TOM X. ZESZYTY 28/29/30
ROZDZIAŁ
19.
NOC
GWIAŹDZISTA I BAŚNIOWA
(podczas
której odbywa się w kawiarence impreza poświęcona wydaniu
pierwszego numeru czasopisma "Nasz Głos")
Radca
Krach rozlokowywał gości i w międzyczasie odbierał gratulacje,
choć te należały się głównie redaktorowi Pokorskiemu, który
dopilnował, aby pierwszy numer pisma ukazał się w określonym
terminie. Prawdę powiedziawszy, pan redaktor siedzący z małżonką
przy tym samym stoliku co państwo Koteńkowie, co i rusz narażony
był na wymianę pogodnych zdań z tymi, którzy zechcieli złożyć
naczelnemu wdzięczne wyrazy uszanowania. Pośród nich byli tacy, co
redaktora lepiej albo gorzej, ale jednak znali i skorzystali z
okazji, aby tę znajomość sobie przypomnieć; byli to także
goście, którzy do kawiarenki po raz pierwszy zawitali skuszeni
informacją, że w najkrótszą na tym świecie noc podwoje kawiarni
otwierają
się za
połowę
ceny wszelkiego
kawiarnianego dobra,
a nadto atrakcją kupałowego święta miało
być puszczanie
w plenerze ogrodu
filmów
o prastarych słowiańskich,
przedchrześcijańskich
obyczajach. Amatorzy
filmowych przedstawień
przybyli tłumnie, aż miejsc siedzących brakło i trzeba było skąd
nie bądź
krzesełka dostawiać.
A
pośród
słów, jakie do redaktora Pokorskiego kierowano, były takie:
-
Bardzo dobrze pan zrobił, żeś odszedł od tego dziennika…
-
Przeczytałam cały numer, panie Pokorski i jestem zbudowana szerokim
spojrzeniem. Oby tak dalej…
-
Czy dwutygodnik, to nie za rzadko? Tylu ma pan świetnych
redaktorów przecież…
-
Jak się panu udało naszego wspaniałego doktora namówić na
pisanie?...
-
Popieram umieszczanie faktów politycznych,
a nie zajadłe ich komentowanie, a z drugiej strony to miłe, że
proponuje pan zamieszczanie wypowiedzi zrównoważonych czytelników…
-
Dziękuję, że o religii pan nie zapomniał…
-
gdzie jak gdzie, ale w kawiarni to pismo zawsze powinno być
dostępne, łącznie z archiwum numerów poprzednich…
-
To mówi pan, że już od lipca hipoterapia w Ciżemkach?
-
Nareszcie gazeta jakiej nam trzeba. Do tego najtańsze ogłoszenia.
Życzę sukcesów…
Dawno
już nie widziano tak osobliwie pogodnego oblicza pana redaktora,
który jeszcze parę miesięcy temu przedstawiał się w opłakanym
stanie. Cóż, wyrzucenie z pracy do przyjemności nie należy,
zwłaszcza ze żona, skromna księgowa, nie zarabiała wiele, a kiedy
ma się dzieci w wieku gimnazjalnym… co tu więcej mówić.
Pani
Pokorska początkowo nie wierzyła w powodzenie przedsięwzięcia,
choć wdzięczna była panu radcy za projekt, a panu Adamowi za
doraźne wsparcie finansowe. Kiedy jednak na biurku męża pojawiła
się prawdziwa sterta wydrukowanych tekstów, uwierzyła w moc
odmiany życia, stojąc odtąd na straży „Naszego Głosu”
finansów, obliczając koszty i starannie
szacując
spodziewane wpływy. Ze zdumieniem doszła do wniosku, że premierowy
numer pisma, wobec rezygnacji z tantiem dla piszących, specjalnej
zniżki za wydruk, może być opłacalny, zwłaszcza że, jak się
okazało, nie doszacowała wielkości sprzedaży.
Sądziła
bowiem,
że należy się liczyć z tym, że około 30 % nakładu pójdzie na
przemiał. Tymczasem w punktach, które podjęły się kolportażu,
zostały pojedyncze egzemplarze pisma. A jeśli przyjdzie doliczyć
wpływy za ogłoszenia, które zawsze motorem są dobrej kondycji
pisma (tych w pierwszym numerze, nie ma się czemu dziwić, było jak
na lekarstwo), „Nasz Głos” może przynosić zyski.
Na
zebraniu redakcyjnym zorganizowanym jeszcze przed wydaniem pierwszego
numeru wszyscy piszący, jak jeden mąż, zrzekli się wynagrodzeń
autorskich na rzecz pomyślności przedsięwzięcia.
-
To całkiem normalne - wypowiedziała się pani Koteńkowa - albowiem
każdy z nas, oprócz młodzieży, posiada stały dochód,
więc nie jesteśmy w bezwzględnej potrzebie czerpania zysków z
redakcyjnych kawałków. Kiedy nasze pismo się rozwinie, to co
innego.
Natenczas
przedstawiciel młodzieży zapewnił, że:
-
Traktujemy nasz udział w redagowaniu pisma jako zaszczyt i możliwość
wypowiedzenia się z innymi, a też, trudno nie wspomnieć o tym,
nasz udział w piśmie to także promowanie nas i naszej sprawy.
Kawiarennik
z kolei dodał, ze gdyby ktoś z piszących znalazł się w
finansowej potrzebie, wtedy uzasadnione się wydaje za artykuł
zapłacić według zwyczajowo przyjętej stawki.
Redaktor
Pokorski z kolei podziękował wszystkim piszącym, którzy
potraktowali swoją pracę na tyle poważnie, że korekt
redaktorskich było zdecydowanie mniej niż mógłby się spodziewać.
Dodał również, że aby postąpić krok naprzód z rozpropagowaniem
pisma on, jako naczelny, będzie do okazyjnej współpracy zapraszał
do pisania artykułów przez innych dziennikarzy, bądź też
specjalistów z innych profesji, i tym godzi się za swą
dziennikarską twórczość zapłacić.
Radca
Krach, którego powszechnie uznano za ojca chrzestnego
przedsięwzięcia (gdy
zabrał,
głos, powitano go oklaskami na stojąco), w podsumowaniu dyskusji,
podczas której nie tylko wiele jeszcze innych słów padło, ale i
kawy a herbaty wypito
szklanic a szklanic,
powiedział, że „Nasz Głos” nie jest jedynie kawiarenkowiczów
pismem, lecz nade wszystko staje się naszym sposobem myślenia,
filozofia, stanem umysłu, który niech się pomyślnie rozwija pod
wodzą naczelnego redaktora, któremu, jak i pozostałym,
„niech zapału do pracy nigdy nie zabraknie”.
I
w końcu pani Zofia Koteńko odczytała z wdziękiem listę autorów
pierwszego numeru pisma. Przy okazji każdego z redaktorów ośmieliła
się obdarzyć wymieniony artykuł zwięzłym komentarzem, gdyż
prócz naczelnego i jej samej pełnego zestawu autorów dziewiczego
wydania nikt nie znał. Wymieniła zatem:
-
wstępniak naczelnego, w którym redaktor Pokorski objaśnia motywy
powstania pisma wraz z planami na przyszłość;
-
Starego
Pisarza
opowiadanie wraz z kącikiem literackim, do którego będzie
zapraszał chętnych i zmotywowanych do uprawy własnego literackiego
ogródka;
-
radcy Kracha artykuł o nowych gościach Ciżemek i tego
konsekwencjach;
-
inżyniera Beka pomysły kulinarne;
-
mecenasa Szydełki prawne podpowiedzi - wstępnie cenne rozróżnienie
o kodeksach i o tym w jaki sposób pozew napisać, względnie o
poradę adwokata prosić;
-
kawiarenkowej pani Marii wyznania o trudzie wychowania najmłodszych
szkrabów z konkretnymi poradami jakich jej udzielono;
-
zbiorowy artykuł młodych a gniewnych licealistów, którzy na
pierwszy ogień postanowili poddać rzeczowej krytyce nowy film
rodzimej produkcji oraz cenne uwagi na temat paru najnowszych płyt
muzycznych umieścić;
-
doktora Koteńki dwa artykuły: jeden o nokturnach Chopina, a drugi -
zwiastujący cykl medyczny pod wspólnym tytułem: „jak nie dać
się zwieść
chorobie?”;
-
pani Koteńkowej artykuł o polskiej mowie zaśmiecanej przez język
plugawy;
-
zbiorowy artykuł pań: Szydełko, Krach, Bek, Adamiec i Rosolskiej
(dwie ostatnie to pierwszych trzech serdeczne przyjaciółki) o
modzie, fotografii, rodzinie i zwierzątkach domowych;
-
sióstr zakonnych zaproszenie do cyklu pod wielce znaczącym tytułem:
„Wierzysz, nie wierzysz, przeczytaj”
-
i wreszcie po raz kolejny pani Koteńkowa wraz z Adamem, kawiarenki
właścicielem - felietony: pierwszy o świecie kupały; drugi: o
zaangażowaniu
społecznym
Oprócz
wymienionych pani Koteńkowa nie omieszkała dodać, że redaktor
naczelny dokonał zbioru najświeższych lokalnych informacji,
opracował regulamin zamieszczania ogłoszeń i reklam, tudzież
zachęcił wszystkich czytających do współpracy. Ponadto pani
Zosia kazała towarzystwu zwrócić uwagę na graficzny kształt
pisma oraz dwa rysunkowe szkice: jeden umieszczony w kontekście
Ciżemkowych atrakcji a drugi będący ilustracją do opowiadania
starego pisarza.
-
To dzieło mojej niedawnej uczennicy, dziś studentki akademii sztuk
pięknych - wyjaśniła pani Zosia.
- Jestem
bardzo wdzięczna, że przyjęła zaproszenie do współpracy z
pismem, gdyż, przyznaję, to mój upór to sprawił, zdecydowałam,
aby nasze pisemko w dużej części operowało rysunkiem,
rzeczywistym obrazem, nie tylko typowym zdjęciem.
Tak
było na słynnym redakcyjnym zebraniu.
A
dzisiaj, kiedy redaktor Pokorski odbierał uszanowania i zbliżała
się północ najkrótszej na tej długości świata nocy, puszczono
zebranym gościom filmy.
A
noc była piękna, chłodna, gwiaździsta i baśniowa.
[20.09.2021, Toruń]