Życie jest fikcją

Ważne

Marian Turski: "Historia Auschwitz nie zaczęła się 14 czerwca 1940 roku przywiezieniem pierwszego polskiego transportu, ona zaczęła się dużo wcześniej", "Jedenaste przykazanie: nie bądź obojętny, bo jeżeli nie, to się nawet nie obejrzycie jak na was, jak na waszych potomków, „jakiś Auschwitz”, nagle spadnie z nieba"

23 września 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (535) XXX

 


Salvador Dali -"Dziewczyna w oknie"


"- Nie mogłam - odrzekła oburzona. - Za bardzo go kochałam.

Doktor Urbino, któremu zdawało się, że słyszał już wszystko, nigdy nie usłyszał czegoś podobnego, wypowiedzianego tak zwyczajnie. Przyjrzał jej się bacznie, wyostrzając wszystkie zmysły, aby zapadła mu w pamięci taka, jaką była w tej właśnie chwili: niby rzeczny bożek o wężowych oczach, nieustraszona pod osłoną swego czarnego stroju, z różą za uchem. Wiele lat temu na jednej z dzikich plaż Haiti, gdy leżeli nago, odpoczywając po miłości, Jeremiasz de Saint - Amour nagle westchnął:„Nigdy nie będę stary”. Zrozumiała to jako heroiczny zamiar zaciekłej walki przeciwko niszczącemu upływowi czasu, ale on wyjaśnił rzecz bez żadnych niedomówień: powziął nieodwołalną decyzję odebrania sobie życia w wieku sześćdziesięciu lat. Skończył je istotnie w tym roku, 23 stycznia, i wówczas przyjął za nieprzekraczalny termin wigilię Zielonych Świątek, największego święta miasta, poświęconego kultowi Ducha Świętego. Tamtej nocy nie zdarzyło się nic, o czym nie wiedziałaby już wcześniej, bo często o tym rozmawiali, wspólnie znosząc nieodwracalny potok dni, których ani on, ani ona nie mogli już powstrzymać. Jeremiasz de Saint - Amour kochał życie miłością ślepą, kochał morze i miłość, kochał swego psa i kochał ją, w miarę więc zbliżania się wyznaczonej daty coraz bardziej poddawał się rozpaczy, jakby jego śmierć miała nastąpić nie w wyniku własnej decyzji, lecz z mocy wyroku nieubłaganego fatum.

- W nocy, kiedy zostawiłam go samego, nie był już kimś z tego świata - powiedziała."

Bywa tak jak w piosence Urszuli Sipińskiej: "Są takie dni w tygodniu gdy nic mi się nie układa i jak na złość wypada wszystko z rąk", a takich dni jest coraz więcej, a jeszcze niektóre, takie jak dzień dzisiejszy, podlegają kumulacji, więc już nie tylko wypada coś z rąk, ale i rozpada się na drobne kawałki.

W takich sytuacja jedyne, co próbuje, powtarzam, co próbuje podtrzymać mnie przy życiu jest książka, najlepsza i najpiękniejsza z możliwych, czyli ta "Miłość z czasów zarazy", której kolejny fragment przytaczam ku pamięci - może odwróci lub przynajmniej powstrzyma na jakiś czas tę paskudną tendencję.


[23.09.2021, Toruń] 



2 komentarze:

  1. Myśli kotłujące się w głowie bywają groźniejsze od widoków na zewnątrz...są takie dni w tygodniu, miesiącu, roku, ale może jednak tych lepszych jest więcej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie zdecydowana, by nie powiedzieć miażdżąca przewaga tych złych, a na dodatek są takie pojedyncze dni, które potrafią zagłuszyć wszystkie pozostałe dni w roku.

      Usuń