Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

01 sierpnia 2017

O CZYM SZUMIĄ LIPY W LIPCU (9)

Pierwszy raz zdarzyło mi się czekać na załadunek pełne dwa dni poprzednie. W poniedziałek przestałem sporą część dnia w Irlandii, aby wieczorem podjechać do Dublina na prom i dopłynąć do Holyhead w Walii o pierwszej w nocy już we wtorek. Spedytor polecił mi podjechać pod Chester (jakieś 140 km) i tak zrobiłem, stawiając auto niemal w samym centrum miasta, nieopodal parku. To wprawdzie ruchliwe miejsce, ale w nocy, kiedy się śpi, aut niewiele, a zresztą przyzwyczaiłem się przecież spać w hałasie, byle tylko nie „bujało”.
Po dobrze przespanej nocy z poniedziałku na wtorek nie otrzymałem wiadomości o załadunku i tak czekam do tej pory, a jest w tej chwili środowe południe. Wczoraj pogoda na pograniczu Walii i Anglii rozpieszczająca - słonecznie i ciepło, lecz dzisiaj wczesnym rankiem spadł spory deszcz i chociaż się wypogadza, możliwe są dalsze opady.
Jakoś na Wyspach trudno mi prognozować pogodę z chmur i wiatru, odnosząc swoje obserwacje do polskiego klimatu. Pułap chmur nad Brytanią zdaje się być niższy, a wróżące dobrą pogodą cumulusy otoczone są delikatną, podobna do rozproszonej waty mgiełką. Tego porannego deszczu tez nie przewidziałem - pojawił się dosyć nagle, bez zapowiedzi.
Jedzenia jeszcze mam, powiedzmy na trzy dni - reszta pozostawiona w „domu”. Z napojami gorzej, ale w ostateczności jest jeszcze woda na herbatę. Całe szczęście, że wykąpałem się i ogoliłem na promie, bo choć ten parking przy głównym wejściu do parku to całkiem miłe miejsce, to jednak brak wygód w postaci toalety muszę sobie powetować w inny sposób.
Po przeczytaniu opowiadań Marii Dąbrowskiej, skończyłem już powieść Andrzeja Mularczyka „Każdy żyje jak umie”. Książka nawiązuje do kultowego filmu „Sami swoi”, do którego scenariusz napisał właśnie Mularczyk i przedstawia zasłyszaną przez autora opowieść o życiu Janka z Krużewnik, protoplasty filmowego Pawlaka, z tą różnicą, że ta opowieść kończy się w tym momencie, kiedy „Pawlaki” wysiadają z transportu jadącego na Ziemie Odzyskane, spostrzegając na łące Kargulową Mućkę.
Scenariusz „Samych swoich” opowiada zatem o czasach powojennych, natomiast historia opowiedziana w „Każdy żyje jak umie” ciągnie się jeszcze od czasów sprzed pierwszej wojny światowej. Bohaterowie filmu to postaci fikcyjne, wykreowane przez Mularczyka na podstawie zasłyszanych historii zabużan, a w książce znajdujemy postaci autentyczne, o losach których opowiada główny bohater, Janek, filmowy Pawlak, jakkolwiek i w książce fikcja przeplata się z rzeczywistością.
Jeśli kogo urzekła swego czasu trylogia z Kargulem i Pawlakiem w rolach głównych, to z przyjemnością „Każdy żyje jak umie przeczyta” i odnajdzie w niej archaiczne już słownictwo, humor, ale też spostrzeże, jak to wielka historia potrafi zagmatwać ludzkie losy.
Obecnie zaczytuję się w „Szczurojorczykach” Edwarda Redlińskiego - rzecz o polskich emigrantach w Nowym Jorku - wczesne lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku. Wielce sobie cenię prozę Redlińskiego - umiejętność budowania akcji, świetne dialogi, humor i umiejętność wnikania w psychikę bohaterów.
A informacji o załadunku nie ma.

[26.07.2017, Chester, Chestershire w Anglii] 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz