Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

20 listopada 2020

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (74-78) TEŻ KŁAMIE. GDZIE SZUKAĆ IDIOTÓW. PREZES SOBIE WSADZI. ALEŻ NAROZRABIAŁ. „TAJNE BOKSERY”.

 

74.

To i Wikipedia kłamie, zaliczając do polskich socjologów jadwigę emilewicz (głucha jadźka) i wojciecha cejrowskiego. W przypadku „jadźki” wpis popełnił jakiś porozumiewawczy pisowiec.

75.

Częstokroć łapię się na czymś takim. Ktoś tam zamieszcza na FB jakąś własną informację, skomentowane zdjęcie lub udostępniony od innego użytkownika tego portalu społecznościowego film. Pod takim wpisem pojawiają się zwykle komentarze. W dobie nienawiści człowieka do człowieka bywa, że komentarzy nienawistnych, wulgarnych lub idiotycznych jest więcej od aprobujących daną informację lub obojętnych emocjonalnie. Nie sprawia mi trudności odnalezienie szczególnie idiotycznej, takiej jakby niedostatecznie przetłumaczonej wypowiedzi kogoś zamieszkującego inną planetę. Najczęściej nie odpowiadam na takie brednie, nie karmię trolli, aczkolwiek język świerzbi. Co robię? Wchodzę na profil tego kogoś, kto uznał, że cała fejsbukowa Polska ma się dowiedzieć o jego/jej staraniu dostania się do szpitala psychiatrycznego poza kolejnością wyznaczona przez NFZ. Co odnajduję? Możecie mi nie wierzyć, 99 procent odnalezionych profili należy do członków bądź zdeterminowanych zwolenników pisu i konfederacji. Dodałby do tego jedną panią, która zaśpiewała, że nie jest Ewą. Wolę już, żeby pani Edyta śpiewała już Polski Hymn, aniżeli wypowiadała się na temat statystów. A, tak przy okazji, czy kto słyszał śpiewaną wersję „Mazurka Dąbrowskiego” w wykonaniu pana prezesa? Raz, że pan prezes pozazdrościł pani, co nie była Ewą, oryginalnej aranżacji, a dwa, że jego „z ziemi polskiej do Polski” to bardzo ciekawe historyczno-lingwistyczne rozwiązanie.

76.

Wczoraj ton mojej wypowiedzi w kawiarence był dosyć emocjonalny. Dzisiaj nie zmieniając ani w ząb poglądu na sprokurowaną przez pisiarstwo porozumiewawczo solidarnopolskie, zastanawiam się, czy przypadkiem gdy pandemia ustanie (kiedyś przecież ustanie) te szpitale covidowo-tymczasowe nie zostaną przekształcone w łagry na wzór Berezy Kartuskiej. Pan prezes wczoraj czy pozawczoraj, trzęsąc się ze strachu i wściekłości przyobiecał miejsca leżąco-stojące w takich placówkach. Póki co trzymamy pana prezesa za mor… słowo.

77.

Nie uszło mojej uwadze to, że pomimo otoczenia polskiego parlamentu metalowymi barierami, tysiącem, jak sądzę po widoczności policjantów, setką, jak mniemam, tajniaków w cywilu, tudzież zwartym szeregiem niemieckich najczęściej busów do przewozu pispolicjantów, nie uszło mojej uwadze to, że pan Wicemarszałek Sejmu RP tak wściekle narozrabiał, że ugodził pispolicjanta prawdopodobnie w hak holowniczy, dokonując tym samym czynnej napaści na tegoż, którego życie wisi teraz na włosku. Modlimy się za pana pispolicjanta, podziwiając jednocześnie poczucie humoru rzecznika herszta pispolicji, pana kamińskiego uratowanego przez pana prezydenta i pana marszałka o wielce sfatygowanych obliczu.

78.

Zastanawiam się, czy pispolicjanci nie zarekwirowali przypadkiem jakiejś broni protestującym kobietom, bo ja na własne stare oczy widziałem, że niektóre z nich miały przy sobie kartoniki z mlekiem do polewania twarzy po spryskaniu ich pieprzowym gazem, jakieś waciki, gaziki, chusteczki zwalczające pozostałości po gazie; dużo mniej kobiet miało przy sobie parasolki, ale za to chyba każda miała przy sobie torebkę (kobiety lubią mieć przy sobie torebki), a jeśli nawet kobiety nie miały przy sobie torebek, to musiały posiadać portfele, a w nich dowody osobiste. No i oczywiście – niech tylko spróbują powiedzieć, że nie miały – telefony komórkowe. Proszę więc sobie wyobrazić telefon w rękach wkur…..j kobiety. Rzuci nim taka i trafi pispolicjanta w oko, albo trafi w jakie inne, kto wie, czy dla chłopa nie bardziej bolące miejsce. A taki dowodem osobistym to nie można tętnicy szyjnej odciąć od reszty ciała? A jeśli taka baba wzięła jednak z sobą torebkę, to jakże tragiczne w skutkach może się okazać użycie przez kobietę pudru (po oczach nim, ma się rozumieć) z jednoczesnym wetknięciem w obie nochalowe dziurki tamponów – śmierć pewna, przy której covidowe boleści wysiadają.

Dlatego właśnie zostały w celach pokojowych użyte bojówki bąkiewicza, herszta pispolicji czy samego pana prezesa – mniejsza jak nazwać tego drania. Dlatego kazano bojówkarzom wplątać się w tłum, dlatego dano gówniarzom pałki i konserwy z pieprzowym gazem, aby pokazać, że mięśniak walący kobiety pałą to brzmi dumnie, po pisowsku, po katolicku i zgodnie z pispolską racją stanu.


[20.11.2020, Toruń]

19 listopada 2020

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (73) NIE DA SIĘ POSKLEJAĆ

Prawdopodobnie nie się już tego naprawić, posklejać. Tak jak myślałem czeka nasz kraj wielka smuta, która już jest, a czekają nas więzienia, może obozy koncentracyjne i wielki wstyd w Europie i na świecie, kiedy w końcu wyrzucą nas z Unii, kiedy znajdziemy się bocznym, nieużywanym torowisku i będziemy właściwie niewolnikami pisowskich zbrodniarzy. Czy to takie niezwykle, czy ten scenariusz się nie sprawdza?

Pisowska władza, tak jak się tego spodziewałem, nie cofnie się przed niczym i nikim, wbrew jakimkolwiek logicznym przesłankom, a dopiero wkraczamy w krainę terroru. Policji nie dziwię się. Policje całego świata zawsze sprzyjały dyktatorom, zawsze nadrzędnym zadaniem policji jest ochrona autorytarnej władzy. Nie inaczej przedstawia się sprawa z policją pisowską. Za sto, pięćset czy tysiąc złotych pisowscy policjanci gotowi są zrobić wszystko i proszę mi nie mówić, że ktoś tam na prowincji, że jacyś tam szeregowi policjanci, że oni, nie chcą, ale wiąże ich ten rozkaz. Nasi dzielni policjanci nie zbuntują się, nie wystąpią przeciwko tym, którzy drukują dla nich pieniądze, marzenie o tym, to pragnienie, aby deszcz lał się do chmur, a kamienie mówiły ludzkim głosem.

Dzisiaj pisowscy szaleńcy oficjalnie uruchomili stanowiska tajnych bezmundurowców, którzy za ciężką kasę mają zadanie wyłapywać z tłumu demonstrantów tych, których uwięzienia domagają staruchy z Wiejskiej. Dziś wyłapują ludzi z tłumu, jutro będą osobiście wtrącać do więzień, może zapalać ogień pod paleniskami, może prosić państwa do gazu. A równie nikczemni są ci, którzy niezwykłym na naszej ziemi, niewidzianym i niesłyszanym od lat hejtem gloryfikują działania zidiociałego szaleńca, jego popleczników i policji. Tych ludzi, jak sądzę, powinniśmy się bać najbardziej, uciekać przed nimi, a w każdym bądź razie unikać z nimi jakichkolwiek kontaktów, jeśli nie stać nas na walkę.

Mnie, przyznaję to szczerze, na walkę nie stać. Niech młodzi wezmą sprawy w swoje ręce. Mimo wszystko myślę, że ludzi dobrej woli jest więcej, że nie wszystkich można przekupić, że nie wszyscy w naszej Polsce są policjantami, nie wszyscy są żołnierzami Rzeczypospolitej, dla których это не имеет значения czy istnieje w naszym kraju praworządność czy nie.

Przykre to słowa i pewnie powodowane emocjami, ale jestem jak najgorszych przeczuć i obaw, czy uda się w dającej się przewidzieć perspektywie czasowej zasypać Rów Mariański podziałów wykopany przez jarosława kaczyńskiego.

Poniżej - potraktowana przez pisowskich policjantów przywódczyni kobiecych spacerów i protestów, pani Marta Lempart.


[19.11.2020, Toruń]

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (71 -72)

 71.

Pięciu czy sześciu „prawników” ignorantów wychodzi przed solidarno- pisowski szereg, aby nas przekonać, że „praworządność” ma znaczeniowo zabarwienie negatywne, a nadto jest prowokacją. Myślę, że gdyby dzieciom z klas 1-3 szkoły podstawowej zadać pytanie, czy praworządność... (no, może to za trudne dla nich słowo) czy jeśli człowiek postępuje zgodnie z prawem to dobrze, czy źle, odpowiedź dzieci na tak sformułowane pytanie byłaby pozytywna. To tylko ekipa rządząca reprezentowana przez tych ustawionych przed szereg panów uważa, że przestrzeganie prawa jest złe. Czy przypadkiem nie jest to sposób myślenia przestępców? Co złego w tym, panowie szlachta, że warunkiem otrzymania funduszy unijnych jest przestrzeganie przez rządy państw członków Unii Europejskiej? A jeśli, panowie prawnicy od siedmiu boleści, uważacie, że w Polska rządzona jest praworządnie, to czego się boicie?

Długo zastanawiałem się nad tym, co powoduje takimi ludźmi jak ziobro, że wygadują takie niedorzeczności. Sądziłem, że wynika to z tęsknoty za silnym rządem PRL-u. Ale przecież PRL miał swoje różne oblicza, a zatem może jest to tęsknota za rządami stalinowskimi, dookreślmy je – ubeckimi? Być może. A jeśli jest to tęsknota za maoizmem, za rewolucją kulturalną, w wyniku której dochodzą do władzy prymitywne matoły?

72.

No i się narobiło.

Podaję za onetem: „Polskie środowiska artystyczne żyją od kilku dni poruszeniem, jakie wywołało ogłoszenie przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego programu i listy beneficjentów rządowego wsparcia, znanego jako Fundusz Wsparcia Kultury.”

Generalnie wsparcie finansowe dotyczy ludzi działających w szeroko rozumianej kulturze czyli zarówno wykonawców, piosenkarzy, muzyków, aktorów czy reżyserów, ale też ludzi, którzy bezpośrednio na estradzie czy na deskach teatru, salach koncertowych, na planach filmowych nie występują. Jest prawda, ze ta branża kulturalno-estradowa traktowana była do tej pory po macoszemu, więc inicjatywa wspomożenia jej przedstawicieli to krok w odpowiednim kierunku, jednakowoż z pewnym (moim) zastrzeżeniem. Utrzymuję, że w pierwszym rzędzie taka pomoc winna być przeznaczona dla ludzi kultury, którzy z uwagi na prowadzoną działalność nie będą w stanie pozyskać funduszy na utrzymanie. Jeżeli zatem państwo np. zamyka teatry, to rzeczą oczywistą jest to, że nie będą w nim zarabiać aktorzy ale też właściwie wszyscy pracownicy teatru (teatry próbowały wprawdzie walczyć o publiczność w sieci, czy też korzystały z niewielkich możliwości robienia spektakli z ograniczoną liczbą publiczności, ale absolutnie nie można mówić o dochodowości tego rodzaju projektów). Co innego z branżą czysto rozrywkową, gdzie dochodowość artystów wynika zarówno z aktywności na trasach koncertowych jak i też ze sprzedaży płyt i tantiem związanych z prawem autorskim do tekstów i muzyki. Jeśli więc państwo pisowskie organizuje trasy koncertowe dla wybranych piosenkarzy i zespołów, to czy nie wydaje się zasadnym zmniejszenie lub wręcz zaniechanie wspomagania artystów dodatkowymi nagrodami pieniężnymi? Albo jeżeli państwowa pisowska telewizja pokazuje pewną w miarę stałą grupę artystów estrady, to czy ta grupa piosenkarzy, piosenkarek i zespołów muzycznych nie powinna być przypadkiem zwolniona z udzielania jej dodatkowego finansowego wsparcia?

Odchodząc na chwilę od zasadniczego wątku niniejszego wpisu, chciałbym powiedzieć, że być może cała nasza pisowsko-państwowa i prywatna branża medialna niedostatecznie wsparła twórców estradowych. Wydaje się, że przeznaczenie większej puli czasu antenowego przeznaczonego na polskie nagrania, oczywiście nie rozwiązałoby problemu niedostatków dla tej branży, ale w jakimś stopniu przyczyniłoby się do złagodzenia skutków braku pieniędzy z powodu braku koncertów. Że też ani pisowsko-publiczna, ani też komercyjna stacja telewizyjna nie domyśliła się, aby przenieść jakiegoś spektaklu teatralnego , czyniąc zeń projekt na miarę teatru telewizji. Wydaje się, że od marca było sporo czasu na to, aby media telewizyjne, także i radiowe zrezygnowały na jakiś czas z bezmyślnej chałtury na rzecz kultury przez duże K. Ale to taka moja osobista refleksja.

Przejdźmy jednak do tego Funduszu Wsparcia Kultury.

Na fejsbukowej stronie zespołu Kult pojawiło się takie oto oświadczenie:

Czasy są ciężkie. Dla wszystkich. Rząd w końcu przyznał 400 milionów artystom, którzy o to go poprosili. Nie nam oceniać kto z nich jest w tak tragicznej sytuacji by rząd o taką zapomogę prosić. Jeśli nie widzą w tym jakiejkolwiek niestosowności to niech biorą jak dają. My nie prosiliśmy chociaż sytuacja w Kulcie daleka jest od choćby różowej. Niektórzy koledzy już zarabiają w inny sposób dzieląc swój czas na pracę i próby. Właściwie wróciliśmy do czasów gdy zaczynaliśmy. Jednak od tych....( z trudnością powstrzymujemy się od użycia wulgaryzmu) nic nie chcemy.

