Luis Alberto Sangroniz - Portret kobiety (1932)

Luis Alberto Sangroniz  -  Portret kobiety (1932)

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

12 sierpnia 2019

RZECZ O PORAŻCE


Wstępny tytuł to „Córeczka tatusia” i chyba go nie zmienię. Ale ten tytuł jest trochę zwodniczy… nie powiem jeszcze dlaczego. Właściwie będzie to rzecz o porażce lub, jak kto woli, klęsce życiowej, zawinionej i nie, lecz chyba bardziej zawinionej.
Zastanawiałem się nad tym, w jakim czasie historycznym umieścić tę swoją najważniejszą opowieść i wyszło mi na to, że początek tej historii przypadnie na lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku, choć może nie jest to najważniejsze – ta historia mogłaby się wydarzyć (i zdarza się) w każdym okresie historycznym.
Myślę, że do jej napisania należało dojrzeć. Czy dojrzałem?
Nie jest łatwo opisywać ludzkie słabości, przyznawać się do swoich wad, błędów i zaniechań. Nie jest łatwo podsumowywać życia, którego barwy nie są takie, jak wyobrażenia o nich, dodajmy: wyobrażenia ukształtowane w wieku młodzieńczym.
Mój bohater w pewnym wieku uświadomi sobie, że przeszedł obok życia i, co gorsza, pozwolił na to, aby życie przeszło obok osoby, którą kocha… nic już nie można na to poradzić.
Ta opowieść nie będzie się ukazywać w kawiarence. Zdecydowałem się jedynie na zaprezentowanie kilkunastu początkowych zdań we wstępnej, jeszcze niedopracowanej wersji.
Wydało mi się, że muzyka Erika Satie świetnie komponuje się z charakterem pisanej przeze mnie opowieści.

CÓRECZKA TATUSIA

Przyłożył dłoń do jej główki. Poczuł wilgotne ciepło. Jeśli nawet zdawało mu się, że oddycha normalnie, swobodnie, rytmicznie, miał co do swoich odczuć wątpliwości.
Łóżeczko stało pomiędzy ich łóżkami. Dlaczego akurat tak? Aby każde z nich miało równy i natychmiastowy dostęp do małej; tak zdecydowali i bardzo ucieszył się z tego, że Elżbieta przystała na jego pomysły. Najpierw, że wyrzucą ich stare, podwójne łoże, a kupią dwie „jedynki”, niekoniecznie łóżka - mogły być wersalki, ale dostali łóżka; było o nie łatwiej, bo teraz ludzie rzucają się na tapczany i wersalki, a łóżka nie są dziś w modzie. Ucieszył się także ze sposobu w jaki je ustawili, czyli łóżeczko Madzi pośrodku z dostępem do niego z obu stron i właśnie korzystając z tego dostępu sprawdzał, czy coś złego nie dzieje się z ich córeczką, bo jeszcze przed dwoma dniami wydawało mu się, że zakasłała. Elżbieta oczywiście zbagatelizowała to zdarzenie; mówiła, że było to delikatne zachłyśnięcie się podczas przerwy w karmieniu.
– Madzia je nazbyt szybko, ale natychmiast podniosłam wyżej jej główkę i odstawiłam pierś… i przeszło – tłumaczyła mu. – A kiedy ponownie przystąpiłam do karmienia, dziecina tak jakby zrozumiała i zaczęła wysysać pokarm mniej łapczywie.
- A pewnie, że zrozumiała, bo jest inteligentna – odparł wtedy z dumą.
- No jest… - Elżbieta uśmiechnęła się. – Ależ nie przejmuj się tak bardzo byle czym…
- Byle czym? – oburzył się. – Wiesz czym mogłoby się skończyć takie zachłyśnięcie?
Wodził palcami po nosku, po policzkach córeczki i nie mógł się nadziwić kształtności jej twarzy, delikatności aksamitnej skóry, śmiesznemu dołeczkowi w podbródku. Tak… ma śliczną córeczkę. I znów przesunął dłoń na jej czoło. Coś go tknęło. Dlaczego jej główka jest tak ciepła? Wręcz gorąca? A Elżbieta śpi. Nawet jeśli ma prawo być zmęczona, to jako matka powinna przecież wiedzieć, że nocą temperatura ciała bardzo małego dziecka może się tylko nasilić.
Wstał, obszedł oba łóżka i stanął pomiędzy oknem a tym, na którym spała jego żona. Wyciągnął ku niej rękę. Lekko drżącą dłonią dotknął odkrytego ramienia Elżbiety. Potrząsnął nim delikatnie, ale wystarczająco silnie, aby reagując na ten zew, otworzyła oczy. Posiłkował się przy tym naprędce sporządzoną wypowiedzią:
- Elu, nasza Madzia ma gorączkę.
Nie od razu otworzyła oczy, ale kiedy już uniosła bezwładne powieki, na jej twarzy pojawił się grymas bólu.
- Co ci się stało, Adasiu? Dlaczego masz taką zimną dłoń, zupełnie lodowatą. 
(...)

