcze. Zdziwiła się ja, bo księgowy księgowym, ale kierownik Nadarzak to w jednym palcu ma te wszystkie wiadomości. Zapomniała ja, że Nadarzak sam wymówił robote, bo nie chce na to wszystko, co się będzie działo patrzeć. Do brata na Pomorze pojedzie, pieczarki będzie hodować. Żona Nadarzaka to aż się rozpłakała, chłopaka majo w trzecij klasie, co poczno teraz? Na poniewierke pójdo? To jej odpowiedzioł, że oni obadwaj bracia, co jeden za drugim w ogień by skoczył, a gospodarstwo duże majo, poniemieckie na tych Mazurach, a jak się na tych pieczarkach dorobio, to i własny pobudujo, choć się nie pali. Tak i za miesiąc Nadarzak sprzedoł swojo chałupe i te trzy hektary; nie dostoł wiela, ale zawsze coś i będzie na na ten pieczarkowy biznes. Podobno mu się wiedzie - księgowy Kalicki rozpowiadoł w gospodzie, od mojego starego słyszałam.

Władka nie raz i nie dwa zachodziła do mnie, a wczorej późno była, kiedy my już telewizor wyłunczyli, a rozdygotano tako. Zaroz od proga mnie zawołała:

- Ło Matko Bosko, wisz co się u nas stało?

- Słyszała ja syreny. Nawet podeszła ja do okna, czy się gdzie nie pali. Ale wczora też syreny były.

- Wczorej to naściongali milicjantów, bo stworzenia wywozili, wszyćkie jakie były, i krowy, i świnie, to nasze pozwoleństwa na to nie dali. To i suki pełne milicjantów przyjechały, coby porządek z nami zaprowadzili. Mówięci, Halszka, jakie to szczęście, że ty tu z tym zapaleniem płuc się potykasz, a z każdym dniem ci lepi, widzę przecie, i na ten pogrom, co oni tam z nami robio, nie patrzysz. Wczorej to taki jeden, mówio, że rządowy, godoł, że robota lo wszyćkich znajdo, a do tego czasu kuroniówke dadzo. To my go wygwizdali, ale stworzenia nam zabrali, bo to u nas ma być ino kukurydza na tych stu pięćdziesięciu hektarach. Ale, Halszka, to wczorej było... a dziś...

- Mówże!

- Kiedy nie wypowiem, takem rozdenerwowano.

- Nalij sobie prymuchy z gruszek. Tam, w pierwszy szafce. Mój zrobił. I mnie nalij. Kieby nie ta z gruszek, pewnie bym do szpitala na te płuca trafiła, a tak... poprawio się, sama widzisz.

...

- Maciejczyk, znasz go dobrze, u Zagajoków mieszka od czasu gdy mu Zuzka odumarła...

- Tak i tam mieszka... un ino u krów od świtu po noc ciemno, oborowym przecie go zrobili. Co z nim?

- Obwiesił się tam gdzie te krowy elektrycznie doił. Pies go znaloz. Do księgowego zarozki podskoczył, bo, mówio, Kalicki go kiedyś tam przygarno i tak w gospodarstwie zostoł.

- Matko jedyna, taki chłop... taki chłop! Co mu do łba strzeliło?

- Mówio, że z żalu po tych krowinach.

- Wcale bym się nie zdziwiła. Tela lat przy nich. A jaki pracowity...

- Mówio, że powiedzioł Zagajokom, że życia dla niego nie byndzie po tych postępach i gdzie on tera robote jakom znańdzie. Gadoł, że najon by sie choć i do pilnowania popasu, choć do rzucania karmy, a nawet tylko do wybierania gnoju. No i a dwa dni chłopa nie ma.

- Matko jedyna, jakie nieszczęście.

- Tam taki lekarz był, tom się podpytało co z nim teraz zrobio, to mi powiedzioł, że najsampierw wezmo go do szpitala, potno, aby się dowiedzieć, kiedy to żywot swój zakończył i jak to sie stało, choć przecie każdy wie jak. Ale mówięci, Halszka, że ten lekarz powiedzioł mi co innego, że to nie pirsza i nie ostatnia śmierć w tych nowych czasach, bo ludzie nie wytrzymujo.... A twój gdzie? Pilnuj go, pilnuj, coby nie strzeliło mu co do łba... chłopy w tych czasach markotne, złe jak pierun, a przecie słabe, słabsze od nas.

- Mój pojechał po nutrie. Hodował bendzie. Ze skór obedrze, na mięso bendzie, na futra. No dali, wypijmy, Władka, taki nasz los... a dowidz sie, kiedy pogrzeb Maciejczyka. Już mi lepiej, pójdę za jego trumno.


[05.07.2021, Toruń]