Po pierwsze są grupy zawodowe, które takiej zapomogi potrzebują bardziej. Lekarze, pielęgniarki, ratownicy, którzy po kilkanaście godzin na dobę tyrają ratując ludzkie życia za psi grosz. Po drugie- rząd nie może ci dać żadnych pieniędzy, bo ich nie ma. Jeśli jednak komuś daje to znaczy że przedtem komuś zabrał. Zabrał setkom tysięcy uczciwie pracujących ludzi, którym teraz na dodatek zamyka interesy. Nie chcemy tych ukradzionych wam pieniędzy. Tak. Potrzebujemy wsparcia. Jeśli chcesz nas wesprzeć to kup naszą ostatnią płytę z CD i DVD z koncertu na Polandrock. Przy okazji posłuchasz i obejrzysz największy koncert jaki odbył się na ziemi polskiej kiedykolwiek. A zaręczamy - słaby nie był.

I załatwimy to bez pośrednictwa tych panów (i pań). Gdyby nie było was nie byłoby nas.”

Dla mnie ta opinia Kazika i jego zespołu całkiem do przyjęcia, choć jak sądzę, to oświadczenie głównie odnosi się do sytuacji w jakiej znaleźli się artyści estrady.

Kazik Staszewski swoim zwyczajem uderzył więc pięścią w stół, na co zareagowały pisowskie nożyczuszki, czyli pan świerzyński, ten od majteczek w grochy. W skrócie odniósł się do wypowiedzi Kultu tak: 

– A kto by chciał ich płytę kupić?

- Kto pamięta taki zespół jak Kult, na litość boską? 

Te retoryczne pytania oczywiście w związku z wypowiedzią Kultu.

Więcej tutaj:


Jak ocenić wypowiedź tego najsłynniejszego piosenkarza na świecie, walczącego skutecznie o palmę pierwszeństwa z Frankiem Sinatrą czy Elvisem Presleyem?

Jeszcze tylko zacytuję ponownie ten fragment wypowiedzi Kultu:

Nie nam oceniać kto z nich jest w tak tragicznej sytuacji by rząd o taką zapomogę prosić. Jeśli nie widzą w tym jakiejkolwiek niestosowności to niech biorą jak dają.

Że tak powiem - ostro, ale nade wszystko dyplomatycznie, bez ataków per persona w stosunku do artystów nie podzielających zdania muzyków Kultu.

Co Kult otrzymuje w zamian? Szyderstwo, kpinę, nadto mylenie „kultury” z „chałturą”; śmiem twierdzić, że Fryderyk Szopen także nie wydał w Polsce tyle płyt ile bayer full, co nie oznacza, że był gorszym kompozytorem niż świerzyński… no, przynajmniej był na równym są poziomie.

Nie chce mi się wnikać w niepełne złącza komórek mózgowych autora przebojowego „ło hohoho”. Skwituję to powiedzeniem, które funkcjonuje w moich stronach: „Cham był chamem, jest chamem i chamem pozostanie”.

Na koniec Jurek Owsiak takie znalazł na świerzyńskiego rozwiązanie, podaję za oficjalną stroną FB Jurka

Gloria Artis dla Bayer Full

Po wypowiedzeniu opinii na temat Kultu przez twórcę disco polo Sławomira Świerzyńskiego zainteresowanie wydaną przez nas i SP Records płytą jest ogromne. W tym momencie, w tej chwili złożyliśmy zamówienie na dotłoczenie 11 000 płyt Kultu z Pol'and'Rock Festival. Pierwszy nakład 8 000 boxów CD/DVD i 3000 winyli wyprzedał się w całości. Tę i inne płyty możecie kupić na stronie www.siemashop.pl i SP Records.

Więc w sposób nietypowy dla całej dyskusji, która śmiga w internecie, mogę tylko prosić członka zespołu Bayer Full o dalsze wypowiedzi. Mało tego - podejrzewam, że może liczyć na order Gloria Artis od obecnie panującego Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu.

Dawajcie Panowie obydwaj, ile wlezie, bo nadajcie na tych samych falach!”

I to byłoby wszystko na ten temat... chociaż... chwileczkę... poniżej piosenka najsłynniejszego na świecie piosenkarza, "Majteczki w kropeczki".

.... żartowałem

[19.11.2020, Toruń]

17 listopada 2020

DNIE I NOCE DO INNYCH NIEPODOBNE (2)

 2.

Nie jest pani ciekawa, co miałem na myśli mówiąc, że nam, Weronice i mnie się uda? Rozumiem, że nie zareagowała pani przez delikatność. Swoją drogą wcale nie byłem tego pewien, że nam się uda. Nigdy nie można mieć pewności, to w końcu natura, a jeśli nawet z naturą wszystko w porządku, to wtedy do głosu może dojść stres, oj tak, stres, to co człowiekowi siedzi w głowie ma kolosalne znaczenie. Ale akurat wtedy nie myślałem o tym, bo wszyscy w pensjonacie jak jeden mąż myśleliśmy o tych, którzy nie dojechali, a doba noclegowa zaczyna się przecież o jedenastej przed południem, a tu szesnasta się zbliża. Pokojówka, drobna figlarna i niezwykle sprawna w ruchach szatynka z chusteczką na głowie, wiedząca o pensjonacie i jego gościach nie mniej od właścicieli, powiedziała mi, że miało przyjechać małżeństwo z trojgiem dzieci oraz nazajutrz dwie pary, które już nie pierwszy raz tutaj gościły, więcej – przyjeżdżały do pensjonatu razem tego samego dnia i tego samego dnia odjeżdżały.

Wszyscy zamieniliśmy się w jedno wielkie czekanie; nawet Weronika, która sobie zasnęła, a ja stałem przy oknie, a potem dosunąłem pod sam parapet krzesło, przyniosłem z biblioteczki książkę i zacząłem czytać na siedząco, bo jakże inaczej. A czytałem „Zamek” Kafki, bo wie pani, że ja lubię dopasowywać scenerię czytania do tego, co się dzieje w książce, a więc jest ten śnieg, jest ta podróż mierniczego i oberża, którą w rzeczywistości mojej jest ten pensjonat. Ściemniło się już bardzo, pojedyncza latarnia oświetlała wejściową, oficjalną fasadę bryły pensjonatu i drogę prowadzącą do niego, odśnieżoną, ale przysypywaną lekkimi okruchami zmrożonej do białości wody. Co jakiś czas podnosiłem oczy od Kafki i zerkałem w szklistą, pobieloną śniegiem i światłem latarni przestrzeń. I nagle…

- Zaledwie dwie kreski ponad normalną temperaturę człowieka – oznajmiła. - Ciśnienie w normie z lekką depresją – tak się wyraziła.

Zastanawiałem się jaki jest sens badania ciśnienia i temperatury ludziom leżącym w śpiączce, ale ja się na medycynie kompletnie nie wyznaję, więc skoro się bada, to pewnie tak trzeba.

Brak zaciekawienia z pani strony opowieścią? Pewnie pani myśli, że ja nie kontaktuję, nie widzę i nie słyszę pani, nie odczuwam dotyku pani dłoni. Wielkie niezrozumienie. Wielkie.

Widzę sporą grupę dzieciaków wyłaniających się z półmroku łąki otaczającej pensjonat. Dziesięć, piętnaście mikrych postaci opatulonych w ciepłe paltociki, w wełniane czapeczki krasnoludków na głowie, w piąsteczki rękawiczek. I jest pośród nich kobieta, opiekunka, wyższa, choć obiektywnie niewysoka, zgarniająca dziecięcą szarańczę jak gęś swoje potomstwo pod czułe i ciepłe skrzydła pierza. Odkładam więc książkę i zbiegam na dół, nie budząc Weroniki. Dobrze pani myśli, chcę powiadomić gospodarzy o przybyciu niespodziewanych gości. Ale oni wraz z odźwiernym i pokojówką stoją już na holu przy wejściu, ktoś tam otwiera drzwi i po schodkach, potem po gumowym dywaniku, wtaczają się dzieciaczki, wpełzają jak gąski, nóżka za nóżką, główka za główką, szaliczek i czapeczka za szaliczkiem. Kłaniają się, otrzepują buciki ze śnieżnego szronu, przytupują, ściągają z główek czapeczki, a ciepła para z ich czółek, z krzewin pomiętych włosów, z dłoni pozbawianych rękawiczek wznieca w holu subtelną mgłę.

- Przyszliśmy z sierocińca – odezwała się opiekunka. - Możemy tu zostać na noc?

Odliczyliśmy się tam na dole my wszyscy z wyjątkiem Weroniki, która spała w pokoju na górze i o której zdrowie po wcześniejszej przechadzce tak się bałem. Wyglądaliśmy na tym holu tak, jakbyśmy oczekiwali na rodziny i znajomych w hali przylotów na lotnisku – zjawiają się nagle i my wyszukujemy tych swoich, podając swoje nazwiska, a może nawet dysponujemy kartonami z napisami imion tych, którzy przylecieli.

Ktoś, nie wiem kto, bo w tym tłumie… ktoś krzyknął:

- Ależ wy musicie być głodni! Proszę na stołówkę.

Dzieciny pod opiekuńczo-wodzowskim ramieniem pani wychowawczyni przedreptały do sali jadalnej na dole. W końcu pozostałem ja i staruteńki, lecz jak na swój wiek, niezwykle żwawy gospodarz… i wtedy z łoskotem i świstem ponownie otwarły się drzwi wejściowe do pensjonatu. Stary człowiek najęty przez właścicieli do podwożenia końskim zaprzęgiem gości, w opryskanej śniegiem ciężkiej a ciągnącej się niemal do samej podłogi baranicy, zacharczał boleśnie:

- Panie, druga nawałnica idzie, zasypie nas, Matko Boska, już teraz ciężko z dojazdem do miasteczka, a popada przez noc, nie wyjedziem wcale.


- Tak było, siostro – mówię do siedzącej przy mnie. - I przysypało nas nie na żarty tej nocy, a pokojówka modliła się o to małżeństwo z trojgiem dzieci, oby się im nic nie stało w taką zawieję. A po wczesnej kolacji poszły te dzieci do kąpieli, gospodyni zarządziła, i zarządziła jeszcze to, aby na noc tym chucherkom jakieś posłanie przysposobić, i żeby po pokojach tak ich poukładać, aby ktoś z dorosłych był przy nich, bo nie było tak obszernego pokoju aby czternastkę dzieci (tyleż ich w końcu mieliśmy w pensjonacie) rozmieścić w jednym. Zgodzono się, aby pokojówka wzięła dwoje do siebie, sama gospodyni weźmie do swego czworo, pięcioma duszyczkami zaopiekuje się na noc wychowawczyni, a do nas – do mnie i Weroniki troje przyjdzie spać. Zatem gorączkowo z jednych pokojów wystawialiśmy łóżka, aby zagracić nimi inne; znalazły się też polówki i do naszego pokoju dwa polowe łóżka trafiły, co oznaczało, że jedna sierotka spędzi noc w naszym łóżku, ale te polóweczki, jak się później okazało, trzeba było tak ściśle połączyć z naszym łóżkiem, bo dzieciny ani rusz nie chciały same kłaść się do swej pościeli w oddaleniu od nas.

Weronika gdy tylko zobaczyła jak te szkraby – chłopiec i dwie dziewczynki – do jej ramion, do koszuli nocnej się kokoszą, jak ją obejmują, jak ćwierkają z oczętami zwróconymi ku oczom mojej dziewczyny, jak to zobaczyła, jak to przeżyła, to z miejsca z tego smutku i z tej radości rozbeczała się jakby po obejrzeniu jakiego wzruszającego wyciskacza łez w telewizorze, ale chorą już nie była wcale.

[17.11.2020, Toruń]

16 listopada 2020

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (69-70) KLIMATY FILMOWE. O"SIEKIEREZADZIE".

 

69.

Nikt mnie o to nie zapyta, ale gdyby… spróbowałbym mu wytłumaczyć dlaczego lubię stare polskie filmy (od połowy lat pięćdziesiątych po lata osiemdziesiąte zeszłego wieku), choć oczywiście każdy film należy traktować indywidualnie i przecież nie każdy obraz filmowy, scenariusz, czy gra aktorska są na różnym poziomie. Wydaje mi się, że dużą rolę odgrywa w tym miejscu inna, bardziej wyszukana technika aktorska, w której mniej gwiazdorzenia, więcej troski o sposób formułowania zdań, środki stylistyczne zaczerpnięte z teatru. Kiedy się patrzy na „Kanał”, „Popiół i diament”, „Pociąg”, „Pętlę”, „Faraona”, czy „Gangsterów i filantropów”, by wymienić choćby kilka starszych filmów o jakże różnej tematyce, podstawą sukcesu tych obrazów jest z jednej strony scenariusz i wizja reżyserów, a z drugiej wybitna gra aktorska. Niewiele ryzykuję, gdy powiem, że polskie aktorstwo filmowe, reżyseria i w ogóle cała narracja „polskiej szkoły filmowej” to obok wcześniejszego „neorealizmu włoskiego” i „francuskiej „nowej fali” stała w awangardzie europejskich i światowych dokonań kinematografii.

W latach późniejszych – siedemdziesiątych (kino moralnego niepokoju) polskie filmy w dalszym ciągu zwracały na siebie uwagę europejskiej publiczności, chociaż zatraciły już dawną świeżość i oryginalność; być może z powodu zaangażowania się w bieżącą politykę, co z jednej strony było zaletą, z drugiej zaś, według mnie, wadą. Zdecydowanie bardziej podoba mi się „Ziemia obiecana” Wajdy, aniżeli jego freski „Człowiek z Żelaza” czy wcześniejszy „Człowiek z marmuru”, ale to moje zdanie.

Schyłek lat siedemdziesiątych i lata osiemdziesiąte jawią się jako siermiężne, ale i w tych specyficznych warunkach powstają filmy wręcz genialne. Należą do nich między innymi „Pełnia”, „Austeria” i „Siekierezada”.

Lata dziewięćdziesiąte i obecne, odnotowane już przez wiek XXI to niestety wysyp filmów mniej wartościowych. Zdarzają się wprawdzie w tym okresie firmy wartościowe takie jak „Wesele” Smarzowskiego, „Plac Zbawiciela” czy „Żółty szalik”, ale generalnie dominuje kalka Hollywood, nieśmieszne komedie, udawane dramaty, „strzelanki” i „wulgarniaki”.

Wracając do tych najdawniejszych filmów, ostatnio oglądanego „Pociągu” Kawalerowicza, jak i też „Niedzielę sprawiedliwości” Passendorfera, „Pętlę” Hasa czy „Prawdziwy koniec wielkiej wojny” Kawalerowicza, ogromną przyjemność czerpię z ich warstwy wizualnej – zakochałem się w kocich łbach ulic, kamieniczkach odrapanych z tynku, starych autach, modzie damskiej moich babć i dziadków. Takie filmy uzupełniają moje wspomnienia, przywodzą na myśl zasłyszane opowieści i, chyba najważniejsze – ta realna, nie wymyślona sceneria dawnych lat nigdy już nie powróci.

70.

