6.
Odwiedziłem go,
kiedy sprawa pani Żarnickiej i jej dzieci dobiegła do pomyślnego
końca. Przez ostatni rok pracowałem na budowie nowego
przedsiębiorstwa przetwórczego warzyw i owoców na południu kraju,
więc trochę stęskniłem się za naszym miasteczkiem. Adam niewiele
pisał, jeszcze mniej dzwonił, więc postanowiłem wpaść do niego
w pierwszym możliwym terminie, a było to już po Wielkanocy i
podczas
realizacji projektu,
w który mój przyjaciel się zaangażował. Przyniosłem z sobą
jarzębiak; nie wypadało przychodzić bez niczego, choć obaj nie
przepadaliśmy za wódką, no, chyba gdy nadarzyła się jakaś
okazja. Podobno tak mówią alkoholicy, którzy zawsze znajdą sobie
jakiś powód, aby się napić, ale dajmy spokój, alkoholikami nie
jesteśmy.
Oczywiście
początkowo rozmowa zeszła się na temat tej śmierci Kornackiego
oraz tego, co postanowił Adam wedle tego domu, zwłaszcza wedle tego
domu. Ponieważ jestem architektem, to moje uwagi okazały się
cenne, tak uważam, dla Adama, a mianowicie, kiedy zasugerowałem
wybudowanie patio od południowej strony budynku oraz, co spotkało
się z kolei z pozytywnym przyjęciem ze strony pani Weroniki, aby
założyć po południowej i częściowo zachodniej stronie ogród z
prawdziwego zdarzenia. Muszę też powiedzieć, że zdecydowanie
spodobało mi się to wyremontowane mieszkanie pani Żarnickiej.
- I powiedzieć, że
nie miałeś nic wspólnego z remontami, murarką i robotami
wykończającymi – powiedziałem, obserwując, jak moje słowa
pogrążają Karskiego w odczuwaniu dumy.
Spędzaliśmy miło
czas w pokoju Adama, niewielkim wprawdzie, ale wyposażonym w
porządny stół, przy którym można i dobrze zjeść, i rozgościć
się, i coś ciekawego napisać, bo jak mi się zwierzył Adam, coraz
częściej pisze i lada dzień ma wyjść jego druga powieść.
Zarzeka się wprawdzie, że to ostatnia jego taka próba, ale jakoś
mu nie wierzę. Pani Weronika początkowo przyłączyła się do nas,
ba, wypiła nawet kieliszeczek jarzębiaku, ale potem zaangażowała
dzieci pani Żarnickiej w przygotowanie i pieczenie kruchych
ciasteczek. No właśnie, pani Żarnicka… koniecznie przykazałem
ją sprowadzić, jak tylko przyszła z pracy… chciałem ją
przecież poznać.
I faktycznie przyszła
– szatynka o piwnych oczach, średniego wzrostu i piersiach
przekraczających średnią krajową, zgrabna i, co później
zwróciło moją uwagę podczas rozmowy z Adamem, bardzo pogodnego
usposobienia. Adam opowiadał mi, że nie przypominała dawnej
Eweliny, zastraszonej, bojącej się o przyszłość swych dzieci,
Jacka i Kariny, i nawet pozew o rozwód nie zakłócał jej
pozytywnego nastawienia do życia. Miała lat dwadzieścia osiem i
nie zgubiła urody pomimo wcześniejszej fatalnej sytuacji rodzinnej,
a dochodziło przecież do przemocy fizycznej. Ewelina Żarnicka była
żywym przykładem kobiety po przejściach, która jest w stanie się
odnaleźć, jeśli tylko stworzy się jej znośne warunki do życia.
Ewelina Żarnicka
zeszła więc na dół, dołączyła do nas, rozmawiających o
sprawach ciągnących się jeszcze w liceum, kiedy to solennie
składaliśmy zapewnienia, że po studiach, a nawet jeśli ich nie
podejmiemy, podejmiemy pracę w tym naszym Żylinie, nie bacząc na
to, w jaką stronę pójdzie świat i czy w ogóle nasze miasteczko
przetrwa złe koleje losu. Ja zacząłem pracować po studiach w
miejscowej firmie budowlanej, lecz przed rokiem wysłano mnie na inną
budowę, tak zadecydował szef.
