Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

04 sierpnia 2017

SIERPNIOWE POGADUSZKI (1) ZNUŻENIE

Po raz pierwszy podczas tego kursu siadam do pisania zmęczony i niewyspany na tyle, że mógłbym usnąć przy stole z głową na klawiaturze, a jednak pokonuję tę słabość; wcześniej czytałem, zrobiłem sobie grzanki i bulionową zupkę z makaronem.
We wtorek, o osiemnastej trzydzieści zabrałem swoje toboły i wyruszyłem w trasę do Liverpoolu. Trochę tej drogi było, z „domu” ponad pięćset kilometrów. Na szczęście wyjechałem o normalnej porze, co skutkowało tym, że mogłem sobie pozwolić na zakup pieczywa. Potem trochę czekania na prom i dłużąca się podróż po Anglii. Nie powiem, przystawałem dwa razy i pozwoliłem organizmowi przespać się półtorej godziny, co w zasadzie powinno mi wystarczyć, ale niżowa pogoda ma to do siebie, że nuży, czego miałem doświadczyć w drodze powrotnej do Francji.
Na rozładunku w Liverpoolu pojawiłem się na godzinę przed czasem i znów okruchu snu, przebudzenie, zabrano ode mnie towar, a potem śniadanie i po raz kolejny namiastka snu, po czym telefon z poleceniem jazdy do Oxfordu.
Tak i dojechałem, raczej ślamazarnie, bo na drogach spory ruch, a na M6 parędziesiąt kilometrów przebudowy autostrady i w dodatku zaczyna coraz więcej padać.
Lunęło mocniej, kiedy zdążyłem się załadować towarem do Wysoczan w Czechach, a przy okazji, gdy byłem już gotowy do drogi, pod firmę - wielkiego dystrybutora części samochodowych - podjechały dwa busy, w tym wysoki Jacek, który od połowy sierpnia nie jeździ już przez „dom”, a tradycyjnie. Jacek powrócił z Czech tam, dokąd mam akurat załadunek. Pogadaliśmy sobie trochę i w trasę, w nieustającej ulewie, w ścianie deszczu urwanego chmurom, pod gęstym baldachimem śnieżnobiałej, to znów przybrudzonej szarością popołudnia mgły. Pomimo tego, że ładunek jest ekspresowy znużony byłem tak, że przysnąłem dwadzieścia minut na parkingu przy stacji paliw. Po tym śnie obudziłem się jak nowonarodzony; jeszcze szybki posiłek i w trasę, na nielubiany przeze mnie tunel, bo szybciej, a po jego pokonaniu na Marcka, gdzie się zatankowałem, zrobiłem porządek w aucie i „dom” na godzinę przed północą. 

 [03.08.2017, Campigneulles Les Grandes we Francji]



2 komentarze:

  1. Bez snu w porządnym łóżku chyba nie mogłabym egzystować, chociaż czasami nie śpię tyle, ile bym chciała...

    OdpowiedzUsuń
  2. Te kradzione godziny snu mnie przerażają, a potem w drodze stres, napięta uwaga i brak regularnego posiłku, bo czas goni. Współczuję.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń