Petrus Christus - Portret młodej kobiety

Petrus Christus  -  Portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

12 listopada 2015

TAM GDZIE NIE ISTNIEJE CZAS (1)

(1)
Kiedy pierwszy raz usłyszałem od niego, że są przestępcami, a dokładniej - należą do grupy przestępczej, po prostu go wyłączyłem.
Ubrałem się w ten granatowy dresik i włożyłem na siebie szarą kurtkę z kapturem, rumuńską, bardzo dobrze ja pamiętam, i mogłem w niej wyglądać jak street dancer albo jaki raper, co to wypluwa z siebie słowa i wykrzykuje rękoma, a na głowie ma taki kaptur i głowę ma łysą, i ma brzuch solidny, taki wypasiony, a w ogóle jest umięśniony, bo spędza sporo czasu na siłowni. Ale wtedy moja rumuńska kurtka nie wiedziała jeszcze, że istnieją raperzy; co najwyżej mogli ją nosić amerykańscy bokserzy na filmach albo murzyni z Harlemu, ciskający piłkę do kosza.
Ubrałem tę kurtkę, bo był wiatr, strasznie wtedy wiało i natychmiast pobiegłem do niej, a oburzenie trzymałem w zaciśniętych pięściach.
Matka poznała, że jestem wstrząśnięty. Skąd u wszystkich matek świata ten dar rozpoznawania myśli dziecka? Nie wiem.
Oczywiście przywitaliśmy się i usiedliśmy na ławeczce pod świerczkiem. Gdyby nie ten wiatr byłoby przyjemnie a nawet ciepło, a moja matka była biała, zupełnie biała i było jej zimno, więc przysunęła się do mnie i wiem, że nogi jej drżały. Zaproponowałem jej, aby okryła się moją kurtką, zwłaszcza plecy, bo w plecach, odkąd pamiętam, zawsze czuła chłód i mówiła, że to od pleców się zaczyna, od pleców i zimnych stóp. Ale nie chciała założyć mojej rumuńskiej kurtki z kapturem, mówiła, że chociaż drży, to już się przyzwyczaiła do zimna - człowiek do wszystkiego się przyzwyczai.
Ja nie mogę. Od zawsze tkwi we mnie jakiś opór i niezgoda, tak jak wtedy, kiedy ten kunus nazwał mojego ojca i matkę przestępcami, bo tak mu pasowało.
Zapytałem gdzie podział się ojciec i czy wobec braku jego obecności będziemy tak siedzieć tylko we dwoje, a ja przecież przyszedłem w odwiedziny do obojga.
W jej bladym spojrzeniu mieszała się konsternacja z dobrotliwym uśmiechem. Przemówiła:
- Mamy do wyboru następujące możliwości: pojechał z Leszkiem na ryby albo z Doleckim do lasu na grzyby. Możliwe też, że puszcza race w noc świętojańską lub czyści broń przed zawodami. Jest też prawdopodobne, że poszedł wyszukać choinkę na święta albo też ma zmianę zmian, a to oznacza, że śpi i wolałabym go nie budzić, bo wiesz, że ta zmiana zmian oznacza….
- …że pracuje  się szesnaście godzin na dobę - dokończyłem.
- Właśnie. 
I właśnie wtedy opowiedziałem jej o tym, co powiedział ten kunus, a ona odparła, że nie jest zdziwiona, ale może to i lepiej, że ojca nie ma, bo jest porywczy i mógłby tego nie przeżyć. Potem zastanowiła się nad tym, co jej powiedziałem, spojrzała na mnie z taką miną, której nie potrafiłem rozszyfrować i zapytała mnie, czy w to wierzę. Dosłownie wyraziła się w ten sposób:
- Chyba syneczku w to nie wierzysz - jej biała, przezroczysta twarz zdradzała niepokój, niepotrzebnie, bo nie dawałem wiary tamtym oskarżeniom, lecz matka musiała jednak dodać: 
- Gdybyś miał jakieś wątpliwości, zawsze możesz zapytać ludzi, którzy mnie znali… zrobisz to?
Rzadko całowałem dłonie swojej matki, ale wtedy je ucałowałem. Były zimne, a mogę przysiąc, że moje usta wprost przedostawały się przez tę bielutką tkankę jej dłoni, jakby te dłonie zbudowane były z mgły.
Wierzyłem jej, nie miałem najmniejszego powodu, aby w nią wątpić, lecz obiecałem jej, że odszukam tych wszystkich ludzi, którzy ją znali i zapytam.
- Mój ty syneczku - powiedziała i, przyznać muszę, że wzruszyła mnie ta tkliwość z jej strony, bo zwykle nie okazywała przesadnie swoich uczuć w stosunku do mnie; one rodziły się bez słów.
Potem sobie porozmawialiśmy, bo chciała się dowiedzieć jak najwięcej, a ja odpowiadałem, lecz niechętnie, bo w sumie wolałem o sobie nie mówić zbyt wiele, nie było o czym.
Tam na ławeczce pod świerczkiem moja matka miała 33 lata i była sporo młodsza ode mnie, bo ja zawsze myślałem, że ma akurat tyle lat i wcale się nie zestarzała.
- Tutaj, Pawełku, czas nie istnieje - powiedziała, a kiedy porozmawialiśmy wystarczająco długo, moja matka rozpłynęła się i poszła do siebie, a ja planowałem już w rozproszonych swoich myślach podróż do pani Dziuni, do pań Basi, Eli, Walentyny, do sąsiadki; także do pana Leszka i brata pana Leszka i do kilku jeszcze innych, aby zapytać ich o moją matkę.

[11.11.2015, Wiedeń]

2 komentarze:

  1. Czytam Panie Pisarzu, czytam....
    I z podziwu wyjść nie mogę...

    OdpowiedzUsuń
  2. "A oburzenie trzymałem w zaciśniętych pięściach", ponieważ wiadomości o rodzicach krzywdziły dziecko, które zdawało sobie sprawę, że zdrada czy przestępstwo ma pejoratywny wydźwięk. Nikt nie chciałby usłyszeć takich słów, a wielu usłyszało w tamtych czasach. Jeden na drugiego donosił, jeden drugiego oskarżał, ponieważ nie było wolności, skoro rządziły ideologie. I na dodatek mieniły się jako jedynie słuszne. Powrót do dzieciństwa jest zawsze trudny. Narratora czeka podróż do bliskich, którzy znali matkę.

    OdpowiedzUsuń