Jak przez
sen wchodzi muzyka, Adam doświadczył dwukrotnie. Za pierwszym razem wpłynął do
jego snu Vivaldi i w nim pozostał; drugi przypadek miał miejsce na zielonej
łące północnych Mazur, kiedy to w uśpionym, chłopięcym mózgu pojawiła się
zjawiskowa Izabela Trojanowska. A brzmiało to tak:
Jakkolwiek
motyw przewodni, ukazujący perfidną niedostępność niewiasty w słowach „całej
nie dostaniesz mnie i tak” wielce bulwersuje także przerosłego Adama K., kosmiczna
melodia Romualda Lipki, przedziwnie
współgrająca z tekstem Andrzeja Mogielnickiego i podstępną jak diabli
(podówczas, o ile pamięć nie myli Adama) Panną Izabelą, w której kochał się i
Działoszyn, i Lądek Zdrój, pozostała równie intrygująca w czasach podlejszych,
wyrywających włosy z głowy, lubo też szroniących niecne męskie skronie.
Zaraz też
odezwały się wspomnienia muzyczne innego rodzaju, których autorami są m.in.
Kraftwerk,
Mike Oldfield, Tangerime Dream, Klaus Schulze i Jean Michel Jarre. Kosmiczne
były to czasy.
O ile
Izabela Trojanowska jawi się jako mroczny a niedostępny przedmiot pożądania (zapożyczenie
rzecz jasna z Luisa Buñuela), o tyle Małgorzata Pieńkowska wręcz inaczej, o
czym uświadamia mnie ta oto pieśń żartobliwie miłosna:
Ech….
[Obie pieśni, w celach wyłącznie edukacyjnych oraz terapeutycznych, udostępniono dzięki uprzejmości pana You Tube.]