  

11 sierpnia 2019

CZAS RELAKSU

Aby nie zwariować, aby nie odlatywać zbyt wysoko i często jak pan Samolocik i upadać tak nisko jak pan Ampułka proponuję kolejną pocztówkę muzyczną.

1. Edyta Bartosiewicz i Krzysztof Krawczyk - "Trudno tak".
Zaczynam od tej piosenki, jednej z moich ulubionych, prawdziwej, wzruszającej i ważnej. To, że stosunkowo rzadko można ją dzisiaj usłyszeć nie jest równoznaczne z utratą jej wiarygodności. Muzyka "wpadająca w ucho", aranż świetny, tekst prosty ale dziwnie aktualny także w kilkanaście lat po jej powstaniu. Wykonawcy stanęli na wysokości zadania z leciutką przewagą pani Edyty.

2. Kombi - "Nasze randez vous"
W świecie muzyki popularnej onegdaj styl "new romantic". W Polsce sztandarowym przedstawicielem romantycznego brzmienia był zespół Kombi. Bardzo przyjemnie się słucha, tak jak i miło jest wracać do pozytywnych wspomnień.

3. Wilki - "Na zawsze i na wieczność".
Lubię piosenki stanowiące w wersji tekstowej pewną dobrze sprecyzowaną opowieść. Wbrew pozorom nieczęsto zdarzają się takie teksty. Atrakcyjne jest wykonanie tej pieśni; podoba mi się falset pana Roberta Gawlińskiego.


4. Sarsa - "Carmen".
Muszę przyznać, że nie wiem prawie nic o wykonawczyni tego utworu, ale na tle grasującego obecnie schematu wykonań młodych współczesnych artystów popularnej muzy ta propozycja muzyczna Sarsy ma w sobie coś intrygującego. Widać, a właściwie słychać, że artystka popracowała nad oryginalnością wykonania. Może kogoś odpycha dająca się zauważyć monotonia powtarzających się fraz i dźwięków; dla mnie jest to zabieg atrakcyjny.


5. Pedro Capó, i Farruko - "Calma".
Na koniec tegoroczny letni przebój. Pewnie za rok, dwa "Calma" zostanie zapomniana, co często się zdarza w tego typu hitowych utworach: momentalnie zyskują popularność, aby po pewnym czasie ustąpić nagle jak pan samolocik marszałek na rzecz innego, nowego przeboju. Świetnie się słucha tej piosenki prowadząc auto. 
















06 sierpnia 2019

POBRANE NAUKI

Nauczyłem się od niego,
że rym w wierszu to nie wszystko.
Liczy się znaczenie słów,
a że rozproszone
jak koraliki
przeciętnego sznura różańca?
Co z tego?
W każdym słowie
ma być sens i basta.

I jeszcze tego,
że zmarszczki przygarbionej staruszki
śmiało mogą stanąć
na wybiegu modelek Gucciego.
Dostaną ode mnie brawa
nawet wtedy,
gdy mistrz ceremonii
przy wtórze gwizdów z sali
pospiesznie sprowadzi kobietę na ziemię.

Tak jak on
nie pastwię się nad ojczyzną
opisywaną wielkimi literami.
Zamiast bohaterstwa
używam słowa powinność
i chwalę wysiłek codzienności,
szarej, nie nadającej się
na tytuły do kolorowych czasopism.

Nauczyłem się nie tylko od niego,
to prawda.
Kilka osób już odeszło.
Każda z nich w jedną stronę,
tak myślę.
Dlaczego nie potrafię przekazać tej wiedzy...


[06.08.2019, Porto w Portugalii]

WYCZEKIWANIE

Słońce zaiskrzyło ledwie raz, około południa, potem przygasło. Na wysokim niebie chmury nieruchome otaczają szczelnym parasolem miasto leniwie toczące wody swego żywota, na pierwszy rzut oka beztroskie.
Kobiety, mężczyźni z psami na uwięzi przesuwają się skrajem chodnika. Zwierzęta wstępują na zieloną, przyprószoną opadłymi liśćmi połać trawnika; idą za potrzebą pod kamienny parkan. Dwa koty: rudy, szczupły jak modelka-anorektyczka krąży wokół niepełnych pojemników ze śmieciami; grubszy, popielaty zachodzi w to miejsce rzadziej.
Samochody niespiesznie znikają z parkingów; pojawiają się ponownie po godzinie, pół. Wychodzą z nich ludzie, mieszkańcy, właściciele aut z naręczami papierowych toreb z poczynionymi zakupami.
Dobrze ubrany mężczyzna myszkuje tymczasem w czeluści jednego z kontenerów. Wydobywa zeń zwoje drutu, jakieś nikomu niepotrzebne kable. Odchodzi.
Cisza jakby kto zatkał uszy tamponami z waty, przerywana od czasu do czasu rechotem silnika samolotu.
Przestałem liczyć godziny. Uzbrojony w cierpliwość wyczekuję na start do kraju, który nie jest już dla mnie oazą szczęśliwości, nie tęsknię za nim jak Mickiewicz na paryskim bruku; nawet gdybym potrafił, nie napisałbym "Pana Tadeusza". Dla tego kraju - nie warto.
Moja ojczyzna jest tylko we mnie. Każdorazowo zmieniam jej adres.
Tak być nie powinno.

[06.08.2019, Porto w Portugalii]

PANI BASIEŃKA Z MĘŻEM

Pani Basieńka z mężem
i w tym roku w podróży.
Bułgaria, tam słońce, plaża.
Wiadomo - bezdzietni,
mogą sobie pozwolić.
A my nad nasze morze.

Pani Basieńka z mężem
schorowani.
Trzecie piętro, schodzą rzadko,
tyle co na balkonie
karmią gołębie.
Dwojga z nas już nie ma.

Pani Basieńka z mężem
częstują mnie ciasteczkami.
Zostało im jeszcze ze wspomnień
pudełeczko z kawą marago.
Moi też pili,
nie doczekali.

Pani Basieńka z mężem
pokazują mi fotografie:
Balaton, Złote Piaski, Odessa.
Pożółkłe, wyglądają jak nowe.
W wewnętrznej kieszeni marynarki
skrywam zdjęcia z pogrzebu.

Pani Basieńka z mężem
nie mają dzieci.
Kto wie, co stanie się z ich spanielką,
gdyby przypadkiem... równocześnie...
Moi odeszli z pokorą jedno po drugim.
Tak wyszło.

[06.08.2019, Porto w Portugalii]

NA LUDOWĄ NUTĘ


Powiedzmy, że będzie na wesoło. Tak naprawdę jest super i o co nam chodzi? Zabawmy się!
Co niektórych moich rodaków nie obchodzi nic albo prawie nic i w tej nicości tkwią, zadowoleni z tego, że żyją.
Gdybyśmy żyli w normalnym państwie (nie żyjemy w normalnym) to wszyscy jak jeden mąż sprzeciwilibyśmy się stylowi pracy pana sułtana marszałka, polegającej na nagminnym przemieszczaniu się z miejsca na miejsce samolotem w towarzystwie rodziny i przyjaciół. Ale się temu nie sprzeciwiamy, przynajmniej nie wszyscy, co pewnie okaże się w najbliższych wyborach. Ale w tym miejscu przestrzegam: mimo wszystko pan kuchciński nie weźmie na pokład samolotu wszystkich wyborców pisu... ograniczenia pojemnościowe (dotyczy to gabarytów samolotu, choć równie można by to odnieść do gabarytów co niektórych mózgów elektoratu).
W każdym szanującym się demokratycznym państwie taki sułtan z miejsca podałby się do dymisji, ewentualnie dostałby takiego kopa, że wzniósłby się ponad stratosferę bez konieczności czarterowania aeroplanu... ale nie w naszym kraju.
Zdaje się, że naczelnik Polski - pis bada odporność Polaków na mniej lub bardziej spektakularne przekręty. Ciemny lud wydaje się bardzo odporny. Łyknął jak pingwin młodego śledzia szydłowe nagrody, przegryzł kumplowskie pensje panienek zatrudnionych przez prezesa NBP, nie obchodzi go szubrawski biznes rydzyka. Przyjął do wiadomości, że parlament ma być twierdzą, a niepełnosprawni wypłakują swoje żale we własnych chałupach, nauczyciele niech się cieszą, że żyją, a ci wstętni uchodźcy, geje i lesbijki, ten cały animalny element, co to nie docenia dobrej zmiany - won z kraju.
Ciemny lud wierzy, że reforma sądownictwa polega na obsadzeniu w KRS-ie i TK ludzi skierowanych tam przez ziobrę i że w celu poprawy jakości powietrza, czy szerzej, środowiska naturalnego jest wycinka lasów.
Ciemny lud ma swoją telewizję, radio i prasę, do których się modli wraz z księdzem pedofilem przygarniętym przez satrapę z Torunia.
Nic, ale to nic, nie jest w stanie przekonać ciemnego ludu, że sprawy wolności i demokracji idą w złym kierunku, a jeśli kto wątpi, zostaje przekonany programami z plusem.
Ciemny lud nie zauważa tego, że pisowskie rządy prowadzą nasz najkrótszą i najmniej skomplikowaną drogą w stronę faszystowskiej dyktatury eliminującej wszystkich oponentów. Nie zauważa kłamstw płynących z ust premiera, jawnych i ukrytych podwyżek podatków, tego że kraj nasz staje się państwem policyjnym.
Nic się nie dzieje, doprawdy...
Kościół katolicki w Polsce przestał być chrześcijański; w sposób jawny zrywa z tradycją pierwszych chrześcijan, z naukami Chrystusa; jest pełen nienawiści już nawet nie tylko wobec ateistów, lecz również wierzących, którzy wzdragają się przed dawaniem koperty satrapie z Torunia, albo tych bezdomnych, którzy nie palą się z oddawaniem luksusowych aut biznesmenowi w sutannie.
Nic się nie dzieje... i nic się nie wydarzy, dopóki nie nastąpi otwarcie szeroko zamkniętych oczu. Jednym słowem musi się wydarzyć cud.
Póki co, zabawmy się, zatańczmy ten chocholi taniec.
Amen.

[06.08.2019, Porto w Portugalii]



05 sierpnia 2019

ZAPACHY I TEMU PODOBNE (5) trochę inaczej

Zawsze interesował mnie proces poprzedzający tworzenie dzieła, jak i też przemyślenia twórcy już w trakcie samej pracy. Co było intencją autora i dlaczego wybrał taki a nie inny sposób obrazowania tego, co wymyśliła jego głowa.
Oczywiście nie uważam się za zawodowego twórcę i gdzież mi tam do prawdziwych władców pióra, jednakowoż wyznaję zasadę, że właściwie wszystko czym człowiek się zajmuje, wkładając w to serce (co za frazes!!!) jest twórczością.
Kontynuuję zatem opowieść o Pirożce i pewnym starszym panu, któremu starałem się nadać kilka swoich własnych cech. Może to pójście na łatwiznę, boć przecież siebie samego najlepiej znamy.

- Maurycy, jeżeli poważnie myślisz o Pirożce - zacząłem - to niech cię ręja boska broni, abyś miał ją kiedykolwiek skrzywdzić.
Spojrzałem na niego, on na mnie. Ton z jakim wypowiedziałem te słowa, był pewnie nadmiernie ostry. Zachowałem się jak ojciec Pirożki. Ale czy ojcowie nie powinni wymagać od partnerów ich córek stanowczych deklaracji?
- Proszę pana, zapewniam, że moje intencje wobec...
- Wierzę ci - przerwałem mu. - Nie musisz kończyć. Chciałem ci tylko na samym początku wylać na głowę kubeł zimnej wody.

