Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

21 maja 2022

FRAZEOLOGIZMY (201-220)

 

Pieter Bruegel - "Przysłowia niderlandzkie"
Przyczepić kotu dzwonek =
Jeśli planuje się coś, o czym wszyscy wiedzą, skończy się to fiaskiem


201. metoda kija i marchewki - stosowanie naprzemienne nagradzania i karania, wprowadzania rozwiązań korzystnych i niekorzystnych w celu panowania nad zachowaniami i działaniami innych:

Wychowawca umiejętnie trzymał w swych uczniów w ryzach. Organizował świetne wycieczki, zajęcia pozalekcyjne i chwalił ich zebraniach z rodzicami, ale oceniał ich bardzo surowo, a przy każdym najmniejszym przewinieniu stosował zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Metoda kija i marchewki przyniosła szybko spodziewane efekty”.


202. na amen - całkowicie, zupełnie:

Umówiliśmy się w ośrodku nad jeziorem. Zapewniano nas w mejlu, że domki będą dla nas przygotowane. Po przyjeździe pocałowaliśmy klamkę. Wszystko było pozamykane na amen”.


203. nabić/nabijać kabzę - osiągnąć/osiągać duże zyski, zarobić/zarabiać duże sumy:

Przez pierwsze trzy lata ich firma jako jedyna na rynku produkowała wkłady chłodzące do lodówek przenośnych. Nabili kabzę sobie i przy okazji producentom toreb służących do przechowywania produktów mrożonych”.


204. nabić/nabijać kogoś w butelkę - oszukać/oszukiwać kogoś, nabrać/nabierać kogoś na coś:

Klienci dewelopera mogą czuć się nabici w butelkę. Zapłacili za garaże po 30 tysięcy, a okazało się, że kruczki prawne pozwoliły inwestorowi na wybudowanie jedynie wiat z miejscami parkingowymi”.


205. nabić/nabijać sobie czymś głowę - nie przestać/nie przestawać czegoś przemyśliwać, przejąć/przejmować się czymś bezustannie:

Nabiłeś sobie głowę tym, że powinieneś do końca wakacji napisać tę książkę i teraz ta natrętna myśl cię paraliżuje. Musisz dać sobie na luz, to z pewnością od razu lepiej ci pójdzie praca”.


206. nabrać/nabierać rumieńców - coś jest/staje się interesujące, zaczynają być/są widoczne efekty czyjejś pracy:

Historia dwojga bohaterów na samym początku książki trochę nuży, ale kiedy rodzi się między nimi uczucie fabuła natychmiast nabiera rumieńców.”


207. nabrać/nabierać wody w usta - milczeć na jakiś temat:

Chciałem dowiedzieć się dziś czegoś na temat rozstrzygnięcia konkursu w sprawie szkolenia pracowników w ministerstwie rolnictwa, bo doszły do mnie wieści, że są jakieś uchybienia formalne i całą procedurę wstrzymano. Niestety, odbiłem się od ściany. Dyrektor departamentu był nieuchwytny, a jego zastępczyni nabrała wody w usta i dawała mi do zrozumienia, że nie ma ochoty na rozmowę o procedurach konkursowych”.


208. na całego - intensywnie, bardzo mocno, w pełni:

Jurek już tak trzecią noc daje czadu, bawi się na całego, jest duszą towarzystwa, a rano pierwszy melduje się na śniadaniu. Kiedy będę w jego wieku, marzyłbym o takiej kondycji. Jest po prostu nie do zdarcia, a ma przecież na karku szósty krzyżyk”.


209. na chłopski rozum - logicznie, racjonalnie, zdroworozsądkowo:

Zima była łagodna, więc prawie się nie grzało. Nie dzielmy skóry na niedźwiedziu, Krysiu. Na chłopski rozum to powinniśmy dostać zwrot za centralne, ale nie wiadomo, jaki jest system naliczania kosztów, więc z wydawaniem pieniędzy poczekajmy do rozliczenia”.


210. na chybcika - nierzetelnie, szybko, powierzchownie:

Tak na chybcika wszystko to jest robione. Nie mogę doszukać się w działaniach zarządzających z góry ustalonego planu pracy”.


