Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

10 października 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (547 - 548) EXIT. GRANIE NA POZIOMIE B-KLASY.

 

547.

    Nie ma co ukrywać. Po orzeczeniu kucharki prezesa nasz kraj de facto wyszedł z Unii Europejskiej, albowiem nie można być w Unii i jednocześnie pod względem prawnym w niej nie być, tak jak nie można zjeść całego jabłka i trzymać je w ręce. kaczyński pojechał na całość, po bandzie. Stary to gość, tyleż nienawistny, co zgorzkniały i jest mu obojętne, co będzie z Polską, kiedy odejdzie z tego świata. Ważne dla niego jest to, że udało mu się przekonać do swej paranoicznej wizji całą rzeszę ogłupiałych ludzi, którzy gotowi są oddać za swojego guru życie.

    Taki pełzający Polexit to po części wina samej Unii, która nie dość starannie zaglądała w psychikę starszego pana, który w swoim życiu nie przepracował uczciwie godziny życia, który zawsze mącił, dzielił i nienawidził tych, którzy myśleli inaczej niż on. Być może politycy i urzędnicy nie wzięli pod uwagę tego, że na czele jednego z krajów należących do Wspólnoty stanie ktoś o umyśle człowieka obłąkanego, nie wzięli pod uwagę obecności w polityce kaczyńskiego. Gdyby przewidziano taki rozwój wypadków, w traktatach unijnych powinien pojawić się zapis: "jeśli któreś z państw nie przestrzega prawa stanowionego w Unii, automatycznie przestaje być członkiem tej ponadpaństwowej organizacji". Trzymiesięczny okres domykania spraw związanych z wyjściem z UE i wolna droga. Tak być powinno, moim zdaniem. A wtedy, proszę bardzo, pis z miesiąca na miesiąc musiałby choćby w gospodarce zdobyć nowe rynki zbytu. Musieliby też pisowscy spece od niszczenia gospodarki liczyć się z tym, że gros inwestycji unijnych zniknie z przestrzeni gospodarczej naszego kraju, że miejsca rodzimych transportowców i firm wszystkich innych branż będą stopniowo zastępowane firmami z innych krajów europejskich. Ponieważ pisowska polityka zagraniczna praktycznie nie istnieje, a na całym świecie mamy samych wrogów (czy czytający te słowa zwrócili uwagę na dominujący wśród rządzących pogląd, że tylko pis i jego przystawka solidarna polska ma rację, a wszyscy pozostali, w kraju czy też za granicami, ba, nawet za morzami i oceanami racji nie mają - to zdaje się zasadnicza doktryna projektu politycznego prezesa, swoiste pierwsze pisowskie przykazanie - czuć od nich wódę, a tłumaczą, że wszyscy pili, tylko nie oni), marnie oceniam próby podłączenia się Polski pod inne polityczno-gospodarcze przedsięwzięcie.

    Ale może dopiero, gdyby była możliwość natychmiastowego usunięcia naszego kraju z Unii, może dopiero wtedy zwolennicy dziadka przejrzeliby na oczy, choć koszt takiej operacji dotknąłby nas wszystkich.

548.

    Za moich młodych, dziecięcych, a później młodzieżowych czasów mieliśmy w futbolu:

pierwszą ligę, drugą ligę, kilka grup (4?) trzecich lig, klasę okręgową, klasę A, klasę B i klasę C.

    Mam nadzieję, że się nie pomyliłem.

    Za moich dziecięcych i młodzieżowych czasów przy Cukrowni Dobrzelin istniał klub piłkarski Sparta Dobrzelin. Klub ten najczęściej występował w klasie B, choć czasami awansował do A klasy i nawet nieźle mu szło w tej o poziom wyżej lidze. 

    Po umocowaniu się postsolidarnościowej władzy w kraju klub zlikwidowano, boisko zaorano, obiekt, w którym mieścił się klub, szatnie z pakamerami dla piłkarzy, lecz również pomieszczenie, w którym znajdowała się klubokawiarnia, dalej - biblioteka, pomieszczenia dla zakładowej orkiestry dętej oraz to, w którym przechowywano instrumenty... wszystko to sprzedano, bo niby po co w wolnej Polsce zespół sportowy na prawach drużyny amatorskiej, po co boisko, na którym nie tylko ćwiczyli i grali piłkarze Sparty - seniorzy, juniorzy i młodzicy, ale również dzieciaki z pobliskiej szkoły podstawowej, gdzie organizowano taneczne i inne imprezy. Po co komu w wolnej Polsce biblioteka, a już w tej klubokawiarni to chyba tylko Sodoma i Gomora gościły, bo można było w niej zjeść ciasteczka, napić się kawy, herbaty, oranżady i klarowanego, niegazowanego owocowego napoju, ba, i można sobie było w tym klubie pograć w szachy, karty i warcaby, a dzieciaki zajmowały się grą w chińczyka i innymi planszowymi gierkami... no powiedzcie sami - po co to wszystko w wolnej, niekomunistycznej Polsce. Albo po jasną cholerą trzymać orkiestrę dętą? Żeby na pochodach pierwszomajowych albo podczas pogrzebów pracowników cukrowni grała? Co za bezeceństwo taka orkiestra dęta. A w jednym pomieszczeniu to nawet odbywały się lekcje gry na pianinie i gitarze. Widział to kto kiedy? A już kompletnym nieporozumieniem było utrzymywanie przez peerelowską cukrownię biblioteki, całkiem zresztą sporej. Trzeba mieć chyba niedobrze w głowie, aby sprowadzać do takiej biblioteki książki i kazać ludziom je wypożyczać. A zatem cały ten ośrodek kulturalno-sportowy upadł, podobnie zresztą jak domki wypoczynkowe nad jeziorem. Po co one komu? Wypoczynek dla pracowników cukrowni, ich rodzin i dzieci się nie należy. Niech sobie jadą na Karaiby!

    Zastanawia się może kto, do czego zmierzam i co mnie zainspirowało do napisania tego tekstu.

    Otóż ogłaszam powrót do przeszłości. Ogłaszam powrót do przeszłości po obejrzeniu meczu Polska - San Marino. Nasi dzielni reprezentacyjni piłkarze grali na poziomie zespołu Sparta Dobrzelin walczącego za czasów mojego dzieciństwa i młodości w rozgrywkowej klasie B. Koniecznie muszę w tym miejscu dodać to, że moja Sparta nie przegrałaby tak wysoko z reprezentacją fachury Sousy, jak San Marino, o ile w ogóle by przegrała, choć przecież w tej mojej Sparcie starsi ode mnie faceci robili od szóstej do czternastej, a może i (bo to październik) byli po nocnej zmianie i wbiegliby na boisko na Narodowym ciuteńko przemęczeni.

    Ale czasy!!!


[10.10.2021]

09 października 2021

SZTUKA - FÉLIX EDOUARD VALLOTTON - PEJZAŻYSTA - NABISTA

 

    Félix Edouard Vallotton (1865 – 1925) to szwajcarski malarz malujący głównie we Francji, która stała sie jego drugą ojczyzną. Malował głównie pejzaże, akty, portrety, rzadziej martwe natury - obrazy stonowane w emocji, realistyczne, chociaż po przystąpieniu do grupy nabistów oznaczające się specyficznym kolorem, tj. z płaskimi obszarami koloru, twardymi krawędziami i uproszczeniem szczegółów. Jego dzieła chyba najbardziej przypominają dostojne płótna Paula Sérusiera, także Edouard Vuillarda, trochę mniej Pierre'a Bonnarda. Ta różnica polega głównie na tym, że Vallotton rezygnuje w swych pracach ze szczegółów, przez co jego obrazy są jakby przefiltrowane poprzez odrzucenie przez malarza zbędnych elementów, głównie pejzażu, urzekają natomiast barwami okolonymi dającymi się zauważyć krawędziami.

    Félix Edouard Vallotton wykonywał również drzeworyty, które przyniosły mu międzynarodowe uznanie. Charakteryzują się one szeroką masą czerni i bieli z minimalnymi szczegółami, obejmują sceny uliczne, kąpiące się, portrety i serię dziesięciu wnętrz zatytułowanych Intimités (Intymności), które przedstawiają spotkania między mężczyznami i kobietami.

    Po roku 1892, kiedy to należał do grupy nabistów obrazy Vallottona odzwierciedlały styl jego drzeworytów. Oprócz krajobrazów, małomiasteczkowych i wiejskich pejzaży, malował często akty i sceny rodzajowe.

    Za życia Vallotton, co nie jest bardzo typowe dla ludzi parających się sztuką malarską, miał powodzenie. Wynajmowano go do dekorowania wnętrz oraz chętnie widziano go jako ilustratora w czasopismach.

    W kawiarence jego obrazy pojawiają się nie po raz pierwszy, co jest dowodem na to, że kawiarennik wielką estymą darzy płótna Vallottona.



"Stara uliczka w Cagnes"


"Zamek Galliard i plac des Andelys"


"Ścieżka z dziewczynką niosącą koszyk"


"Rzeka Dordogne w Carrenac"


"Krajobraz plenerowy"


[09.10.2021]

07 października 2021

PODRÓŻE NIE TYLKO DOOKOŁA ŚWIATA - SAINT-ÉMILION

 



    Saint-Émilion jest małym miasteczkiem w Nowej Akwitanii leżącym mniej więcej na północny-wschód od Bordeaux. Wikipedia podaje, że Saint-Émilion nazwę swą zawdzięcza mnichowi Emilianowi, który w VIII wieku przywędrował tutaj z Bretanii. Dzisiaj to miasteczko, będące dziedzictwem UNESCO sławne jest ze swojej średniowiecznej architektury, ale też z rozciągających się wokół tego miejsca winnic.

Przykładowa winnica


Zauważyłem, że w wielu francuskich winnicach starannie uprawianej winorośli towarzyszą kępy róż, najczęściej czerwonych, a wokół Bordeaux - w kolorze bordo.

...mniam, mniam...

    Miałem przyjemność odwiedzić to miasteczko korzystając z sobotnio-niedzielnego wypoczynku, jaki trafił mi się po zawiezieniu towaru do Bordeaux. Ten rejon Francji sławny jest z rozległych winnic i świetnego, acz drogiego zwykle wina. Pośród licznych wiosek i miasteczek rozlokowanych wokół Bordeaux Saint-Émilion zajmuje poczesne miejsce, odwiedzane przez turystów, nie przesadzę, gdy powiem - z całego świata. 

Ogródek restauracyjny widziany z góry

W uroczej średniowiecznej architekturze starego miasta słyszałem język angielski, niemiecki i hiszpański, a rysy wielu twarzy świadczyły o ich azjatyckim: chińskim, japońskim lub koreańskim pochodzeniu.


Tak wygląda wiele starych francuskich miasteczek położonych poniżej szerokości geograficznej, na której leży Paryż. Widziane z lotu ptaka dachy typowe są dla krajobrazu południowej i południowo-zachodniej Francji, tu: Akwitanii.

Spacerują po miasteczku, szczególnie upodobałem sobie czarownie wąskie uliczki. Oto kilka obrazków:








Nad miastem góruje kościół monolityczny (większość bryły kościoła wraz z fundamentem to jedna skała). W tym miejscu warto przypomnieć, że we Francji tworzywem dla znakomitej większości obiektów sakralnych jest kamień.



A oto ciekawostka - nowoczesne rzeźby umiejscowione we wnętrzu powierzchni pomiędzy murami obronnymi miasta.


I na zakończenie tej krótkiej, niestety, podróży do przeszłości ogólny, z lotu ptaka widok Saint-Émilion. To profesjonalne zdjęcie pochodzi ze strony wikipedii.



[07.10.2021, Toruń]


KULTURALNE PRZYGODY (1) STANISŁAW WITKIEWICZ. "GRUBY"

 

 Stanisław Witkiewicz - "Morskie Oko"

1.

    Najpierw nocna podróż do Zakopanego śladami Stanisława Witkiewicza, ojca Witkacego, znawcy Tatr, miasta pod Giewontem, teoretyka architektury oraz twórcę i popularyzatora tzw. stylu zakopiańskiego. Okazuje się, że również pisarza, który malował także słowem tatrzański pejzaż, tudzież przybliżał czytelnikom niuanse zakopiańskich zwyczajów.

    Poniżej fragment niewielki jego pracy "Na przełęczy. Wrażenia i obrazy z Tatr", wydanej w 1891 roku nakładem znanego warszawskiego wydawnictwa Gebethnera i Wolfa. [pisownia wiernie odtworzona]

    "W wąwozach takich kryją się marzycielskie natury i ludzie stroniący od ludzi. Jest tam dla wszystkich miejsce. W głębi doliny Strążyńskiej, jak ołtarz, świeci w słońcu stroma turnia Giewontu, widna „piknie, od spodku do wirchu, jak do przezieradła!“ Tam, pod krętemi, białemi konarami buku, potykając się na kamieniach, rozwydrzeni panowie tańczą nieraz kadryla lub mazura.

    Ten Giewont tak popularny, na którego imię klną się wszyscy neofici taternictwa, którego szczerba i nos garbaty ozdabia rozmaite „Pamiątki z Zakopanego“, Giewont ten przedstawia się pod tysiącznemi postaciami: od szerokiej ściany do śpiczastej jak wieża gotycka, iglicy. Raz imponuje swoją szczytnością i powagą, to znowu zdaje się lichą turniczką, — wszystko tu, jak wszędzie zresztą, zależy od punktu widzenia.

    Stojąc na jednym z gzemsów Nosala, na którym tak często świecą się czerwone spódnice i białe serdaki, można już doznawać wrażeń nadprzepaścistych. Prosto z pod nóg urywa się przepaść ponad doliną Bystrej. Środkiem jej idzie szosa wysadzana drzewami; po bokach rozbiegają się w białych pianach potoki, bieleją ściany kuźnic i starego dworu, nad niemi wznosi się czarna od lasu Krokiew, a wyżej, wsparta w upłaziste boki, ścięta piramida Giewontu, ciemnieje poważnie na tle przesuwających się spodem białych obłoków. Prawdziwie dziwacznym jest Giewont, kiedy się ku niemu idzie od Kalatówek, i kiedy nagle z za stromych bliższych turni wyziera jego łeb czarny, owinięty turbanem chmury, — kręci się ona wirowo z podmuchem południowego wiatru i nie może się od skały oderwać."

