Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

21 czerwca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (430- 432) NA BALKONIE. BRZYDKI PREZES. "TAM, GDZIE ROSNĄ POZIOMKI".

 

430.

Drugą noc spędziłem na balkonie. Wspaniale się wyspałem. Chłodne powiewy wiatru nanosiły tak wiele zdrowego powietrza, że pozazdrościć. Zbliża się najdłuższy dzień w roku. Rzeczywiście daje to się odczuć, kiedy na wschodniej stronie horyzontu już po trzeciej ciemność łagodnieje. Owszem, takiego widoku lepiej byłoby doświadczyć w terenie niezamieszkałym, w górach lub nad wodnym rozlewiskiem, ale nie narzekajmy. Wyjątkowo pięknie błyszczy niebieskim blaskiem Wenus - to warto zobaczyć.

Próbowałem dzisiaj wmówić w siebie, że chociaż to niedziela, moje samopoczucie będzie dobre. Zaklinałem rzeczywistość. Nic z tego. Niedziela taka sama jak zawsze. Fatalna. Niepotrzebna.

Poniedziałkowy dopisek... trzecia już noc na balkonie. Wyspałem się. Wstałem o siódmej. Samopoczucie lepsze, chociaż wczoraj nie wziąłem ani jednej z przepisanych mi tabletek. Będą na później.

431.

Remis z Hiszpanią na Mistrzostwach Europy wzbudził znów entuzjazm wśród kibiców. Prawda jest taka, że tak słabej Hiszpanii nie oglądałem już od lat, a ponadto mieliśmy szczęście z tym karnym, no i przy strzale głową Lewandowskiego czy nie było tam faulu? Mniejsza o to.

W TVN reportaż o Bońku. Dla mnie, niestety, potwierdza moje dotychczasowe sądy na temat obecnego prezesa PZPN - mało ciekawy człowiek, celebryta, dla którego bratanie się z dowolną opcja polityczną to normalka. Za samą znajomość na "ty" z premierem - kłamcą ma Boniek minusa, a już z trenerem reprezentacji Brzęczkiem postąpił jak zwykły ponury cham. Boniek fantastycznie wpisuje się w obecną politykę, jaką serwuje nam pisowska szajka. Szkoda, bo ceniłem go jako piłkarza.

432.

Miałem zamiar jeszcze raz wypowiedzieć się na temat twórczo ogłupiającej roli telewizji - nie tylko tej pisowskiej, która każe od dwóch lat oglądać tych samych wykonawców lojalnych wobec prezesa telewizji, i która tworzy jakiś kanał dla kobiet, który zawiera powtórki programów, które od paru lat cały czas krążą w innych programach - szlachetną role w ogłupianiu widzów pełnią również tak zwane niezależne kanały... ale musiałbym się zbyt długo na ten temat rozpisywać, więc skierowałem w ostatnich dniach swoją uwagę na filmy, których się raczej nie uświadczy w pasmach ogłupiających.


"Tam, gdzie rosną poziomki" - plakat



Victor Sjöström z Ingrid Thulin


Victor Sjöström z Bibi Anderson

Dotarłem do wspaniałego filmu Ingmara Bergmana "Tam, gdzie rosną poziomki". Film rozpoczyna się niezwykłym, przywołującym nieco twórczość filmową Bunuela, snem profesora, który widzi swoje zwłoki, wiezione karawanem przez opustoszałe miasto, w którym się zgubił. Dalej jest tylko lepiej. Główny bohater obrazu odbywa wraz z synową podróż ze Sztokholmu do Lund. Tam ma wziąć udział w uroczystości z okazji własnego własnego jubileuszu naukowego. Podróż ta przenosi profesora w krainę pamięci i refleksji nad przeżytym życiem. Film jest poruszającą przypowieścią filozoficzną o jaką trudno w kinematografii współczesnej. Wartością dodaną obrazu Bergmana jest wyśmienita gra aktorska: Victor Sjöström (rola profesora), Ingrid Thulin (synowa profesora) i Bibi Andersson jako Sara.


[21.06.2021, Toruń]

19 czerwca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (429) DLACZEGO?

 


ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (429) DLACZEGO?

429.

„Dobrze to może nie będzie, ale na pewno ciekawiej” - zdaje się, że jest to cytat z Jacka Kuronia. Mamy i ciekawiej, i śmieszniej, i na poziomie oddziału zamkniętego, w którym umieszczani są ludzie z dysfunkcjami psychicznymi. Kiedy pozwoliłem sobie wczoraj obejrzeć i odsłuchać wywodów pani Staroń, kandydatki pisowskiej na Rzecznika Praw Obywatelskich, to temperatura, i tak wysoka podczas z powodu upałów, jeszcze bardziej mi podskoczyła. W jaki sposób ta pani mogła w ogóle zostać reprezentantką społeczeństwa? Ani kompetencji, ani erudycji, ani umiejętności zaprezentowania własnej osoby (nie mówię już o zaprezentowaniu jakimkolwiek programu w związku z funkcją, o którą się ubiega). A już na kuriozum zakrawa jej odpowiedź na pytanie w jaki sposób zamierza pełnić funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich, skoro jako polityk głosowała za odebraniem ludziom części przysługujących im praw, pani kandydatka odpowiedziała, że "normalnie". Gdzież jest ten wódz, który na taką rzeź śmieszności wystawił panią Staroń? Gdzież wreszcie są ludzie głosujący na osobę, która wypowiedzieć się nie potrafi?

Skąd wziął się w gronie pis / u samego kaczyńskiego pomysł na wystawienie na ministra od edukacji czarnka, człowieka tak niekompetentnego i jednocześnie tak skrajnie kontrowersyjnego? Czy naprawdę dla tego nieodpowiedzialnego wodza z Nowogrodzkiej prowadzenie polityki musi się odbywać kosztem podziału społeczeństwa? Kto kaczyńskiego tak wychował? Skąd się bierze u niego taka zajadła mściwość i nienawiść? Dlaczego nie mając żadnych dowodów utrzymuje, że Rosja ma w stosunku do Polski plany wojenne? Dlaczego zamiast dociekać, kto i w jakich okolicznościach dokonał kradzieży 40 tysięcy maili wysokich urzędników państwowych, oskarża o to Rosję, nie mając na to dowodów? Dlaczego należy dziękować... wróć... mamy obowiązek dziękować Bogu za braci kaczyńskich, zdaniem jędraszewskiego? Czy w związku z tym kościół katolicki zobowiązany będzie do ułożenia jakiejś oficjalnej modlitwy dziękczynnej za kaczyńskich i czy przypadkiem warunkiem przystąpienia do komunii świętej nie będzie przypadkiem odmówienie na głos tejże modlitwy?

Nareszcie.... czy Bóg to widzi?

Jeżeli widzi, to również dostrzega to, że krakowska kurator, słynna dewotka, nazwała Uniwersytet Jagielloński agencją towarzyską, gdyż uczelnia daje kandydatom na studia przy naborze możliwość (możliwość - nie obowiązek) określenia np. czy są osobami transseksualnymi czy niebinarnymi. Odpowiedział jej oczywiście w sposób taktowny, lecz dający do myślenia rektor uczelni, lecz nie spodziewa się, czy do tej pani w ogóle dotrze to, o czym, między innymi przekazał pani kurator rektor:

"Słowa często prowadzą do czynów. Mowa nienawiści nie jest wymysłem, abstrakcją. Napędzana słowami spirala agresji, skierowana wobec jakiejkolwiek grupy społecznej, oderwana od badań i faktów naukowych, błądząca wśród potocznych przekonań, wyrastająca z niewiedzy i lęków wywołanych „obcością”, może stać się inspiracją do bezpośrednich ataków i aktów przemocy.

Dlatego też pragnę zwrócić się do Pani Kurator Barbary Nowak z zaproszeniem na spotkanie z przedstawicielami Studenckiego Ośrodka Wsparcia i Adaptacji. Zapraszam do bliższego poznania problemów osób, których dotykają stygmatyzujące, obraźliwe słowa."

Podobnie jak pan rektor, również i ja nie wierzę, aby pani kurator zdołała ucywilizować swój mózg i wyjść z zaklętego kręgu religijnego fanatyzmu. I po raz kolejny zadają sobie pytanie: jakim człowiekiem jest ten, co powołuje na tak ważne stanowisko oświatowe osobę o skrajnie radykalnych, wstecznych, by nie powiedzieć zagrażających umysłowi młodych ludzi poglądach.


[19.06.2021, Toruń]

18 czerwca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (426 - 428) UPAŁ. KUŚTYK. MISTRAL - "MAGALI".