211. na chybił trafił - przypadkowo, bez zastanowienia:

Nie działał systematycznie, ponieważ nie miał na to czasu. Wybierał na chybił trafił sztuki do zbadania”.


212. nacierać/natrzeć komuś uszu - karać kogoś; karcić kogoś.


213. nacisnąć/nadepnąć komuś na odcisk - urazić kogoś, dotknąć kogoś, przekraczając granicę prywatności, intymności.


214. na cudzym podwórku - w dziedzinie, w której ktoś jest dyletantem; w obcym środowisku.


215. na czarną godzinę - jako zabezpieczenie w potrzebie, w razie znalezienia się w trudnym położeniu, w nieszczęściu, w stanie życiowej tragedii:

Zaniosłem kilka grafik z początku wieku do skrytki bankowej. Nie zamierzałem ich sprzedawać, bo chciałem mieć coś na czarną godzinę. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie nam nowy dzień”, także: chować/schować coś na czarną godzinę, odłożyć/odkładać coś na czarną godzinę, trzymać coś na czarną godzinę.


216. na czarno - nielegalnie, niezgodnie z prawem:

Od kiedy większość państw Unii Europejskiej otworzyło rynki pracy dla emigrantów z nowo przyjętych krajów członkowskich, odsetek Polaków zatrudnionych na czarno na Wyspach znacząco uległ obniżeniu”, także: pracować na czarno, zatrudniać kogoś na czarno.


217. na czarnym rynku - w nielegalnym obrocie towarów i usług:

Gangsterzy zaopatrują się w broń na czarnym rynku, płacą za nią diamentami i złotem”.


218. coś nadaje się (tylko) do kosza - coś jest nieudane, niesprawne, zepsute, coś jest źle zrobione, ułożone, utworzone:

Wczoraj kupiłem nektarynki, a dzisiaj zobaczyłem, że pleśń na nie nachodzi. Jeśli jedna jest zepsuta, to reszta też pewnie nadaje się do kosza”.


219. nadawać na tych samych falach - dobrze się z kimś rozumieć, wyznawać podobny światopogląd:

Przypadliśmy sobie do gustu po pierwszym spotkaniu. Nadawaliśmy na tych samych falach, więc szybko wpadliśmy na pomysł, aby zorganizować sesję plakatową promującą sprzątanie po pieskach wśród właścicieli czworonogów”.


220. nadęty jak paw - o kimś dumnym, zarozumiałym; bufon:

Przez pół roku chodził nadęty jak paw, ale potem widać zabrakło mu kolegów i próbował się wkupić w nasze łaski, zapraszając całą grupę na piwo”.


[21.05.2022, Toruń]



20 maja 2022

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (702) DLA KOGO?

 

Na zdjęciu - celebrytka


702.

Ciekaw jestem, czy ktoś zastanawiał się nad tym, dla kogo jest telewizja, a dokładniej – dla jakiego odbiorcy przeznaczone są programy telewizyjne, przy czym nie chodzi mi o stacje nadające programy tematyczne, gdyż w tym wypadku zadawanie pytania o to, kto jest ich odbiorcą nie ma sensu. Chodzi mi o stacje o największym zasięgu, łączące w sobie przekazywanie codziennych informacji z programami, przy których gospodyni domowa może sobie zrobić obiad, emeryt odpocząć przy herbatce z cytryną, a wieczorem cała rodzinka przed zażyciem kąpieli zechce się namydlić wlepiając wzrok w niekończące się opowieści o zakłamanej treści czyli tak zwane seriale, przed rozpoczęciem się których występujący w nich aktorzy tłumaczą telewizyjnej publiczności postępowanie bohaterów, w których role się wcielają, a czynią tak, gdyż w przeciwnym wypadku widownia nie byłaby w stanie rozszyfrować o czym jest kolejny, trzy tysiące sto dziewięćdziesiąt piąty odcinek.

Jest kilka takich stacji telewizyjnych, które prócz politycznej propagandy przekazują cały ten chłam siedzącym przed coraz to większymi ekranami telewizorów widzom. W międzyczasie w trakcie lub pomiędzy serialami potężnymi a skłóconymi z sobą kanałami wylewa się ściek reklam dla tych kogo bolą nogi, serce, kręgosłup i mają problemy łóżkowe, i tymi reklamami telewizje stoją, a niektóre z nich każą sobie nawet za ten badziew systematycznie płacić. W serialach ma miejsce lokowanie głupoty – produktu dla mało wymagających mas; nie dziwmy się zatem, że po pokazaniu jakiejś wstrząsającej wiadomości z kraju lub ze świata następuje reklama piwa bezalkoholowego albo pigułki na potencję.

Z tych właśnie powodów praktycznie odłożyłem na półkę oglądanie telewizji w tej wersji dla nierozgarniętych tłumów, jednakowoż zdarza mi się przelotnie trafić na jakiś samobójcze pociski, a te pojawiają się najczęściej w tak zwanych programach śniadaniowych, w których roi się od prezentacji beznadziejnych postaci w rodzaju wizażystek, stylistek, artystów piosenki, których nikt niegdy słuchać nie będzie, domorosłych kucharzy, czwartoligowych autorów, filozofów, czy przyłapanych na gorącym uczynku Badziewiaków. Na ekranach telewizorów gotuje się, piecze i smaży jadło dla bogaczy, pokazuje ogrody, na których urządzenie stać nuworyszy z miesięcznym wynagrodzeniem w granicach 20 tysięcy złotych, a ostatnio jakaś celebrytka kolekcjonująca najwyraźniej złoto, ubrana jak się patrzy za dziesięć tysięcy minimum, opowiada o historii, jaka się jej przydarzyła. Otóż za grosze udało jej się zdobyć parę kolczyków, które kosztowały na wyjściu 10.000 złotych, by szczęśliwym trafem zostać przecenionymi do kwoty 999 złotych 99 groszy.

Dla kogo zatem jest telewizja? Dla ludzi próżnych, bogatych. Którym nie raz przewróciło się w głowie. Mało tego – to te wymyślone przez speców od reklam kreatury mają być wzorem dla współcześnie żyjącego obywatela, który obraca w dłoni pieniążek, za który już nie może sobie kupić chleba, bo podrożał.

Gdyby jeszcze można było się najeść tymi serwowanymi w telewizjach śniadaniowych daniami… ale nie można, tak jak nie można się cofnąć do w czasy PRL-u, kiedy, co by nie mówić, pomimo braku cytryn i bananów w dzień powszedni, można się było najeść, jeśli nie do syta, to przynajmniej godnie przeżyć życie, a chyba o to powinno nam chodzić.


[20.05.2022, Toruń]


ODKURZONE... PROSZĘ NIE BUDZIĆ

 



PROSZĘ NIE BUDZIĆ

Dzień nastał wymarzony. Ociekająca deszczem gładź szyby, szarość przechodząca w granat. Wyglądasz: w niskich trawach woda, jakby odsączona z gąbki uściskiem dłoni. Nareszcie jest powód do przespania dnia jak agnostyk stroniący od kościelnej celebry. Puszczony w ruch telewizor i poranne przysypianie po wizycie w łazience, papierosie i paru łykach gazowanej wody. Można wreszcie powałęsać się po pościeli, a telewizor jest po to, aby zasnąć na chwilę, może na dzień cały.

Kiedy wreszcie koło południa, zerwawszy się na proste nogi, poczuwszy pierwszy głód, oprócz tego głodu spada na człowieka kolejna historia, którą trzeba opowiedzieć. O losie niepokorny! Ledwo do wstania przyszło, ty już podróżujesz myślami po innym świecie. Bierzesz, co tam masz, do pisania, i kreślisz opowieść. Dobrze, żeś sam o tej porze – wtedy możesz sprawniej przebierać palcami po klawiaturze. Piszesz spontanicznie, wymyślasz, nie trudząc się zbytnio, bo ten początek … już go masz w głowie i recytujesz z pamięci. Piszesz. Piszesz.

Proszę nie budzić!

Być może jedynie to ci zostało. Nie spaprz tego, jak swego życia.