Oddaję w tej mojej pisaninie pewne osobiste przemyślenia. Rozdaję swój punkt widzenia na pewne sprawy. Otóż na przykład w dawaniu komuś czegoś namacalnego, co jest realne, ale i też tego, co nieuchwytne i abstrakcyjne, upatruję coś, co powszechnie nazywane jest szczęściem. I jeszcze to: wyznaję zasadę (może trąci to komunistyczną nutką - pani  Pawłowicz nazwałaby to lewactwem), że każdemu człowiekowi należy się to, czego potrzebuje (jak kielnia murarzowi) do pracy... życia, etc.. Jeśli więc mam coś, co mi zbywa, albo czym mogę się podzielić, chętnie to oddam. Dlatego też w opowieści o Pirożce dalszy rozwój wypadków będzie następujący:

- Maurycy, osiadłbyś tutaj, gdyby chciała tego Pirożka? Znalazłbyś tu pracę?
- Oczywiście. Jeśli ona tego zechce... tyle że...
Wiedziałem, co powie. To nie tylko praca. Mieszkanie. Stanowczo zbyt mały metraż u Pirożki. Młodzi zwykle chcą być na swoim, a nie pozwala na to stan portfela.

Jaki może być dalszy rozwój wypadków w mojej opowieści? Czy się kto domyśla?

- Pirożko, chodź tu do nas! Skończ to mycie!
Przyszła po chwili rozradowana tym, że, tak jak to sobie życzyła, rozmawiam z jej chłopakiem.
Usiadła naprzeciwko mnie, międląc w dłoniach ściereczkę do wycierania naczyń, nieświadoma tego, co mam im obojgu do powiedzenia.
- Słuchajcie... od dzisiaj możecie zamieszkać w tym domu... na stałe. Mnie wystarczy ten jeden pokój, w którym przebywam, a cała reszta... reszta jest wasza.
Zastygli w milczeniu. Nie odzywając się ani słowem, popatrzyli na siebie, nie dowierzając, że zostało powiedziane coś, czego w najskrytszych myślach nie podejrzewali.
- Pirożko, tak to sobie umyśliłem. Postanowiłem przekazać ci to, co udało mi się w życiu osiągnąć. Zasługujesz na to. A teraz, kiedy twoje życie nabiera dodatkowych barw, tym bardziej cieszę się z tego, że mogę wam ofiarować to, co najbardziej przyda się wam.

Ktoś powie, że wymyśliłem niestworzoną, nierealną historię, która nie ma prawa się wydarzyć we współczesnym świecie
 Może w istocie tak jest... ale czy ten zwrot w opowieści jest tak bardzo bezzasadny? A może w taki sposób powinno się postępować. Musimy mieć bowiem świadomość, że dóbr doczesnych, choćby najcenniejszych nie zabierzemy do grobu. To co zostawimy po sobie najbliższym, tym, którzy nad szanują warte jest tej naiwnej wiary w człowieka... bo jeśli tej wiary nie mamy... po cóż nam żyć???

[05.08.2019, Porto w Portugalii]
1.
Z hiszpańskich atrakcji:
- upał (40 stopni - normalka)
- susza na tej pustynii (praktycznie całe wnętrze Półwyspu Iberyjskiego to pustynia)
- świetna sieć dróg (także tych kolejowych)
- ludzie wychodzący na ulice po 20-tej (tak w ogóle są mili)
- miasta, o dziwo, czyste (najczystsza Barcelona)
- prawdziwe pomieszanie ludzkich ras, kolorowo (nie tylko tęczowo)
- sporo zamków, kościołów (choć mniej niż we Francji), ale rzucają się też w oczy porzucone domostwa, których nikt nie chce...
2.
Coś mi się wydaje, że będę musiał się zabrać do napisania ostatniego poważnego tekstu jaki popełnię. Nie zdradzę na razie tytułu. Mam pewien zarys, plan... chciałbym zdążyć. To będzie najtrudniejsza do napisania opowieść. Po niej już nic nie zostanie do powiedzenia... i słusznie.
3.
Trójka mi nie działa.

[05.08.2019, Tordesillas Castilla y Leòn w Hiszpanii]

04 sierpnia 2019

SPŁYWAM

Nikt mi nie powie
że zamykałem przed kimś drzwi
uchyliłem je dla kota sąsiadki
to było dawno temu.

Spałem przy otwartym oknie
budziły mnie wróble i synogarlice
stukały dzióbkami w niepełną podstawkę
pod szklankę po ostygłej herbacie.

Dzisiaj śpię w domu bez ścian
jest tylko dach
po którym przejeżdżają auta
a pod tym mostem mknie rzeka.

Tak widocznie musiało się stać
niedługo nastąpi sezon na deszcz
nie obudzę się i spłynę
w dół z prądem.