 

Frédéric Mistral - francuski, prowansalski poeta, wielce zasłużony dla odnowy języka oksytańskiego w dialekcie prowansalskim. Zdecydowanie bardziej lubię tego Mistrala od wielce dokuczliwego wiatru wiejącego w Prowansji, mającego nazwę "mistral".

426.

Prawdziwie śródziemnomorskie upały nastały. Suche, przezroczyste powietrze, wysoka temperatura i wiatr. Od razu skojarzyłem tę pogodę z tym, co spotykało mnie na południu Francji na północ od Marsylii, w Prowansji, w Avignon, Montpellier, słowem wszędzie tam, gdzie wiał mistral, wszędzie tam, gdzie wiatr urywał głowy, i tylko u nas nie ma cykad, które zdrowego potrafią wprowadzić swym brzęczeniem w świat hipnozy. A gdzieś dwa tygodnie temu czytałem długoterminową prognozę pogody, według której czerwiec miał być poniżej normy jeśli chodzi o temperaturę. Po co takie niesprawdzalne głupoty publikować i robić ludziom wodę z mózgu?

Nie dalej jak dzisiaj w TVN-owskim programie śniadaniowym wystąpił jakiś oszołom, który zapowiedział, że w 2040 roku w Bałtyku nie będzie ani jednej ryby, za 100 lat wody morskie podniosą się na naszej planecie o 2 metry, w Polsce będzie mieszkać 15 milionów ludzi, i tak dalej i dalej. Oczywiście nie ma sensu polemizować z tym młodzieńcem, który przecież nie jest w stanie udowodnić, że jego proroctwo się spełni. Dziwię się jedynie tym, którzy zaprosili go do programu... a może tej, bądź co bądź, jednej z najpoważniejszych stacji telewizyjnych wyczerpały się zasoby dobrego smaku. Jedyną zaletą prognoz tego młodego oszołoma jest to, że z wielką dozą prawdopodobieństwa telewidzowie słuchający tego szurniętego gościa nie będą już żyli za sto lat i nie sprawdzą, jakim manipulacjom zostali poddani w dniu dzisiejszym.

Wniosek: - ludzie, zwłaszcza młodzi, chociaż nie tylko, imają się różnych zagadnień, aby mieć te swoje pięć minut w życiu.

Wniosek drugi: - nie oglądać, zrobić sobie szklaneczkę herbaty.

427.

Od pewnego czasu zacząłem sobie kuśtykać bez kul. Różnie z tym bywa. Raczej z rana kule są mi potrzebne i dopiero po pewnym czasie, kiedy nogi się "rozchodzą", mogę sobie podreptać, starając się, żeby to moje kuśtykanie było jak najmniej zauważalne. Niestety fizycznie moja lewa noga do oglądania się nie nadaje. Jedynym plusem jest to, że już nie puchnie, ale barwę ma ciemną i niejednokrotnie "cieknie" w newralgicznych miejscach ran powstałych tak po wypadku, jak i też po operacyjnych cięciach. Miejmy nadzieję, że kości w końcu się zrosną, ale aby się tego dowiedzieć, konieczne są kolejne fotografie RTG.

Dopiero niedawno zauważyłem, że prawa strona mojej klatki piersiowej jest nieco zapadnięta w stosunku do lewej strony. Trochę to komicznie wygląda. Natomiast wzmocniły się moje mięśnie obu ramion (to efekt posługiwania się kulami podczas chodzenia). Ciekawe jest to, że równo rok temu prawe ramię bolało mnie strasznie i na przykład nie byłem w stanie dotknąć nad głową prawą ręką lewego ucha - dzisiaj pozytywna zmiana - potrafię to zrobić.

Ale chyba największym sukcesem mojej zdrowotności jest to, że potrafię (dzisiaj to sprawdziłem) położyć się na podłodze i wstać. Chodzi tu o podłogę balkonu - rozłożyłem sobie na płytkach kołdrę i poduszki, położyłem się i, o dziwo, bez szczególnych trudności wstałem. Rok temu było to niemożliwe.

Myślę też nad tym, czy aby z powodu upału, nie przespać sobie dzisiejszej nocy właśnie na balkonie. Zawsze to jakaś tam atrakcja będzie, a i przypomnienie sobie dawnych, pogodnych i beztroskich, dziecięcych czasów.

428.

