Petrus Christus - Portret młodej kobiety

Petrus Christus  -  Portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

18 sierpnia 2018

POGRANICZE (2) NIE WIEM JAK TO SIĘ STAŁO


„Zamknijcie drzwi od kaplicy
I stańcie dokoła truny;
Żadnej lampy, żadnej świécy,
W oknach zawieście całuny.
Niech księżyca jasność blada
Szczelinami tu nie wpada.
Tylko żwawo, tylko śmiało.”
        [Adam Mickiewicz - „Dziady” część II]

Wskrzeszam ciebie ze zmarłych. Stawiam na katedrze. Ta sama sala. Ten sam gmach. Parter. Trzy rzędy stolików i krzeseł. Siedzę jak wtedy przy oknie. Wrzesień, styczeń czy maj. Nieważne.
- Drodzy moi. Przepraszam. Spóźniłam się (spóźniła się raz w życiu, może dwa). Jestem bardzo zniesmaczona tym wszystkim. Nie mogę do siebie dojść. Zaczynamy lekcję.
Widzę ból na jej twarzy. Ten przeskok z przeszłości w teraźniejszość nie wyszedł jej na dobre. Myślała, że ta zmiana, w jakiej uczestniczyła, ta droga wolności, na którą wstąpiła wyda dobre owoce, gdy tymczasem…
Nie powinienem przywoływać jej z krainy cieni, ponieważ rozczarowanie, wprawiające w dreszcz całe jej ciało może wywołać chorobę, która zwróci ją cieniom.
Ale skoro tu już jest, tedy ja poproszę ją o pozostanie w sali, nie w czasie przerwy, ale po lekcji, bo spraw tyle się zebrało, że nawet ta długa, dwudziestominutowa pauza nie wystarczy. Oprócz tego nie wiem, jak się do meritum zabrać.
Tak i siadam naprzeciwko niej, naprzeciwko katedry, na stoliku; dawniej nie odważyłbym się usiąść nie na krześle, ale ona to rozumie, bo świat postąpił o dwa kroki naprzód, może o krok zbyt daleko.
Ona już wie, o czym mam zamiar z nią rozmawiać i uświadamia sobie, że będzie miała problem z odpowiedzią na moje pytania, a przewiduje, że będę jej zadawał pytania.
- Dlaczego tak się stało? - pytam. - Dlaczego doszło do tego? Czyżby nie było warto?
Podczas gdy ona skupia się nad odpowiedzią, ja przypominam jej:
- Wie pani, o czym teraz myślę? Przypominam sobie, gdyśmy omawiali „Kordiana i chama”. Tłumaczyła pani, że w mowie potocznej „cham” to ktoś mimo wszystko inny niż „cham” u Kruczkowskiego, chociaż w języku arystokratycznym cham zawsze był zaprzeczeniem szlachcica.
Jest trochę zdziwiona, że zaczynam właśnie od Kruczkowskiego. Powinienem był zostawić tę kwestię na sam koniec.
Doskonale pamiętam, że miała arystokratyczne maniery, że z politowaniem przyglądała się temu, jak ludzie wokół niej mają problemy z zachowaniem się przyzwoicie, według niepisanych standardów moralnych, przy czym zachowywała powściągliwość w wypowiadaniu słów krytyki, a już na pewno nie próbowała pouczać łamiących zasady dobrego wychowania. Świeciła jasno własnym przykładem, ale jakże trudno było się wspiąć na tę latarnię….
Wydawałoby się, że posiadając solidną domieszkę prawości w swojej arystokratycznej, błękitnej krwi, skłaniała się będzie ku szlachetnym, ale szlacheckim postawom, mniejszą wagę przywiązując do osobowości ukształtowanych przez społeczne niziny - tymczasem było inaczej. Ona przecież wybaczała chłopom Żeromskiego te kradzieże mienia poległych w boju powstańców, chwaliła mezalians Orzelskiej, doceniała niosących kaganek oświaty, uśmiechała się do Joasi Podborskiej, lecz jednocześnie nie potępiała Judyma, stała po stronie Antygony, o pieśniach gminnych wypowiadała się z zachwytem, wybaczyła Lordowi Jimowi, nie wybaczyła ludziom, którzy ludziom zgotowali taki los. Daleka od rewolucyjnych uniesień doceniała Majakowskiego, a obrazowość Jesienina rzucała ją na kolana. Jako słaba kobieta znalazłaby swoje miejsce u boku doktora Rieux, aby powstrzymać zarazę, imponował jej Cezary Baryka, ceniła Słowackiego, obserwowała świat oczami Różewicza.
- Doprawdy nie wiem, jak to się stało - odpowiada. - Po części i ja jestem za to odpowiedzialna, bo postawiłam poprzeczkę zbyt wysoko.
- Myślę, że gdyby nie pani, wszystko już by się rozpadło - ripostuje - a tak, jest jeszcze szansa.
Milczy, by po chwili zabrać głos.
- Mam z kojarzenie z Mickiewiczem i wpływem jaki miał na wieszcza Towiański. Ludzie poszli w stronę ułudy. Stracili racjonalne podejście do życia. Zaufali szamanom. Współczuję im. Potępiam ale współczuję.
- Ale żeby do takiego stopnia akceptować podłość, kłamstwo i nienawiść? - wyrażam zaniepokojenie.
- Nic nie trwa wiecznie. I oni staną przed Guślarzem, staną przed sądem.

[18.08.2018, Sucy-en-Brie, Val-de-Marne we Francji]

2 komentarze:

  1. Wspaniała kobieta, a treść scenki znowu aktualna...

    OdpowiedzUsuń
  2. Cały przekrój literatury. A jak się czyta fantastycznie, choćby taką perełkę: "wybaczyła Lordowi Jimowi, nie wybaczyła ludziom, którzy ludziom zgotowali taki los."
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń