Po mroźnej nocy, przed siódmą rano. Dostałem się do facebookowej grupy osób lubiących muzykę Gustawa Mahlera i akurat słucham jego fantastycznego "Marsza pogrzebowego" z I symfonii, ale o tym utworze napiszę jeszcze w oddzielnym poście, bo przecież kawiarenka nie może istnieć bez tej muzyki.
Przypomniał mi się obrazek z dzieciństwa: bardzo uboga rodzina, czwórka dzieci, ojciec rodziny pracuje, matka dorywczo, zarobki mierne, nie starcza do pierwszego, wszyscy pracowici, jakieś kury, kaczki, owce, ogródek, wyjazdy na grzyby, po rzęsę dla kaczek, a pod nosem staw zarybiony, chłopaki z wędziskami, wyciągają z niego małe bączki, będzie w domu uczta, matka rozpruje brzuchy, może nawet odkroi główki, potem do maszynki do mięsa, przekręci te drobniutkie tusze, doda tartej bułki, cebulki, pietruszki, wszyscy zjedzą z ochotą, nie będą głodni, częstują mnie - smaczne, a więc nie tylko pajda chleba posmarowana smalcem, także ryby, a potem tłuszcz ze smażenia też można wykorzystać, pociągnąć nim dużą kromkę chleba, takiego dawniejszego, okrągłego, z lokalnej piekarni, oczywiście chleb też trzeba oszczędzać - na szczęście w tamtych czasach nie był drogi, nie wszystko wtedy było jak należy, ale chleb był, i do tego tani, to chyba dobrze.
Jestem w tych latach i w tej rzeczywistości, że cieszyć mnie może to, co było, i cieszę się, że jeszcze pamięć mnie nie zawodzi, oby tak było do śmierci. Kto nie lubi się cieszyć, prawda? Nie należę do wyjątków.
I tak mija cały słoneczny, podszyty mroźnym wiatrem dzień. Robię sobie dwie czterdziestominutowe przerwy na sen pomiędzy tym, co nazywam pracą i już jestem w dniu następnym, znów noc z bolącą nogą, ale to nic, bo łykam pastylki, i wcale nie mam zamiaru narzekać na tę nogę, pal ją sześć, bez nogio też się można obejść.
Chleb był tani, i dobrze, i gazety, czasopisma były tanie, więc się czytało do woli, a dla każdego było jakieś pismo, ojciec czytał przed albo tuż po obiedzie, a jak nie było nic wielkiego do roboty, szykował swój sprzęt wędkarski i szedł na ryby, a właściwie to szedł odpocząć, czy może inaczej - odetchnąć, bo jak każdy człowiek na ziemi miał swoje gorsze dni i nad wodą spędzał je najmilej., mawiał, że nad wodą najlepiej mu się odpoczywa i że wcale nie chodzi mu o te ryby, ryby nie są najważniejsze. Kiedy dorobił się radyjka na baterie, brał ten tranzystor i czasami słuchał wiadomości. Przybiegałem czasem do niego i dzisiaj żałuję, że nie pozostawałem z nim dłużej, ale tak to już jest, kiedy jest się szczeniakiem - w głowie byle co, piłka, zabawy na podwórku pod trzepakiem, ale też czytanie książek, odrabianie pracy domowej, a kiedy ojciec wracał z łowów, słońce kryło się za wierzbami. Jeśli połów się udał, ojciec brał się za obieranie ryb; kiedy nic nie złowił, matka podziwiała jego opaleniznę:
- Jak to jest, ty się nigdy nie opalasz, a jesteś opalony; ja z kolei opalam się, a po mnie nie widać.
- Oj, tam, bo aby się opalić, trzeba być w ruchu albo w ogóle nie zastanawiać się nad tym, czy człowiek się opala, czy nie.
O ile czas na to pozwoli, wydobędę z pamięci wiele takich obrazków z przeszłości, która jest moim utrapieniem, bo nie mogę jej wskrzesić.
[10.11.2021, Toruń]
Wydobywaj, bo piękne i wartościowe te obrazki!
OdpowiedzUsuńTen akurat ma jeszcze taką zaletę, iż pokazuje, że dawniej ludzie brali odpowiedzialność za rodzinę, pracowali, dorabiali , starali się , by nikt głodno i chłodno nie chodził spać.
Teraz zasiłki, zapomogi, prezenty i ciągle mało...
jotka
Oj, to prawda... ja ze swoim lewicowym poglądem na świat jestem wprawdzie za okazywaniem pomocy potrzebującym, ale oczywiście nie zawsze i nie wszystkim, bo i też nie wszyscy na nią zasługują.
Usuń