Fragment wiersza Frédérica Mistrala "Magali" pochodzącego z najbardziej znanego poematu tego filologa i poety  "Mirejo". Według mnie zasługuje na uwagę.

Magali

" — Najmilsza moja ty, Magali,

w okienku choć na chwilę stań!

Usłysz, jak piosnka ma się żali,

posłuchać chciej skrzypcowych łkań!

Już ustał wiatr — i pełno gwiazd

na nocnym niebie,

lecz gwiazdy swój utracą blask,

gdy ujrzą ciebie!

— Niźli o wiatr, co trąca trzcinę,

0 pieśni twe nie więcej dbam,

ale się rzucę w morze sine

i w rybkę się przemienię tam.

— Magali, chcesz się rybką stać

w morskiej kolebie?

Ja się rybakiem zrobię wnet

i złowię ciebie.

— O! jeśli zrobisz się rybakiem,

to gdy zarzucisz sieci w toń,

ja będę już swobodnym ptakiem,

ulecę ponad kwietną błoń.

— Magali, jeśli staniesz się

ptaszyną w niebie,

Ja się myśliwym zrobię wnet

i schwytam ciebie!

— Ty na przepiórki, na wróbelki

mozolne sidła sobie staw,

że mnie już będzie kwiat niewielki,

który się skryje w gąszczu traw."(...)


[18.06.2021, Toruń]

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (425) NIC SIĘ NIE STAŁO

 

425.

Nie podoba mi się ten polski nacjonalizm futbolowy.

Zacznijmy od tego, że Bońkowi i Lewandowskiemu nie podobała się gra kadry Brzęczka, że za mało piłek trafia do napastnika Bayernu Monachium. A niby jak mają trafiać, skoro brakuje nam od dawna piłkarzy do reprezentacji. Co jakiś klub zdobędzie mistrzostwo Polski albo nawet na półmetku rozgrywek jakiś piłkarz się wyróżni, zostaje sprzedawany do zagranicznych klubów i tak wkoło Macieju od lat, choć dla takiego mistrza kraju bardziej opłaciłoby się grać w Lidze Mistrzów, gdzie za sam udział w meczu dostaje się kasę, a przy okazji wszyscy zawodnicy zdobywają doświadczenie w grze na wyższym poziomie. U nas na najwyższym poziomie gra Robert Lewandowski, ale także dlatego, że ma mu kto podawać piłkę.

Boniek wymyślił sobie Portugalczyka Sousę, bo stwierdził, że z Brzęczkiem na Euro niewiele ugramy. Sousa miał spowodować, że piłki będą trafiać do Lewandowskiego, ale jednocześnie ten wybitny szkoleniowiec oznajmił, że mega król strzelców z Bayernu nie będzie na Euro dostawał podań od Grosickiego, bo tego w kadrze zabraknie. Według mnie, a parę wcześniejszych meczów kadry obejrzałem, jeśli polskim piłkarzom nie szło, to akurat Grosicki, czy grał w jakimś klubie czy nie, czy był w formie czy nie, to jednak puszczał piłki do Lewego, ba, czasami nawet sam trzepnął w siatkę. Bo Grosik należał do takich graczy, którzy zawsze mieli serducho do gry w reprezentacji - szybki, przebojowy, potrafił jedną - dwoma akcjami przywrócić nadzieję w narodowy futbol.

Grosickiego nie ma, jest Lewandowski, jest też Sousa, który jednak nie nauczył reszty graczy, jak trzeba kopnąć piłkę, aby trafiła do najlepszego piłkarza globu. Nie nauczył ich też podawać sam Lewandowski, choć podczas każdego wcześniejszego meczu udzielał kompanom bezcennych wskazówek. No i masz - nasi przegrali ze Słowacją.

Ale kiedy zaczynałem ten tekst pisząc o nacjonalizmie futbolowym miałem na myśli co innego. No cóż... mecz można wygrać, zremisować lub przegrać - naszej drużynie przydarzyło się to trzecie. Zdarza się, zważywszy na to, że nie mamy piłkarzy najlepszych w Europie... ale przegrać ze Słowacją, z najsłabszą drużyną?

Właśnie to mnie wkurzyło - nasi nacjonalistyczno-futbolowi dziennikarze wielokroć przed meczem podkreślali, że w pierwszym grupowym meczu gramy z najsłabszym zespołem, więc oczekujemy zwycięstwa. No i ten najsłabszy rywal nas pobił.

Przypomniała mi się taka oto anegdota.

Jasio wraca spocony do domu ze szkoły.

- Jak ty wyglądasz? - pyta się mama. - I dlaczego się tak cieszysz?

- Mamusiu, graliśmy mecz z piątą a.

- I jaki wynik?

- Dwa do zera. Piąta a jest od nas słabsza.

Mały Krzyś, który dopiero co wrócił z przedszkola, a teraz wsuwa pierogi z jagodami na drugie danie, przysłuchiwał się tej rozmowie starszego brata z mamą. W końcu rzekł:

- Phi, też masz się z czego cieszyć... wygrać ze słabszym... . Spróbowałbyś wygrać z lepszym od siebie!

To, czy ktoś jest słabszy, nie musi wynikać z układanek statystycznych, a mówienie o kimś, że jest słabszy bywa wodą rzuconą na młyn Losowi, który potrafi celnie uderzyć kopytem tych, którzy przeciwnika lekceważą.


[16.06.2021, Toruń]


17 czerwca 2021

WYROK SĄDOWY

 

Postanowiłem umieścić w kawiarence w całości tekst poniżej, gdyż wydawał mi się interesujący. Tekst pochodzi z fejsbuka, lecz nie wiem, czy opisane w nim wydarzenie miało miejsce w rzeczywistości, czy raczej należałoby je potraktować jako pouczającą przypowieść. W każdym razie pointa opowieści odpowiada mi, a byłoby mi jeszcze przyjemniej, gdyby spodobała się gościom kawiarenki.


Wyrok wydany przez amerykańskiego sędziego.

15-letni chłopiec został przyłapany na kradzieży z amerykańskiego sklepu. W próbie ucieczki chłopak też przypadkowo przewrócił półkę. Po zapoznaniu się ze sprawą sędzia zapytał chłopca:

- Naprawdę coś ukradłeś? Chleb, ser i przewróciłeś półkę uciekając?

Chłopak odpowiedział:

- Tak.

Sędzia:

- Dlaczego ukradłeś?

Chłopak powiedział:

- Potrzebowałam tego.

Sędzia:

- Nie mogłeś kupić, zamiast kraść?

Chłopiec:

- Nie miałem pieniędzy.

Sędzia:

- Mogłeś poprosić rodziców o pieniądze.

Chłopak:

- Mam tylko matkę, która jest chora i nie ma pracy. Ukradłem dla niej chleb i ser.

Sędzia:

- Nic nie robisz, nie masz pracy?

Chłopak:

- Pracowałem w myjni samochodowej. Zrobiłem sobie dzień urlopu, żeby pomóc mamie, więc mnie wyrzucili.

Sędzia po zakończeniu rozmowy z chłopcem wydał wyrok:

- Kradzież, zwłaszcza kradzież chleba, to bardzo haniebne przestępstwo. I tutaj wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za tę zbrodnię. Dzisiaj wszyscy w tym pokoju, są odpowiedzialni za tą kradzież. Więc kończę i wszystkich tu obecnych skazuję na grzywną w wysokości 10 USD. Nikt nie wyjdzie z pokoju, dopóki nie zapłaci 10 dolarów.

Sędzia wyjął banknot 10 USD z kieszeni, wyciągnął długopis i zaczął pisać:

- Dodatkowo ukarałem właściciela sklepu za wezwanie policji i oddanie w jej ręce głodnego chłopca. Jeśli grzywna nie zostanie zapłacona w ciągu godziny, sklep zostanie zamknięty.

Sędzia przeprosił chłopca i wręczył mu wszystkie zebrane pieniądze.

Po wysłuchaniu wyroku ludzie na sali mieli łzy w oczach. Zastanawiam się czy nasze społeczeństwo, nasz system, nasz sąd byłby w stanie wydać taki wyrok?

Sędzia dodał:

- Jeśli ktoś zostanie złapany na kradzieży chleba, wszyscy ludzie w tej społeczności i w państwie powinni się wstydzić!


[17.06.2021, Toruń]

15 czerwca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (424) ROZŚMIESZANIE SPOŁECZEŃSTWA.

 


424.

Już nie pamiętam, czy widziałem ten pomnik, czy też znam go z medialnych przekazów. Chodzi o te "schody do nieba", które z pewnością zna Stokrotka. Jeżeli nawet nie widziałem na oczy tego monumentu, to chętnie się o nim, wzorem KO-wca z "Rejsu", wypowiem. Nie podoba mi się i jest kiczowaty. Podobno teraz na miesięcznicach, gdzie upamiętniany jest były prezydent Kaczyński... rzadziej jego małżonka, pod tym kiczowatym pomnikiem składa się kwiaty. Ale kwiaty, wiązanki czy wieńce nie każdy może tam złożyć. Monument chroniony jest przez wojsko polskie i to wojsko polskie ma rozkaz decydować o tym, które kwiaty są słusznie składane, a które nie. Niesłusznie złożone kwiaty nasi dzielni żołnierze zabierają spod pomnika, a że robią to bez pokwitowania, podejrzewam, że to zagrabione mienie nie zostanie już oddane tym, którzy tę wiązankę czy inny wieniec złożyć pod schodami do nieba. Podobno miesiąc w miesiąc trwa taka zabawa w chowanego po tytułem: "Twój wieniec jest lepszy niż mój". Ostatnio jeden z członków "Lotnej Brygady Opozycji" - tych nikczemników, którzy ośmielają się składać wieńce pod pomnikiem ofiar katastrofy smoleńskiej, wspiął się na sam szczyt schodów. Śmiesznie to wyglądało, kiedy żołnierze wojska polskiego ściągali z najwyższego piętra pomnika nie tylko wieniec, ale i tego śmiałka.

Wyciągam z tego komediowego serialu taki wniosek, że gdyby nasze dzielne wojsko polskie pod rządami pisowskimi machnęło ręką na fakt składania kwiatów u stóp monumentu wiodącego do samego nieba przez Lotną Brygadę Opozycji, pewnie jej uczestnicy musieliby wymyślić jakąś inną formę opozycyjnej wypowiedzi przeciwko polityce rządzących - gotów byłbym sobie uciąć ucho przy goleniu, że stałoby się tak już po miesiącu - góra dwóch, ale jedno z głównych zadań rządzących jest rozśmieszanie społeczeństwa... mają do tego niemałe predyspozycje i zasługi.


[15.06.2021, Toruń]

14 czerwca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (423) CZEKANIE NA OKAZJĘ


423.

Chyba już kiedyś o tym pisałem, a jeśli nie, to piszę teraz. Niejednokrotnie rozmyślałem o tym, cóż to by się stało, gdybym zszedł był z tego świata. Jak świat wyglądałby beze mnie? Odpowiedź jest prosta - wyglądałby tak samo, niemal identycznie, czego dowodem jest to, że jednostkowa śmierć, jeśli nie jest się arcyksięciem Ferdynandem, nie zrobi uszczerbku dla świata i życie toczyć się będzie własną koleją losów. A jednak korci człowieka myśl, aby mógł spojrzeć na ten świat z wysoka (albo z bardzo niska).

W chwili obecnej nie mam takich pragnień. Co będzie, to będzie. Jestem na śmierć przygotowany i momentami żałuję, że nie stało się to wtedy w Norwegii podczas wypadku, albo potem w szpitalu, gdy miałem zawał, a tak... przyjdzie czekać na pierwszą nadarzającą się okazję...


[14.06.2021, Toruń]

12 czerwca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (419-422) CZYTAM I PISZĘ. CHAM. BĘCWAŁ. NIE ZAZDROŚĆCIE MI.

 


Kadr z "Kartoteki" Tadeusza Różewicza, 
spektaklu telewizyjnego wyreżyserowanego w roku 1967 przez 
Konrada Swinarskiego z Tadeuszem Łomnickim w roli "Bohatera".

419.

Zabrałem się za "Śmierć w starych dekoracjach" i "Kartotekę" Różewicza.

Piszę z kolei coś w rodzaju powieści szkatułkowej, z elementami surrealistycznymi, będącej ni to wspomnieniami, ni to kreacją fikcyjną. Ponieważ podzielam pogląd Calderona, że życie jest snem, Schopenhauera, że świat zewnętrzny istnieje tylko jako wyobrażenie, z czego wyprowadzam wniosek, że życie jest fikcją, w tym moim tekście rzeczywista fabuła istnieje na dwóch poziomach: typowej fikcyjnej opowieści i takiej, która współistnieje z tą pierwszą. Chodzi mi o to, że narrator piszący "Księgę Tobiasza" pozwala do niej wejść innym osobom, ba, fabuła "Księgi" toczy swoje życie równolegle do rzeczywistości, a upraszczając powyższe dywagacje osoba z zewnątrz tego świata przedstawionego w "Księdze", może w każdej chwili porozmawiać z postacią występującą w opowieści. Ważne jest dla mnie to, że jako autor mam w pewnym sensie władzę boga, bo sam mogę tworzyć ten nierzeczywisty świat, nierzadko piękniejszy od tego, który został nam dany do przeżycia w nim swojej egzystencji.