[20.05.2022, Toruń]


19 maja 2022

KLASYKA - EPIKUR - FRAGMENTY "EPIKUR DO MENOPIKEUSA"

 


Epikur (341– 270 p.n.e. urodził się na wyspie Samos) – grecki filozof, twórca epikureizmu. Epikur był jednym z najważniejszych filozofów tzw. drugiej fazy greckiej filozofii klasycznej, w której dominowały zagadnienia filozofii życia – czyli rozważania na temat jak osiągnąć pełne szczęście (także stan ataraksji).

[źródło: Wikipedia]


Epikur pozdrawia Menoikeusa.

W IV wieku p.n.e., w miejscu zwanym Ogrodem, powstała w Atenach nowa szkoła filozoficzna. Jej założycielem był Epikur, filozof należący już do innego świata: Grecji helleńskiej, powiększonej i wymieszanej z innymi kulturami za sprawą podbojów Aleksandra Macedońskiego. Jednak główne pytanie filozoficzne pozostaje to samo: w jaki sposób osiągnąć szczęście? *

* w: „Sokrates i syreny. 55 podróży filozoficznych po świecie podksiężycowym i nadksiężycowym”


[...] 5. Przyjemność najwyższym dobrem

Dlatego właśnie twierdzimy, że przyjemność jest początkiem i celem życia szczęśliwego. Ona to bowiem, według nas, stanowi pierwsze i przyrodzone dobro oraz punkt wyjścia wszelkiego wyboru i unikania; do niej w końcu powracamy, gdy odwołujemy się do czucia jako kryterium wszelkiego dobra. I właśnie dlatego, że jest ona dobrem pierwszym i przyrodzonym, nie uganiamy się bynajmniej za wszelką przyjemnością, lecz nieraz rezygnujemy z wielu; postępujemy tak zwłaszcza wtedy, gdy spodziewamy się z ich powodu doznać więcej przykrości. A bywa i tak, że wiele przykrości stawiamy wyżej od przyjemności, co zachodzi wówczas, gdy po przeżyciu długotrwałych boleści spodziewamy się doznać większej przyjemności. Dlatego też wszelka przyjemność ze względu na swoją naturę jest dobra, ale nie każda jest godna wyboru; i podobnie, wszelki ból jest złem, ale nie każdego bólu należy unikać. W każdym wypadku trzeba wszystko dokładnie zbadać pod kątem pożyteczności i szkodliwości, bo zdarza się czasem, że dobro bierzemy za zło i, na odwrót, zło za dobro. [...]

6. O umiarkowaniu

Umiarkowanie uważamy za największe dobro nie dlatego, żebyśmy w ogóle mieli poprzestawać na małym, ale dlatego, abyśmy się nauczyli obywać byle czym, gdy nas bieda nawiedzi, w przeświadczeniu, że najlepiej korzystają z obfitości dobra ci, którzy jej najmniej pożądają, i że to, co jest naturalne, jest też łatwe do zdobycia, a to, co urojone, z trudem trzeba zdobywać. Proste potrawy sprawiają nam tyleż przyjemności, co wystawne uczty, gdy tylko bolesne uczucie głodu zostanie usunięte. Jęczmienny chleb i woda sprawiają największą rozkosz, jeśli je spożył głodny. [...]

10. Zachęta do filozofii

Przemyśl więc dokładnie te sprawy a także zagadnięta pokrewne. Rozmyślaj dzień i noc, sam i z kimś, kto podobnie myśli, a nie zaznasz niepokoju ani we śnie, ani na jawie i będziesz żył wśród ludzi jak bóg. Albowiem człowiek żyjący w sferze dóbr niezniszczalnych jest zgoła niepodobny do żadnej śmiertelnej istoty.


[19.05.2022, Toruń]


SZTUKA - WIEŚ W MALARSTWIE (2)

 Kolejny odcinek "Wsi w malarstwie" akurat wpisuje się w treść poprzedniej notatki o filmie "Chłopi". Malarstwa realistycznego nie musimy się wstydzić. Wielu twórców żyjących i działających na przełomie XIX i XX wieku wykazało się świetną znajomością realiów wiejskich, adekwatną do warunków atmosferycznych panujących na terenach naszego kraju kolorystyką, nienaganną perspektywą oraz zauważalną symboliką, tudzież specyficznym klimatem polskiej wsi oraz oddaniem trudu pracy chłopa - rolnika.