Siekierezada” to jeden z najulubieńszych moich filmów z genialnymi rolami zmarłego zdecydowanie przedwcześnie Edwarda Żentary i Ludwika Paka. „Siekierezada” to oczywiście Stachura, mój literacki i nie tylko mistrz, więc rozumie się, że chociaż filmowa adaptacja Witolda Leszczyńskiego powieści Steda różni się od literackiego oryginału, to jednak reżyserowi i aktorom udało się zachować niepowtarzalny klimat tej literackiej, a po trosze autobiograficznej opowieści Edwarda Stachury.

Pozwoliłem sobie zacytować (z niewielką modyfikacją – literówki, itp.) komentarze pod tym obecnym jeszcze na YT filmie.

- Strasznie mnie cieszą Wasze komentarze. Myślałem, że jestem jakimś wyjątkiem, skoro oglądam taki film. Przepełnia on mnie jakąś głęboką metafizyczną refleksją. Kocham ten film. Na równi z „Pociągiem” i „Bazą ludzi umarłych”.


- Słyszałem setki razy o tym filmie i zawszę czekałem na moment, żeby, go obejrzeć samotny wieczór i powiem tak, genialny czapki z głów.


- Genialny film... Uwielbiam taki klimat... Tego świata (ludzi) co ujęty w kadry „Siekierazady” już nie ma... Tęsknię za tą przestrzenią...


- Często wracam do tego filmu.


- Opus magnum kultowy film Ludwik Pak Przeszedł samego siebie górna półka aktorstwa Edward Żentara - Janek Pradera kreacja aktorska jakieś fatum dogoniło go w życiu prywatnym samobójcza śmierć, szkoda, ten film dla mnie number one, biały kruk, nie ma już takich, szkoda


- SUPER FILM !!! (zawołać naszych chłopaków ?) „ - NIE BĘDZIEMY TU TRACIĆ GOTÓWKI NA JAKIEŚ MAJONEZY! - Tak - na majonezy nie”.


-To tak jak bym chciał płakać z powodu czegoś co spotka mnie dopiero kiedyś w przyszłości, sam nie wiem kiedy, a instynkt mój, instynkt życia, mówi mi - płacz ,płacz już teraz, żeby potem w przyszłości, kiedy cię spotka to, nie wiem co, boję się pomyśleć, no i nie mogę ... Tak mi przykro ...


-To jest tak piękne. To jest taka klasyka. Это так красиво. Это такая классика.


- "Położyłem się wieczorem i obudziłem się rano". Świetny film, uroczy w swojej prostocie. Rola E. Żentary to majstersztyk


- Mam zawsze w pamięci to dzieło pozdrawiam


- Fenomenalny film. I to prawda pod pieczone kartofle najlepszy bimber.


- Bartoszko nie wie ile ma lat, ale potrafi lokomotywę prowadzić.


- Co Ty taki doniczegowaty?


- Mistrzostwo, szacun, kapelusz z głowy.


-"Pani śmiech, obraża wielki smutek świata".


- naprawdę dobry film


- Magiczny, piękny film.


- Спи спокойной Эдвард Жентара, светлая память, пусть ничто тебя не потревожит и Господь тебя в Свет свой возьмёт и успокоит и все твои тревоги развеет и грехи простит. Спи спокойно. Светлая память!


- Babcia Oleńka jest urocza :)


- Jeden z moich ulubionych filmów, zaraz po „Salcie”.


- Fantastyczne teksty. Polecam również „Rozmowy przy ścinaniu lasu”. Do tych dzieł się wraca dziesiątki razy. Nie ma już takiego kina ani teatru.


- Uwielbiam ten film. Rewelacja!


- Kocham to zbyt małe słowo , życie to aż nadto ...


- Pan Edward to specyficzny i znakomity aktor był… ale może nie wszyscy wiedzą ze jego syn tworzy tez coś wyjątkowego choć może dla ważkiej publiki: „Mgła Kriegsmachine” - polecam!


- Ludwik Pak. Nic dodać nic ująć. Wspaniałość pomimo...


- Genialny film, mój ulubiony.


- Mieszkam tuż obok miejscowości gdzie Stachura mieszkał k pracował w lesie. Co roku jest organizowana Stachuriada na jego cześć :)


- Film zjawisko. Podziwiam bohatera za walkę, którą próbował stoczyć ze samym sobą i my razem z nim przechodzimy własną bitwę. Tak właśnie cierpiał sam Edward Stachura i wiemy, że to film o nim. To jest kino światowe! Duża w tym zasługa wspaniałego reżysera i jego wizji i interpretacji. Edward Żentara, Franciszek Pieczka i Daniel Olbrychski to aktorzy absolutni i nieśmiertelni. Oni tam byli. W tym filmie. Genialna jest ta zabawa czasem i snem, wymiarem, rzeczywistością, życiem, śmiercią. Poziom najwyższej sztuki.

Miło mi, że powyższe opinie o filmie zbliżone są do moich

Wprawdzie "Siekierezada" pojawia się często w telewizji, ale gdyby ktoś chciał mimo wszystko przypomnieć sobie choćby kilka scen...


[16.11.2020, Toruń]

15 listopada 2020

DNIE I NOCE DO INNYCH NIEPODOBNE (1)

 (1)

Przechodzi tyle ludzi, błyskają flesze, rozlegają się strzępy nieskładnych rozmów. Nie zauważają tego, że moje powieki są niedomknięte, że przeciska się przez nie światło, tych fleszy, refleksów uchylanych i zamykanych drzwi, bo gdzie nie spojrzeć, wszędzie gładki, szlifowany plastyk i szyby do połowy zmatowiałe, zamalowane zazdroski czy jak? Szkoda słów. Pospałbym sobie, a oni chodzą, krzątają się wokół mnie, unoszą moje ramiona, wbijają igły w żyły, wchodzą nimi stosunkowo łatwo, bezboleśnie, właściwie to nie odczuwam bólu, czuję raz chłód, raz ciepło, raz wydaję się mocno pobudzony, innym razem zapadam w błogi sen. To mi się podoba, aczkolwiek przerażają mnie słowa wypowiadane nade mną, że niby powinniśmy czekać i nie można tak od razu wybudzać, bo rany są jeszcze poważne, choć operacja się udała. Wolałbym nie słyszeć co nade mną mówią, zwłaszcza że najczęściej dźwięczy mi w uszach język, którego nie rozumiem; nigdy nie byłem dobry z biologii, a o medycynie to już bladego pojęcia nie mam, więc niech już sobie zachowają te słownictwo dla siebie.

Dzisiaj wieczorem… dobre sobie… dzisiaj, może lepiej pewnego wieczoru ktoś postanowił usiąść przy mnie i zwilżyć moje usta. Zdaje się, że po raz pierwszy przemówiono bezpośrednio do mnie, tak jakby chciano mnie o czymś poinformować, albo wręcz usłyszeć ode mnie odpowiedź.

- No to sobie teraz poleżymy, porozmawiamy, poczytamy sobie – słyszę damski głos. - Chce pan wiedzieć, jaka jest pogoda za oknem? Chce pan? Do świąt jeszcze miesiąc, a tu zaczęło padać. W dzisiejszych czasach to nietypowe. Mam na myśli śnieg, oczywiście. Pada śnieg i zrobiło się chłodniej. Chce pan, to panu poczytam? - i dopiero teraz widzę książkę w jej szczupłych dłoniach, otwiera ją, przebiera paluszkami, aby trafiła na kartkę na samym początku opowieści, a tymczasem ja w sposób chyba, a może na pewno niegrzeczny przerywam jej ceremoniał i oświadczam, że może ja jej coś opowiem; przeczytać nie mogę, bo wciąż mam przymknięte powieki i dla wszystkich śpię, ale dla niej zamienię się w opowieść.

- Zgoda?

Beznamiętnie wzruszyła ramionami, to takie jej „niech będzie”, nie mam nic przeciwko”, ale bez szału, więc zaczynam opowieść z dawnych czasów, kiedy jeszcze śnieg zalegał na szerokich nizinach w naszym kraju, zalegał i nie topniał tak jak teraz, więc powiedziałem jej, że którejś z zimowych nocy spędzałem z Weroniką, moją dziewczyną czy kochanką, jak kto woli, noc mroźną i wilgotną w pewnym niewielkim pensjonacie prowadzonym, przez starszą parę. Byliśmy tam jedynymi podówczas gośćmi – kolejni mieli przyjechać nazajutrz, inni jeszcze dzisiaj, ale torowisko było zasypane śniegiem i nikt nie wiedział, czy ci pierwsi dojadą jeszcze tego dnia wieczorem. Czekaliśmy na nich w siedem osób, trzy obsługi, wyglądając przez okna, schodząc na hol na parterze, na schody, śnieg zaczął ponownie prószyć, odźwierny zaczął odśnieżać ścieżkę prowadzącą bezpośrednio do pensjonatu i schody, Weronika cierpiała na zgagę i musiałem poprosić dla niej o sól karlsbadzką u pokojówki, pomogło niemal natychmiast, więc ta zgaga nie była tak poważna jak jest wtedy, kiedy się człowiek nażre, tak – nażre suchego chleba. Ściemniało się szybko, bo to był styczeń i jeszcze słońce zachodziło wcześnie, całe szczęście, że polana przed pensjonatem i te drzewa, stuletnie świerki pokryte były śniegiem, i że jeszcze padało, jasność biła od ziemi, od śniegu, ale myśmy tracili już nadzieję, że ci pierwsi zjawią się jeszcze przed wieczorem. Starsza kobieta powiedziała, że zadzwoni na stację, aby się dowiedzieć co i jak i zrobiła to, a potem krzyknęła w stronę kucharki, żeby jeszcze nie wstawiać czegoś tam, bo nic o pociągu nie wiedzą i podejrzewają , że ma ze trzy godziny opóźnienia, a może też utknął w jakiejś zaspie. Wróciłem z Weronika do naszego pokoju, ale przedtem powiedziałem gospodyni, że będę stał w oknie i obserwował, czy ktoś nie idzie; podziękowała, ale jakoś tak bez entuzjazmu, bo niby kto miałby przyjść, skoro pociąg może mieć 3 godziny opóźnienia albo i więcej.

Położyła się jednak, poprosiłem ją o to, przykryłem ją, na szczęście stopy miała ciepłe, nie to co wczoraj, już myślałem, że mi się rozchoruje, bo przemarzła podczas zamieci. No, no, śpij, przecież jestem przy tobie, tylko patrzę przez okno, wiem, czego pragniesz, pragniemy, ale jeszcze całe dwa tygodnie przed nami, zobaczysz, że nam się uda…

- To ciekawe, lecz niech pan zapamięta, w jakim momencie skończył, zmierzę temperaturę i ciśnienie.

- A krew? - pytam.

- Krew pobieramy rano. Aha, przecież pan jest w śpiączce i nic pan nie wie, co się wokół pana dzieje.

- A nie wiem – skłamałem.

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (68) ROZMAITOŚCI (64-68) PREMIER GONI WIRUSA. PO CO NAM UNIJNE PIENIĄDZE, ONIEMIAŁY PRZEMÓWIŁ. PIS DBA O SWOICH. KONTO.

 

64.

Trochę to śmieszne, ale nasz pan premier trzy dni temu wygłosił kolejne expose z samego rana. Dotyczyło ono znanego już wirusa. Pan prezydent ucieszył nas, mówiąc, że po raz kolejny wirus jest w odwrocie, albowiem po 11 listopada, po marszu neonazistów spora część tej gadziny została przez chuliganów wypalona. Jeszcze tego samego dnia, circa dwie godziny później ministerstwo walczące z wirusem podało, że zachorowań na Sars 2 covid 19 jest więcej niż dnia poprzedniego, a dnia następnego było podobnie. Ciekaw jestem, czy pan premier sięga pamięcią do swoich wypowiedzi z tego samego dnia, czy z dnia poprzedniego, czy ulubioną jego rozrywką jest kłamstwo lub skrajna niekompetencja.

65.

Ten sam premier i ten sam łagier rządzący straszy Unię Europejską tym, że zawetuje nawet cały siedmioletni budżet UE, jeśli ta nie wycofa swego stanowiska, które mówi o tym, że środki finansowe będą przekazywane krajom należącym do Unii, jeżeli te przestrzegać będą praworządności. Wydawałoby się, cóż w tym złego, że gremium składające się z reprezentantów krajów demokratycznych żąda, aby władze państwowe wszystkich państw stowarzyszonych przestrzegały prawa krajowego i unijnego. Okazuje się, że to proste, czytelne i skierowane do wszystkich państw wchodzących w skład Unii Europejskiej nie dotyczy totalitarnych reżimów Polski i Węgier.

66.

Niczego nie widzący, nie słyszący i oniemiały pan prezes zabrał wczoraj głos w kwestii obrony kościołów i duchownych (ciekawe, czy ów głos dotyczył również panów Gulbinowicza i Dziwisza). Głos swój skierował do działaczy partyjnych i aktywistów gazety polskiej, którzy odpowiedzieli na apel swego guru i to w czasie, kiedy kobiety ze Strajku Kobiet omijały kościoły szerokim łukiem. Czekamy z utęsknieniem na podziękowanie skierowane do neonazistów i chuliganów za zrobienie zadymy w stolicy podczas Święta Niepodległości. Mógłby pan prezes wziąć przykład ze swego partyjnego wice, który w towarzystwie dwóch nieszczególnie sympatycznie ubranych osiłków ogłosił, że ci jedenastolistopadowi zadymiarze to wielcy patrioci, do których należeć będzie przyszłość naszego narodu.

67.

Chyba tylko ludzie o bardzo złej woli lub politycznie zdezorientowani uważają / uważali, że za rządów reżimowego pisu redystrybucja środków finansowych pozostających w gestii rządu jest sprawiedliwa. Dotyczy to również środków pochodzących z podatków płaconych przez Polaków, które rząd przeznacza na walkę ze skutkami epidemii. Wiemy, że są takie branżę, które zarówno podczas pierwszego rzutu pandemii jak i teraz nie otrzymały od rządzących wystarczającej pomocy. Jedną z takich branż jest szeroko rozumiana kultura – od teatrów przez kinematografię, działalność koncertową wraz z zapleczem infrastrukturalnym. Dowiedzieliśmy się wczoraj, czego ja byłem pewien, że reżim pisowski wybiera sobie twórców i „artystów”, którym dziarsko obsypuje groszem. Jednych (niemal cały czas tych samych) zaprasza do piosenkarskich wojaży z pisowską telewizyjną dwójką; dla innych lub też tych samych przeznacza kasę, i to wcale niemałą,  na przeżycie w czasie epidemii. Dlatego też światowej sławy zespół Bayer Full dostał 550.000 złotych na ochronę miejsc pracy, a panowie Golcowie z ich łorkiestrą, pupilki pisu dostali tyle kasy co razem Bałtycka Opera w Gdańsku  i Teatr Wielki w Poznaniu. Miłość pisu do mierności lizusostwa jest wszechpotężna.