A tak chciałem przed śmiercią
odwiedzić grób poety
który ocalał z rzezi
i tak pięknie pisał o starych kobietach.

Może w innym życiu
wypiję z tobą pięćdziesiątkę Tadeuszu
oczywiście jeśli na to pozwolisz
mój nauczycielu.

[04.08.2019, Aspiran, Hérault we Francji]

03 sierpnia 2019

JESZCZE CO INNEGO

1.Zacznę jeszcze od Bourges, gdzie na jedną noc "zamieszkałem" w okolicy schroniska dla psiaków. Początkowo (wszak była to noc, gwiezdna lecz bezksiężycowa) nie widziałem, że odpoczywam pośród piesków o dopiero po przebudzeniu, po rozładunku i powrocie w "miejsce koniecznego odpoczynku, przekonałem się, kim są moi najbliżsi sąsiedzi.
A mają pracownicy schroniska taką zasadę, że dwoje z nich o porannej porze wyprowadza parę tych stworzeń na spacer. A jakże, pieski spacerują na smyczowej uwięzi; a jakie ładne, jakie zadbane; nic to, że nie wszystkie jednorasowe. Ciekawe, czy u nas w kraju podobne spacery są wpisane do obowiązku pracowników schronisk dla szczekających zwierząt.
2. Udałem się później z Bourges do Beaumont Hauge... to sa samym zachodzie Francji, za Caen, po czym tamże udałem się na przedpołudniowy odpoczynek. Ale najistotniejsze było to, że po tym kursie, podjeżdżając pod kolejny załadunek spotkałem "busiarza" - kobietę. Wiek niewiele ponad 30 lat, z Bytomia, Ślązaczka od trzech prawie lat jeździ małymi ciężarówkami. Mieliśmy kurs w to samo miejsce: ładunek dzielony na dwa auta. Czas na rozmowę był właściwie dopiero po rozładunku w kolejnej miejscowości. Podsumuję, nie zdradzając treści - ludzie mają swoje problemy, a ja tę kobietę (jakoś uszło naszej uwadze wymienić się imionami) szczerze podziwiam.
3. Kolejna trasa należała do tych dalszych, spod Cean do Monako, niemal 1200 km. Właściwie to jechało mi się nieźle. Trzy piętnastominutowe drzemki wystarczyły do tego, aby organizm się zregenerował, choć już w sanym Monako (to już trzecie odwiedziny w tym księstwie) czułem zmęczenie. A że nie bardzo lubię to miasto-państwo będące stolicą hazardu, rizrywki i turystyki nie na moją kieszeń, to poprosiłem spedytora, aby nakazał mi jechać gdzieś w stronę kolejnego załarunku, w pobliże Cannes do Le Cannet, skąd nazajutrz biorę kurs na Porto, oczywiście w Portugalii.
4. No i ku swemu nieszczęściu zajrzałem do internetu, co się porabia w państwie pisowskim, a dziać się musiało z powodu kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Toż i dowiedziałem się, że premier reżimowego rządu na okoliczność wspomnianego powstania złożył kwiaty pod pomnikiem lecha kaczyńskiego (może coś pokręciłem... premier to był czy pan prezydent), pan prezydent duda w jakimś patriotycznym wystąpieniu radośnie rozminął się z prawdą, przesuwając datę konferencji jałtańskiej na czas przed Powstaniem (ciemny lud i tak to kupi), a pan arcybiskup katolicki jędraszewski postanowił, że przy okazji rocznicy Powstania Warszawskiego warto wspomnieć o tęczowej zarazie jaka panoszy się obecnie w kraju rządzonym przez pisowsko-rydzykowy reżim. Powiedziałbym, że panu jędraszewskiemu pomyliły się kolory; ja raczej ową zarazę dostrzegam w stonowanych, jednokolorowych barwach przyponinających czerń, ale z krakowskim arcybiskupem polemizować nie chcę - starszemu człowiekowi należy się dyspensa, również za to, że nie wie, co mówi... powiem tylko jedno... ponad dwa tysiące lat chrześcijaństwa i... słuchając pana jędraszewskiego... poszło to na marne, bo krakowski arcybiskup jest dla mnie takim chrześcijaninem jak z koziej bródki maybach rydzyka.

[02.08.2019, Villeneuve-Loubet, Alpes-Maritimes we Francji]