420.

Zastanawiam się nad tym, czy koniecznie muszę hamować się podczas oceny zachowania czy postępowania innych ludzi, nie nazywając człowieka w sposób na jaki zasługuje, a ograniczając się do powiedzenia, że nie podoba mi się ten sposób zachowania, jaki prezentuje - to znaczy nie atakujmy ludzi ad persona, miejmy zastrzeżenia do prezentowanych przez nich poglądów. Co jednak zrobić w takiej sytuacji, gdy praktycznie całe publiczne życie naszego delikwenta obfituje w te same podłe zachowania? Czy i wtedy mam poddawać krytyce sposób myślenia, czy może lepiej nazwać tegoż człowieka po imieniu. Upraszczając sprawę, jeśli wiemy, że "X Kowalski" notorycznie kradnie, mam o nim pisać, że nie podoba mi się sposób zarabiania na życie tego pana, czy może nie powinienem raczej publicznie przestrzec ludzi przed złodziejem "X Kowalskim"?

Chociaż nie jest to poprawne politycznie, ale skłaniam się ku temu drugiemu rozwiązaniu w przypadku polityka pisu, marszałka terleckiego. Śmiało mogę nazwać tego pana prostakiem i chamem, bo gros jego wypowiedzi na temat innych osób, głównie polityków, świadczy o tym, że jest chamem, a pewne sprawy należy przecież nazywać po imieniu.

421.

Cieszę się niepomiernie z tego powodu, że nie nauczam w szkole, bo wtedy byłbym zobligowany do podporządkowania się człowiekowi, którego nazwanie tępakiem jest komplementem. Ale jakim tępym trzeba być pacanem, aby takiemu bęcwałowi powierzyć stanowisko ministra?!

422.

Nie zazdrośćcie mi tego, że w chwilach, kiedy potrzebna mi jest pomoc (broń Boże, nie chodzi mi o pomoc finansową), to nie znajduję sojuszników w członkach rodziny, która, to prawda, nie jest już liczna. Bo ja wiem, czasami wystarczyłoby jakieś dobre, nawet pocieszające słowo, jakaś rada, nie modlitwa, bo jeśli będę chciał, to się pomodlę i za siebie, aby móc się podbudować i wyjść z opresji. Dobrze jest wiedzieć, że gdyby przyszło co do czego, można na kogoś liczyć, a czas jest po temu najwłaściwszy. Nie będę oczywiście pisał co, jak i dlaczego - nieważne, choć dla mnie ważne. Może jeszcze kiedyś o tym napiszę, gdy sprawa nie będzie już aktualna i wątpię, że z korzyścią dla mnie się zakończy. Tak jakoś mi się wydaje, że w tych dawniejszych czasach rozwiązanie byłoby dla mnie pomyślne i nawet nie potrzebowałbym wsparcia bliskich mi osób... chociaż... ludzie byli wtedy inni, przygarnęliby mnie, ba, tylko ja - głupi, takim jakim byłem, taki jestem.


[12.06.2021, Toruń]

"PAN TADEUSZ" OCZAMI I TALENTEM ANDRIOLLEGO OPISANY (I-VI)

 

    Pamiętam go z czasów szkolnych, chyba jeszcze z podstawówki, bo mieliśmy tam reprodukcje rysunków Andriollego. A całą pewnością zachęcały do czytania "Pana Tadeusza", dając oglądającym je czytelnikom wieszcza graficzne wskazówki dotyczące tak samego dzieła Mickiewicza, jak i też epoki. Być może p[o pierwszym przeczytaniu "Pana Tadeusza" takie właśnie miałem wyobrażenie o postaciach stworzonych przez poetę.

    Krótka notka dotycząca autora ilustracji do naszego narodowego dzieła...

    "Michał Elwiro Andriolli urodził się 2 listopada 1836 roku w Wilnie. Zmarł 23 sierpnia 1893 roku. Ojciec jego, Franciszek, przybył do Polski wraz z armią napoleońską, ożenił się i osiadł na stałe Wilnie. Elwiro Andriolli walczył w Powstaniu Styczniowym, w latach 1866-71 był zesłany do Wiatki. W 1881 roku Andriolli otrzymał zamówienie na wykonanie ilustracji do "Pana Tadeusza". "Pan Tadeusz" z ilustracjami Andriolliego został wydany w 1881 roku we Lwowie nakładem Księgarni F.H. Richtera (Altenburg)."

Księga I

" Wtem ujrzała młodzieńca i z rąk jej wypadła

Suknia, a twarz od strachu i dziwu pobladła."


Księga II

"Wtem pomiędzy ich usta mignęła znienacka

Naprzód mucha, a za nią tuż Wojskiego packa."


Księga III
"Przerwał nareszcie nudny tok obiadowania
Gość niespodziany, szybko wpadając gajowy,
Nie zważał nawet, że czas właśnie obiadowy,
Podbiegł do pana; widać z postawy i miny,
Że ważnej i niezwykłej jest posłem nowiny.
Ku niemu oczy całe zwróciło zebranie.
On odetchnąwszy nieco, rzekł: - Niedźwiedź mospanie."


Księga IV 
"Natenczas Wojski chwycił na taśmie przypięty
Swój róg bawoli, długi, centkowany, kręty 
Jak wąż boa, oburącz do ust go przycisnął, 
Wzdął policzki jak banię, w oczach krwią zabłysnął... 
I zagrał..."



Księga V 
"Zosia kładnie pończoszki białe, ażurowe, 
I trzewiki warszawskie białe, atłasowe."


Księga VI 
"...cała trzódka kłapoucha 
Bieży do starca, liśćmi kapusty znęcona, 
Do nóg mu, na kolana skacze, na ramiona."

 [12.06.2021, Toruń]

Z KUBUSIEM PUCHATKIEM PRZEZ ŚWIAT (4)



(...)

Pszczoły bzykały podejrzliwie, jak to one mają w zwyczaju. Kilka z nich naprawdę wyfrunęło z gniazda i zaczęło unosić się dokoła Chmurki, gdy Chmurka właśnie śpiewała drugą zwrotkę swojej piosenki. I nawet jedna z pszczół usiadła na chwilę na nosie Chmurki, ale zaraz odfrunęła.

- Krzysiu, aj, Krzysiu! - wrzasnęła Chmurka.

- Co?

- Myślę i myślę, i teraz już wiem na pewno, że to jest bardzo zły gatunek pszczół.

- Tak ci się zdaje?

- Zupełnie zły gatunek. I myślę, że one chyba robią kiepski miód. I zdaje się, że ja chyba zejdę na dół. A co ty o tym myślisz?

- Ale jak?! - zawołałeś.

Kubuś Puchatek nie pomyślał o tym. Gdyby wypuścił sznurek z łapki, zleciałby na ziemię i to mu się nie bardzo uśmiechało. Myślał więc dość długo, wreszcie powiedział:

- Krzysiu, musisz strzelić w balonik. Czy masz z sobą fuzję?

- Ma się rozumieć - powiedziałeś. - Ale jeśli to zrobię, balonik będzie na nic - powiedziałeś.

- Tak, ale gdybyś tego nie zrobił - rzekł Puchatek - ja będę na nic.

Wobec tego wycelowałeś bardzo ostrożnie w balonik i wystrzeliłeś.

- Ojej! - wrzasnął Puchatek.

- Czy nie trafiłem? - zapytałeś, Krzysiu.

- Trafić trafiłeś - odpowiedział Puchatek - ale nie w balonik.

- Bardzo mi przykro - powiedziałeś i jeszcze raz strzeliłeś, ale tym razem już w balonik, z którego powolutku wyszło powietrze, i Kubuś Puchatek opuścił się na ziemię. Ale miał tak zesztywniałe łapki od ściskania sznurka, że przez cały tydzień trzymał je wyciągnięte w górę. Ile razy mucha siadła mu na nosie, nie mógł odpędzić jej łapką, tylko zdmuchiwał ją, ot tak: “puch, puch, puch!” i zdaje mi się, choć nie jestem tego pewien, że i dlatego jeszcze nazwano Misia Puchatkiem.

(...)

[12.06.2021, Toruń]