68.

W związku z deaktywacją konta na FB, co uczyniłem… w sumie w ramach protestu przeciwko pisowskiemu upolitycznieniu tego portalu, jedyną niekorzyścią z tego faktu wynikającą jest to, że nie jestem dostępny dla kilkudziesięciu moich fejsbukowych przyjaciół (w sumie miałem ich mniej niż 50). Założyłem tymczasowo nowe konto, choć z uwagi na panujący na portalu język nienawiści, zastanawiam się nad opuszczeniem FB na zawsze. Póki co podaję adres fejsbukowy mojego nowego konta, a nuż ktoś ze znajomych z fejsbuka jest gościem w kawiarence.

Koniecznie w google… 

 https://www.facebook.com/andrzejmaciek.karski

[15.11.2020, Toruń]


14 listopada 2020

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (67) DROBNOSTKI (60-63) CO USPOKAJA, WSPOMNIENIE, DO WETERYNARZA, ADELKA

 60.

Znacznie łatwiej funkcjonuję po zażyciu tabletek przeciwbólowych, które chyba mają też jakieś właściwości uspokajające. Zażywam je przed nocą wzmacniając tym samy swoją "markową" aktywność. Czasami mam włączony telewizor, w którym lecą albo tvn-owskie wiadomości lub tenis lub snooker. To ostatnie dodatkowo uspokaja.

61. 

Przedwczoraj dla potrzeb NFZ (szokująco wysokie koszty mojego szpitalnego pobytu w Norwegii w związku z wypadkiem - dobrze, że żona zmusiła mnie do dodatkowego ubezpieczenia w Generali) tłumaczyłem swoją historię medyczną - relację zdaną przez norweskich lekarzy, pielęgniarki i psychoterapeutę. Mogłem to zrobić znacznie wcześniej, ale mam awersję do powrotu w czasy mojego pobytu w szpitalu i unikam rozmów na ten temat. Ale skoro się już wziąłem za tłumaczenie, więc powiedziałem "A", to i dopowiem "B". Zaskoczony jestem tym, że przeszedłem w sumie 3 zabiegi operacyjne, nie dwa, nie licząc wstawienia stenów po zawale. Kolejnym zaskoczeniem było to, że na OIOM-ie przebywałem 10 dni i te 10 dni wyparowało z mego życiorysu (prawdopodobnie wtedy, tam na oddziale intensywnej opieki medycznej widziałem ten introwertyczny obrazek, co później tłumaczyłem sobie w ten sposób, że już kiedyś byłem w tym szpitalu... kiedyś, to znaczy przed wypadkiem. Zaskoczenie numer trzy to fakt, że zajmowało się mną aż 6 chirurgów oraz to, że notatkę o moim stanie zdrowia z punktu widzenia personelu pielęgniarskiego sporządzała Lina, pielęgniarka, którą bardzo, myślę, że z wzajemnością, polubiłem. Oto, co napisała o moim stanie psychicznym po operacji i przewiezieniu mnie na oddział ortopedyczny: "Pacjent podczas pobytu rozmawiał z psychiatrą. Po wypadku zmaga się z poczuciem winy i potrzebuje pomocy w radzeniu sobie z emocjami. Miał również majaczenie pooperacyjne podczas swojego pobytu, sytuacja się poprawia, ale od czasu do czasu może być nieco zdezorientowany." Ciekawe, ale tak było, a ta rozmowa z psychiatrą pomogła mi wtedy.

62.

Dzisiaj, a właściwie wczoraj, Masza miała niegroźny zabieg w lecznicy dla zwierząt. Oczywiście zabierając ją do lecznicy trzeba było psinę ubrać w szelki, potem doczepić smycz. Masza uwielbia wychodzić na dwór, aż piszczy ze szczęścia, kiedy ubiera się ją w szelki. Adelka jest jej przeciwieństwem. Nie znosi wychodzić na dwór, chociaż kiedy wraca ze spaceru i podczas samego spaceru jest szczęśliwa. W domu taki panuje ceremoniał: 1 - zakładanie szelek Maszy, 2 - wywoływanie Adelki, aby można było założyć jej szelki, 3 - zakładanie szelek Adelce, 4 - doczepianie smyczy obu suczkom, po czym pierwsza w trasę rusza Masza, a za nią po porządnym otrząśnięciu się (ja to żartobliwie nazywam po trzęsieniu ziemi dla pcheł) udaje się na spacer Adelka.

Ale wczoraj Masza miała sama pojechać do pana weterynarza i... zdarzyła się wielce śmieszna sytuacja. Punkt 1. została zrealizowany, a dalej... Adelka nie mogła zrozumieć, dlaczego się jej nie woła i trzęsąc się ze strachu, ale samodzielnie podeszła, aby założyć jej szelki. Tymczasem zrealizowany już został punkt 4 w stosunku do Maszy - zeskoczyła z kanapy. Adelka w dalszym ciągu nie rozumie, dlaczego nie założono jej szelek. Widząc zeskakującą z kanapy Maszę, Ada wywołuje "trzęsienie ziemi", zeskakuje na podłogę i podbiega do Maszy gotowa do spaceru.... ale...

- Adelko, ty z nami nie jedziesz. Tylko Masza jedzie do pana doktora. Zostajesz w domu.

Konsternacja.

63.

O dziwo, udało się się zrobić (mojej żonie) kilka zdjęć Adelce, zdjęć podczas wykonywania których, starsza suczka wręcz pozowała. Poniżej 3 zdjęcia autorstwa mojej żony, z tej właśnie sesji.

- tak zwana pozycja "na sfinksa" - rzut  "en face"


- ta sama pozycja, tyle że kąt patrzenia na sfinksa około 45 stopni.


- tutaj Adelka postanowiła przynieść swojego Żółwika i zostać uwiecznioną razem z nim.

[14.11.2020, Toruń]

13 listopada 2020

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (66) KTO SIEJE WIATR... NIEKONIECZNY FACEBOOK

 1.

Kto sieje wiatr, ten zbiera burze” i zasiał nam pan prezes faszystowski wicher, który zawładnął wczoraj w stolicy świętem niepodległości. Zasiał pan wicepremier ziarna nienawiści nie kilkanaście dni temu, kiedy to nawoływał do rzekomej obrony kościołów. Pan kaczyński tak został stworzony, że nienawidzi ludzi; toleruje zaś tych, którzy nie wchodzą mu w drogę i… wypadałoby w tym miejscu parafrazować wiersz wieszcza: „gdy poselstwo [pisowskie] twoje stopy liże”, panie kaczyński, tych pan toleruje, ale, śmiem twierdzić, że i tych swoich popleczników pan w głębi pozornej duszy swojej nienawidzi, bo z nienawiści składa się każdy pana kęs ciała.

Tych wczorajszych Bąkiewiczów, podpalaczy, niedouczonych mięśniaków, którzy niszczą nasz kraj przy każdej nadarzającej się okazji powinniśmy już od dawna widzieć za kratami więzień, nie zaś na Jasnej Górze, błogosławionych i wychwalanych jako bohaterowie narodowi. Nie mieści mi się w głowie jak może pisowska nierządna władza tolerować narzucaną przez środowisko faszystowskie przemoc, i to w kraju tak ciężko przez faszyzm doświadczonym.