2.

    Inna część nocy przeznaczona jest na oglądanie dawno niewidzianego serialu "Gruby" Wojciecha Fiwka nakręconego w 1973 roku na podstawie scenariusza Aleksandra Minkowskiego. Czemu wspominam o tym serialu w kawiarence? Jasne że z sentymentu do samego filmu i książki Minkowskiego, ale też w związku z zainteresowaniem "Ziemiami Odzyskanymi" po zakończeniu II wojny światowej i w myśl hasła: "prawda czasu, prawda ekranu". Dodałbym jeszcze i to, że obecnie nie kręci się filmów dla młodzieży, bo się nie opłaca "zawracać głowy dzieciom i młodzianom duperelami" .

    Film kręcono w Mieroszowie w powiecie wałbrzyskim i w Mokrzeszowie w powiecie świdnickim.


kadr z filmu

[07.10.2021, Toruń]


06 października 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (545 - 546) KONKURS SZOPENOWSKI. MŁODZI A JĘZYK NIENAWIŚCI.

 


Ten plakat XI Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego
 autorstwa Tomasza Szuleckiego wydał mi się najciekawszy.

545.

    Na fejsbuku jestem od roku 2010, a praktycznie moja tam obecność datuje się od chwili, gdy znalazłem się na forum tego społecznościowego portalu, gdzie komentowano XVI Międzynarodowy Konkurs Szopenowski, który, nota bene, zakończył się wygraną rosyjskiej pianistki Julianna Awdiejewej. 

    Obecnie trwa osiemnasty konkurs, rozgrywany w nietypowym roku - w 2020 nie doszedł do skutku z powodu pandemii. W tym roku nie śledzę, przynajmniej do tej pory, nazbyt uważnie przebiegu konkursu, ale niewykluczone, że już od drugiego etapu zacznę słuchać systematyczniej. Z uwagi na fakt, iż bojkotuję wszystkie pisowskie stacje telewizyjne, mój dostęp do konkursu ograniczam do oglądania i odsłuchiwania konkursu udostępnianego przez Instytut Szopenowski na kanale You Tube. Przy okazji uważam, że tego typu dostęp do imprez i spektakli kulturalnych jest dogodniejszy, gdyż nie trzeba "być obecnym" "na żywo", a można odtwarzać ulubione wykonania o dowolnej porze dnia czy nocy.

546.

    Wielu myślących ludzi intryguje problem hejtu i języka nienawiści, jaki niemal na każdym kroku można dostrzec w Internecie. A dzieje się tak pomimo tego, że właściwie nikt w Internecie nie jest anonimowy, jeżeli tylko temu, kto zechciałby sprawdzić z jakiego adresu internetowego IP pochodzi dany hejt, który niemal zawsze łączy się z publikowaniem języka nienawiści. Problem tkwi raczej w tym, że hejtu jest dużo, a ochoty na podejmowanie działań przeciwko mowie nienawiści stanowczo zbyt mało.

    Jako byłego belfra interesuje mnie szczególnie to, jakie są główne źródła, skąd czerpią nienawiść ludzie młodzi. Interesujące jest to, że jeśli z takim młodym porozmawia się w sposób normalny, "na żywo" na tematy, który nie są młodzieży obce, nie dostrzegam w tym, co mówią ludzie młodzi jakiejś specjalnej zaciekłości, nawet jeśli omawiany problem nie jest po myśli młodzieżowców. Oczywiście wypowiadam się na ten temat na podstawie własnych i tylko własnych doświadczeń, więc nie należy tych spostrzeżeń uogólniać. Jeżeli jednak w Internecie podejmuje się ten sam temat, mowa młodzieży jest zgoła inna, bardziej agresywna, a czasami bez dania racji, pełna nienawiści.

    Zauważyłem, że główną inspiracją tego języka nienawiści jest polityka, czy też konkretniej - konkretni politycy, którym pozbawieni doświadczenia życiowego młodzi ludzie ulegają i, niejednokrotnie, formułują wręcz słowo w słowo myśli ich guru. Jako że zajmowałem się tym problemem przynajmniej od roku spróbowałem "podejść" młode osoby należące do tzw. młodzieżówek partii politycznych. Okazuje się, że moje wrażenia są niemal identyczne bez względu na to jaką partię ci młodzi ludzie popierają. Oczywiście nie stawiam w każdym miejscu znaku równości. Młodzi pisowcy i konfederaci "przejadą się po tobie jak po rudej kobyle" niemal natychmiast. Stopień zacietrzewienia tych młodych ludzi jest straszny, a obronę swoich starszych kolegów partyjnych można porównać do obrony ojczyzny - takie połączenie Termopili, Westerplatte i Częstochowy. Mniej skłonni operować językiem nienawiści są młode pokolenia PSU-u i Platformy, chociaż i w tym przypadku słychać, że ci młodzi ludzie komunikują się głównie językiem partyjnym. No i na koniec młodzieżówka lewicy - zaznaczam, że nie wybierałem skrajnych frakcji. Wydawałoby się, że młodzieżowe środowisko lewicy, reprezentujące poglądy starszych i dużo starszych kolegów lewicy - ugrupowania politycznego najbardziej otwartego na świat, a zatem chłonącego demokratyczne poglądy innych, w tym środowisku nie spotkam się z mową nienawiści. Tymczasem jest odwrotnie. Młodzi lewicy potrafią ci zbesztać nie gorzej niż ich rówieśnicy z pisu czy konfederacji i tak jak oni są nieprzekonywalni.

    Źle to wróży naszej / mojej przyszłości. Myślę, że my - Polacy znaleźliśmy się w najgorszej sytuacji od względem utrzymywania więzi społecznej od czasu zakończenia II wojny światowej. Nawet podczas konfliktu w czasach pierwszej Solidarności nie było takiej nienawiści między ludźmi, gdyż cała masa "partyjnych" popierała podówczas ruch solidarnościowy.


[06.10.2021, Toruń]


05 października 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (541 - 544) CIEPŁO. ADELKA ZDROWIEJE. WIECZORAMI I NOCAMI. WALKA Z PROPAGANDĄ.

 

Barbara Bednarska - "Złota Polska Jesień"

541.

    Znów powiało jesiennym ciepłem. Odkąd pamiętam, przynajmniej od 35 lat, zawsze w okolicach 5 października było ciepło. Było być może parę lat, kiedy to pogoda nie dopisała, ale w ponad 90% przypadków piąty pażdziernik oznaczał piękną pogodę. Oby potrwała jak najdłużej.

542.

    Adelka po drugiej wizycie u weterynarza. Problemy żołądkowo-jelitowe nie skończyły się jeszcze - czeka ją kilkanaście zastrzyków, ale, jak się zdaje, wraca do zdrowia. Schudła ponad kilogram, co dla pieska o wadze do 4,5 kilo jest sporym ubytkiem wagi. Lekarz zalecił jej częstsze, lecz mniejsze porcje, a tymczasem nasza piesełka chciałaby szybciutko odbić sobie utratę wagi; jest cały czas głodna, śpiewając nosem i pyszczkiem smutne piosenki, a do tego niczym tresowany, cyrkowy pudelek wspina się na dwie tylne łapki, starając się dojrzeć, czy na szafie lub stole nie ma czegoś do jedzenia.

    Na chorobie Adelki traci Masza, której akurat przydałoby się schudnąć, no i ma ku temu okazję, bo obie suczki karmione są tymi samymi pokarmami w identycznej ilości. Jeszcze parę dni temu, kiedy stan zdrowia Adelki był bardzo zły, też żądała więcej jedzenia, a nie wolno było jej dawać w uprzednich, przedchorobowych ilościach. I tu powstawał problem, bo przecież mieliśmy świadomość, że suczka je zbyt mało, ale tylko dlatego, aby nie pogarszać jej dolegliwości... ale przetłumacz to psince.

543.

    Od pewnego czasu jestem zajęty, ale lepiej nie napiszę czym. Wieczorami i nocami czytam (cały czas Marqueza, powoli, bo czasu, a czasami i sił nie starcza), z nogą nie jest gorzej, choć prochy przeciwbólowe muszę brać, ale nie narzekam; tylko jak popatrzę sobie na mecz siatkówki, to jakaś taka żałość mnie ogarnia, bo bym sobie amatorsko zagrał, ba, ale podczas gry w siatkówkę trzeba nie tylko odbijać piłkę, ale i dobiegać do niej, upadać... a tu masz.

    W nocy oglądam też sobie filmy, różne filmy; słucham także słuchowisk i patrzę na spektakle teatralne. Zdaje się, że kolejna moja notatka może dotyczyć "Dwóch teatrów" Szaniawskiego - właśnie jestem w trakcie oglądania tego spektaklu w reżyserii Gustawa Holoubka.

    Aby się trochę rozerwać oglądam też odcinek po odcinku "Trzydzieści przypadków majora Zemana" - czechosłowacki serial, którego bohaterem jest wspomniany milicjant.

544.

    W dalszym ciągu szukam dzieci z Michałowa. Toczę (myślę, że z wieloma innymi) nierówną walkę z propagandą, ze znieczulicą, z faszystowskimi kłamliwymi umysłami. Oto, co przez sześć lat panowania zrobił z ludzkimi umysłami pis. Ile trzeba mieć w sobie nienawiści, aby potrafić znaleźć wrogów w dzieciach i tłumaczyć, jak, nomen omen, pisowski rzecznik praw dziecka, że te dzieci z Michałowa chciały szukać pomocy w Niemczech i dlatego odesłano je na granicę z Białorusią, gdzie są bezpieczne. Zastanawiam się, kiedy nasi pogranicznicy zaczną do tych i innych dzieci strzelać, a może już...


[05.10.2021, Toruń]


04 października 2021

HISTORIE Z TEOFILEM - FRAGMENT ZNACZNIE WIĘKSZEJ CAŁOŚCI

 

Gdzieś na Ziemiach Zachodnich - zdjęcie Artura Falkowskiego


HISTORIE Z TEOFILEM - początkowy fragment

    Jest rok 2010, rocznik czterdziesty się kłania, wojenny. Przeżyło się tyle lat, siedemdziesiątka na karku, więc wspomnień pod dostatkiem, gdziem ja nie był, czegom nie widział... . Natalia myśli sobie, że śpię, a ja już na polu, siadłem sobie na tej ławeczce zrobionej z kłód brzozowych, przeciętych wzdłuż tułowia pnia i podziwiam połyskującą w pierwszych rozbłyskach porannego słońca nieruchomą taflę jeziora - szósta z minutami, a może nawet przed szóstą. Syn postarał się, oj postarał, o tę działkę nad samym jeziorem - uroczo położona, a po tamtej stronie las - świerkowo - sosnowy, a na wzgórzu brzozowo - bukowy.

    Janek zdecydował, że mi wyprawi prawdziwe siedemdziesiąte urodziny. Zaprosił mnie i Natalię do siebie, bo "tak mało u ciebie w tym Krakowie miejsca", tak powiedział, a czy to był przytyk do tego, że za mało starałem się o to swoje mieszkanie - dwa pokoje z kuchnią to żaden rarytas, gdy moi rówieśnicy postawili sobie na przedmieściu pałace, czy to był przytyk, nie wiem, ale chyba nie miał nic złego na myśli, bo wie, że to moje mieszkanie na Bronowicach szanuję bardzo. Okna na Kopiec wychodzą, syn o tym wie i córka. Ileż to razy spoglądaliśmy na to usypane przez krajan wzgórze, a potem , przynajmniej dwa razy do roku wyprawialiśmy się na ten Kopiec, idąc meandrami ulic przedmieścia. Wiedzą, że lubię ze swego balkoniku patrzeć na we mgle skąpany, najsławniejszy z krakowskich Kopiec, bo racławickiemu bohaterowi poświęcony. Ale miejsca w tym moim mieszkaniu na Zapolskiej, aby zaprosić wszystkich znajomych na tę moją siedemdziesiątkę nie wystarczy, i Janek słusznie pomyślał.

    Nie wytrzymał i zaprosił mnie do siebie na cały tydzień, a zwieńczeniem tego tygodnia nad jeziorem mają być te moje urodziny, może już ostatnie okrągłe urodziny.

    Mówiłem mu bez udawanej przestrogi: - Jasiu, a jeśli kto z moich starych druhów zechce odwiedzić mnie, a tu taki szmat drogi z Krakowa? Ty sobie wyobrażasz, jak te chłopy i baby tutaj dojadą, gdyby się jednak zdecydowali?

    On mi na to:

- Tosiu, mój staruszku kochany, ja już nie jestem na dorobku, ja już się d o r o b i ł e m, ciężką pracą, cały czas mając na uwadze twoje wychowanie. Będzie trzeba - autobus wynajmę i zwieść każę, jakem synem Teofila Ostrowskiego.

    I wynajął, mój Boże, wynajął. Najpierw obdzwonił moich znajomych, tych co przy życiu jeszcze i tych młodszych. Niektórzy zdecydowali się przyjechać na moją uroczystą siedemdziesiątkę i teraz czekać tylko wypada i zamartwiać się od nowa:

- Jasiek, a gdzież się oni wszyscy podzieją. Twój dom obszerny wprawdzie, ale nie pomieści chętnych.

- Tosiu, mój staruszku kochany, nie pozwalam ci się o to martwić. Zaufaj i wypoczywaj. Lipiec za pasem.

    Siedzę tedy nad tym jeziorem, wpatrzony weń jak w obraz na ścianie pokoju mojej dziewiętnastowiecznej babki zawieszony; widzę kursujące po leciutko wyżłobionej toni kurki wodne, gdzie indziej, ponad kępami przybrzeżnej trzciny - kaczki, zliczyłem do dziewięciu - jakaś rodzina, a jeśli tak, to młode odkarmione, niewiele od płynącej na czele matki mniejsze.

    Nie ustępowałem:

- Jasiek, ty mi natychmiast powiedz, gdzie pomieścisz te moje starocie, które sprowadzisz na tę uroczystość, boć ich sędziwe ciała wymagają odrobiny luksusu, gdy sen zasypie im oczy. Starość, chłopcze, ma swoje prawa; inne one od twoich, czterdziestolatka z plusem.

- Tosiu kochany, moi sąsiedzi obiecali pomóc - już pokoje gotowe, a tylko sobie nie myśl, że przez to zobowiązania będę miał względem nich - my tak tutaj w zgodzie żyjemy, pomagając sobie od czasu do czasu, z czystej życzliwości mnie poratowali.

    Pomyślałem sobie, że mam syna dobrego, majętnego przy okazji, ale tam... dorobił się uczciwie, to wiem, a majętność, znaczy się bogactwo ku bogactwu lgnie, więc nie dziwota, że po tej stronie jeziora, w tych rzadkich lasach, gdy tylko działki pod zabudowę mieszkalną powstały i w plan zagospodarowania przestrzennego je ujęto, nie dziwota, że jeden bogacz koło drugiego się pobudował i teraz całemu światu się chwali swoją posiadłością. Tak jak bieda trzyma się z biedą, tak bogactwo do bogactwa przystaje. Nie, oczywiście, że nie mam pretensji do syna, że powiodło mu się w życiu bardziej niż córce, że najpierw dzięki swym wnioskom racjonalizatorskim, potem wynalazkom i wreszcie umiejętności sprzedania tego, co wymyśliła jego głowa, dzięki temu wszystkiemu, nawet w najgorszych czasach ekonomii utrzymywał swoją profesję, za czym dom swój i rodzinę na więcej niż przyzwoitym poziomie. Nie mam o to pretensji, chociaż we mnie się nie wrodził, we mnie, który o swoje dbać tak jak on, nie potrafił, zaprzedawszy swą duszę idei.

    Inne to czasy są obecnie, myślę sobie, każdy ku sobie kawałek kołdry ciągnie i mało dba o to, że ten bliżej uchylonego okna marznie. Minęły te młode moje lata powojenne, kiedym socjalistyczną ideą urzeczony pragnął powszechnego dobra dla wszystkich, równego dostępu do środków, jednakich możliwości stawania się człowiekiem nowych czasów. Ledwiem maturę zdał, zagnało mnie na Ziemie Zachodnie do pracy w młodzieżowym, wspierającym partię postępu związku. Zszedł mi rok na fizycznej robocie przy urządzaniu zachodniopomorskich wiosek i miast. Wkraczałem akurat w drugą połowę lat pięćdziesiątych, już był po przełomie, ale mój optymizm, moja wiara w lepszy świat nie zależała od społeczno-politycznych perturbacji. Sam z siebie wiedziałem, że samo się nie zrobi, ak jak sama stolica się nie odbuduje; wiedziałem też, że oprócz Warszawy są miejsca, w których ludzie żyć będą i tym należy też pomagać, odzyskiwać dla nich infrastrukturę, wznosić szkoły, przedszkola, ośrodki zdrowia i domy kultury, i kiedy dzisiaj, anno domini 2010 słucham tych wystąpień nienawistnych o nas, budowniczych nowego porządku, serce się kraje...

- A co ciebie tutaj sprowadziło tak bez śniadania?

U mego boku zasiadła Natalia.

(...)


[04.10.2021, Toruń]


03 października 2021

SZTUKA - JAN HAVICKSZOON STEEN I JEGO MALARSTWO RODZAJOWE.

 

    Jan Steen, XVII-wieczny malarz holenderski, urodzony piwowarskiej rodzinie w 1626 roku w Lejdzie (zmarł w 1679 - tamże) za przedmiot swych malarskich prac obierał portrety, tematy historyczne i biblijne, malarstwo rodzajowe i pejzaż. W roku 1648 Steen zarejestrowany został jako malarz w Gildii św. Łukasza w Lejdzie. Studiował u malarzy, Nicolaesa Knüpfera w Utrechcie i Adriaena van Ostade w Haarlemie oraz był praktykantem malarza Jana van Goyena w Hadze.

    Steen znajduje się w kawiarence zwłaszcza ze względu na uprawiane przez siebie malarstwo rodzajowe, tak typowe dla wielu niderlandzkich malarzy XVII wieku. Dzięki nim możemy poznać sposób życia i obyczaje holenderskich mieszczan i wieśniaków prezentowane w specyficznych sytuacjach takich jak wesela, wszelkiego rodzaju inne celebracje, ale też w bardziej kameralnych pracach Steen ukazuje sceny z wizytą lekarzy czy też obrazki z życia nauczycieli uczących dzieci.

    Niektórzy badacze twórczości Jana Steena spekulują, że jego świąteczne sceny z piciem i zabawą opierają się na jego życiu jako karczmarza, gdyż oprócz malowania zajmował się on prowadzeniem gospody i zakładu piwowarskiego.
    Kiedy w 1660 Steen i jego rodzina przenieśli się do Haarlem, malarza zaczął pracę z większymi formatami i stworzył niektóre ze swoich najbardziej rozpoznawalnych obrazów, takich jak " Dancing couple" - "Tańcząca para" czy "Celebrating the Birth" - "Święto urodzin".