Z prezentowanych poniżej obrazów na szczególną uwagę zasługuje, moim zdaniem, słynny obraz Chełmońskiego "Bociany". Bardzo bliska mojej wyobraźni są oba obrazy Tetmajera, niezwykle staranny, niemal fotograficznie oddany obraz Wierusza-Kowalskiego, jak i też płótno mistrza w odtwarzaniu zimowych krajobrazów Fałata. Ale też w każdym z przedstawionych obrazu można znaleźć coś dla siebie, dla własnej wrażliwości estetyczno-malarskiej.


Teodor Axentowicz – „Gęślarka”



Józef Chełmoński – „Bociany”



Józef Chełmoński – „Orka”



Józef Chełmoński – „Wypłata robocizny”



Włodzimierz Tetmajer – „Zagroda w Bronowicach”




Włodzimierz Tetmajer – „Żniwa”



Alfred Wierusz-Kowalski – „Powrót z jarmarku”



Henryk Siemiradzki – „Noc Świętojańska”



 
Julian Fałat – „Przeprawa przez roztopy”



Roman Kochanowski – „Pieczenie kartofli”



[19.05.2022, Toruń]


17 maja 2022

FILMY (11) CHŁOPI

 


Ten post chcę zadedykować jednemu z wielkich polskich artystów kina i teatru, niedawno zmarłemu Ignacemu Gogolewskiemu, którego chyba wszyscy pamiętają z filmu fabularnego i serialu „Chłopi” w reżyserii Jana Rybkowskiego.

W PRL-u adaptacje słynnych powieści były na porządku dziennym i trzeba przyznać, że większość z nich stała na wysokim poziomie, między innymi z powodu świetnej obsady aktorskiej. Tak też było w przypadku „Chłopów”. Władysław Hańcza, Tadeusz Fijewski, Emilia Krakowska, Krystyna Królówna i właśnie Ignacy Gogolewski – wszyscy ci aktorzy i aktorki odcisnęli pozytywne, że się tak wyrażę, piętno w tej wiernej adaptacji najsłynniejszej powieści Władysława Stanisława Reymonta. Myślę, że fabuły utworu nie trzeba przedstawiać; dość powiedzieć, że trudne, często dramatyczne losy mieszkańców Lipiec, wtłoczone w rytm przyrody, umieszczone na przełomie XIX i XX wieku poruszają nie tylko polskich, ale i europejskich czytelników, albowiem powieść Reymonta ma charakter uniwersalny.


Świetnie, że twórcy tego filmowego obrazu polskiej wsi odnieśli się z wielkim szacunkiem dla literackiego pierwowzoru, zaś wyśmienita gra aktorska stała się przysłowiową wisienka na torcie upieczonym przez reżysera i scenarzystę, operatora, choreografa, kostiumologa i scenografa. O tym świetnym filmie można by pisać długo, ale chyba lepiej go obejrzeć ponownie. Jest w tej chwili „puszczany” na jednej ze stacji filmowych, a także można go obejrzeć w internecie.


Chłopi - Serial fabularny i film

Rok produkcji: 1972

Premiera: 1972. 11. 26

Barwny, 13 odcinków po około 50 min każdy

Lokacje: Lipce Reymontowskie, Pszczonów, wieś Strzelcew koło Łowicza.

Reżyseria - Jan Rybkowski

Scenariusz - Jan Rybkowski, Ryszard Kosiński

Zdjęcia - Marek Nowicki

Operatorzy kamery - Zbigniew Czajkowski, Ryszard Gajewski, Zbigniew Hartwig

Scenografia - Tadeusz Myszorek

Kostiumy - Marta Kobierska

Muzyka - Adam Sławiński

Charakteryzacja - Irmina Romanis, Tadeusz Schossler



Obsada aktorska (dotyczy odcinka nr 1 - „Boryna”

Władysław Hańcza - Maciej Boryna

Emilia Krakowska - Jagna Paczesiówna

Ignacy Gogolewski - Antek Boryna, syn Macieja

Tadeusz Fijewski - Kuba Socha, parobek Boryny

Jadwiga Chojnacka - Marcjanna Pacześ, Dominikowa, matka Jagny

August Kowalczyk - wójt Piotr

Krystyna Królówna - Hanka Borynowa, żona Antka

Zofia Merle - Magda Kozłowa

Franciszek Pieczka - proboszcz

Bolesław Płotnicki - Jambroży

Wiktor Sadecki - karczmarz Jankiel

Magdalena Wołłejko - Józka, córka Boryny

Tadeusz Bartosiewicz - Witek

Mieczysław Czechowicz - Szymek, brat Jagny

Barbara Ludwiżanka - Jagustynka

Natalia Szymańska - Agata

Zygmunt Zintel - Bartłomiej Kozioł

Maria Broniewska - dziedziczka

Andrzej Krasicki - zarządca we dworze

Bronisław Pawlik - kowal Michał, zięć Boryny

Igor Śmiałowski - dziedzic

Aleksander Fogiel - Balcerek

Wirgiliusz Gryń - mieszkaniec Lipiec

Krystyna Kołodziejczyk - wójtowa

Wanda Łuczycka - Kłębowa

Janusz Paluszkiewicz - Kłąb

Jerzy Rogalski - brat Jagny

Bogusław Sochnacki - borowy

Kazimierz Talarczyk - mieszkaniec Lipiec; nie występuje w napisach


16 maja 2022

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (700 - 701) TRENING PRZED WYPRAWĄ. KOLARZÓWKA.

 

o, właśnie taki, tylko w bananowym kolorze "Albatros"


700.

W ramach przygotowań do wyprawy na miasto bez kul odbyłem ekskursję do paru bliżej położonych i okazuje się, że wprawdzie nie odwołuję swojego zamiaru w kontekście wyprawy do samego centrum miasta, ale podejrzewam, że będzie się ona odbywać etapami z odpoczynkiem po każdym z nich. Moja lewa noga w dalszym ciągu znajduje się tak jakby poza kontrolą organizmu i jego chęci do poruszania się i w związku z tym muszę się pogodzić z tym, że „nie popodróżuję cały” i na pełne wyzdrowienie (o ile w ogóle nastąpi) muszę jeszcze zaczekać. Szczególne utrudnienia miewam, gdy np. trzeba się wspinać na schodki, aby, dajmy na to, wypucować okno.

701.

Taka oto naszła mnie myśl poranna, tłumacząca niejako różnicę pomiędzy czasami obecnymi a minionymi (nie wiem, czy słusznie minionymi). Otóż rzecz zasadza się zamykaniu na klucz swojego mieszkania, przy czym nie dotyczy to jednostkowej własności, a takiej której jesteśmy współużytkownikami; mam na myśli mieszkania w kamienicy, bloku itp. . Dawnymi czasy, bardzo dawnymi wspólne drzwi do takiej posiadłości nie były ani na noc, ani w dzień zamykane. Dostać się zatem pod sam próg mieszkania było niezwykle łatwo. Czy to ktoś z rodziny, znajomy lub nie, także złodziej.

W swojej rodzinnej kamienicy mieszkałem lat dziewiętnaście i jakoś nie zdarzyła się przez ten czas ani jedna kradzież. O ile pamięć nie doprowadza mnie do rozpaczy, to w całej osadzie pracowniczej – mojej małej ojczyźnie przez to dwudziestolecie kradzieży było chyba mniej niż palców u jednej ręki, a jeżeli już takowa się zdarzyła, to jedynie w cukrowni. Nie chcę przez to powiedzieć, że w dawniejszych czasach kradzieży nie było, lecz mam prawo twierdzić, że u mnie, że się tak wyrażę, pomimo otwartych drzwi, okiem, furt czy drzwiczek do obórek kradzieży nie uświadczono.

W związku z podjętym tematem przypomniała mi się pewna historia. Otóż kupiono mi onegdaj wyścigówkę – rower sportowy, kolarzówkę - "Albatros", którą pozostawiłem na całą noc na werandzie przylegającej do kamienicy. Przypomniało mi się o tym dopiero rankiem dnia następnego, lecz kiedy zszedłem na dół, roweru nie było. Pierwszy odruchowe wytłumaczenie: „ukradli!”. I okazało się, że nie ukradli. Starszy pan mieszkający w jednopokojowym mieszkanku na parterze, przechował u siebie moją kolarzówkę, „aby jej nie ukradli”. Czyli bano się złodziei, lecz dziwnym zbiegiem okoliczności złodzieje omijali naszą kamienicę… i bardzo dobrze.