Już wczorajsze niektóre wypowiedzi pisowców, m.in. macierewicza, a także milczenie wodza zbirów z Nowogrodzkiej każe przypuszczać, że ten skandaliczny marsz 11 listopada, to co się na nim działo, to kolejna okazja dla pisu, aby kosztem konfederacji bosaka podreperować popularność zjednoczonej prawicy, która zaczyna dobijać się do dna.

2.

Na nic się zda kneblowanie mi ust, panie Davidzie Williamie Klingu, Pani Susan Taylor oraz Hugh Shane Crehan, członkom zarządu Facebook Polska s. z o.o. Nie wiem, jak to się stało, ale w ostatnim czasie, czy to zmuszeni przez rządzących Polską, czy z własnej inicjatywy, stajecie po stronie zła, oddając pod ocenę władzę nad publikacjami na fb ludziom sprzyjającym ewidentnie rządzącej formacji.

Będąc od bardzo wielu lat użytkownikiem tego portalu społecznościowego, obserwuję jak zarządzana przez wymienione powyżej platforma stacza się po równi pochyłej do dna, akceptuje, ba, wręcz zachęca do mowy nienawiści, do publikowania fałszywych informacji, do obrony pisowskich, antypandemicznych i wszelkiej innej maści troli.

Ileż to razy zgłaszałem wypowiedzi pełne nienawiści, nie pod moim adresem, a odnoszące się do innych użytkowników portalu. Doszło nawet do takiej sytuacji, gdzie na moją prośbę o usunięcie fałszywego konta jednego z najbardziej znanych polityków w Polsce, konta ziejącego nienawiścią i kłamstwem, służącego oczernianiu tegoż polityka, otrzymałem odpowiedź w rodzaju: „dziękujemy za zwrócenie nam uwagi, ale zauważona przez pane nieprawidłowość nie narusza standardów facebooka”, podczas gdy jednym z kluczowych powodów naruszenia tychże standardów jakie podaje facebook jest podszywanie się pod inną osobę. Zgłoszeń naruszenia standardów dokonałem ponad dwadzieścia i za każdym razem spotykała mnie pisowska zmowa milczenia, podczas gdy niewinny żart lub celowa riposta z mojej strony, a ostatnio myślę że przede wszystkim mój znak strajku kobiet - błyskawicy spotkał się z odwetem blokady mojego konta (to w ten znak celowali petardami faszyści 11 listopada).

Ani facebook, ani pojedynczy propisowski „lizacz” stóp prezesa, nie zmieni mojego sprzeciwu wobec tego, do czego doprowadziły nasz kraj rządy neofaszystowskie zjednoczonej prawicy.

I, aby parafrazować cytatę pisowskiego prezydenta, żaden facebookowy popapisraniec nie będzie mi sugerował, że miarodajnym źródłem informacji ma być telewizja PISTV Info.

[13.11.2020, Toruń]


12 listopada 2020

BRETOŃSKIE PANNY

Tym razem w "kolorowankach" przedstawiam obrazy, które łączy kilka cech, a mianowicie:

styl - postimpresjonizm (mój ulubiony);

szkoła - Pont-Aven (między innymi Gauguin, Serusier, Bernard);

sposób malowania /podstyl - kluazonizm/cloisonizm - polegający na stosowaniu plam o jednolitej lub prawie jednolitej barwie, plam otoczonych znaczącym konturem. Ten sposób malowania charakterystyczny jest przede wszystkim dla najsłynniejszego z postimpresjonistów Paula Gauguina;

tematyka - malarstwo rodzajowe, Bretania, a właściwie kobiety bretońskie. Wyjątek to ostatni z zaproponowanych obrazów - autorstwa Salvadora Dali, płótno, które mieści się w stylu klauzonistycznym i nawiązuje do postimpresjonzmu. Mógłbym w tym miejscu dodać jeszcze Diego Rivierę, malarza meksykańskiego, ale chyba pozostawię go sobie na później, umieszczając jego twórczość w oddzielnym poście.

Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, ja przywiązany jestem do tych twórców, których poniżej przedstawiam, zdając sobie przy tym sprawę, że są ludzie ceniący bardziej od postimpresjonizmu wcześniejszy impresjonizm, ekspresjonizm choćby w wydaniu Muncha czy realizm. A ja lubię obwiedzioną konturem barwę, lubię ostry kontrast lubię pociągnięcie pędzla, które po latach stanie się domeną malarzy prymitywistów. Lubię też malarstwo rodzajowe, a swego czasu podróżowałem sporo po Bretanii i chociaż tak ubranych kobiet we Francji się nie widuje w dzisiejszych czasach, to jakiś sentyment do dawniejszych obyczajów i ubioru pozostał. Faktem jest, że w przedstawionych poniżej obrazach autorom nie chodziło o oddanie realistycznego wyglądu kobiecych twarzy, ale sądzę, że takie domyślanie się rysów twarzy kobiecych postaci ma swój niepowtarzalny urok; podobnie dzieje się przecież w realnych odbiorze kobiecego ciała - nie musimy widzieć kobietę rozebraną do naga, aby wyczuć, że jest seksowna.

Jak w każdego typu malarstwie rodzajowym motywem przewodnim bywa praca, odpoczynek i rytuał. Nie ma w tych dziełach aplauzu dla życia, a każda ze scen jest stonowana, oszczędna w okazywaniu uczuć, zupełnie inaczej niż ma to miejsce w ekspresjonizmie. Dopiero polinezyjskie doświadczenia Gauguina - artysty w sile wieku dostarczą oglądającym radości jaskrawych kolorów i szczęścia kreślonego optymistyczną farbą, ale to już będzie schyłek postimpresjonizmu; nadejdzie epoka kubizmu z jednej strony i neoimpresjonizmu z drugiej.

Ostatni obraz malowany techniką klauzonizmu jest autorstwa Salvadora Dali, który postimpresjonistą nie był, ale jak widać, skorzystał w tym wypadku ze stylu zaproponowanego przez artystów ze szkoły z Pont-Aven.


Maszyny do zbioru gryki w Pont Aven” – Emile Bernard 


Bretonki na łące” - Emile Bernard



Wizja po kazaniu (walka Jakuba z aniołem)” - Paul Gauguin



Dwie bretońskie kobiety pod kwitnącą jabłonią” - Paul Serusier




Bretońskie kobiety” - Vincent van Gogh



Trzy bretońskie kobiety w lesie” - Georges Lacombe



Bretońskie kobiety ściskające len: poród” - Meijer de Haan



Święto Świętego Kreusa w Figueras” - Salvador Dali



 

[12.11.2020, Toruń]

post scriptum:

Zrezygnowałem z korzystania z prywatnego konta na facebooku z uwagi na powtarzające się utrudniania i blokowania. Założyłem nowe konto, oczywiście pod inną nazwą. Jednocześnie zastanawiałem się, dlaczego facebook blokuje moje wypowiedzi, nie reaguje natomiast na moje zgłoszenia dotyczące panoszącej się na tym portalu społecznościowym mowy nienawiści. Każde, ale to każde moje zgłoszenie zostawało pominięte mową typu "ble,ble".

I oto przy tworzeniu nowego konta spostrzegłem pewną informację. Otóż facebook Polska proponuje mi pierwszy zewnętrzny kontakt i jest nim Program TVInfo, czyli telewizja pisowska. Według mnie świadczy to niezbicie, że facebook Polska opanowany jest przez PIS i radziłbym uważać każdemu, kto na tym portalu społecznościowym porusza tematy niedogodne pisowskiej władzy.