Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

07 sierpnia 2017

SIERPNIOWE POGADUSZKI (4) SAMOTNIE w „DOMU” I W TRASIE

Jak to jest zostać samemu w „domu”. Zostałem niecałą dobę. Jakieś osiemnaście godzin upłynęło od czasu, kiedy wyjechał Sebastian, a zajechał pod „dom” Ukrainiec.
Wcześniej porobiłem porządki, oprałem się, wykąpałem, napichciłem jedzonka, także na wyjazd, uporządkowałem bagaże, a nawet pozwoliłem sobie na luksus opalania się, choć były to raczej momenty przyjemności, bo pogoda po europejskiej stronie Kanału niesamowicie zmienna i aż nie chce mi się wierzyć w te polskie upały. Przygotowany do kolejnej trasy należycie, przeprawiłem się promem, udając się do Oxfordu, gdzie w tej samej firmie byłem ostatnim razem, odbierając ładunek do Czech. Tym razem rozładowałem się w tym miejscu i, czemu od dawna się nie dziwię, odbierał go Polak; Polacy są wszędzie w Brytanii.
Wcześniej, po zjeździe z promu celnicy sprawdzali mój ładunek (trzeci raz podczas obecnego kursu byłem kontrolowany) i zadano mi typowe pytania, czy przewożę narkotyki, papierosy, alkohol, większą sumę pieniędzy. Rutynowa kontrola i rutynowe pytania. Nie ma co narzekać.
Już myślałem, że spędzę przynajmniej jedną noc pod zakładem na naprawdę dużym parkingu, ale ochroniarz rozwiał moje nadzieje. Wyruszyłem zatem w stronę Londynu, skąd z jeszcze jednym busiarzem mam odebrać towar w niedzielę. Dziwna to pora na załadunek i spodziewam się, że wynajęto nas do jakiejś przeprowadzki, co zawsze bywa uciążliwe dla kierowcy, który musi się głowić nad tym, w jaki sposób zabezpieczyć ładunek, aby nie rozpadł się podczas jazdy, no i czasami trzeba się trochę tych mebli nanosić. Ale, odpukajmy, może nie będzie tak źle.
Aby się dostać na całkiem przyjemną autostradę M40, nawigacja wprowadziła mnie na tak wąskie drogi, którymi onegdaj chyba tylko w wyższych Pirenejach jechałem. Trzeba na nich bezwzględnie zjeżdżać na pobocze przy mijaniu się z jakimkolwiek autem (także z motocyklem). Po prostu są to drogi na szerokość tylko jednego samochodu, choć z drugiej strony urokliwe bardzo; mija się szczuplutkie wioseczki z niewielkimi, acz przepięknie ukwieconymi domkami i czuje się, że sama natura wdziera się prze otwarte okna auta.
Dotarłem w końcu do „czterdziestki”, ale niemożliwością jest znalezienie na angielskich autostradach bezpłatnego parkingu na dobę, w więc zacząłem kluczyć i na A40 znalazłem sobie oddalony od trasy i oddzielony szpalerem szerokiego żywopłotu parking, na którym mam zamiar spędzić dwie noce z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę. 
Ze spedytorem z kolei umówiłem się w taki sposób, że aby spotkać się z kierowcą, z którym mam odebrać w Londynie towar, podjadę pod Shella przy M40, a on pokieruje czasem nas obu w taki sposób, abyśmy na siebie długo nie czekali w miejscu spotkania.
Sobotni dzień nie niesie z sobą niespodzianek. W nocy spory deszcz, w dzień słonecznie, potem chmury, znów deszcz i ponownie pogodnie - typowe angielskie lato, a temperatura nie przekracza siedemnastu stopni.
Mimo wszystko z nadzieją na trwalsze rozpogodzenia i odrobinę więcej ciepła, spędzam cały dzień na parkingu.  

[05.08.2017, Water End, Buckinghamshire w Anglii]

2 komentarze:

  1. A w tym samotnym spędzaniu czasu towarzyszyła Ci książka czy muzyka? Bo nie chce mi się wierzyć, że było to błogie lenistwo. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będzie o tym małe "conieco" w pogaduszkach numer 6... pozdrawiam

      Usuń