Wręcz zauroczyłem
się w pani Ewelinie w pełnym słowa tego znaczeniu, tak jakoś
wpadła mi w oko; jej sposób poruszania się, uśmiech, coś
szczególnie interesującego w jej pięknych oczach, ale wiedziałem,
że póki co muszę zachowywać dystans, zwłaszcza że mogłem
podejrzewać, że Adam ma względem pani Eweliny poważne zamiary, a
nie ścierpiałbym, gdybym miał odbijać przyjacielowi kobietę.
Natomiast podczas rozmowy wybadałem, że największym sukcesem
kobiety, oprócz tego, że jej życie wydatnie się polepszyło w
ostatnim miesiącu, był fakt, iż liczy na to, że dostanie szybki
rozwód. Pomyślałem sobie: „ty nie myśl za wiele, staraj się o
nią, bo to niezła dla ciebie partia, a że ma dwoje dzieci? Cóż,
to nie jest problem tak wielki, jak mogłoby się wydawać”.
Później w zdawkowej rozmowie z Adamem podczas nieobecności przy
niej pani Eweliny, otrzymałem zapewnienie, że mój przyjaciel
zostawia mi wolną rękę, gdy chodzi o panią Żarnicką. Widział,
tak mówił, moje spojrzenie skierowane w jej stronę, a potem dodał:
- Wiesz, nie
angażowałem się, nie wysyłałem sygnałów, gdyż nie chciałem,
aby pomyślała, że za tę pomoc, którą jej zaoferowałem, powinna
być mi wdzięczna do tego stopnia, aby nasze wzajemne stosunki mogły
nabrać erotycznego kontekstu.
Tymczasem
rozmawialiśmy na rozmaite tematy, nie wyłączając mojego zapytania
gdzie pani Ewelina pracuje i deklaracji, że odtąd wszystkie zakupy
spożywcze będę robić w jej sklepie. Wiem, że kierowała mną
małostkowość, ale faktycznie
zaczynałem
myśleć o pani Żarnickiej coraz bardziej poważnie. W pewnej chwili
wpadłem na dosyć śmiały, lecz mało oryginalny pomysł, aby
zaprosić kobietę na spacer. Ta, nie od razu przystała na moją
propozycję, spoglądała na Adama, tak jakby szukając u niego
pozwolenia i dopiero wtedy, gdy mój przyjaciel powiedział:
- To niezły pomysł.
Ja w tym czasie zajrzę do kuchni, jak się pieką kruche ciasteczka.
Wyszliśmy więc.
Ewelina założyła na siebie malinowy sweterek; mnie było ciepło,
więc zostałem w mocnej i grubej bawełnianej koszuli. Przeszliśmy
spory kawałek miasta aż do rynku, a nasza rozmowa oscylowała wokół
przeszłych tematów związanych z tym miastem oraz szkołą. Choć
zwykle jestem otwarty i działam niejednokrotnie spontanicznie, to
jednak nie zdecydowała się przytulić Eweliny, co wcale nie
oznacza, że tego nie pragnąłem. Wróciliśmy
więc do domu, lecz przed wejściem spojrzałem na oświetlony
uliczną lampą fronton domu Adama. Przemyślałem coś i natychmiast
po znalezieniu się w tym stołowym pokoju wypaliłem znienacka:
- Adamie,
zaprojektuję dwie mansardy ponad pierwszym piętrem. Zobaczysz, jak
zmieni się charakter tego miejsca.
Pani Ewelina była
nieco zaskoczona moim „występem”, bo wyglądało na to, że
wychodząc na spacer, to mansardy były tematem naszych rozmów, a
było zupełnie inaczej – miewam takie nagłe zafiksowania, zwykle
związane architekturą, czy ściślej z planami dotyczącymi tego,
co by tu zmienić, zabudować, unowocześnić, aby powstały w
mgnieniu oka projekt przełożył się na konkretne treści.
- Zanim tu coś
pobudujesz, częstuj się ciasteczkami… i pani również… to
praca pani dzieci.
[12.01.2025, Toruń]