[16.05.2022, Toruń]



ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (699) PAW NARODÓW.

 

źródło: https://to.com.pl/niesamowita-kradziez-zlodziej-puscil-pawia/ga/6337542/zd/9953358

699.

Może i jesteśmy narodem wybranym, ale mądrym wcale. Pisał o Polsce mądrze w „Grobie Agamamnona” ten, co „wielkim poetą był”, Juliusz Słowacki:

[„O Polsko! póki ty duszę anielską

Będziesz więziła w czerepie rubasznym;

Póty kat będzie rąbał twoje cielsko,

Póty nie będzie twój miecz zemsty strasznym!”]

i dalej...

[…] „Polsko! lecz ciebie błyskotkami łudzą!

Pawiem narodów byłaś i papugą;

A teraz jesteś służebnicą cudzą” […]

Nic, ale to nic w naszym narodowym charakterze się nie zmieniło. Nadal ubieramy się w pawie pióra i stroszymy je, dając do zrozumienia, żeśmy jedyni na planecie, nie pomni tego, że my bawimy się ze światem, a świat bawi się nami. Jesteśmy też bardzo wspaniałomyślni. Doceniając rolę jaką odegrała banderowska armia ukraińska w trakcie II wojny światowej, podczas powstania warszawskiego i po zakończeniu działań wojennych, dopomagamy naszym szlachetnym sąsiadom, pogrążonym przez działania wojenne spowodowane rosyjskim najazdem. Przyjmujemy ukraińskich uchodźców nawet z terenów nieobjętych wojną, chcąc się w ten sposób odwzajemnić za okazaną naszemu narodowi pomoc przesyłaną przez Ukraińców w okresie powojennym. Odwzajemniamy Ukraińcom pomoc jaką onegdaj uzyskali obywatele polscy od narodu irańskiego. Jesteśmy nawet w stanie zrezygnować z własnych barw narodowych tylko po to, aby uchodźcy z Ukrainy mogli się czuć tak jak u siebie w domu. Jednocześnie dbamy o to, aby do naszego kraju nie dostali się nielegalni ludzie z Iraku, Jemenu czy Afganistanu. Nawet w politycznym, śpiewającym konkursie Eurowizji, którego wyniki były już znane przed ponad dwoma miesiącami z chwilą napaści Rosji na południowego sąsiada, głosujemy na jedyną i najlepszą piosenkę ukraińską, nie oczekując, rzecz jasna, rewanżu. I słusznie – naszego poświęcenia nie wolno skalać jakimś naiwnym oczekiwaniem na to, że obywatele Ukrainy, którym nasze sławne państwo zapewnia wikt, zakwaterowanie i kasiorę w zamian zagłosują na naszego Ochmana. G’woli przypomnienia na Polaka głosowało m. in. San Marino, Macedonia Północna, Gruzja i Azerbejdżan – Ukraina na zero.

Podejrzewam, że w podobny sposób wdzięczność naszych wschodnich sąsiadów odbije się czkawką w innych dziedzinach życia ku dalszemu zacieśnieniu naszej współpracy.

Póki co nasz prezydent Wołodymyr Zełenski zaprasza nas do Mariupola, gdzie planuje przeprowadzić kolejną edycję konkursu Eurowizji, który oczywiście z polityką nic a nic wspólnego nie ma.


