13 maja 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (391) WYBOISTE DROGI PAMIĘCI (2)

 



391.

      No to do dzieła. Kurs gdzieś, dokąd, nie wiem. Stawiam na Hiszpanię lub Francję. Pamiętam, że wiozłem czegoś dużo i jednostkowo ciężkiego. Stanąłem tuż przy jakimś sklepie, którego magazyn znajdował się poniżej poziomu ulicy, w suterenie. Zapamiętałem, że była winda. To dzięki tej windzie było łatwiej przeładować towar w docelowe miejsce, ale i tak się natrudziłem. Dlaczego nie pamiętam jaki był to towar? Nie zapamiętałem nawet nazwy kraju.

        Bywało lepiej. Z pewnością Włochy, jakaś niewielka miejscowość - stąd kurs do Francji, pod Paryż? Mam przewieźć świeżo wydrukowane podręczniki kucharskie czy coś w tym rodzaju, druk po francusku (pewnie drukarnie włoskie są tańsze). Po załadunku mam do podpisania jakieś dokumenty. Nie wziąłem z kabiny okularów. Spojrzałem na pracownicę, młodą Włoszkę o nietypowej urodzie - blondynka, jasna cera, oczy błękitne. Nie wiem jakeśmy się dogadali, ale ściągnęła ze swojego nosa okulary, podała je mnie, podziękowałem i mogłem już swój podpis w kilku miejscach. "Arrivederci" i wychodzę. Odwracam głowę i widzę na sobie wzrok tej dziewczyny, tylko wzrok, bo nie potrafi podejść do mnie i upomnieć się o te okulary. Ja przez chwilę też nie rozumiem jej spojrzenia i dopiero gdy docieram do drzwi dużego magazynu, orientuję się, że wciąż mam na głowie jej okulary.

      Zjeżdżam z Grenoble, zapewne w stronę Voiron i dalej w kierunku Bourgoin-Jallieu i Lyonu, i na wybitnie wyżynnym terenie mam załadunek. Mały lokalny zakład pracy - jest takich mnóstwo we Francji. Podjeżdżam pod magazyn, którego wrota otwarte są na oścież. Wchodzę do środka, a tam... mój Boże, zastawione stoły - specjały: przednie wędliny, sery, owoce, nieodłączne bagietki, ciasta, napoje i oczywiście wina. Jakaś wyjątkowa uroczystość. Jakiś mężczyzna wychodzi naprzeciwko mnie i pyta, czy mam trochę czasu, i czy można będzie później załadować auto. Zaprasza mnie do środka, częstuje, nalewa jakiegoś czerwonego wina do szklanki, rzecz jasna odmawiam. Pamiętam jeszcze kilka takich małych francuskich firm, które funkcjonują jakby na marginesie biznesu wielkich korporacji. Tu zawsze można się dogadać, nie znając języka, tu obce jest zdenerwowanie czy pośpiech i pomimo widocznej nowoczesności, cofamy się paręnaście lat do dawnych, lepszych czasów.

       Holandię będę pamiętał zawsze w kontekście kawy. Strasznie mili i wyrozumiali ludzie, serwujący kawę na powitanie. Chyba nie było takiej sytuacji, aby nie poczęstowano mnie kawą.

       Ciekawe, że te milsze wspomnienia, niezależnie od tego jakiego kraju dotyczą, wiążą się z małymi firmami. W Anglii pod Newcastle podjechałem pod taką firmę i po rozładunku uciąłem sobie pogawędkę z właścicielem na temat okolic Newcastle i Sunderlandu, gdzie swego czasu przebywałem z młodzieżą z wizytą w Kirkley Hall College. W Niemczech też byłem w kilku, jeśli nie kilkunastu niewielkich firmach, w których pomimo niemieckiej obowiązkowości dominowała szczera, wręcz przyjacielska atmosfera, co naprawdę daje się łatwo wyczuć.

   Ze szczególnym sentymentem wspominam pobyt w niewielkiej firmie zlokalizowanej w Pau we francuskich Pirenejach. Wiozłem tam towar z Włoch, z miejscowości położonej znacznie poniżej Neapolu. W sumie podróż zajęła mi 36 godzin, w tym 15 minut przerwy na sen, no i oczywiście na tankowanie auta. Myślałem już, że uda mi się tę trasę przejechać zupełnie bez odpoczynku. Nie udało mi się. Na jakieś 15 kilometrów przed metą dopadło mnie takie zmęczenie, że musiałem przystanąć i z zegarkiem w ręku przespałem ten kwadrans, po czym ruszyłem w drogę i zameldowałem się pod firmą na minutę przed czasem - dochodziła dziewiąta, a była to sobota - we Francji rzadko która firma pracuje w soboty. Wykonałem telefon do spedytorki, że jestem na czas, a firma zamknięta. Po pięciu minutach oddzwania. Mówi, że za godzinę przyjdzie właściciel z jakimiś ludźmi do rozładunku. Ucieszyłem się. Ustawiłem swą renówkę w taki sposób, aby nie blokować całej bramy - gdyby ktoś przyjechał, nie miałby kłopotów z wjazdem. Oczywiście zasnąłem natychmiast. Budzę się sam. Jest po dwunastej. Brama otwarta. Jacyś ludzie w firmie. Dochodzę do mężczyzny, który wydał mi się właścicielem. Każe mi wjechać. Rozładunek nie trwa długo, a ja jestem już wyspany. Wtedy doszło do mnie to, że ci ludzie rzeczywiście stawili się w pracy o dziesiątej, nie budzili mnie, czekali, aż sam się obudzę. jakoś domyślili się, że jestem po bardzo długiej podróży. Szacunek. W tym Pau znalazłem sobie świetnie miejsce do spania, a że była to sobota, miałem wolny weekend.

      I jeszcze jedna historia, którą dosyć szczegółowo zapamiętałem, a na swoje usprawiedliwienie mam to, że łatwo było ją zapamiętać. Podjechałem do jakiegoś sporego zakładu na strefie przemysłowej. Na nieszczęście zaczęła się przerwa i zmuszony byłem czekać na załadunek półtorej godziny. Podszedłem jednak do recepcji, aby potwierdzić swoje przybycie. Po tamtej stronie okienka... cud prawdziwy - młoda muzułmanka w hadżibie (chusta - zasłona okrywająca głowę i piersi), śliczna jak księżniczka, ciemnolica, pięknooka, a jej twarz jakby szyta z jednego kawałka jedwabiu. Coś tam w tym swoim stuporze zapatrzenia powiedziałem do niej, nie pamiętam... skończyło się na tym, że podała mi kawę, a ja... niczego więcej nie zapamiętałem z tego kursu.


[13.05.2021, Toruń]

6 komentarzy:

  1. Wspomnienia, szczególnie te piękne to bardzo ważna część naszego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej, kiedy życie zaczyna się składać z samych wspomnień...

      Usuń
  2. Przedziwne detale zapamiętujemy lub zapominamy, fenomenalny mózg ma wiele jeszcze zagadek.
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... to prawda, choć chciałoby się przymusić mózg do zapamiętywania tego, co pragnie się zapamiętać...

      Usuń
  3. Są ludzie, których piękno dostrzeżemy mimo zakwefienia i tacy,których ohyda widoczna jest w każdych okolicznościach. Uściski.

    OdpowiedzUsuń