    W 1669, po śmierci żony Steen przeniósł się do Lejdy, ożenił się ponownie, tym razem z Marią van Egmond, z którą wkrótce miał syna. Pod koniec lat 60. i 70. W końcowym okresie swojego życia Steen malował głownie obrazy o tematyce biblijnej. Zmarł w wieku 53 lat.

    Poniżej kilka prac Jana Steena.

"Dancing couple"


"Celebrating in birth"


"In the tavern"


"Peasants before inn"


"Prayer before meal"


"Merry family"



"School teacher"


"A village wedding"


[03.10.2021, Toruń]


02 października 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (539 - 540) KARIERA PANI BEZ LUSTRA. GDZIE SĄ DZIECI Z MICHAŁOWA.

 


pani pawłowska z protektorem - ku pamięci.

539.

Nie tylko Kukiz. Takich osób o formacie szmaty z lumpeksu jest więcej, ale wydaje się, że przynajmniej w tej kadencji parlamentarnej pani pawłowska monika osiągnęła najwyższy pułap lawirowania na nieświeżym oddechu. Wspomniana posłanka brylowała swego czasu w strukturach SLD, z czyjego ramienia została wiceszefową Forum Równych Szans i Praw Kobiet w województwie lubelskim. Następnie w roku 2019 została regionalną koordynatorką partii wiosna roberta biedronia i tego samego roku z lewicowych list dostała się do Sejmu. W bieżącym roku zmieniła swój światopogląd i wstąpiła do "porozumienia" gowina, aby chwili obecnej, Gdy jarosław gowin znalazł się poza rządem, przeskoczyć do pisu. Kariera zaiste zdumiewająca, jednocześnie będąca przestrogą dla elektoratu, aby zwracał on baczną uwagę na to, komu udzielamy poparcia, głosując w wyborach parlamentarnych. Dla mnie osobiście ta pani jest ewidentnym przykładem - zachętą, aby nie brać udziału w wyborach, gdyż mija to się z sensem. Wydaje się nawet, że tego typu ułomne charakterologicznie kreatury są w swoim zachowaniu nawet groźniejsze od obecnych twórców państwa totalitarnego jakim stało się polskie państwo. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że pani pawłowska nie posiada w swoim domu lustra, ale już nie byłbym taki pewien, że nie zostanie parlamentarzystką lub wręcz europarlamentarzystka w kolejnych wyborczych rozdaniach, gdyż pasuje ona idealnie do umysłowości pisowskiego elektoratu.

540.

Pytanie: "gdzie są dzieci z Michałowa?" pozostaje tajemnicą poliszynela rządzących naszym krajem i jest jednocześnie potwierdzeniem tezy, że podstawowym powodem wprowadzenia stanu wyjątkowego na wschodnich rubieżach kraju jest niedopuszczenie do tego, aby społeczeństwo dowiedziało się, co totalitarny reżim wyprawia na granicy z Białorusią i jak świetnie wpisuje się w politykę prezydenta tego kraju. Nigdy w życiu nie przyszło mi do głowy, że dożyję czasów, w których kraj, w którym mieszkam od tylu lat wyda wojnę dzieciom, kraj, że niech mi będzie wolno powtórzyć, w którym dzieci podlegają szczególnej ochronie od chwili poczęcia, kraj katolicki, w którym ponoć dziecko, matka i rodzina wynoszeni są niemal na ołtarze. W tym to kraju dokonuje się antyhumanitarna rzeź, a kiedy piszę te słowa, i kiedy nieznany jest los kobiet i dzieci z Michałowa, w telewizyjnej reżimowej dwójce trwa, ku uciesze pisowskiego elektoratu, koncert disco polo.

Oczywiście oburza mnie również fabrykowanie haków na emigrantów, straszenie Polaków gwałtami, które będą się dokonywać, gdybyśmy pozwolili żyć w naszym kraju tym matkom z dziećmi, ale też oburzony jestem postawą wysłanniczki parlamentu Unii Europejskiej, która, a wnioskuję to z wywiadu, jaki udzieliła bodajże TVN24, dokładała wszelkich starań, aby niczego złego nie powiedzieć na temat polityki prowadzonej przez reżim kaczyńskiego.

Żyjemy tutaj, w Polsce, w epoce całkowitej klęski rozumu i humanitaryzmu. Dochodzę do wniosku, że od czasów powojennych nie mieliśmy do czynienia z tak antyludzkimi, a przy okazji tak złodziejskimi i kłamliwymi rządami (sławetny Fundusz Sprawiedliwości Solidarnej Polski), z takim napędzającym się nepotyzmem. Przyznam szczerze, że nie wierzę, aby za mojego życia mogło się coś zmienić, o czym z kolei przekonuje mnie historia kariery politycznej pani pawłowskiej.

Jedyne co mogę zrobić ze swej strony na teraz i na jutro to całkowita ignorancja i ostracyzm w stosunku do każdego kto wspiera politykę obecnego reżimu.


[02.10.2021, Toruń]