[16.05.2022, Toruń]

15 maja 2022

ODKURZONE... DOBRE BRANIE

 


Leon Wyczółkowski (1852 - 1936) - "Rybacy"


DOBRE BRANIE

[pisane 30 08.2019 w Saint Tropez, departament Var we Francji]

    Staliśmy przy wąskim przesmyku prowadzącym swe leniwe wody od "poniemieckiego stawu" do małego strumyka mającego swoje źródełka u podnóża niewielkich wzniesień zwanych "Babimi Górami". Strumyczek ciągnął się lekko zwichrowaną linią przez łąki, a wcześniej u stóp babskich wzniesień przeciskał się rowem pod mostkiem na kasztanowej drodze. Podobno w czas wielkich opadów wody strumienia rozlewały się szeroko po łące, a w wielu miejscach były tak głębokie, że szczuki i liny myliły je ze stawem, opuszczały "poniemiecki", wpływały do zatopionej łąki, a kiedy woda opadła, pozostawały tu na wieczność, nie mogąc się wydostać z powodziowych zagłębień.

    Ze zniewolonych ryb cieszyli się wędkarze - tylko pozazdrościć takiej łatwej zdobyczy, po którą dosłownie można sięgnąć ręką, i wyciągano nie tylko szczupaki i liny, ale też węgorze, okonie, nie licząc już drobnicy w postaci płotek, wzdrąg, kiełbi czy uklei.

    Ojciec zasadził się z dwoma wędziskami na szczupaki na owym przesmyku. Łowił na kiełbie i rosówki. A jakże, wędziska przygotował wspaniale: mocny, lakierowany bambus, czeska żyłka, haki polskie, spławiki i korki własnej roboty, ołowiowe ciężarki oraz dzwoneczki zakupione na targu od znanego i solidnego handlarza (dzwoneczki przeznaczone były na nocny połów).

    Tego dnia gdy słońce poszło już spać za odległym szpalerem olszyny, ojciec jedną wędkę przeznaczył dla mnie, tę z zadzierzgniętym na hak robakiem. Przez długi czas oba spławiki leciutko dygotały na spokojnej wodzie, a i to raczej ze względu na przysiadające na nich owady. Zapadał zmrok i od "poniemieckiego stawu" powiało chłodem. I kiedy ojciec miał już zamiar spakować się i wrócić do domu poirytowany tym, że ryba dziś pewnie uśpiona a kapryśna nie skusi się na przymocowane do haczyków przysmaki, nagle zadzwonił dzwonek, mój dzwoneczek.

    Miałem wtedy dobry wzrok i pomimo narastającego zmroku spostrzegłem jak spławik wynurzył się cały, tak jakby powstał z kolan, aby po chwili gwałtownie zniknąć pod wodą, a później odpłynąć na drugą stronę wąskiego gardła przesmyku. Uniosłem wtedy wędkę i poczułem spory opór. Nie miałem wątpliwości - miałem branie. Powoli, pamiętając o naukach ojca, przyciągałem delikatnie niepewną jeszcze zdobycz w swoją stronę; niespiesznie skracając dystans dzielący mnie od ryby nawijałem żyłkę na kołowrotek. Ryba dzielnie stawiała mi opór, co czułem całym prawym ramieniem. W końcu pojawiła się na granicy lustra wody i powietrza. Spostrzegłem wynurzający się z wody giętki, pręgowany grzbiet - to był szczupak.

Ojciec tymczasem przyglądał się mojej pracy nad brzegiem i komenderował:

- Nie szarp, popuść jeszcze trochę żyłki, spróbuj skierować go w miejsce, gdzie jest najmniej zielska, pozwól mu niech się wyszumi, teraz pobierz żyłkę, podprowadzaj powoli, wywinęła się? Popuść znowu, niżej trzymaj wędkę, zaczekaj wezmę podbierak, zaraz go wsunę pod niego, teraz możesz szarpnąć, ciągnij do brzegu, ooo, jest już w siatce, teraz razem, wyciągnijmy go, Matko Boska, haki! Jaki wielki, jak to się trzepoce, trzymaj go jeszcze, bo jeszcze gotów wyskoczyć nam z siatki, mamy go, masz go!!!

    Kiedy w domu zważyliśmy szczupaka sprężynową wagą, wyszło na to, że miał prawie osiem kilogramów.

    Byłem z siebie bardzo dumny. Ojciec też był dumny, tyle że trochę zawstydzony, że szczupaczek nie skorzystał z zaproszenia przynęty z jego wędki.

    A ja nie wydawałem się, że po tym pierwszym poważnym braniu piekielnie bolało mnie prawe ramię.


[15.05.2022, Toruń]